czwartek, 24 maja 2012

Jak zmienia się dziecko - Lenka

Tym razem fotohistoria Lenki, mojej małej Kluseczki, która urodziła się niespodziewanie w 35 tygodniu ciąży i tym samym została sklasyfikowana jako wcześniak. Od razu po porodzie trafiła do inkubatora i spędziła w nim całe trzy doby. Dziś jest pogodnym, radosnym dzieckiem. Wykazuje się talentem plastycznym i aktorskim:) Oto mała Lenka:

Lenka zaraz po urodzeniu



2,5 miesiąca
Półroczna Lenka
Okrąglutka, jak pączek w maśle:)
Świętuję pierwsze urodziny!
1,5 roku
2 lata i 3 miesiące
Mam prawie 3 lata i właśnie kończę edukację w żłobku
Pasowanie na przedszkolaka
Lenuś obecnie:)

środa, 23 maja 2012

Dzień wolny!

Na jutro wzięłam sobie wolne. Po pierwsze dlatego, że moja biedna, chora noga musi odpocząć. A po drugie dlatego, że jutro w przedszkolu u Lenki o godz. 15.00 jest Dzień Rodziców i znowu musiałabym się zwalniać z pracy, a wolę swojego szefa nie drażnić teraz takimi prośbami, bo ostatnio jest nie w sosie:)
Już mi się jawiło błogie lenistwo przed telewizorem, wylegiwanie się do południa w łóżku z książką w ręku, czytanie blogowych zaległości, pisanie nowych postów z nogą wyciągniętą i wygodnie ułożoną na stu dwudziestu poduszkach. Już byłam w ogródku, już witałam się z gąską...
I niespodziewanie do mojej głowy zaczęły wdzierać się niepokojące myśli o tysiącu zaległych i drugim tysiącu koniecznych do zrobienia czynności. Na mojej liście zadań, zamiast zaplanowanego i zasłużonego odpoczynku pojawiły się prace, które absolutnie nie pomogą mojej nodze w szybkim wyleczeniu.
Są to m. in.:
- zakupy - no przecież trzeba coś jeść,
- pranie - to zawsze jest czynnością zaległą,
- cerowanie - bo nigdy nie ma na to czasu, więc może w końcu jutro się uda,
- zmiana kociego piasku - bo już by wypadało,
- prasowanie - podobnie, jak pranie, zawsze zalega,
- przegląd dzieciowej szafy z ciuchami - hehehehe, syzyfowa praca - to się przyda, tamto jeszcze może kiedyś założy, to się zeszyje, a tamto zaceruje (nie wiem kiedy!),
- zmiana pościeli - bo przecież już trzeba,
- przesadzanie kwiatków - no w tym momencie już przesadziłam...
Zdenerwowałam się i przypomniałam sobie, że wzięłam sobie wolne po to, żeby odpocząć, a nie po to, żeby się zaharowywać. I postanowiłam, że jutro wyciągnę nogę na poduszkach i oddam się słodkiemu lenistwu. Nie kiwnę nawet jednym palcem. Oczywiście poza zakupami, zmianą kociego piasku, praniem... Cholera, beznadziejny przypadek:)

wtorek, 22 maja 2012

Czasu na wszystko brak

Jakieś takie zabiegane mi się zrobiło życie ostatnio. Niby nic specjalnego się nie dzieje, a jednak ciągle brakuje mi czasu ... na wszystko:) Jak nie zakupy, to plac zabaw. Jak nie plac zabaw, to biblioteka. Jak nie biblioteka, to zebranie w przedszkolu.
A właśnie - zebranie w przedszkolu. U Nikodema. Bardzo ważne, bo podsumowujące cały rok szkolny. Oczywiście o godz. 15.30, więc należałoby zwolnić się z pracy. Na szczęście akurat tego dnia zwolnić się nijak nie mogłam i na zebranie spóźniłam się jakieś 45 minut:) W związku z tym ominęły mnie główne atrakcje, czyli omówienie przygotowania dzieci do rozpoczęcia nauki w pierwszej klasie. Nikodem i tak do szkoły na razie nie idzie, więc z radością darowałam sobie tę część zebrania:)
Wpadłam akurat na mowę końcową i rzecz jasna najważniejszy punkt każdego zebrania, czyli zbieranie składek. Zebranie zakończyło się dla mnie po 15 minutach i wyszłam z niego uboższa, tym razem, o jedyne 50 zł.
Na dokładkę parę dni temu wlazło mi coś w podeszwę. To coś wydłubałam sobie bardzo ładnie przy pomocy igły i skalpela. W wyniku tych zabiegów chirurgicznych w stopie zrobiła mi się dziura całkiem sporych rozmiarów. Dziura ta nie chce mi się zagoić, bo jest usytuowana w tak durnym miejscu, że przy chodzeniu rozwala mi się jeszcze bardziej. Poruszam się więc jak paralityk i nie pomaga plaster, ani bandaż, ani okłady z rivanolu, ani maść z antybiotykiem. Powinnam w zasadzie unieruchomić się na amen i poleżeć ze dwa dni z nogą w górze, tylko jak to zrobić przy dwójce wiecznie czegoś potrzebujących dzieci???

niedziela, 20 maja 2012

Korepetycje od przedszkola

Wczoraj na placu zabaw spotkałam dawno niewidzianą koleżankę. Koleżanka ta ma córkę, która w  tym roku kończy 6 lat. Od września uczęszcza  do zerówki w katolickiej szkole, która w moim mieście uchodzi za wylęgarnię geniuszy. Trochę chyba na wyrost, bo osobiście uważam, że poziom nauczania w "księżej" szkole nie odbiega zbytnio od poziomu w placówkach państwowych.
Koleżanka owa podzieliła się ze mną pewną rewelacją. Otóż większość dzieci w grupie jej córki uczęszcza na korepetycje! I to dosłownie ze wszystkiego: nauka pisania i czytania, sylabizowanie, matematyka, język angielski, korepetycje z koncentracji uwagi i inne temu podobne.
Śmiech pusty mnie ogarnął i nie bardzo chciało mi się w to wierzyć. Jednak wygląda na to, że taka właśnie jest dzisiejsza rzeczywistość. Wyścig szczurów już od przedszkola. Niektórzy "ambitni" rodzice posyłają na korepetycje już trzyletnie dzieci. Koszmar!
Czy nie wystarczy, że zmusza się dzieci do wcześniejszego rozpoczynania edukacji w szkole??? Trzeba jeszcze mordować maluchy korepetycjami??? Dokąd ten świat zmierza? Kiedy te biedne dzieci, w natłoku obowiązków i przymusowej nauki mają znaleźć czas na zabawę? Wychodzi na to, że beztroska zabawa nie jest już nieodłącznym atrybutem dzieciństwa. W dzisiejszych czasach już chyba w ogóle nie ma czasu na beztroskie dzieciństwo. Korepetycje od przedszkola i praca do 67 roku życia! Pozostaje tylko współczuć naszym biednym dzieciom. Wyścig szczurów trwa!


Kiniowe opowieści

Kinia jest z nami już trzy tygodnie. Przez ten czas poczyniła znaczne postępy, choć nadal jest mocno lękliwa. Na każdy głośniejszy odgłos zmyka za kuchenne szafki z podkulonym ogonem. Ale nie spędza tam już całej doby.
W ciągu dnia leży głównie na dywaniku w kuchni i czujnie obserwuje wszystko dookoła. Czasami wskakuje na stół i wygląda przez okno. Na widok dzieciaków nie ucieka już w panice, tylko podchodzi do Nich i daje się pogłaskać. Mruczy przy tym rozkosznie i ociera się o nogi.
Nadal jednak trzyma się głównie kuchni. Na obchód mieszkania wychodzi tylko wieczorami i w nocy. Zwiedza wtedy dosłownie wszystkie kąty. Kiedy widzi uchylone drzwi balkonowe, staje pół metra przed nimi i niespokojnie węszy. Widać, że miałaby ochotę wyjść na balkon, ale strach ciągle jest jest silniejszy od ciekawości.
Niemniej jednak wszystko zmierza w dobrym kierunku i Kinia powoli, bardzo powoli przełamuje swój paraliżujący strach. Liczę na to, że ciekawość świata, tak typowa dla wszystkich młodych zwierząt, w końcu zwycięży i  Kinia będzie normalnym kotem. Ktoś musiał ją bardzo skrzywdzić i chciałabym, żeby w końcu miała spokojne życie.

                             

piątek, 18 maja 2012

Moje ulubione reklamy

Są reklamy, które mnie urzekają:) Oczywiście głównie za sprawą durnych tekstów, zazwyczaj w formie śpiewanej, na melodię wpadającą w ucho szybciej niż "Koko Euro spoko":)
Z tych starszych (chociaż nie zamierzchłych) ewidentnie na czoło wybija się "groszek":


Z tych nieco nowszych (nie wiem dlaczego) każdorazowo, niezmiennie wzrusza mnie  "Mariola o kocim spojrzeniu" z reklamy piwa Okocim:


Ale absolutnym przebojem nieustająco zachwycającym mnie i moje dzieci jest bezsprzecznie reklama "Fun Pack HD", czyli po prostu "mam piloto, mam laptopo":)


Nikodemowy Dzień Rodziców

Dzisiaj zaliczyłam Dzień Mamy i Taty w grupie Nikodema. Jakoś tak wcześnie, ale może to i dobrze, jedna impreza z głowy:)
Było bardzo sympatycznie. Najpierw było przedstawienie pt. "Koza kłamczucha". Nikodem robił za kota i bardzo ładnie wypowiedział swoją (krótką!) kwestię. Zważywszy na Jego luzackie podejście do wypowiadania wyuczonych tekstów (zawsze stara się dodać coś od siebie), uważam to za duży sukces:)


Potem były konkursy i zagadki dla rodziców i dzieci, tańce, śpiewy, wierszyki i wspólna zabawa przy tradycyjnych "Kaczuszkach".


Nie zabrakło również prezentów. Dla Tatusiów były ludziki z rolek po papierze toaletowym, a dla Mamuś piękne korale skręcone z kolorowego papieru:) Nikodem stwierdził, że jak założę je do pracy, to wszyscy padną na mój widok! Niechybnie tak będzie.



 A Lenka tradycyjnie tylko żarła:))) Dorwała kolegę z "maluchów", który też ma brata w grupie Nikodema i wspólnie przez całą imprezę czyścili stół ze wszystkich słodyczy.




Nasze dzieło sztuki:)

Ostatecznie nasze Kubusiowe "dzieło sztuki" na konkurs plastyczny zostało wykończone kilkoma muchomorami i motylkami. Zabrakło mi już weny twórczej, ale wyszło nie najgorzej.
Praca została dostarczona do przedszkola i na razie stoi w sali na honorowym miejscu. Panie były zachwycone i bardzo nas chwaliły. Jestem z siebie dumna:)))


czwartek, 17 maja 2012

Piasek, wszędzie piasek...

Co zrobić z kotem, który namiętnie wykopuje żwirek z kuwety??? Udusić!!!
Durna małpa grzebie w tym piachu, jak opętana. Oczywiście, najchętniej w samym środku nocy. Ledwo człowiek oko przymknie, zaraz rozlega się wstrętne szuranie. Szura i szura, a przeganianie jej skutkuje na 5 minut. Opętało ją chyba.
Co rano podłoga wokół kuwety zasypana jest tonami kociego żwirku. Co rano trafia mnie jasny szlag i apopleksja w jednym. Nie skutkuje zmiana kuwety, nie skutkuje zmiana piasku, nie skutkuje po prostu nic!
Dzisiaj wpadłam na nowy pomysł i całą kocią kuwetę umieściłam w dużym kartonowym pudełku z wysokimi brzegami. Wskoczyć do niego bez problemu wskoczy, a może tyle nie rozsypie. Na razie wstrętny animal obserwuje i obwąchuje nowość. Zobaczymy, co będzie rano. Jak znowu coś rozszura, to jak nic ją uduszę:)

Pomoc dla Joli

Zaradna Mama organizuje akcję dla Mamy potrzebującej pomocy:


Myślę, że warto wesprzeć tę akcję, bo każdy z nas może się kiedyś znaleźć w podobnej sytuacji. Pamiętajmy, że nic nie jest nam dane na wieczność, szczególnie w dzisiejszych, trudnych czasach. Być może jutro my będziemy potrzebowali pomocy i wsparcia innych, dlatego warto wykazać się odrobiną dobrej woli. W grupie siła!

środa, 16 maja 2012

Biblioteka dla dzieci

Przed chwilą, kiedy przechodziliśmy obok biblioteki dla dzieci, Nikodem przypomniał sobie, że kiedyś był tam z przedszkolem i Pani bardzo zapraszała dzieci, żeby się zapisały. No więc weszliśmy i się zapisaliśmy:)
Nikodem wypełniał z Panią kartę: mówił, jak ma na imię i nazwisko, gdzie mieszka. Na pytanie, gdzie chodzi do przedszkola, odparował:
- Tu niedaleko!
Łupieże od razu wypożyczyły sobie po jednej pozycji - Nikodem książkę o Zygzaku, a Lenka o Kubusiu Puchatku.
Jednorazowo można wypożyczyć cztery książki i trzymać je w domu przez miesiąc, ale myślę, że będziemy odwiedzać bibliotekę częściej.

niedziela, 13 maja 2012

Krótko o zadziwieniu

- Nikodem! Timon i Pumba w telewizji! - drę się wniebogłosy.
- Ok, Mamo, już idę - drze się Nikodem - Lenkaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!
- Coooooooo??? - drze się Lenka
- Surogatka i guziec będzie!
Yyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy!!! W mordę jeża, myślę sobie, o czym to dziecko mówi i po chwili uświadamiam sobie, że faktycznie Timon i Pumba to surogatka i guziec. Nadziwić się tylko nie mogę, skąd tę wiedzę posiada moje pięcioletnie dziecko:) Szczęka mi opadła!


Niedzielnie

Pogoda nas dziś nie rozpieszcza:( Wprawdzie nie pada, ale jest tylko 10 stopni i niebo mocno pochmurne.
Łupieże się nudzą. Trochę pomalowały, obejrzały jakąś bajkę, trochę pojeździły na rowerach, na spacerze zebrały piękny bukiet bzów, który rozłożyliśmy do dwóch wazoników.
I tak się niedzielnie nudzimy:)


sobota, 12 maja 2012

Tworzymy...

Dziś od rana pada. Zabraliśmy się więc ochoczo za tworzenie naszego dzieła sztuki na przedszkolny konkurs pt. "Moja ulubiona bajka".
Ponieważ talentem plastycznym nie grzeszę, postawiliśmy na kompletny misz-masz stylów i jak na razie idzie nam całkiem nieźle. Mamy trochę bibułowyklejania, trochę farbami malowania, trochę decoupage i w ogóle wszystko na raz.
Praca powstaje na dosyć sporym kawałku dykty (buchniętej z pracy:) - format coś około arkusza A1. Większość prac została w zasadzie wykonana. Brakuje mi jeszcze tylko pomysłu na zapełnienie przestrzeni pod gałęzią drzewa.
Może jakieś sugestie???


piątek, 11 maja 2012

Na ławeczce

Odkąd nastała wiosna (i lato!) moja codzienność zamyka się w dwóch słowach: "PLAC ZABAW". Od wyjścia z przedszkola do wieczornej bajki non stop kolor.
Codzienny nasz obrazek to wściekające się po placu dzieciaki i my - matki. Siedzimy na  tej ławce niczym stare emerytki i komentujemy  wszystko, co dzieje się wokół.
Coraz to któraś krzyknie:
- Nie syp piaskiem!
Ewentualnie:
- Nie bujaj się tak wysoko!
Lub:
- Matko Boska! Zaraz spadnie!!!
Od czasu do czasu któraś wstaje, żeby  pokręcić karuzelą, albo "wysikać" swoją pociechę. Czasami trzeba zażegnać jakiś konflikt, czasami napoić towarzystwo, a czasami nakarmić.
Generalnie dzieciaki  zajmują się sobą, a my sobie siedzimy, jak  te  kwoki i omawiamy bardzo istotne kwestie  typu: niedobra  pani w  przedszkolu, pierwsza komunia  (w tym miesiącu temat numer jeden), nieodrobione  lekcje, kaszel, katar, alergia (też  popularny temat!), obuwie letnie i temu podobne.
Normalnie, jak  na nas popatrzeć z boku, to śmiech ogarnia:)



środa, 9 maja 2012

Przed nami plastyczne wyzwanie

Z okazji Dnia Mamy i Dnia Taty w grupie Lenki organizowany jest konkurs plastyczny pt. "Moja ulubiona bajka". Technika i format pracy dowolna.
Lenka oczywiście wybrała bajkę "Kubuś Puchatek". Co do techniki na razie się zastanawiamy i kompletujemy materiały. Mamy tonę bibuły, kolorowy papier, farby, kredki, mazaki. Jeszcze nie wiem, co z tego wykorzystamy, może wszystko:) Na wykonanie pracy mamy czas do 22 maja, więc dosyć sporo. Pomyślimy, zobaczymy...
U Nikodema z kolei będzie piknik rodzinny. Mam kupić 2 kg bananów. Będzie też jakiś przedstawienie - Nikodem robi za kota. Poza tym 30 maja jadą na wycieczkę do skansenu i na warsztaty garncarskie. Będą lepić garnki z gliny:) Koszt wycieczki - 40,- zł.

niedziela, 6 maja 2012

Wyprawa do lasu - fotorelacja

Wczorajsze popołudnie spędziliśmy w lesie. Trochę podgryzały nas komary, ale generalnie było bardzo fajnie. Wszystko odbyło się według scenariusza Lenki, tzn. był kocyk, było picie i kanapki, były zabawy z piłką i oglądanie chmurek na niebie:)
- Patrz, Mamusiu, patrz - krzyczała Lenka - ta duża chmura jest podobna do smoka!
Na to odzywał się Nikodem:
- Ty, głupia, Ty! Ta chmura jest raczej podobniejsza do barana!


Móżdżek

Kinia powoli oswaja się z łupieżowymi wrzaskami i Ich gwałtownymi ruchami. Baaaaaardzo powoli:) Niemniej jednak wczoraj wieczorem, kiedy razem z Nikodemem siedziałam w kuchni, kocia księżna zaszczyciła nas swoją obecnością i nawet dała się Synusiowi pogłaskać po głowie.
Nikodem z zachwytem stwierdził:
- Mamusiu, zobacz, jaki ona ma fajny móżdżek!
- Że co ma???
- No móżdżek, Mamusiu. Zobacz, jaki kolorowy: czarno-biało-brązowy. Śliczny!!!
No faktycznie, łeb, tzn. móżdżek ma trójkolorowy, podobnie, jak ogon:)


Candy u Sroki

Polecam urodzinowe Candy u Sroki - "Każdy ma jakiegoś Kota". Oczywiście biorę udział:)))
http://podwojona-sroka.blogspot.com/2012/05/moje-urodzinowe-candy-kazdy-ma-jakiegos.html


sobota, 5 maja 2012

Okurrrarrry

Dziś  Lenka wprawiła mnie w niewypowiedziany wprost zachwyt. Przed wyprawą do lasu robiła wielkie przygotowania. Namiętnie szukała swoich przeciwsłonecznych okularów. Wreszcie, zrezygnowana, rozdarła się:
- Mamoooooooooooooo!!! Gdzie są moje okurrrarrry???
I niespodziewanie tak pięknie zawarczała, że aż mnie wbiło w fotel:)
Jestem z Niej bardzo dumna. Opanowanie głoski "r" z marszu, bez żadnych ćwiczeń i treningów nie jest przecież prostą sprawą. Zwłaszcza, że Lenka ma dopiero 3,5 roku. Nikodem, który ma już 5,5 roku, do tej pory nie wymawia "r", co powoli zaczyna mnie martwić.
Teraz Lenka chodzi i z upodobaniem warczy swoje bardzo dźwięczne "r" przy każdej możliwej okazji. A okurrrarrry na szczęście się znalazły, co widać na załączonym obrazku:)


Gdzie te burze z piorunami i gradobicie???

W tv od tygodnia zapowiadają zmianę  pogody,  gwałtowne ochłodzenie, straszne burze z piorunami i gradobiciem. I co? I od tygodnia nic. Pogoda się nie zmienia. Wciąż panuje tropikalny upał. W moim mieście, położonym w samym środku Polski, od tygodnia nie spadła nawet jedna kropla deszczu:) W zasadzie mnie to cieszy.
Mam teraz chwilę spokoju, bo łupieże poszły z Tatą na plac zabaw. Powoli zabieram się więc za szykowanie obiadu. Dziś, wedle życzenia Nikodema, na obiad świnka Balbinka, czyli pieczona szynka wieprzowa z ziemniaczkami. Ciekawe, czy zje? A do tego sałata z rzodkiewką i ze śmietaną, czego Nikodem nie zje na pewno:)
Na popołudnie Lenka zapowiedziała wyprawę z kocykiem do lasu:
- Mamusiu, weźmiemy kanapki, i picie, i kocyk i zrobimy sobie piknik w lesie. Będziemy leżeć na kocyku i oglądać chmurki, bo z chmurek na niebie czasami robią się fajne zwierzątka, wiesz? Można zobaczyć słonika, albo smoka a czasami nawet wąża!
Tak, wąża na pewno:) No nic, może faktycznie po obiedzie wybierzemy się do lasu. W końcu trzeba korzystać z tej pięknej pogody, bo a nuż jednak nas zaskoczy ta zapowiadana od tygodnia burza:)
 Miłego dalszego ciągu długiego weekendu życzę i idę robić obiad!

piątek, 4 maja 2012

Za długi długi weekend

Od nadmiaru wolnego łupieże ogarnęła totalna głupota:) Biegają, skaczą, wściekają się, wrzeszczą, krzyczą, wymyślają coraz głupsze zabawy. Nie można nad Nimi zapanować. Na dokładkę ciągle się o coś kłócą.
Z utęsknieniem wyczekuję poniedziałku, kiedy w końcu pójdą do przedszkola:) Brak dyscypliny zdecydowanie Im nie służy. Już nie wiedzą, co mają ze sobą zrobić. Długi weekend był w tym roku stanowczo za długi!

czwartek, 3 maja 2012

Koko Euro spoko


Tekst piosenki: zespół Jarzębina

1. Cieszą się Polacy,
cieszy Ukraina
Że tu dla nas wszystkich
Euro się zaczyna.

ref.: Koko, koko Euro spoko,
piłka leci hen wysoko,
wszyscy razem zaśpiewajmy,
naszym doping dajmy.

2. Nasi dzielni chłopcy
to biało-czerwoni
Wygrać im się uda,
ucieszy się? Smuda.

3. Orzełki biegajcie
żwawo po murawie
Zdobywajcie gole
i będzie po sprawie.

4. Nie myśl sobie bracie,
że rady nie damy
Nie kłopocz się siostro
my Euro wygramy.

środa, 2 maja 2012

Kinia

Kitka nasza do domu nie wraca:( Nie wiem, co się z nią stało i nie wiem, czy jeszcze wróci:( Albo ktoś ją zabrał, albo spotkała ją jakaś przykra przygoda. Ewentualnie jeszcze, tak mocno romansuje, że nie ma czasu na myślenie o domu i na powrót.
Niedawno koleżanka, która jest wolontariuszką w schronisku dla zwierząt, zaproponowała mi zajęcie się młodą kotką. Kinia ma trochę ponad pół roku. Jest mocno zalękniona i wycofana. Do tej pory mieszkała w schronisku, i przez chwilę w domu jednej z wolontariuszek. Niestety, dom ten pełen był innych zwierząt (głównie psów) i kotka mieszkała głównie w łazience, którą opuszczała wyłącznie nocami.
Kinia jest z nami od wczorajszego popołudnia. Jak tylko została przyniesiona, momentalnie znalazła sobie kryjówkę za kuchennymi szafkami i zaszyła się tam na amen. W życiu nie widziałam tak zestresowanego kota. Wyszła dopiero o 3.00 w nocy, trochę pojadła, popiła, skorzystała z kuwety, pozwiedzała mieszkanie i wróciła do swojego azylu za szafkami.
Dzisiaj, kiedy dzieciaki poszły na rowery i w domu panowała względna cisza ośmieliła się wynurzyć ze swojej kryjówki. Zapewne skusił ją zapach schabiku, który rzuciłam jej do miseczki na zachętę:) Była jeszcze mocno przestraszona, ale wszystko ładnie zjadła i nawet pozwoliła się pogłaskać i sfotografować. Chyba powoli przełamujemy lody. Pierwsze koty za płoty:)))

Candy u Bee

Autorka blaga "Moja mała Bee" ogłasza candy, tutaj: http://mojamalabee.blogspot.com/2012/05/ogaszam-candy.html
Biorę udział i polecam!!!


wtorek, 1 maja 2012

1 maja

Nieodłącznym wspomnieniem z dzieciństwa pozostają dla mnie barwne pierwszomajowe pochody. W pięknych tych czasach uczęszczałam do szkoły podstawowej. Wszyscy obowiązkowo musieli brać udział w pochodzie, koniecznie z własnoręcznie wykonanymi flagami, w mundurkach zuchowych, albo harcerskich, ewentualnie w strojach sportowych. Szkoły i zakłady pracy (wtedy wyłącznie państwowe) prześcigały się w pomysłach.
Pochód był rzeczą świętą! Czy niemożliwy do wytrzymania upał, czy deszcz i grad, pochód musiał przejść ulicami miasta. Pamiętam, że jednego roku na pierwszego maja padał nawet śnieg:).
Można było kupić balony i watę cukrową, co w tamtych czasach było nie lada atrakcją. Czasami przyjeżdżała karuzela, wtedy dopiero był szał. A po obowiązkowym przemarszu szło się z rodzicami na lody:)


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Drukuj