Kiedy jest odpowiedni czas na przekłucie dziecku uszu??? Nie wiem. Ja wykonałam ten zabieg u Lenki, kiedy miała 10 miesięcy. Do dzisiaj nie wiem, czy był to odpowiedni moment, niemniej jednak decyzji tej nie żałuję.
Sam zabieg Lenka przetrzymała nadspodziewanie dobrze, dopiero przy drugim uchu zorientowała się, że coś jest niedobrze i się rozpłakała. Uszy również poradziły sobie z ciałem obcym bardzo dobrze, nie puchły, nie ropiały, w ogóle nic się z nimi nie działo. Zgodnie z zaleceniami kosmetyczki przemywaliśmy uszy wodą utlenioną i przez parę dni, a nawet tygodni, nie próbowaliśmy zmieniać kolczyków.
Potem namiętnie zaczęły nam się gubić zapięcia. Jeśli tylko nie uważaliśmy przy zmianie ubranka, zatyczki wsiąkały nie wiadomo gdzie i kiedy. Wypróbowałam wszystkie możliwe typy kolczyków i zapięć. Nie dawało rady. Nawet te specjalne kolczyki dla małych dzieci z bezpiecznym zapięciem, absolutnie nie do odpięcia, nie zdały egzaminu.
W końcu, kiedy Mała poszła do żłobka, zrezygnowaliśmy z kolczyków definitywnie. W przypadku kolczyków zapinanych ryzyko przerwania ucha przy zabawie z innymi dziećmi było zbyt duże. Jeśli zaś chodzi o wkręty istniała obawa, że Lenka zgubi gdzieś zapięcie a inne dziecko je znajdzie i na przykład połknie.
Lenka, jako bardzo zgodne i ugodowe dziecko, szybko pojęła, że do żłobka (a później do przedszkola), kolczyków zakładać raczej nie można. I tak jest do dnia dzisiejszego. Czasami w weekendy, czy inne wolne dni prosi, żeby Jej założyć kolczyki. Stoi wtedy przed lustrem i podziwia swoje odbicie, ale specjalnie przy kolczykach się nie upiera.
W zasadzie do dzisiaj mam w sprawie kolczyków u dziecka mieszane uczucia. Przekłuwać, nie przekłuwać? Jeśli nie, to dlaczego? Jeśli tak, to kiedy? Przekułam dziecku uszy, dziecko jest w zasadzie zadowolone, więc nie widzę w tym nic złego. Może powinnam poczekać, aż Lenka sama wyrazi chęć posiadania kolczyków? Nie wiem... Kolczyki na pewno do szczęścia potrzebne nie są, ale trochę radości jednak dają. A kiedy jest najlepszy czas na przekłucie dziecku uszu? To już każdy musi ocenić sam.
O wszystkim i o niczym. O rzeczach ważnych, mniej ważnych i tych zupełnie błahych. Zapiski z codziennego, beztroskiego życia moich diabelskich łupieży: Lenki i Nikodema. "Dzieci najuważniej słuchają, kiedy mówi się nie do nich" — Eleonora Roosevelt
czwartek, 12 lipca 2012
Doping!!!
Taszczę siaty z zakupami po schodach. Wprawdzie tylko na pierwsze piętro, ale w siatach jest i pięć kilo ziemniaków, i trzy litry wody, i soki, i mleko i chleb razem z bułkami, parówki, jogurty i sto tysięcy innych rzeczy. Sama nie wiem, jak to wszystko przydźwigałam ze sklepu!
Łupieże ciągną się gdzieś z tyłu pogryzając lody i kłócąc się zawzięcie o paczkę chipsów. Ręce mi powoli odpadają, więc usiłuję trochę popędzić towarzystwo:
- Szybciej Dzieciaki, bo mamusi jest bardzo ciężko z tymi zakupami!
Na co odzywa się Nikodem:
- Spoko, Mamo! Jeszcze tylko jedne schodki! To bardzo malutko, dasz radę!!!
Nie no, jasne. A ja głupia spodziewałam się propozycji w stylu: "Daj Mamusiu chociaż jedną butelkę z wodą, to Ci pomogę dźwigać".
Zero empatii i chęci niesienia pomocy, kompletna znieczulica:)
Łupieże ciągną się gdzieś z tyłu pogryzając lody i kłócąc się zawzięcie o paczkę chipsów. Ręce mi powoli odpadają, więc usiłuję trochę popędzić towarzystwo:
- Szybciej Dzieciaki, bo mamusi jest bardzo ciężko z tymi zakupami!
Na co odzywa się Nikodem:
- Spoko, Mamo! Jeszcze tylko jedne schodki! To bardzo malutko, dasz radę!!!
Nie no, jasne. A ja głupia spodziewałam się propozycji w stylu: "Daj Mamusiu chociaż jedną butelkę z wodą, to Ci pomogę dźwigać".
Zero empatii i chęci niesienia pomocy, kompletna znieczulica:)
wtorek, 10 lipca 2012
Odpowiedzialność
Czasami, kiedy moje dzieci nieświadomie powtarzają jakieś moje powiedzonka lub naśladują jakieś gesty, ogarnia mnie przerażenie. Uświadamiam sobie wtedy, że w ogromnej części to właśnie ja jestem odpowiedzialna za Ich światopogląd.
To głównie ja kształtuję Ich młode umysły i to do mnie należy zadanie wychowania Ich na porządnych ludzi! Muszę nauczyć moje dzieci dosłownie wszystkiego. To ode mnie dowiadują się, co jest dobre, a co złe. Co wypada, a co nie wypada. Jak trzeba się zachować w danej sytuacji.
A przecież nie jestem ideałem, nie przestrzegam wszystkich tzw. "norm społecznych", co więcej często przeciwko niektórym z nich wręcz się buntuję. I, świadomie lub nieświadomie, bunt ten przekazuję bezwiednie moim dzieciom.
Jak wychować dziecko na porządnego człowieka? Jak nauczyć odróżniania dobra od zła, nie robiąc przy okazji z dziecka "ofiary"? Jak wytłumaczyć, że trzeba wierzyć w ludzi a jednocześnie być wobec nich podejrzliwym? Jak przekazać, że niektórym ludziom można zaufać, a niektórym wręcz przeciwnie? Jak nauczyć dziecko wiary w dobro, kiedy wokół tyle zła?
To jest właśnie zadanie dla mnie. I to zadanie przeraża mnie, jak żadne inne. Tej odpowiedzialności boję się najbardziej.
Tak mnie filozoficznie dzisiaj naszło:)
To głównie ja kształtuję Ich młode umysły i to do mnie należy zadanie wychowania Ich na porządnych ludzi! Muszę nauczyć moje dzieci dosłownie wszystkiego. To ode mnie dowiadują się, co jest dobre, a co złe. Co wypada, a co nie wypada. Jak trzeba się zachować w danej sytuacji.
A przecież nie jestem ideałem, nie przestrzegam wszystkich tzw. "norm społecznych", co więcej często przeciwko niektórym z nich wręcz się buntuję. I, świadomie lub nieświadomie, bunt ten przekazuję bezwiednie moim dzieciom.
Jak wychować dziecko na porządnego człowieka? Jak nauczyć odróżniania dobra od zła, nie robiąc przy okazji z dziecka "ofiary"? Jak wytłumaczyć, że trzeba wierzyć w ludzi a jednocześnie być wobec nich podejrzliwym? Jak przekazać, że niektórym ludziom można zaufać, a niektórym wręcz przeciwnie? Jak nauczyć dziecko wiary w dobro, kiedy wokół tyle zła?
To jest właśnie zadanie dla mnie. I to zadanie przeraża mnie, jak żadne inne. Tej odpowiedzialności boję się najbardziej.
Tak mnie filozoficznie dzisiaj naszło:)
niedziela, 8 lipca 2012
Policja!!!
Przygotowuję obiad w kuchni. Dzieciaki bawią się z Tatą. Ciągle dobiegają mnie jakieś krzyki i awantury, czyli wszystko w normie:)
Nagle słyszę, jak Nikodem się drze:
- Tatooooooooooooooooooo!!! Jaki jest numer na policję?
- 997 - pada odpowiedź.
Zaintrygowana wkraczam do pokoju i widzę, że Nikodem dorwawszy swój zabawkowy "krówkowy" telefon namiętnie szuka na klawiaturze odpowiednich cyferek.
I dzwoni:
- Halo, policja??? Dziewczynka ukradła mi latarkę! Przyjeżdżajcie!!! Podaję rysopis...
Dzieciak zdecydowanie ogląda za dużo telewizji:)
Nagle słyszę, jak Nikodem się drze:
- Tatooooooooooooooooooo!!! Jaki jest numer na policję?
- 997 - pada odpowiedź.
Zaintrygowana wkraczam do pokoju i widzę, że Nikodem dorwawszy swój zabawkowy "krówkowy" telefon namiętnie szuka na klawiaturze odpowiednich cyferek.
I dzwoni:
- Halo, policja??? Dziewczynka ukradła mi latarkę! Przyjeżdżajcie!!! Podaję rysopis...
Dzieciak zdecydowanie ogląda za dużo telewizji:)
sobota, 7 lipca 2012
Surówkowo
Łupieże nie cierpią surówek! Oprócz surówek, nie cierpią również wszelkich innych dodatków do obiadu (np. marchewki z groszkiem, buraczków na ciepło itp.). Lenka to jeszcze czasami się skusi, ale Nikodem to już absolutnie i definitywnie nie:(
W związku z tym faktem powróciły do mnie wspomnienia z dzieciństwa:) Moja Mama miała absolutnego hopla na punkcie dodatków do obiadu. Codziennie musiało być zaserwowane jakieś warzywo. W postaci surowej, duszonej, gotowanej, smażonej - nieważne, warzywo do obiadu musiało być!
I warzywo do obiadu było. A ja tego nie cierpiałam! Warzywny dodatek ewidentnie psuł mi smak i aromat ziemniaków z mięsem, tudzież innego dania. Pamiętam, że starałam się skonsumować znienawidzone warzywo w pierwszej kolejności, żeby potem bez przeszkód móc delektować się daniem zasadniczym. Niestety, nie było to takie proste! Czujna Mama, zauważywszy fakt skonsumowania surówki, biegła szybko z nową porcją, uśmiechem na ustach i tekstem:
- Ooooooooooooooooooo, zjadłaś surówkę! Smakowała Ci? To Ci dołożę!!!
I kolejna porcja warzyw trafiała na mój talerz.
Dziś również ja nie wyobrażam sobie obiadu bez surówkowego dodatku. Jednak nauczona na własnej skórze, nie zmuszam łupieży do konsumowania zieleniny. Wiem, że na wszystko przychodzi czas i żywię nadzieję, iż niedługo dzieci moje same poproszą o surowy dodatek do obiadu!
W związku z tym faktem powróciły do mnie wspomnienia z dzieciństwa:) Moja Mama miała absolutnego hopla na punkcie dodatków do obiadu. Codziennie musiało być zaserwowane jakieś warzywo. W postaci surowej, duszonej, gotowanej, smażonej - nieważne, warzywo do obiadu musiało być!
I warzywo do obiadu było. A ja tego nie cierpiałam! Warzywny dodatek ewidentnie psuł mi smak i aromat ziemniaków z mięsem, tudzież innego dania. Pamiętam, że starałam się skonsumować znienawidzone warzywo w pierwszej kolejności, żeby potem bez przeszkód móc delektować się daniem zasadniczym. Niestety, nie było to takie proste! Czujna Mama, zauważywszy fakt skonsumowania surówki, biegła szybko z nową porcją, uśmiechem na ustach i tekstem:
- Ooooooooooooooooooo, zjadłaś surówkę! Smakowała Ci? To Ci dołożę!!!
I kolejna porcja warzyw trafiała na mój talerz.
Dziś również ja nie wyobrażam sobie obiadu bez surówkowego dodatku. Jednak nauczona na własnej skórze, nie zmuszam łupieży do konsumowania zieleniny. Wiem, że na wszystko przychodzi czas i żywię nadzieję, iż niedługo dzieci moje same poproszą o surowy dodatek do obiadu!
Nie do wytrzymania...
Termometr wskazuje 45 stopni ciepła, upał jest wprost nie do wytrzymania. Wiatrak kręci się pełną parą, ale doprawdy niewiele daje ochłody. Trzeba by chyba ryj w niego wsadzić, to może coś by pomógł. Jest naprawdę koszmarnie:( Ja rozumiem, że lato jest właśnie po to, żeby było upalnie, ale może bez przesady:)
Na śniadanie przyrządziłam łupieżom truskawkowe naleśniki. Zażyczyły sobie, żeby je polać jogurtem, bo takie dają w przedszkolu. No więc polałam. Zjadły po jednym i mają dosyć. Generalnie w te upały mają kiepski apetyt, ale specjalnie m nie to nie dziwi.
Największy problem stanowią oczywiście obiady, bo zjedzenie czegoś na ciepło przyprawia moje dzieci o mdłości. Pomysłów na obiady na zimno jakoś mi brakuje. Chłodnik odpada w przedbiegach, zupy owocowej za bardzo jeść nie chcą, pierogi z jagodami również nie przypadły Im za bardzo do gustu:( Wielka szkoda, bo osobiście uwielbiam pierogi z jagodami!
Na razie łupieże siedzą w wannie i zażywają ochłody. Wanna z chłodną wodą to chyba jedyne miejsce, w którym można przeżyć dzisiejszy dzień:)
Najbiedniejszy w tym wszystkim jest jednak kot, który po prostu nie wie, co ma ze sobą zrobić. Szwenda się leniwie całymi dniami po domu i wyszukuje chłodniejszych miejsc. Wypija hektolitry wody i mleka, ale chyba niewiele mu to pomaga.
No cóż - lato w pełni:)))
Na śniadanie przyrządziłam łupieżom truskawkowe naleśniki. Zażyczyły sobie, żeby je polać jogurtem, bo takie dają w przedszkolu. No więc polałam. Zjadły po jednym i mają dosyć. Generalnie w te upały mają kiepski apetyt, ale specjalnie m nie to nie dziwi.
Największy problem stanowią oczywiście obiady, bo zjedzenie czegoś na ciepło przyprawia moje dzieci o mdłości. Pomysłów na obiady na zimno jakoś mi brakuje. Chłodnik odpada w przedbiegach, zupy owocowej za bardzo jeść nie chcą, pierogi z jagodami również nie przypadły Im za bardzo do gustu:( Wielka szkoda, bo osobiście uwielbiam pierogi z jagodami!
Na razie łupieże siedzą w wannie i zażywają ochłody. Wanna z chłodną wodą to chyba jedyne miejsce, w którym można przeżyć dzisiejszy dzień:)
Najbiedniejszy w tym wszystkim jest jednak kot, który po prostu nie wie, co ma ze sobą zrobić. Szwenda się leniwie całymi dniami po domu i wyszukuje chłodniejszych miejsc. Wypija hektolitry wody i mleka, ale chyba niewiele mu to pomaga.
No cóż - lato w pełni:)))
piątek, 6 lipca 2012
Sernik na zimno
Zainspirowana postem Bee (link tutaj: http://mojamalabee.blogspot.com/2012/06/sernik-na-zimno-po-mojemu.html ) postanowiłam również wykonać serniczek na zimno. Na te upały deser to wszak w sam raz:)
Do produkcji wykorzystałam owoce dostępne aktualnie w mojej lodówce, czyli banany i czereśnie. Idąc na łatwiznę zakupiłam gotowy sernik na zimno z papierka firmy, zdaje się, Gellwe i galaretkę o smaku owoców leśnych. Sernik rozrobiłam według przepisu na opakowaniu (wersja wzbogacona z serkami homo), dodałam owoce, na wierzch galaretkę i pyszny, zimny deser gotowy:)
Do produkcji wykorzystałam owoce dostępne aktualnie w mojej lodówce, czyli banany i czereśnie. Idąc na łatwiznę zakupiłam gotowy sernik na zimno z papierka firmy, zdaje się, Gellwe i galaretkę o smaku owoców leśnych. Sernik rozrobiłam według przepisu na opakowaniu (wersja wzbogacona z serkami homo), dodałam owoce, na wierzch galaretkę i pyszny, zimny deser gotowy:)
czwartek, 5 lipca 2012
W taki upał nic się nie chce
Trwa upalne lato:) Od kilku dni nawet nie włączam komputera, bo jakoś nie mam na to natchnienia. Człowiek najchętniej siedziałby w cieniu i drzemał. Nawet jeść się nie chce, chyba że są to lody lub inna zimna przekąska:)
Dzieciaki też jakieś takie klapnięte, mniej rozrabiają, mniej się wściekają, mniej jedzą i tylko więcej piją. Nawet w nocy nie ma za bardzo czym oddychać.
Przez to całe letnie lenistwo porobiły mi się blogowe zaległości, więc idę teraz zobaczyć, co tam ciekawego na innych blogach słychać i widać.
Dzieciaki też jakieś takie klapnięte, mniej rozrabiają, mniej się wściekają, mniej jedzą i tylko więcej piją. Nawet w nocy nie ma za bardzo czym oddychać.
Przez to całe letnie lenistwo porobiły mi się blogowe zaległości, więc idę teraz zobaczyć, co tam ciekawego na innych blogach słychać i widać.
sobota, 30 czerwca 2012
Trochę wody dla ochłody
Dziś chyba każdy szukał ochłody i odrobiny wody dla orzeźwienia. Zabraliśmy więc łupieże nad zalew i zapewniliśmy Im nieco wodnych atrakcji. Radości było co niemiara:)
Oto fotorelacja:
Oto fotorelacja:
Kąpiele wodne i słoneczne
Przejażdżka wodnym rowerem
Pływanie na materacu
I na koniec fontanna na rynku
Upał
Od wczoraj panuje u nas tropikalny upał. Pot leje się po tyłku i człowiek dosłownie się rozpuszcza. O godzinie 9.00 rano termometr wskazuje 35 stopni. Pranie na balkonie zdążyło wyschnąć zanim udało mi się całe powiesić:)
Lato w pełni, więc chyba trzeba wybrać się nad wodę... Miłego weekendu wszystkim życzę:)
Lato w pełni, więc chyba trzeba wybrać się nad wodę... Miłego weekendu wszystkim życzę:)
środa, 27 czerwca 2012
Będę Rysiem...
- Mamusiu, wymyśl mi, gdzie mógłbym pracować - prosi Nikodem.
- Ale Kochanie, dlaczego Ty chcesz pracować???
- No bo przecież chodzę już długo do przedszkola, niedługo pójdę do szkoły, a zaraz potem do pracy.
- No tak, Kochanie, ale do szkoły chodzi się bardzo długo, dłużej niż do przedszkola. Do pójścia do pracy masz jeszcze dużo czasu.
- No tak, Mamo, ale czas tak szybko leci. I ja już muszę zacząć myśleć, gdzie będę pracował!
O rany!!! Ale wymyślił...
- Bo popatrz, Mamo. Strażakiem być nie mogę, bo on cały czas chodzi w tym samym ubraniu. I w ogóle musi chodzić w tym kasku i pewnie jest mu gorąco.
- Hmmmmm.
- Policjantem też być nie mogę, bo złodzieje to przecież kradną w nocy i policjant musi pracować w nocy. To bym się przecież nie wyspał!
- No cóż, w zasadzie masz rację.
- Muszę znaleźć taką pracę, żeby się wysypiać i żeby się nie męczyć! Już wiem, Mamo!!! Będę Panem Rysiem!!!
- Jak to Panem Rysiem? - pytam.
Pan Rysio jest w przedszkolu panem od wszystkiego, takim konserwatorem. Kosi trawnik, odgarnia śnieg, zbiera papiery z przedszkolnego placu zabaw, naprawia stoliki i krzesełka, przybija gwoździe i zamiata liście.
- No co Ty, Mamo, Pan Rysio ma bardzo fajną pracę. Bo jak chce, to może pracować na dworze, a jak nie chce, to pracuje w przedszkolu. A jak wychodzimy z przedszkola, to Pana Rysia już nie ma, bo On bardzo krótko pracuje. I nie męczy się w pracy, bo przecież zawsze jest uśmiechnięty. Będę Panem Rysiem:)
Po powrocie do przedszkola koniecznie muszę uświadomić Panu Rysiowi, jakim jest szczęściarzem, że ma taką fajną pracę!
- Ale Kochanie, dlaczego Ty chcesz pracować???
- No bo przecież chodzę już długo do przedszkola, niedługo pójdę do szkoły, a zaraz potem do pracy.
- No tak, Kochanie, ale do szkoły chodzi się bardzo długo, dłużej niż do przedszkola. Do pójścia do pracy masz jeszcze dużo czasu.
- No tak, Mamo, ale czas tak szybko leci. I ja już muszę zacząć myśleć, gdzie będę pracował!
O rany!!! Ale wymyślił...
- Bo popatrz, Mamo. Strażakiem być nie mogę, bo on cały czas chodzi w tym samym ubraniu. I w ogóle musi chodzić w tym kasku i pewnie jest mu gorąco.
- Hmmmmm.
- Policjantem też być nie mogę, bo złodzieje to przecież kradną w nocy i policjant musi pracować w nocy. To bym się przecież nie wyspał!
- No cóż, w zasadzie masz rację.
- Muszę znaleźć taką pracę, żeby się wysypiać i żeby się nie męczyć! Już wiem, Mamo!!! Będę Panem Rysiem!!!
- Jak to Panem Rysiem? - pytam.
Pan Rysio jest w przedszkolu panem od wszystkiego, takim konserwatorem. Kosi trawnik, odgarnia śnieg, zbiera papiery z przedszkolnego placu zabaw, naprawia stoliki i krzesełka, przybija gwoździe i zamiata liście.
- No co Ty, Mamo, Pan Rysio ma bardzo fajną pracę. Bo jak chce, to może pracować na dworze, a jak nie chce, to pracuje w przedszkolu. A jak wychodzimy z przedszkola, to Pana Rysia już nie ma, bo On bardzo krótko pracuje. I nie męczy się w pracy, bo przecież zawsze jest uśmiechnięty. Będę Panem Rysiem:)
Po powrocie do przedszkola koniecznie muszę uświadomić Panu Rysiowi, jakim jest szczęściarzem, że ma taką fajną pracę!
poniedziałek, 25 czerwca 2012
Pierwszy dzień w nowym przedszkolu
Nasze przedszkole rozpoczęło już przerwę wakacyjną, więc od dzisiaj dzieciaki uczęszczają do innego, mającego dyżur. Na szczęście tylko przez dwa tygodnie.
Moje pierwsze poranne wrażenie było zdecydowanie negatywne. Drugie wrażenie, przy popołudniowym odbiorze dzieci - jeszcze bardziej negatywne.
Od razu na wejściu mocno sfochowana starsza pani zwróciła mi uwagę, że dzieci przyszły do przedszkola bez ręczników. A niby skąd, do jasnej cholery, miałam wiedzieć, że w tym przedszkolu wymagane są ręczniki? U nas nie są wymagane! Jasnowidzem jeszcze nie jestem. Można było o tym poinformować wcześniej, zwłaszcza, że w piątek do nich dzwoniłam. Poza tym, można to było wyrazić w innej formie!
Usiłowałam rano powiadomić szanowne panie, że Nikodem na pewno będzie miał problem z jedzeniem i żeby go absolutnie do jedzenia nie zmuszać. Usłyszałam tylko:
- Poradzimy sobie, panie go nakarmią.
Hahahahahaha, z pewnością Go nakarmią, powodzenia życzę!
Po południu, od nieco milszej, dużo młodszej i mniej sfochowanej pani dowiedziałam się, że próby karmienia jakoś się nie powiodły, co było zresztą do przewidzenia.
Przy wyjściu z przedszkola zaczepiła mnie inna, starsza, sfochowana pani informując, że dzieci nie miały ręczników. No rzesz w mordę, tak jakbym nie wiedziała! W odpowiedzi rzuciłam więc tylko, że już to słyszałam i nie wdawałam się w zbędne dyskusje.
Co najdziwniejsze, łupieżom w nowej placówce bardzo się podobało:) Jest tam sporo dzieciaków z naszego przedszkola. Nie ma nauki, jest tylko zabawa, jest nowy plac zabaw. No i coś, co Lence podoba się najbardziej, czyli brak leżakowania! Może jakoś przeżyjemy te dwa tygodnie:)
Moje pierwsze poranne wrażenie było zdecydowanie negatywne. Drugie wrażenie, przy popołudniowym odbiorze dzieci - jeszcze bardziej negatywne.
Od razu na wejściu mocno sfochowana starsza pani zwróciła mi uwagę, że dzieci przyszły do przedszkola bez ręczników. A niby skąd, do jasnej cholery, miałam wiedzieć, że w tym przedszkolu wymagane są ręczniki? U nas nie są wymagane! Jasnowidzem jeszcze nie jestem. Można było o tym poinformować wcześniej, zwłaszcza, że w piątek do nich dzwoniłam. Poza tym, można to było wyrazić w innej formie!
Usiłowałam rano powiadomić szanowne panie, że Nikodem na pewno będzie miał problem z jedzeniem i żeby go absolutnie do jedzenia nie zmuszać. Usłyszałam tylko:
- Poradzimy sobie, panie go nakarmią.
Hahahahahaha, z pewnością Go nakarmią, powodzenia życzę!
Po południu, od nieco milszej, dużo młodszej i mniej sfochowanej pani dowiedziałam się, że próby karmienia jakoś się nie powiodły, co było zresztą do przewidzenia.
Przy wyjściu z przedszkola zaczepiła mnie inna, starsza, sfochowana pani informując, że dzieci nie miały ręczników. No rzesz w mordę, tak jakbym nie wiedziała! W odpowiedzi rzuciłam więc tylko, że już to słyszałam i nie wdawałam się w zbędne dyskusje.
Co najdziwniejsze, łupieżom w nowej placówce bardzo się podobało:) Jest tam sporo dzieciaków z naszego przedszkola. Nie ma nauki, jest tylko zabawa, jest nowy plac zabaw. No i coś, co Lence podoba się najbardziej, czyli brak leżakowania! Może jakoś przeżyjemy te dwa tygodnie:)
sobota, 23 czerwca 2012
Grunt, to dobre wychowanie...
Staram się mocno wpajać moim dzieciom zasady dobrego wychowania. Między innymi pilnuję, żeby wszelkie papierki i inne śmieci łupieże wrzucały zawsze do kosza, a nie, gdzie popadnie. W przypadku Nikodema nauka nie poszła w las!
Poszliśmy na zakupy. Łupieże nabyły sobie cukierki w papierkach i od razu po zeskanowaniu ich w kasie rozpoczęły konsumpcję. Zaabsorbowana płatnościami i pakowaniem zakupów, nie zwracałam większej uwagi na poczynania latorośli. Pilnowałam jedynie, żeby nie zniknęli mi z pola widzenia.
Wyszedłszy ze sklepu, udaliśmy się na mały ryneczek obok, celem nabycia ziemniaków i innej zieleniny.
Zanim zdążyłam mrugnąć okiem, Nikodem podleciał do pierwszego z brzegu chłopa, otworzył beczkę z ogórkami kiszonymi (ewentualnie kiszoną kapustą) i, w przekonaniu iż jest to kosz na śmieci, wrzucił do środka wszystkie cukierkowe papierki. Chłop wprawdzie nie zauważył, ale już klienci a i owszem. Na szczęście podeszli do sytuacji z humorem a ja zwiałam czym prędzej z miejsca zbrodni, nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń.
I nawet nie mogłam udzielić dziecku reprymendy, bo przecież wyrzucił papierki "do kosza". Grunt, to dobre wychowanie...
Poszliśmy na zakupy. Łupieże nabyły sobie cukierki w papierkach i od razu po zeskanowaniu ich w kasie rozpoczęły konsumpcję. Zaabsorbowana płatnościami i pakowaniem zakupów, nie zwracałam większej uwagi na poczynania latorośli. Pilnowałam jedynie, żeby nie zniknęli mi z pola widzenia.
Wyszedłszy ze sklepu, udaliśmy się na mały ryneczek obok, celem nabycia ziemniaków i innej zieleniny.
Zanim zdążyłam mrugnąć okiem, Nikodem podleciał do pierwszego z brzegu chłopa, otworzył beczkę z ogórkami kiszonymi (ewentualnie kiszoną kapustą) i, w przekonaniu iż jest to kosz na śmieci, wrzucił do środka wszystkie cukierkowe papierki. Chłop wprawdzie nie zauważył, ale już klienci a i owszem. Na szczęście podeszli do sytuacji z humorem a ja zwiałam czym prędzej z miejsca zbrodni, nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń.
I nawet nie mogłam udzielić dziecku reprymendy, bo przecież wyrzucił papierki "do kosza". Grunt, to dobre wychowanie...
źródło: youtube.pl
Dzień Taty
piątek, 22 czerwca 2012
O sprzątaniu po raz kolejny
O awersji Nikodema do sprzątania już kiedyś pisałam (tutaj: odwieczny-problem-sprzatania ). Niestety z wiekiem awersja ta nie mija, wręcz przeciwnie, pogłębia się.
Dzisiaj znowu było kombinowanie. W wynajdywaniu przeciwności do sprzątania dziecię moje przejawia ogromną kreatywność.
Po pierwsze sposób na największą bolączkę matki, czyli permanentny brak apetytu:
- Nikodem, posprzątaj zabawki.
- Zaraz Mamo, tylko zjem sobie danonka. Nie chcesz chyba, żeby Twoje dziecko chodziło głodne!
A nuż po danonku matka zapomni o sprzątaniu, albo będzie tak zadowolona z faktu zjedzenia czegokolwiek, że odpuści i posprząta sama.
Po drugie sposób na siostrę:
- Lenka, bądź dobrą siostrą i pomóż mi sprzątać, bo jest mi bardzo ciężko samemu!
A nuż weźmiemy siostrę na litość i posprząta, bo ma dobre serduszko.
Po trzecie - nowość! - rzucamy monetą:
- No dobra, Mamo, to rzucimy monetą. Jak wypadnie ten ptaszek, to sprząta Lenka, a jak wypadnie cyferka, to sprząta Mama!
I to jest w zasadzie sposób doskonały!!!
Dzisiaj znowu było kombinowanie. W wynajdywaniu przeciwności do sprzątania dziecię moje przejawia ogromną kreatywność.
Po pierwsze sposób na największą bolączkę matki, czyli permanentny brak apetytu:
- Nikodem, posprzątaj zabawki.
- Zaraz Mamo, tylko zjem sobie danonka. Nie chcesz chyba, żeby Twoje dziecko chodziło głodne!
A nuż po danonku matka zapomni o sprzątaniu, albo będzie tak zadowolona z faktu zjedzenia czegokolwiek, że odpuści i posprząta sama.
Po drugie sposób na siostrę:
- Lenka, bądź dobrą siostrą i pomóż mi sprzątać, bo jest mi bardzo ciężko samemu!
A nuż weźmiemy siostrę na litość i posprząta, bo ma dobre serduszko.
Po trzecie - nowość! - rzucamy monetą:
- No dobra, Mamo, to rzucimy monetą. Jak wypadnie ten ptaszek, to sprząta Lenka, a jak wypadnie cyferka, to sprząta Mama!
I to jest w zasadzie sposób doskonały!!!
czwartek, 21 czerwca 2012
Królowa Focha!
Od kilku dni dziecię moje młodsze, moja słodka, kochana Lenuśka jest nie do zniesienia. Od rana do wieczora stroi fochy! Kłóci się o wszystko, nic Jej nie pasuje i generalnie cała jest na "nie".
Odkąd tylko otworzy oczy, zaraz zaczyna się awantura. O byle gówno. A to bluzka nie w tym kolorze, a to gumka do włosów nie taka, a to skarpetki cisną, a to majtki w dupę uwierają. Wściec się po prostu można!
Dzisiaj np.od samego rana rozgorzała awantura o to, kto przyniesie szczotkę do włosów. Ryk był niesamowity, bo Nikodem był szybszy. Po południu urządziła scenę w sklepie, bo nie chciałam Jej odkręcić pojemniczka z bańkami mydlanymi.
Potem była wojna o to, że rosół za długo się gotuje, a przecież Ona chce jeść teraz i natychmiast! Rosół ma być i koniec, bo Ona tak chce!
Do tego wszystkiego od kilku dni złośliwy mój łupież starszy biega za Lenką wołając nieustannie:
- Królowa Focha! Królowa Focha!
czym oczywiście doprowadza Lenkę do jeszcze większej frustracji i dodaje Jej kolejny powód do urządzania histerii.
Nie pomagają ani prośby, ani groźby. Krzyki nic nie dają, wzmagają tylko agresję i rozpacz. Rozmowy nic nie dają, zamyka się w sobie i nie chce powiedzieć, o co Jej chodzi. Nie wiem, co jest powodem takiego zachowania. Nie wiem, jak Jej pomóc. Nie wiem, jak mam do Niej dotrzeć.
Podejrzewam, że w ten przedziwny sposób przeżywa wakacyjną zmianę przedszkola, ale pewności nie mam. Lenka jest bardzo wrażliwym dzieckiem i ciężko Jej przychodzi przystosowanie się do każdych nowych warunków. Mam nadzieję, że nie chodzi o nic więcej i że nikt nie zrobił mojemu dziecku jakiejś poważniejszej przykrości.
Odkąd tylko otworzy oczy, zaraz zaczyna się awantura. O byle gówno. A to bluzka nie w tym kolorze, a to gumka do włosów nie taka, a to skarpetki cisną, a to majtki w dupę uwierają. Wściec się po prostu można!
Dzisiaj np.od samego rana rozgorzała awantura o to, kto przyniesie szczotkę do włosów. Ryk był niesamowity, bo Nikodem był szybszy. Po południu urządziła scenę w sklepie, bo nie chciałam Jej odkręcić pojemniczka z bańkami mydlanymi.
Potem była wojna o to, że rosół za długo się gotuje, a przecież Ona chce jeść teraz i natychmiast! Rosół ma być i koniec, bo Ona tak chce!
Do tego wszystkiego od kilku dni złośliwy mój łupież starszy biega za Lenką wołając nieustannie:
- Królowa Focha! Królowa Focha!
czym oczywiście doprowadza Lenkę do jeszcze większej frustracji i dodaje Jej kolejny powód do urządzania histerii.
Nie pomagają ani prośby, ani groźby. Krzyki nic nie dają, wzmagają tylko agresję i rozpacz. Rozmowy nic nie dają, zamyka się w sobie i nie chce powiedzieć, o co Jej chodzi. Nie wiem, co jest powodem takiego zachowania. Nie wiem, jak Jej pomóc. Nie wiem, jak mam do Niej dotrzeć.
Podejrzewam, że w ten przedziwny sposób przeżywa wakacyjną zmianę przedszkola, ale pewności nie mam. Lenka jest bardzo wrażliwym dzieckiem i ciężko Jej przychodzi przystosowanie się do każdych nowych warunków. Mam nadzieję, że nie chodzi o nic więcej i że nikt nie zrobił mojemu dziecku jakiejś poważniejszej przykrości.
Kiedy boli brzuszek...
Dziś w nocy była piękna burza:) Około godziny 1:00 obudziły mnie grzmoty tak silne, że myślałam, iż cały blok wali mi się na głowę:) Momentalnie włączyły się alarmy we wszystkich okolicznych samochodach. Przez myśl przemknęła mi myśl o praniu wiszącym na balkonie, ale szybko zrezygnowałam z pomysłu zrywania się w środku nocy celem sprzątania ciuchów ze sznurków. Lało, jak z cebra, więc i tak było już za późno:)
Burza przewalała się nad moją głową prawie przez godzinę, momentami przygasały uliczne latarnie, grzmiało, błyskało, samochody wyły. Obudziłam się z bólem głowy i uczuciem całkowitego niewyspania. Po burzy nie było nawet śladu. Ziemia zdążyła wyschnąć w porannym słońcu, nawet na chodnikach i ulicach nie było kałuż.
Około godziny 14.00, kiedy sumiennie oddawałam się pracy, zadzwonił mój telefon. Za każdym razem, gdy na wyświetlaczu widzę napis "Przedszkole" serce podchodzi mi do gardła i przed oczami staje mi milion różnych katastrof, sceny mrożące krew w żyłach, połamane ręce i nogi, rozbite głowy i generalnie pogotowie ratunkowe w roli głównej!
Okazało się, że Nikodem skarży się na ból brzucha, jest blady i osowiały i ma ponad 37 stopni gorączki, nie zjadł obiadu, słania się na nogach i jest absolutnie nie do życia. Jak zawsze, w takich przypadkach, zadzwoniłam szybko do Dziadka. Jak zawsze, w takich przypadkach, Dziadek był niezawodny (dziękuję, Tato!) i momentalnie odebrał Nikodema z przedszkola. Łupież od razu wylądował w łóżku, dostał do picia miętę z żurawiną i odleciał. Przespał cały czas, aż do mojego powrotu z pracy, czyli ponad dwie godziny. Po przebudzeniu czuł się zdecydowanie lepiej.
Teraz leży w łóżku, ogląda "Pingwiny z Madagaskaru", popija miętę z żurawiną i czeka na, zawsze niezawodny w takich sytuacjach, domowy rosołek:)
Burza przewalała się nad moją głową prawie przez godzinę, momentami przygasały uliczne latarnie, grzmiało, błyskało, samochody wyły. Obudziłam się z bólem głowy i uczuciem całkowitego niewyspania. Po burzy nie było nawet śladu. Ziemia zdążyła wyschnąć w porannym słońcu, nawet na chodnikach i ulicach nie było kałuż.
Około godziny 14.00, kiedy sumiennie oddawałam się pracy, zadzwonił mój telefon. Za każdym razem, gdy na wyświetlaczu widzę napis "Przedszkole" serce podchodzi mi do gardła i przed oczami staje mi milion różnych katastrof, sceny mrożące krew w żyłach, połamane ręce i nogi, rozbite głowy i generalnie pogotowie ratunkowe w roli głównej!
Okazało się, że Nikodem skarży się na ból brzucha, jest blady i osowiały i ma ponad 37 stopni gorączki, nie zjadł obiadu, słania się na nogach i jest absolutnie nie do życia. Jak zawsze, w takich przypadkach, zadzwoniłam szybko do Dziadka. Jak zawsze, w takich przypadkach, Dziadek był niezawodny (dziękuję, Tato!) i momentalnie odebrał Nikodema z przedszkola. Łupież od razu wylądował w łóżku, dostał do picia miętę z żurawiną i odleciał. Przespał cały czas, aż do mojego powrotu z pracy, czyli ponad dwie godziny. Po przebudzeniu czuł się zdecydowanie lepiej.
Teraz leży w łóżku, ogląda "Pingwiny z Madagaskaru", popija miętę z żurawiną i czeka na, zawsze niezawodny w takich sytuacjach, domowy rosołek:)
środa, 20 czerwca 2012
Nagrodzeni
Nasze wysiłki plastyczne zostały w przedszkolu docenione i nagrodzone:) Mama dostała dwa piękne pamiątkowe dyplomy, a dzieciaki książeczki z malowankami, zagadkami i szlaczkami. Dzieła sztuki, czyli Kubuś Puchatek i Maniek Złota Rączka zostały wystawione na przedszkolnym korytarzu.
Łupieże aktualnie prowadzą zażartą wojnę o to, kto gdzie przyklei jaką naklejkę i kto który szlaczek pomaluje:) Zbiera się na burzę, nie tylko za oknem...
Łupieże aktualnie prowadzą zażartą wojnę o to, kto gdzie przyklei jaką naklejkę i kto który szlaczek pomaluje:) Zbiera się na burzę, nie tylko za oknem...
wtorek, 19 czerwca 2012
Sezon zebrań, zakończeń i podsumowań
Dziś było zebranie u Lenki. Panie chwaliły, panie ganiły, panie podsumowywały cały, miniony rok szkolny. Mało konkretów, dużo ogólników. Wprowadzamy książki w czterolatkach, czy nie wprowadzamy? Organizujemy zajęcia z języka angielskiego, czy nie organizujemy? Generalnie ględzenie o niczym przez ponad godzinę. Nie cierpię zebrań! Uważam je za stratę czasu, ale od czasu do czasu odbębnić je niestety trzeba.
Jutro z kolei u Nikodema uroczyste zakończenie roku szkolnego. Dzieci mają być ubrane na galowo, bo będą żegnać koleżanki i kolegów, którzy kończą edukację przedszkolną i od września idą do szkoły. Będą dyplomu, gratulacje i inne tego typu atrakcje.
A od piątku w naszym przedszkolu rozpoczyna się przerwa wakacyjna. Harmonogram dyżurów wakacyjnych miejskich przedszkoli układał jakiś większy geniusz. W piątek łupieże powędrują już do innego przedszkola i są tym faktem bardzo podekscytowane:) Nie mogą się wprost doczekać nowych zabawek i przede wszystkim nowego placu zabaw!
Jutro z kolei u Nikodema uroczyste zakończenie roku szkolnego. Dzieci mają być ubrane na galowo, bo będą żegnać koleżanki i kolegów, którzy kończą edukację przedszkolną i od września idą do szkoły. Będą dyplomu, gratulacje i inne tego typu atrakcje.
A od piątku w naszym przedszkolu rozpoczyna się przerwa wakacyjna. Harmonogram dyżurów wakacyjnych miejskich przedszkoli układał jakiś większy geniusz. W piątek łupieże powędrują już do innego przedszkola i są tym faktem bardzo podekscytowane:) Nie mogą się wprost doczekać nowych zabawek i przede wszystkim nowego placu zabaw!
sobota, 16 czerwca 2012
Ehhhhhhhh...
No i po mistrzostwach. Czesi nam dowalili 1:0. Były nadzieje, a wyszło jak zwykle:((( Teraz mądre głowy będą komentować ten nieszczęsny mecz do usranej śmierci. A Smuda już idzie w odstawkę.
Ale i tak najbardziej zadziwia fakt, że z mistrzostw odpadła Rosja.Chyba byli zbyt pewni siebie!
Ale i tak najbardziej zadziwia fakt, że z mistrzostw odpadła Rosja.Chyba byli zbyt pewni siebie!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
































