piątek, 14 czerwca 2013

Uroki dnia wolnego

Z okazji Nikodemowych problemów zdrowotnych od wczoraj przebywam na zwolnieniu lekarskim. Wczoraj było jeszcze z górki, bo Lenka przebywała w przedszkolu a ja z Nikodemem u lekarza. Dzisiaj jest już dużo gorzej!
O godzinie 6.30 obudził mnie dziki ryk Nikodema:
- Mamoooooooooooooooooo! Już ranek, trzeba zrobić okład! - widać, że bardzo przejął się stanem swojego siusiaka.
Na te dzikie wrzaski Lenka momentalnie podniosła głowę z poduszki no i się zaczęło:
- Mamuś, zrób mi tosta!
- Mamuś, narysuj mi ślimaka!
- Mamuś, daj deserek!
- Mamuś, puść Kubusia Puchatka!
- Mamuś, wyrzuć papierek, bo ja oglądam bajkę!
- Mamuś, przelej mi wodę z dużej butelki do małej!
- Mamuś, daj mi tego wacika, co robisz nimi okłady Nikodemowi!
- Mamuś, poszukaj mi krótkich spodenek! Ale nie tych, tych białych!
- Mamuś, podleję kwiatki na balkonie! Nalej mi wody!
- Mamuś, ukrój mi arbuza! Albo może banana!
- Mamuś, zrobiłam kupę!!!
Przy kupie nie wytrzymałam:
- No i co w związku z tym? Mam Ci tyłek podetrzeć? A ile Ty masz lat? W przedszkolu też wołasz Ciotkę, żeby Ci tyłek podtarła?
- W przedszkolu to nie, ale w domu mam Mamę:)
Nie wiem, czy jest to Jej sposób na zwrócenie na siebie uwagi? Bo od wczoraj większość mojej uwagi skupiona jest na Nikodemie. Czy czuje się pominięta? Nie wiem. W każdym bądź razie po paru godzinach wolnego mam serdecznie dosyć i bardzo chcę już wrócić do pracy!

źródło: internet
post signature

czwartek, 13 czerwca 2013

Zapalenie

Dzisiaj rano, zaraz po przebudzeniu, synuś mój oznajmił gromkim głosem, że boli Go siusiak. No nie! Tego jeszcze u nas nie grali! Ponieważ siusiak to dla mężczyzny bardzo ważna rzecz i jego dolegliwości bagatelizować absolutnie nie można od razu udaliśmy się do lekarza. O dziwo udało nam się uzyskać pierwszy numerek i zostaliśmy przyjęci niemal od ręki! Może to dlatego, że lato nie jest raczej sezonem chorobowym:) Chociaż w kolejce za nami szybko ustawiło się kilku małych pacjentów.
Zanim weszliśmy do gabinetu moje niezwykle komunikatywne dziecko zdążyło poinformować całą poczekalnię, że udaje się do lekarza z bolącym siusiakiem. Niczym rasowa emerytka opisał obrazowo wszystkie objawy i brakowało tylko, żeby sam sobie postawił diagnozę i zaordynował leki!
Po wejściu go gabinetu, zaraz po bardzo grzecznym "dzień dobry" zadał swoje rutynowe pytanie:
- Kiedy będę mógł wybrać sobie naklejkę???
Pani doktor przeprowadziła wywiad, obejrzała wnikliwie siusiaka i postawiła diagnozę:
- Zapalenie napletka! Na szczęście nie ma zmian ropnych, więc powinna pomóc maść i okłady z rivanolu. Jeśli nie pomogą, konieczna będzie wizyta u chirurga. Smarować, okładać, wietrzyć i obserwować.
Dostaliśmy receptę na maść z antybiotykiem (detreomycyna), dostaliśmy zalecenia, dostaliśmy upragnioną nakleję "dzielnego pacjenta" i dostaliśmy zwolnienie na dzisiejszy i jutrzejszy dzień.
Po powrocie do domu od razu zaaplikowałam dzieciowi kąpiel, okład z rivanolu, a po okładzie smarowanie maścią.
Mam nadzieję, że obędzie się bez interwencji chirurga...

źródło: internet

post signature

sobota, 8 czerwca 2013

Po szkole...

Nasza dzisiejsza wizyta w szkole podstawowej wywołała we mnie falę wspomnień i wzruszeń:) Ponad dwadzieścia lat temu sama zaczynałam edukację w tych murach - w kronice szkolnej znalazłam nawet zdjęcie swojej klasy:) Teraz do mojej podstawówki będzie uczęszczał mój syn - klasa 1A, czyli dokładnie tak, jak mama!

Szkoła w zasadzie prawie się nie zmieniła od czasów, gdy ja do niej uczęszczałam. W szatni wciąż królują druciane boksy, na korytarzach ten sam parkiet, na sali gimnastycznej stare wysłużone drabinki, z których osobiście zwisałam głową w dół, świetlica w tym samym miejscu, kuchnia też, a sala nr 15 wciąż jest salą nr 15:) Nawet gablota przy sali gimnastycznej jest wciąż ta sama:)
Oczywiście jest nowa elewacja, są nowe okna, nowe drzwi, sale są odnowione a toalety błyszczą kafelkami. Tylko, że teraz te sale wydają mi się dużo, dużo mniejsze. Przestrzeń korytarzy jakby się skurczyła, a sala gimnastyczna już nie straszy swoim ogromem - ot, zwyczajna sala gimnastyczna, żadna rewelacja.


Wspomnienia, wspomnieniami, ale teraz do pierwszej klasy idzie Nikodem! Na dzisiejszą wizytę przyszłych pierwszoklasistów szkoła przygotowała się całkiem nieźle. Podczas gdy rodzice uczestniczyli w zebraniu ogólnym na sali gimnastycznej, dzieci w świetlicy szkolnej oglądały przedstawienie przygotowane specjalnie dla nich przez uczniów szkoły. Było trochę problemów z Lenką, bo popłakała się zaraz po tym, jak mama zniknęła Jej z pola widzenia, ale na szczęście zarówno Nikodem, jak i panie troskliwie się Nią zajęli.

piątek, 7 czerwca 2013

Niespodzianka od Nestle

Jakiś czas temu pisałam, że mój za wiele niejedzący synuś zapałał nagłą i gwałtowną miłością do płatków firmy Nestle Nesquik Alfabet. Miłość ta trwa do dnia dzisiejszego i jak się dzisiaj okazało jest to miłość odwzajemniona:)

Do firmy Nestle napisałam dziękczynnego maila - bardzo spontanicznego, wylewnego i generalnie pełnego zachwytu:) Dnia dzisiejszego od firmy Nestle dotarła do nas wielka paczka, w której znaleźliśmy:

- paczkę płatków Lion,
- paczkę płatków Fitness - to dla mamy,
- dwie wielkie paki płatków Nesquik Alfabet,
- dekoracyjną kartkę z pozdrowieniami i wyrazami uszanowania - wypisaną odręcznie (!) - bardzo miły gest.

Dzieciaki oczywiście od razu rzuciły się na nowość, czyli karmelowo-czekoladowe płatki Lion. Bardzo Im smakowały. Spróbowałam i ja - są pyszne:)


Firmie Nestle po raz kolejny bardzo dziękujemy:)
post signature

środa, 5 czerwca 2013

W sobotę do szkoły

W najbliższą sobotę w szkole podstawowej, do której od września będzie uczęszczał Nikodem organizowane jest spotkanie dla rodziców i dla przyszłych pierwszoklasistów. Dzieci będą mogły obejrzeć szkołę, boisko, świetlicę i cały teren. Rodzice otrzymają garść wstępnych informacji i pewnie będą mieli okazję poznać przyszłe wychowawczynie swoich dzieci.
- Nikodemku, w sobotę idziemy do Twojej nowej szkoły - poinformowałam wczoraj potomka.
Nikodem przyjął informację spokojnie:
- Fajnie, Mamo.
Natomiast Lenka była autentycznie przerażona!!!
- Eeeeeeeeeee, ale jak to do szkoły??? Juuuuuuuuuż??? Teraz??? Dlaczego???
Nikodem tłumaczy Jej spokojnie:
- Ale to tylko tak na próbę, na razie.
Lenka coraz bardziej przerażona pyta:
- Ale, Mamo! Jak On pójdzie do tej szkoły??? Taki malutki!!! Jak On się tej pani pokaże??? On jest za mały, żeby iść do szkoły!!! Czemu już??? Taki malutki!!!
Na to Nikodem spokojnie:
- Nie histeryzuj. W szkole nie dostaje się ocen za dużość, tylko za wiedzę i zachowanie. Wiedzę to ja mam, tylko nie wiem, jak będzie z tym zachowaniem...
Ja właśnie też nie wiem:)



post signature

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Moje dzieci...

Moje dzieci:
-uświadomiły mi, że można być śmiertelnie zmęczonym na hasło "sprzątamy zabawki" a za pięć sekund tryskać niespożytą energią na hasło "idziemy na plac zabaw",
- pokazały, że humor człowieka może zmienić się diametralnie w przeciągu dosłownie chwili bez powodu, bez przyczyny i w ogóle ot tak,
- przekonały, że: jeżeli lubię szczypiorek to można mi go dodawać dosłownie do wszystkiego - do ziemniaków, do parówek na ciepło, do tostów, do sałatki owocowej (yyyyyyyyyy),
- równie sugestywnie przekonały, że jeżeli nie chcę czegoś zjeść, to po prostu tego nie zjem! I nie pomogą tutaj żadne prośby, ani tym bardziej groźby, żadne fikuśne dania, słoneczka na kanapeczkach, serduszka z ziemniaczków ani żadne inne dyrdymały,
- nauczyły mnie wstawania przed wschodem słońca i czerpania radości z pierwszego, porannego śpiewu ptaków - hmmmmmmm, no może nie do końca:)
- pokazały, że można zachwycić się leżeniem przy otwartym balkonie i patrzeniem na strugi płynącego deszczu,
- i uświadomiły, że w czasie burzy w szafie można upchnąć cztery osoby i mimo, że, jak mawiał Kłapouchy: "trochę tu ciasno, ale przytlniasto" i tak jest fajnie:)
Moje dzieci - mimo, że czasami mocno mnie wkurzają, kocham najbardziej na świecie...



post signature

sobota, 1 czerwca 2013

Dla Dziecka

Dziś najbardziej wyczekiwany przez wszystkie dzieci na świecie dzień - Dzień Dziecka! Pogoda znowu spłatała nam figla i od rana pada deszcz, ale zupełnie się tym nie przejmujemy. Ten wyjątkowy dzień zamierzamy spędzić na zabawie:) Na początek wspólne śniadanie...

Miłego i pięknego Dnia Dziecka wszystkim, nie tylko dzieciom, ale i rodzicom życzymy:)

post signature

czwartek, 30 maja 2013

Odpocząć...

Czasami człowiek musi odpocząć. To normalne. Czasami człowiek musi zregenerować siły. To normalne. W tym celu człowiek wysyła dzieci na dwór pod opieką Ojca. I wtedy człowiek ma nadzieję na święty spokój, chwilę odpoczynku, chwilę ciszy i samotności.
Nadzieja ta jednak okazuje się bardzo złudna! Już po pięciu sekundach od wyjścia łupieży z domu słychać przejmujący dzwonek do drzwi.
- Mamooooooooooooo, zapomniałem picia!
Ok, dwie butelki Kubusia Playa zabrane, drzwi zamknięte. Nie mija kolejnych pięć sekund - rozlega się łomot. To pewnie Lenka, która nie sięga do dzwonka.
- Mamooooooooooooo, siku!
Ok, siku zrobione. Drzwi ponownie zamknięte.
Zabieram się do robienia kotletów. Znowu rozlega się dzwonek do drzwi. Za drzwiami stoi Nikodem:
- Mamooooooooooooo, daj klucz od piwnicy!
Spoko, daję klucz i wracam do kotletów. Po upływie niespełna dwóch minut kolejny dzwonek do drzwi i od progu hasło:
- Mamooooooooooooo, daj pompkę!
Kurwa jego mać!!! Jeszcze jeden łomot do drzwi i przysięgam - obiadu nie będzie!!!
Kolejne pięć minut i znowu pukanie do drzwi:
- Mamooooooooooooo, daj mi opaskę do włosów!
W miarę spokojnie mija kolejne dziesięć minut. Znowu walenie do drzwi, za drzwiami ponownie Lenka.
- Mamooooooooooooo, a Nikodem zabiera mi rower!
- A nie możesz tego powiedzieć Tacie??? Przecież Tata jest z Wami na dworze!!!
- Ale Nikodem mi zabiera, buuuuuuuuuuuu...
O żesz w mordę go i nożem, do kurwy nędzy i wszystkich innych świętych...zaraz mnie coś trafi!!!
- Idź do Ojca!!!!!
Pfffffffffffffff, poszła. Mija kolejne pięć minut. Znowu dzwonek do drzwi.
- Mamooooooooooooo, gdzie jest hulajnoga?????
Na usta ciśnie mi się mało pedagogiczna odpowiedź -  "w dupie!", na szczęście się powstrzymuję. Hulajnoga zostaje szczęśliwie odnaleziona w piwnicy. Za kolejne pięć minut historia powtarza się, tym razem z rolkami!


W rezultacie opierdol dostają wszyscy po kolei - ojciec, dzieci i bogu ducha winny sąsiad. I tak się właśnie zastanawiam, czy to zwyczajne nerwy, czy już może klimakterium:)))
post signature

No to laba!

W końcu trochę słońca, trochę odpoczynku, trochę więcej czasu i trochę świętego spokoju:) Dzieciaki poszły na rowery, a ja od rana przesadzam kwiatki. Aż do wczoraj pogoda za bardzo nas nie rozpieszczała, ale w końcu wyszło słońce i temperatura zrobiła się dwucyfrowa! A na balkonie, w doniczce urosły nam poziomki:))) Ciekawe, czy zjadliwe?


Za nami uroczystości z okazji Dnia Matki. Łupieże spisały się dzielnie:) Każde z Nich bez problemu wygłosiło swoje kwestie, odśpiewało i odtańczyło piosenki, wyrecytowało wierszyki. Obydwa przedstawienia były piękne i bardzo wzruszające. W prezencie dostałam: od Nikodema piękny dekoracyjny słoiczek z kolorowym piaskiem w środku, a od Lenki cudną bransoletkę z guzików:) Nie zabrakło też laurek.

Przed nami Dzień Dziecka! Mam nadzieję, że pogoda dopisze, bo planujemy wypad na Piknik Rodzinny organizowany w naszym mieście w niedzielę.
A Nikodem wciąż pyta, czy z okazji Dnia Dziecka w Tesco zabawki będą za darmo:) No cóż, z pewnością nie będą...
post signature

niedziela, 26 maja 2013

Komplementy

Niewątpliwie bardzo miło jest mieć rodzeństwo! Łupieże są tego doskonałym przykładem. Kochają się bardzo i często prawią sobie "komplementy". Dzisiaj jednak przeszli samych siebie:
- Nie żryj tyle słodyczy - mówi Lenka do Nikodema - bo będziesz gruby!!!
- Taaaaaaaaaaa, pewno! Popatrz lepiej na siebie! Przydałoby Ci się trochę ruchu! Masz figurę zamrażarki!
Ups, no to pojechał:)
- Idź lepiej umyć ryja, bo masz w czekoladzie!
- Nie odzywaj się, pani okrągła!
- Mamooooooooooooooooo, a Nikodem nieładnie do mnie mówi!
- Ale Ona pierwsza zaczęła!!!
Nie ma to, jak miłość między rodzeństwem:) Ale podobno "kto się lubi, ten się czubi"...


post signature

Dla Mamy:)

Wszystkim Mamom, w tym również sobie, z okazji dzisiejszego święta życzę mnóstwa smakujących czekoladą całusów, lepkich od słodyczy uścisków, koślawych serduszek na najpiękniejszych na świecie laurkach, zmaltretowanych przez dziecięce łapki bukietów polnych kwiatów i przede wszystkim poczucia spełnienia i satysfakcji:)))



post signature

sobota, 25 maja 2013

Neony

Neonowe kolory są podobno ostatnio bardzo modne:) Nie powiem, żebym była fanką tego typu kolorów, ale za to dzieciaki jak najbardziej. W związku z powyższym udało mi się dzisiaj w Tesco nabyć na wyprzedaży po neonowej sztuce odzieży każdemu z łupieży:
-  dla Nikodema koszmarnie zielona koszulka chłopięca z piranią (motyw tej uroczej rybki bardzo przypadł mi do gustu) za jedyne 11,90 zł:


- dla Lenki równie koszmarnie różowe krótkie getry dziewczęce za 13,30 zł:

Zdjęcia niestety nie oddają w pełni tego bijącego po oczach neonu:) Myślę jednak, że główną zaletą tego typu kolorów jest fakt, że dziecko ubrane w coś takiego mocno wyróżnia się w tłumie. Neonowe dziecko bardzo łatwo zlokalizować na placu zabaw czy też w pełnym klientów sklepie. I to jest zdecydowany plus tego typu ubrań:)))
Pozdrawiam weekendowo i życzę lepszej pogody, niż u nas - od rana niebo zasnute chmurami i co chwilę coś z nieba pada!

post signature

piątek, 24 maja 2013

Za ciężka

Dzisiaj piątek! Kolejny tydzień za nami. W perspektywie weekend i możliwość złapania oddechu po męczących dniach w pracy:) Kocham piątek!
Ale nie o piątku chciałam... Potomstwo moje jest w posiadaniu łóżka piętrowego. Na górze śpi Nikodem, na dole Lenka. Nad łóżkiem wisi półka. Na półce leżą różne dziwne rzeczy, między innymi płyty ze starymi zdjęciami, które akurat dzisiaj były mi potrzebne. Łupieże akurat konsumowały obiad, więc nie chciałam Im przeszkadzać i postanowiłam sama wspiąć się na wyżyny.
Wlazłam po tej cholernej drabince, która niesamowicie wbija się w podeszwy stóp. Spojrzałam w dół i stwierdziłam, że chyba na starość nabawiłam się lęku wysokości, bo momentalnie zakręciło mi się w głowie. Nie wiem dlaczego, wszak wysokość nie jest specjalnie oszałamiająca!
Zaczęłam przeglądać płyty. Już po pięciu sekundach łupieże zainteresowały się moimi poczynaniami.
- Mamo, a po co tam wlazłaś???
- Mamo, uważaj, nie spadnij!
- Mamo, jak już tam jesteś to podaj mi helikopter!
Wygoniłam towarzystwo z powrotem do kuchni! Ale już po chwili usłyszałam na dole jakieś szepty i "śmichy-chichy". Łupieże usadowiły się na dolnym łóżku i wyraźnie się ze mnie nabijały!
- Co tam robicie na dole???
- Czekamy!
- A na co czekacie, jeśli można wiedzieć???
- Czekamy aż się zawali. Bo Ty jesteś taka ciężka, że jak tam wlazłaś, to się deski uginają i czekamy, aż nam spadniesz na głowy! Hihihihi.
Doprawdy - bardzo "ciężki" dowcip mają te moje dzieci:)


post signature

niedziela, 19 maja 2013

Bazgroszyt.pl

Zapewne każdej Mamie znany jest doskonale portal Bazgroszyt zawierający gry i zabawy edukacyjne dla dzieci w wieku przedszkolnym, oraz co najważniejsze druki do nauki pisania i liczenia. Dzięki Bazgroszytowi mamy dziś okazję przetestować, między innymi, pakiet pt. "Logiczne myślenie".
Pakiet ten zawiera kilka modułów pozwalających dziecku rozwijać podstawowe umiejętności matematyczne. Są to: wzorki, labirynty, połącz kropki, sudoku, porównywanie.

Każdy z modułów zawiera około ośmiu zadań z danej dziedziny. Poniżej kilka przykładów zadań do rozwiązania:

sobota, 18 maja 2013

Jak usamodzielniać dziecko?

W nawiązaniu do wczorajszego posta o dorastaniu, chciałam dzisiaj poruszyć temat samodzielności. Kiedy przychodzi czas na to, żeby pozwolić dziecku wyjść bez opieki na plac zabaw, do sklepu czy do kolegi/koleżanki??? Zapewne wiele zależy od charakteru dziecka.
Nikodem ma prawie 7 lat, Lenka prawie 5. Kiedy byłam mniej więcej w wieku Lenki ganiałam beztrosko całymi dniami luzem pod opieką o dwa lata starszego brata i jego pomysłowych kolegów. To był bardzo fajny okres w moim życiu. Wiosną i latem na dworze spędzaliśmy niemalże całą dobę:) Ale to były zupełnie inne czasy. Na dzieci nie czyhało wtedy tyle niebezpieczeństw, co dzisiaj. Samochody nie pędziły z prędkością światła, żaden zboczeniec czy inny oszust nie czaił się za rogiem, a w razie czego o pomoc można było bez obawy poprosić dowolną dorosłą osobę. Niestety, ta beztroska rzeczywistość minęła bezpowrotnie. Dzisiaj sytuacja przedstawia się zgoła inaczej.


W ramach usamodzielniania moich dzieci postanowiłam dzisiaj dać Im nieco swobody. Wysłałam Ich samych do Dziadka. Dziadek mieszka blok dalej. Wystarczy wyjść z klatki, przemierzyć długość jednego bloku, przejść przez parking i kawałek trawnika i już jest się u Dziadka.
Nikodemowi pomysł od razu przypadł do gustu, zwłaszcza, że Dziadek kusił lodami:) Lenka od początku była bardzo sceptyczna i pełna obaw. Syn dostał (powtórzony tysiąc razy) nakaz pilnowania siostry, rozglądania się na wszystkie strony, czy nie jedzie jakiś samochód, omijania i nie zaczepiania obcych osób i zmierzania prosto do celu. Telekonferencja z Dziadkiem została uruchomiona i poszli! Ja pełna niepokoju, biegałam od okna do okna i kontrolowałam sytuację. Dziadek wisiał w swoim oknie i meldował przez telefon.
Po wyjściu z klatki potomstwo moje obrało odpowiedni azymut i ruszyło wzdłuż bloku. Po chwili zniknęli mi z pola widzenia, więc pobiegłam na balkon wypatrywać Ich z drugiej strony. Dziadek meldował przez telefon, że jeszcze Ich nie widzi. Zaniepokoiłam się, bo powinni już dotrzeć do końca bloku i wejść w zasięg widoczności Dziadka. Nie weszli. Po chwili jednak usłyszałam głośny płacz na klatce i dzwonek do drzwi. Nikodem przyprowadził zapłakaną Lenkę, która wystraszyła się warczących dookoła kosiarek. Nikodem tłumaczył Jej iście pedagogicznie:
- I czego wyjesz? Przecież Ci kosiarka głowy nie obetnie!
No naprawdę, nie ma to, jak mieć wsparcie przy uspokajaniu przestraszonego dziecka:)  Koniec końców Nikodem do Dziadka pobiegł sam, a zapłakana Lenka została w domu. Wniosek z tego taki, że na samodzielność Lenki jeszcze stanowczo za wcześnie!


post signature

piątek, 17 maja 2013

Pięć lat później

Pisałam już kiedyś na temat zbyt szybko upływającego czasu: TUTAJ. Dzisiaj wydaje mi się, że życie przyspieszyło jeszcze bardziej. Tygodnie mijają niepostrzeżenie, poniedziałek błyskawicznie zmienia się w piątek i tak naokoło. Dzieci rosną w zastraszającym tempie. Dopiero biegały w pieluchach a tu już niedługo idą do szkoły.
Dopiero wklejałam to zdjęcie:

a już dzisiaj sytuacja wygląda tak:


A im dalej, tym moje dzieci wymagają więcej uwagi, cierpliwości, zaangażowania. I tak sobie myślę, że bycie matką jest naprawdę fascynującym a jednocześnie przerażającym przeżyciem. Głównie przeraża mnie ten ogrom odpowiedzialności za odpowiednie ukształtowanie i wychowanie moich dzieci. Z drugiej jednak strony to kształtowanie Ich światopoglądu daje mi mnóstwo satysfakcji. Każdy, nawet najdrobniejszy sukces, każda nowo zdobyta umiejętność cieszą bardziej niż własne.
I jak sobie pomyślę, że już niedługo będą całkowicie samodzielni i nie będą mnie już potrzebować tak bardzo, jak teraz, to robi mi się smutno. Dlatego właśnie staram się poświęcać Im jak najwięcej mojego czasu. Bo wiem, że za chwilę dorosną i spędzanie czasu z rodzicami będzie dla Nich zwyczajnym obciachem:)

post signature

poniedziałek, 13 maja 2013

Tilox

O Lilla Lou pisałam już kiedyś TUTAJ i TUTAJ. Tym razem firma wypuściła na rynek serię dla chłopców - Tilox. Jest to seria kreatywnych zeszytów - kolorowanek, które świetnie rozwijają wyobraźnię dziecka, dając mu mnóstwo możliwości kreowania własnego świata robotów, czy pojazdów latających.

W zeszycie znajdziemy całą masę konturów samolotów lub robotów, które dziecko może wyklejać, malować farbami, czy kolorować kredkami.

Pole do popisu dla chłopca jest ogromne. Dodatkowo w każdej książeczce znajdziemy model samolotu do samodzielnego złożenia, wraz z instrukcją obsługi.

Nikodem jest oczywiście zachwycony. Myślę, że to doskonały pomysł na kreatywną zabawę dla małych chłopców. Polecam:)

post signature
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Drukuj