czwartek, 6 września 2012

Uwielbiam zebrania w przedszkolu:(((

Właśnie wróciłam z Lenkowego zebrania. Prawie dwie godziny ględzenia o niczym:( No dobra, było parę ważnych kwestii, ale wszystko, co istotne, można było swobodnie zmieścić w dwóch - trzech kwadransach.
Była mowa o planowanych wycieczkach, imprezach i innych balach. O piżamkach, szczoteczkach do zębów i grzebieniach - wszystko to trzeba dostarczyć do przedszkola.
Było obowiązkowe zbieranie wszelkich możliwych składek i opłat za książki i zajęcia dodatkowe, typu rytmika czy język angielski.
Był wreszcie ulubiony przez wszystkich rodziców punkt każdego wrześniowego zebrania, czyli wybory do Rady Rodziców:) Wszyscy wtedy z wielkim zainteresowaniem oglądają zacieki na suficie i na ścianach (zacieków jednak brakowało, bo sala była świeżo odmalowana:P), tudzież studiują wnikliwie blaty stolików. I czekają, aż ktoś chętny się zgłosi. A chętnych przeważnie brak... Z wielkim trudem przebrnęliśmy przez ten punkt zebrania!
Na koniec zostały już tylko pytania, spostrzeżenia, uwagi i wnioski. Tutaj też mało kto się wychyla, bo każde pytanie nadgorliwego rodzica kwitowane jest wściekłymi spojrzeniami pozostałych, ustawionych już w blokach startowych, żeby jak najszybciej umknąć z sali:)
Chyba zacznę wychodzić w połowie tych zebrań! Zwłaszcza, że od siedzenia na tych mini krzesełkach cholernie boli dupa:)

post signature

11 komentarzy:

  1. Jak to zwykle bywa, przeciągają byle dłużej ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha u nas jeszcze nie było, ciekawe kiedy zrobią:-p

    OdpowiedzUsuń
  3. pocieszę Cię, zebrania w szkole wyglądają podobnie. No, może z wyjątkiem szczoteczek do zębów.
    Za to jakimś cudem udało nam sie załatwić jeszcze przed zebraniem najgorszą zmorę - skarbnik Rady Rodziców. Okazało się, że jeden z ojców jest finansistą zajmującym sie spółkami kapitałowymi (cokolwiek to znaczy) i może zająć sie i klasową kasą. Jeszcze jeden operatywny tatuś od razu zebrał liste adresów i założył klasowy adres pocztowy i grupę dyskusyjną - pewnie też spróbujemy go namówić na RR. Ja może nawet bym sie i dała namówić, ale z zastrzeżeniem, zę od świąt będę mało użyteczna i na pewno nie pójde na nasiadówę pod koniec stycznia, albowiem zamierzam wtedy rodzić Grzechotka, a nie nudzić sie na zebraniach. Tak że może w przyszłym roku raczej, ale to pieśń przyszłości. Jedna osoba może sie jeszcze znajdzie...

    A, i jeszcze jedna różnica na plus dla szkoły. Mają wyższe krzesełka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, bardzo operatywny tatuś:D

      Usuń
  4. och, jak ja się cieszę, że to wszystko jeszcze długo, długo przede mną:)

    OdpowiedzUsuń
  5. u nas ponad dwie ;) ale mi się podobało, chociaż uważam, że można to skrócić o połowę

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas pierwsze zebranie trwało godzinę. wybory do RR bez problemu, bo zgłosiły się cztery sztuki ( w tym ja) na ochotnika i skarbnik tez był ochotnikiem:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Haha, ja się nawet na krzesełko nie załapałam, ani na kawałek ściany żeby się mieć o co oprzeć. Po kwadransie nie było czym oddychać, bo taki był tłum, ale co do treści jestem zadowolona. Mamy bardzo konkretną dyrektorkę, więc nie było lania wody :-)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Drukuj