Nieodłącznym wspomnieniem z dzieciństwa pozostają dla mnie barwne pierwszomajowe pochody. W pięknych tych czasach uczęszczałam do szkoły podstawowej. Wszyscy obowiązkowo musieli brać udział w pochodzie, koniecznie z własnoręcznie wykonanymi flagami, w mundurkach zuchowych, albo harcerskich, ewentualnie w strojach sportowych. Szkoły i zakłady pracy (wtedy wyłącznie państwowe) prześcigały się w pomysłach.
Pochód był rzeczą świętą! Czy niemożliwy do wytrzymania upał, czy deszcz i grad, pochód musiał przejść ulicami miasta. Pamiętam, że jednego roku na pierwszego maja padał nawet śnieg:).
Można było kupić balony i watę cukrową, co w tamtych czasach było nie lada atrakcją. Czasami przyjeżdżała karuzela, wtedy dopiero był szał. A po obowiązkowym przemarszu szło się z rodzicami na lody:)
O wszystkim i o niczym. O rzeczach ważnych, mniej ważnych i tych zupełnie błahych. Zapiski z codziennego, beztroskiego życia moich diabelskich łupieży: Lenki i Nikodema. "Dzieci najuważniej słuchają, kiedy mówi się nie do nich" — Eleonora Roosevelt
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pochody pierwszomajowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pochody pierwszomajowe. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 1 maja 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)
