Kinia jest z nami już trzy tygodnie. Przez ten czas poczyniła znaczne postępy, choć nadal jest mocno lękliwa. Na każdy głośniejszy odgłos zmyka za kuchenne szafki z podkulonym ogonem. Ale nie spędza tam już całej doby.
W ciągu dnia leży głównie na dywaniku w kuchni i czujnie obserwuje wszystko dookoła. Czasami wskakuje na stół i wygląda przez okno. Na widok dzieciaków nie ucieka już w panice, tylko podchodzi do Nich i daje się pogłaskać. Mruczy przy tym rozkosznie i ociera się o nogi.
Nadal jednak trzyma się głównie kuchni. Na obchód mieszkania wychodzi tylko wieczorami i w nocy. Zwiedza wtedy dosłownie wszystkie kąty. Kiedy widzi uchylone drzwi balkonowe, staje pół metra przed nimi i niespokojnie węszy. Widać, że miałaby ochotę wyjść na balkon, ale strach ciągle jest jest silniejszy od ciekawości.
Niemniej jednak wszystko zmierza w dobrym kierunku i Kinia powoli, bardzo powoli przełamuje swój paraliżujący strach. Liczę na to, że ciekawość świata, tak typowa dla wszystkich młodych zwierząt, w końcu zwycięży i Kinia będzie normalnym kotem. Ktoś musiał ją bardzo skrzywdzić i chciałabym, żeby w końcu miała spokojne życie.
O wszystkim i o niczym. O rzeczach ważnych, mniej ważnych i tych zupełnie błahych. Zapiski z codziennego, beztroskiego życia moich diabelskich łupieży: Lenki i Nikodema. "Dzieci najuważniej słuchają, kiedy mówi się nie do nich" — Eleonora Roosevelt
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oswajanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oswajanie. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 20 maja 2012
czwartek, 17 maja 2012
Piasek, wszędzie piasek...
Co zrobić z kotem, który namiętnie wykopuje żwirek z kuwety??? Udusić!!!
Durna małpa grzebie w tym piachu, jak opętana. Oczywiście, najchętniej w samym środku nocy. Ledwo człowiek oko przymknie, zaraz rozlega się wstrętne szuranie. Szura i szura, a przeganianie jej skutkuje na 5 minut. Opętało ją chyba.
Co rano podłoga wokół kuwety zasypana jest tonami kociego żwirku. Co rano trafia mnie jasny szlag i apopleksja w jednym. Nie skutkuje zmiana kuwety, nie skutkuje zmiana piasku, nie skutkuje po prostu nic!
Dzisiaj wpadłam na nowy pomysł i całą kocią kuwetę umieściłam w dużym kartonowym pudełku z wysokimi brzegami. Wskoczyć do niego bez problemu wskoczy, a może tyle nie rozsypie. Na razie wstrętny animal obserwuje i obwąchuje nowość. Zobaczymy, co będzie rano. Jak znowu coś rozszura, to jak nic ją uduszę:)
Durna małpa grzebie w tym piachu, jak opętana. Oczywiście, najchętniej w samym środku nocy. Ledwo człowiek oko przymknie, zaraz rozlega się wstrętne szuranie. Szura i szura, a przeganianie jej skutkuje na 5 minut. Opętało ją chyba.
Co rano podłoga wokół kuwety zasypana jest tonami kociego żwirku. Co rano trafia mnie jasny szlag i apopleksja w jednym. Nie skutkuje zmiana kuwety, nie skutkuje zmiana piasku, nie skutkuje po prostu nic!
Dzisiaj wpadłam na nowy pomysł i całą kocią kuwetę umieściłam w dużym kartonowym pudełku z wysokimi brzegami. Wskoczyć do niego bez problemu wskoczy, a może tyle nie rozsypie. Na razie wstrętny animal obserwuje i obwąchuje nowość. Zobaczymy, co będzie rano. Jak znowu coś rozszura, to jak nic ją uduszę:)
niedziela, 6 maja 2012
Móżdżek
Kinia powoli oswaja się z łupieżowymi wrzaskami i Ich gwałtownymi ruchami. Baaaaaardzo powoli:) Niemniej jednak wczoraj wieczorem, kiedy razem z Nikodemem siedziałam w kuchni, kocia księżna zaszczyciła nas swoją obecnością i nawet dała się Synusiowi pogłaskać po głowie.
Nikodem z zachwytem stwierdził:
- Mamusiu, zobacz, jaki ona ma fajny móżdżek!
- Że co ma???
- No móżdżek, Mamusiu. Zobacz, jaki kolorowy: czarno-biało-brązowy. Śliczny!!!
No faktycznie, łeb, tzn. móżdżek ma trójkolorowy, podobnie, jak ogon:)
Nikodem z zachwytem stwierdził:
- Mamusiu, zobacz, jaki ona ma fajny móżdżek!
- Że co ma???
- No móżdżek, Mamusiu. Zobacz, jaki kolorowy: czarno-biało-brązowy. Śliczny!!!
No faktycznie, łeb, tzn. móżdżek ma trójkolorowy, podobnie, jak ogon:)
środa, 2 maja 2012
Kinia
Kitka nasza do domu nie wraca:( Nie wiem, co się z nią stało i nie wiem, czy jeszcze wróci:( Albo ktoś ją zabrał, albo spotkała ją jakaś przykra przygoda. Ewentualnie jeszcze, tak mocno romansuje, że nie ma czasu na myślenie o domu i na powrót.
Niedawno koleżanka, która jest wolontariuszką w schronisku dla zwierząt, zaproponowała mi zajęcie się młodą kotką. Kinia ma trochę ponad pół roku. Jest mocno zalękniona i wycofana. Do tej pory mieszkała w schronisku, i przez chwilę w domu jednej z wolontariuszek. Niestety, dom ten pełen był innych zwierząt (głównie psów) i kotka mieszkała głównie w łazience, którą opuszczała wyłącznie nocami.
Kinia jest z nami od wczorajszego popołudnia. Jak tylko została przyniesiona, momentalnie znalazła sobie kryjówkę za kuchennymi szafkami i zaszyła się tam na amen. W życiu nie widziałam tak zestresowanego kota. Wyszła dopiero o 3.00 w nocy, trochę pojadła, popiła, skorzystała z kuwety, pozwiedzała mieszkanie i wróciła do swojego azylu za szafkami.
Dzisiaj, kiedy dzieciaki poszły na rowery i w domu panowała względna cisza ośmieliła się wynurzyć ze swojej kryjówki. Zapewne skusił ją zapach schabiku, który rzuciłam jej do miseczki na zachętę:) Była jeszcze mocno przestraszona, ale wszystko ładnie zjadła i nawet pozwoliła się pogłaskać i sfotografować. Chyba powoli przełamujemy lody. Pierwsze koty za płoty:)))
Niedawno koleżanka, która jest wolontariuszką w schronisku dla zwierząt, zaproponowała mi zajęcie się młodą kotką. Kinia ma trochę ponad pół roku. Jest mocno zalękniona i wycofana. Do tej pory mieszkała w schronisku, i przez chwilę w domu jednej z wolontariuszek. Niestety, dom ten pełen był innych zwierząt (głównie psów) i kotka mieszkała głównie w łazience, którą opuszczała wyłącznie nocami.
Kinia jest z nami od wczorajszego popołudnia. Jak tylko została przyniesiona, momentalnie znalazła sobie kryjówkę za kuchennymi szafkami i zaszyła się tam na amen. W życiu nie widziałam tak zestresowanego kota. Wyszła dopiero o 3.00 w nocy, trochę pojadła, popiła, skorzystała z kuwety, pozwiedzała mieszkanie i wróciła do swojego azylu za szafkami.
Dzisiaj, kiedy dzieciaki poszły na rowery i w domu panowała względna cisza ośmieliła się wynurzyć ze swojej kryjówki. Zapewne skusił ją zapach schabiku, który rzuciłam jej do miseczki na zachętę:) Była jeszcze mocno przestraszona, ale wszystko ładnie zjadła i nawet pozwoliła się pogłaskać i sfotografować. Chyba powoli przełamujemy lody. Pierwsze koty za płoty:)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)





