Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wychowanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wychowanie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 18 maja 2013

Jak usamodzielniać dziecko?

W nawiązaniu do wczorajszego posta o dorastaniu, chciałam dzisiaj poruszyć temat samodzielności. Kiedy przychodzi czas na to, żeby pozwolić dziecku wyjść bez opieki na plac zabaw, do sklepu czy do kolegi/koleżanki??? Zapewne wiele zależy od charakteru dziecka.
Nikodem ma prawie 7 lat, Lenka prawie 5. Kiedy byłam mniej więcej w wieku Lenki ganiałam beztrosko całymi dniami luzem pod opieką o dwa lata starszego brata i jego pomysłowych kolegów. To był bardzo fajny okres w moim życiu. Wiosną i latem na dworze spędzaliśmy niemalże całą dobę:) Ale to były zupełnie inne czasy. Na dzieci nie czyhało wtedy tyle niebezpieczeństw, co dzisiaj. Samochody nie pędziły z prędkością światła, żaden zboczeniec czy inny oszust nie czaił się za rogiem, a w razie czego o pomoc można było bez obawy poprosić dowolną dorosłą osobę. Niestety, ta beztroska rzeczywistość minęła bezpowrotnie. Dzisiaj sytuacja przedstawia się zgoła inaczej.


W ramach usamodzielniania moich dzieci postanowiłam dzisiaj dać Im nieco swobody. Wysłałam Ich samych do Dziadka. Dziadek mieszka blok dalej. Wystarczy wyjść z klatki, przemierzyć długość jednego bloku, przejść przez parking i kawałek trawnika i już jest się u Dziadka.
Nikodemowi pomysł od razu przypadł do gustu, zwłaszcza, że Dziadek kusił lodami:) Lenka od początku była bardzo sceptyczna i pełna obaw. Syn dostał (powtórzony tysiąc razy) nakaz pilnowania siostry, rozglądania się na wszystkie strony, czy nie jedzie jakiś samochód, omijania i nie zaczepiania obcych osób i zmierzania prosto do celu. Telekonferencja z Dziadkiem została uruchomiona i poszli! Ja pełna niepokoju, biegałam od okna do okna i kontrolowałam sytuację. Dziadek wisiał w swoim oknie i meldował przez telefon.
Po wyjściu z klatki potomstwo moje obrało odpowiedni azymut i ruszyło wzdłuż bloku. Po chwili zniknęli mi z pola widzenia, więc pobiegłam na balkon wypatrywać Ich z drugiej strony. Dziadek meldował przez telefon, że jeszcze Ich nie widzi. Zaniepokoiłam się, bo powinni już dotrzeć do końca bloku i wejść w zasięg widoczności Dziadka. Nie weszli. Po chwili jednak usłyszałam głośny płacz na klatce i dzwonek do drzwi. Nikodem przyprowadził zapłakaną Lenkę, która wystraszyła się warczących dookoła kosiarek. Nikodem tłumaczył Jej iście pedagogicznie:
- I czego wyjesz? Przecież Ci kosiarka głowy nie obetnie!
No naprawdę, nie ma to, jak mieć wsparcie przy uspokajaniu przestraszonego dziecka:)  Koniec końców Nikodem do Dziadka pobiegł sam, a zapłakana Lenka została w domu. Wniosek z tego taki, że na samodzielność Lenki jeszcze stanowczo za wcześnie!


post signature

wtorek, 10 lipca 2012

Odpowiedzialność

Czasami, kiedy moje dzieci nieświadomie powtarzają jakieś moje powiedzonka lub naśladują jakieś gesty, ogarnia mnie przerażenie. Uświadamiam sobie wtedy, że w ogromnej części to właśnie ja jestem odpowiedzialna za Ich światopogląd.
To głównie ja kształtuję Ich młode umysły i to do mnie należy zadanie wychowania Ich na porządnych ludzi! Muszę nauczyć moje dzieci dosłownie wszystkiego. To ode mnie dowiadują się, co jest dobre, a co złe. Co wypada, a co nie wypada. Jak trzeba się zachować w danej sytuacji.
A przecież nie jestem ideałem, nie przestrzegam wszystkich tzw. "norm społecznych", co więcej często przeciwko niektórym z nich wręcz się buntuję. I, świadomie lub nieświadomie, bunt ten przekazuję bezwiednie moim dzieciom.
Jak wychować dziecko na porządnego człowieka? Jak nauczyć odróżniania dobra od zła, nie robiąc przy okazji z dziecka "ofiary"? Jak wytłumaczyć, że trzeba wierzyć w ludzi a jednocześnie być wobec nich podejrzliwym? Jak przekazać, że niektórym ludziom można zaufać, a niektórym wręcz przeciwnie? Jak nauczyć dziecko wiary w dobro, kiedy wokół tyle zła?
To jest właśnie zadanie dla mnie. I to zadanie przeraża mnie, jak żadne inne. Tej odpowiedzialności boję się najbardziej.
Tak mnie filozoficznie dzisiaj naszło:)

sobota, 23 czerwca 2012

Grunt, to dobre wychowanie...

Staram się mocno wpajać moim dzieciom zasady dobrego wychowania. Między innymi pilnuję, żeby wszelkie papierki i inne śmieci łupieże wrzucały zawsze do kosza, a nie, gdzie popadnie. W przypadku Nikodema nauka nie poszła w las!
Poszliśmy na zakupy. Łupieże nabyły sobie cukierki w papierkach  i od razu po zeskanowaniu ich w kasie rozpoczęły konsumpcję. Zaabsorbowana płatnościami i pakowaniem zakupów, nie zwracałam większej uwagi na poczynania latorośli. Pilnowałam jedynie, żeby nie zniknęli  mi z pola widzenia.
Wyszedłszy  ze sklepu, udaliśmy się na mały ryneczek obok, celem nabycia ziemniaków i innej zieleniny.
Zanim zdążyłam mrugnąć okiem, Nikodem podleciał do pierwszego z brzegu chłopa, otworzył beczkę z ogórkami kiszonymi (ewentualnie kiszoną kapustą) i, w przekonaniu iż jest to kosz na śmieci, wrzucił do środka wszystkie cukierkowe papierki. Chłop wprawdzie nie zauważył, ale już klienci a i owszem. Na szczęście podeszli do sytuacji z humorem a ja zwiałam czym prędzej z miejsca zbrodni, nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń.
I nawet nie mogłam udzielić dziecku reprymendy, bo przecież wyrzucił papierki "do kosza". Grunt, to dobre wychowanie...

źródło: youtube.pl

wtorek, 10 stycznia 2012

Czego to ludzie nie wymyślą:)

Zamiast do kąta, dzieci można odesłać na ten stołek
fot. Gizmodo
Mebel z klepsydrą zamiast nóżek został pomyślany w konkretnym celu - by pełnił funkcje wychowawcze. Najwyraźniej nie wszyscy byli w tym roku grzeczni i nie potrzebują dyscyplinowania. Na szczęście rózgi stały się bardziej wyszukane.
Stołka nie sposób oszukać - zanim w klepsydrze w podstawie mebla przesypie się piasek, musi minąć pięć minut. Sprzedawcy polecają rozwiązanie do uspokajania awanturujących się pociech, ale stołek znosi obciążenie do 70 kilogramów, więc posłuży do wychowania potomstwa do czasu, aż uda się je wysłać na studia do innego miasta.
Mebel z drewna z drzewa mango kosztuje 69 dolarów.

Źródło: onet.pl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Drukuj