Po głębokim namyśle i wnikliwej analizie wnętrza urządzenia chłodzącego, Nikodem doszedł do błyskotliwego wniosku, że ludzik jednak nie uciekł, tylko po prostu umarł z głodu, bo w lodówie było akurat nieco pustawo:)
źródło: internet |
Z pewną nieśmiałością i mnóstwem wątpliwości (gdyż po raz pierwszy w życiu zdarzyło mi się nabywać żarówkę do lodówki) udałam się do Castoramy. Stanęłam w dziale oświetleniowym i oniemiałam: "Jak wśród tylu tysięcy przeróżnych żaróweczek mam znaleźć odpowiednią???". Jak na złość, w promieniu kilometra, nie było nikogo z obsługi. No nic, jakoś trzeba sobie radzić! Przecież nie będę dzwonić po pomoc przy byle żaróweczce! Dam radę!
Na szczęście zabrałam ze sobą starą, przepaloną żarówkę (czasami potrafię błysnąć inteligencją:P). Obejrzawszy dokładnie i bardzo wnikliwie mój zabytek, zaczęłam myszkować po półkach w poszukiwaniu odpowiedniego towaru. Po kilku minutach szczęśliwie znalazłam. Obejrzałam obrazek na pudełeczku, porównałam parametry (15W), otworzyłam pudełeczko i przymierzyłam gwincik - wszystko pasowało idealnie! Wciąż jeszcze nie wierząc w swoją bystrość i niewątpliwe szczęście, udałam się do punktu obsługi klienta celem ostatecznego upewnienia się.
Dorwałam miłego pana. Podetknęłam mu pod nos rękę z nowym pudełeczkiem i rękę z przepaloną żarówką i zapytałam rzeczowo:
- To, to będzie to???
Pan obejrzał, pokiwał głową i powiedział:
- Tak, to jest to. To do lodówki ma być?
- Tak, a skąd pan wie?
- Jest napisane na opakowaniu.
Wyrwałam mu pudełeczko i zapatrzyłam się w nie, jak sroka w gnat. Faktycznie, na samym froncie, jak wół, widniał napis "żarówka lodówkowa". A ja przez pół godziny oglądałam to pudełko ze wszystkich możliwych stron i wczytywałam się we wszelkie możliwe symbole. Dosyć spory napis jakoś umknął mojej uwadze!
Nie ma to, jak posłać babę do Castoramy:) Niemniej jednak jestem z siebie dumna - poradziłam sobie! I na dodatek jestem bogatsza o kolejne życiowe doświadczenie - już wiem, jak kupić żarówkę do lodówki! Następnym razem może nauczę się ją zmieniać:) Najważniejsze, że do naszej lodówki powrócił ludzik od światła:)
Jakby mi się przepaliła, to chyba bym wzywała kogoś do naprawy :D
OdpowiedzUsuńW pierwszej chwili pomyślałam, że mi lodówka padła, ale na szczęście to tylko żarówka była:)
Usuńhaha, ale się uśmiałam. Czyżby dowcip z cyklu "przychodzi baba do Castoramy..."? Ja to bym na pewno szukała kogoś z obsługi :)
OdpowiedzUsuńJak na złość wszyscy mi się pochowali akurat:)
UsuńHihihi, dobry pomysł na nowy cykl dowcipów:D
tego było mi trzeba! przeszukiwałam All w celu odszukania fajnego auta,zła jak osa bo oczywiście nic, potem szczypiaca farba na włosach i na koniec Adaś dobił mnie to na was zawsze mozna liczyć :)
OdpowiedzUsuńCieszę się, że poprawiłam Ci humor:)
Usuńna was zawsze mozna liczyć :))
OdpowiedzUsuńStaram się, jak mogę:D
Usuńprzyjmijmy, że ludzik miał chwilowy urlop ;)))
OdpowiedzUsuńLudzikowi w końcu też się należy:)
Usuńhehehehe tak już mamy jak coś jest za proste to jest nie możliwe. Dlatego nie zauważyłaś napisu. A zresztą pewnie jak byś szukala do lodOwki to bu było ich milion
OdpowiedzUsuńnormalnie mało co się nie poosikałam a teraz beczę buahahaha tak czasem bywa z tym szukaniem tego co pod nosem jest wyraźne :P
OdpowiedzUsuńhehe ;) Ja też nieraz błysnę z inteligencją i biorę np. starą baterię ;D
OdpowiedzUsuńhihihi.. jak wiekszość kobiet też bym tak zrobiła;)
OdpowiedzUsuńDobre:)
OdpowiedzUsuń