Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziadek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dziadek. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 18 marca 2014

Laurka dla Dziadka

Łupieże produkują laurki dla Dziadka z okazji imienin. Nikodem, jak zwykle, bazgrze coś na szybko. Lenka w skupieniu od pół godziny zastanawia się co narysować.
- Mamo, a co Dziadek lubi najbardziej? Ucieszy się, jak Mu narysuję kwiatki? Albo może serduszko... Albo motylka...
Na to pouczającym tonem odzywa się Nikodem:
- Lenka, nie przejmuj się, narysuj cokolwiek. Dorośli i tak zawsze mówią, że to piękne, choćbyś nie wiem co i jak namazała!
Wujek Dobra Rada się znalazł!!!

post signature

piątek, 20 września 2013

M jak meteoryt

Dziadek odbiera Nikodema ze szkoły. Nikodem ma zadaną pracę domową. Wzorowy dziadek postanawia pomóc wnukowi odrobić pracę domową. Rzeczona praca domowa polega na narysowaniu czterech rzeczy zaczynających się głoską M. Sprawa niby prosta, bo przecież można narysować mamę, motylka, misia, mleko, miskę, muchę, motor, mydło i tysiąc innych łatwych do narysowania rzeczy.
Ale nie! Dziadek musi być oryginalny i podsuwa dziecku pomysły:
- Narysuj metro!
- Yyyyyy, ale jak???
- Normalnie, wagon narysujesz albo dwa i będzie metro.
- Yyyyyyyy.
- No to może motel!
- Yyyyyy, ale jak?
- Narysuj jakiś domek i napisz motel.
No to dziadek zabłysnął. Po chwili się zreflektował:
- No tak, nie umiesz pisać. To może meteoryt!
Na boga, dziadek weź się ogarnij! Jak siedmioletnie dziecko ma narysować meteoryt??? Może jeszcze minotaura albo meduzę??? Menzurkę ewentualnie??? Mitochondrium??? Metronom???
Ostatecznie stanęło na motylku, misiu, marchewce i mandolinie. Chyba wydam dziadkowi zakaz odrabiania z dzieckiem prac domowych:)


post signature

sobota, 18 maja 2013

Jak usamodzielniać dziecko?

W nawiązaniu do wczorajszego posta o dorastaniu, chciałam dzisiaj poruszyć temat samodzielności. Kiedy przychodzi czas na to, żeby pozwolić dziecku wyjść bez opieki na plac zabaw, do sklepu czy do kolegi/koleżanki??? Zapewne wiele zależy od charakteru dziecka.
Nikodem ma prawie 7 lat, Lenka prawie 5. Kiedy byłam mniej więcej w wieku Lenki ganiałam beztrosko całymi dniami luzem pod opieką o dwa lata starszego brata i jego pomysłowych kolegów. To był bardzo fajny okres w moim życiu. Wiosną i latem na dworze spędzaliśmy niemalże całą dobę:) Ale to były zupełnie inne czasy. Na dzieci nie czyhało wtedy tyle niebezpieczeństw, co dzisiaj. Samochody nie pędziły z prędkością światła, żaden zboczeniec czy inny oszust nie czaił się za rogiem, a w razie czego o pomoc można było bez obawy poprosić dowolną dorosłą osobę. Niestety, ta beztroska rzeczywistość minęła bezpowrotnie. Dzisiaj sytuacja przedstawia się zgoła inaczej.


W ramach usamodzielniania moich dzieci postanowiłam dzisiaj dać Im nieco swobody. Wysłałam Ich samych do Dziadka. Dziadek mieszka blok dalej. Wystarczy wyjść z klatki, przemierzyć długość jednego bloku, przejść przez parking i kawałek trawnika i już jest się u Dziadka.
Nikodemowi pomysł od razu przypadł do gustu, zwłaszcza, że Dziadek kusił lodami:) Lenka od początku była bardzo sceptyczna i pełna obaw. Syn dostał (powtórzony tysiąc razy) nakaz pilnowania siostry, rozglądania się na wszystkie strony, czy nie jedzie jakiś samochód, omijania i nie zaczepiania obcych osób i zmierzania prosto do celu. Telekonferencja z Dziadkiem została uruchomiona i poszli! Ja pełna niepokoju, biegałam od okna do okna i kontrolowałam sytuację. Dziadek wisiał w swoim oknie i meldował przez telefon.
Po wyjściu z klatki potomstwo moje obrało odpowiedni azymut i ruszyło wzdłuż bloku. Po chwili zniknęli mi z pola widzenia, więc pobiegłam na balkon wypatrywać Ich z drugiej strony. Dziadek meldował przez telefon, że jeszcze Ich nie widzi. Zaniepokoiłam się, bo powinni już dotrzeć do końca bloku i wejść w zasięg widoczności Dziadka. Nie weszli. Po chwili jednak usłyszałam głośny płacz na klatce i dzwonek do drzwi. Nikodem przyprowadził zapłakaną Lenkę, która wystraszyła się warczących dookoła kosiarek. Nikodem tłumaczył Jej iście pedagogicznie:
- I czego wyjesz? Przecież Ci kosiarka głowy nie obetnie!
No naprawdę, nie ma to, jak mieć wsparcie przy uspokajaniu przestraszonego dziecka:)  Koniec końców Nikodem do Dziadka pobiegł sam, a zapłakana Lenka została w domu. Wniosek z tego taki, że na samodzielność Lenki jeszcze stanowczo za wcześnie!


post signature

sobota, 15 grudnia 2012

Niezły bigos

Sobota dziś, więc czas najwyższy zacząć się jakoś ogarniać na święta:) W zasadzie planowałam zrobić dzisiaj selekcję dziecięcych zabawek, ale ponieważ Dziadek uraczył nas kubełkiem kiszonej kapusty, wzięłam się za pichcenie świątecznego bigosu.
Dzieciaki zostały wyekspediowane z Ojcem do drugiego Dziadka, a ja zabrałam się za kapuchę.
Grzybki zostały namoczone, boczuś i mięsko pokrojone w kosteczkę, kapucha kiszona i kapucha biała poszatkowane i teraz pyrgają sobie powolutku w garze:)





A Wy co dzisiaj przygotowujecie na święta???


post signature

sobota, 22 września 2012

O Dziadku, który wnuki rozpieszczał...

Łupieżowy dziadek, czyli mój Ojciec mieszka bardzo blisko nas, w bloku obok. Bywamy u Niego często i gęsto, chociażby po to, żeby zrobić siku w drodze powrotnej z przedszkola, ewentualnie przekąsić jakiegoś "słodycza":)
Niemniej jednak, ile razy w tygodniu łupieże by u Niego nie były, Dziadek obowiązkowo w każdy piątek ma dla nich przygotowaną paczkę. W paczce owej znajdują się przeważnie owoce, słodycze i jakiś deserek typu "Danio".


czwartek, 21 czerwca 2012

Kiedy boli brzuszek...

Dziś w nocy była piękna burza:) Około godziny 1:00 obudziły mnie grzmoty tak silne, że myślałam, iż cały blok wali mi się na głowę:) Momentalnie włączyły się alarmy we wszystkich okolicznych samochodach. Przez myśl przemknęła mi myśl o praniu wiszącym na balkonie, ale szybko zrezygnowałam z pomysłu zrywania się w środku nocy celem sprzątania ciuchów ze sznurków. Lało, jak z cebra, więc i tak było już za późno:)
Burza przewalała się nad moją głową prawie przez godzinę, momentami przygasały uliczne latarnie, grzmiało, błyskało, samochody wyły. Obudziłam się z bólem głowy i uczuciem całkowitego niewyspania. Po burzy nie było nawet śladu. Ziemia zdążyła wyschnąć w porannym słońcu, nawet na chodnikach i ulicach nie było kałuż.
Około godziny 14.00, kiedy sumiennie oddawałam się pracy, zadzwonił mój telefon. Za każdym razem, gdy na wyświetlaczu widzę napis "Przedszkole" serce podchodzi mi do gardła i przed oczami  staje mi milion różnych katastrof, sceny mrożące krew w żyłach, połamane ręce i nogi, rozbite głowy i generalnie pogotowie ratunkowe w roli głównej!
Okazało się, że Nikodem skarży się na ból brzucha, jest blady i osowiały i ma ponad 37 stopni gorączki, nie zjadł obiadu, słania się na nogach i jest absolutnie nie do życia. Jak zawsze, w takich przypadkach, zadzwoniłam szybko do Dziadka. Jak zawsze, w takich przypadkach, Dziadek był niezawodny (dziękuję, Tato!) i momentalnie odebrał Nikodema z przedszkola. Łupież od razu wylądował w łóżku, dostał do picia miętę z żurawiną i odleciał. Przespał cały czas, aż do mojego powrotu z pracy, czyli ponad dwie godziny. Po przebudzeniu czuł się zdecydowanie lepiej.
Teraz leży w łóżku, ogląda "Pingwiny z Madagaskaru", popija miętę z żurawiną i czeka na, zawsze niezawodny w takich sytuacjach, domowy rosołek:)

niedziela, 8 kwietnia 2012

Jak mijają nam święta c.d.

Ciąg dalszy świątecznego przedpołudnia wyglądał tak, że dzieci nieco się zmęczyły i postanowiły odpocząć (przez 5 sekund). Głupie miny do zdjęcia to nasza specjalność!


Następnie łupieże postanowiły przygotować sprzęt sikający na Lany Poniedziałek i zaczęły okupować łazienkę. W końcu dobry trening, to podstawa!


Po kompletnym zamoczeniu łazienki i okolic, łupieże postanowiły zregenerować siły z zaciszu swojego biurka, tzn. wczołgały się pod biurko, przykryły kołderką i udawały, że są pieskami odpoczywającymi po polowaniu na kota.


Wszystkie te czynności zajęły łupieżom czas mniej więcej do południa. Resztę dnia spędziliśmy u Dziadka, gdzie łupieże szalały z resztą licznej rodziny do godziny 20.00. Siłą wyciągaliśmy ich do domu!
Takie dni, jak dzisiejszy niezmiennie przypominają mi, jak dobrze mieć liczną rodzinę. Chciałabym, żeby moje dzieci zachowały te rodzinne więzi i w przyszłości czerpały z nich same korzyści. Chociaż, jak wiadomo, w życiu różnie bywa, a z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu.

piątek, 30 marca 2012

Zawiłości pokrewieństwa

Ostatnio opowiadałam moim dzieciom, jak to było, kiedy byłam mała. Na początku w ogóle nie mogli zrozumieć, jakim cudem mogłam być dzieckiem:) A już naprawdę czarną magią było dla nich to, że do zabawy miałam jedną czy dwie lalki i wysłużony wózek dla nich.
- No co TY Mamuś??? Nie miałaś komputera???
- Nie miałam:)
- Ani gormitów??? - to Nikodem.
- Niestety, nie.
- A kto był Twoją Mamą???
- Babcia Ewa, ale Ona już nie żyje. Wiecie przecież, byliśmy na cmentarzu, pamiętacie?
- Aaaaaa, no tak! A kto był Twoim Tatą?
- Moim Tatą jest dziadek Zbyszek.
- Ale jak to? Dziadek nie może być Twoim Tatą! Dziadek, to dziadek!
- Dla Was dziadek, a dla mnie Tata.
- Jakieś głupoty opowiadasz, Mamo! Jak dziadek może być tatą??? A ta babcia, u której oglądamy bajki, to kto?
- To jest moja babcia. Mama mojej Mamy, czyli moja babcia. Dla Was prababcia.
- O rany, Mamuś - ja tego nie ogarniam - stwierdza Nikodem - A kto jest tatą Taty?
- Dziadek Roman.
- Aha. To ja już nic nie rozumiem!

poniedziałek, 16 stycznia 2012

Herbatka dla Babci i Dziadka

Takie oto zaproszenie na herbatkę w grupie 3-latków w dniu 20 stycznia o godzinie 15.00 dostanie Dziadek od Lenki:

Wszystkim Dziadkom nowa zima
Srebrne gwiazdki dziś poprzypina
Z taką gwiazdką każdy Dziadek
Mógłby iść na defiladę
Białym parkiem razem z nami
Na spotkanie z gołębiami.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Drukuj