Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą obiad. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 maja 2013

Odpocząć...

Czasami człowiek musi odpocząć. To normalne. Czasami człowiek musi zregenerować siły. To normalne. W tym celu człowiek wysyła dzieci na dwór pod opieką Ojca. I wtedy człowiek ma nadzieję na święty spokój, chwilę odpoczynku, chwilę ciszy i samotności.
Nadzieja ta jednak okazuje się bardzo złudna! Już po pięciu sekundach od wyjścia łupieży z domu słychać przejmujący dzwonek do drzwi.
- Mamooooooooooooo, zapomniałem picia!
Ok, dwie butelki Kubusia Playa zabrane, drzwi zamknięte. Nie mija kolejnych pięć sekund - rozlega się łomot. To pewnie Lenka, która nie sięga do dzwonka.
- Mamooooooooooooo, siku!
Ok, siku zrobione. Drzwi ponownie zamknięte.
Zabieram się do robienia kotletów. Znowu rozlega się dzwonek do drzwi. Za drzwiami stoi Nikodem:
- Mamooooooooooooo, daj klucz od piwnicy!
Spoko, daję klucz i wracam do kotletów. Po upływie niespełna dwóch minut kolejny dzwonek do drzwi i od progu hasło:
- Mamooooooooooooo, daj pompkę!
Kurwa jego mać!!! Jeszcze jeden łomot do drzwi i przysięgam - obiadu nie będzie!!!
Kolejne pięć minut i znowu pukanie do drzwi:
- Mamooooooooooooo, daj mi opaskę do włosów!
W miarę spokojnie mija kolejne dziesięć minut. Znowu walenie do drzwi, za drzwiami ponownie Lenka.
- Mamooooooooooooo, a Nikodem zabiera mi rower!
- A nie możesz tego powiedzieć Tacie??? Przecież Tata jest z Wami na dworze!!!
- Ale Nikodem mi zabiera, buuuuuuuuuuuu...
O żesz w mordę go i nożem, do kurwy nędzy i wszystkich innych świętych...zaraz mnie coś trafi!!!
- Idź do Ojca!!!!!
Pfffffffffffffff, poszła. Mija kolejne pięć minut. Znowu dzwonek do drzwi.
- Mamooooooooooooo, gdzie jest hulajnoga?????
Na usta ciśnie mi się mało pedagogiczna odpowiedź -  "w dupie!", na szczęście się powstrzymuję. Hulajnoga zostaje szczęśliwie odnaleziona w piwnicy. Za kolejne pięć minut historia powtarza się, tym razem z rolkami!


W rezultacie opierdol dostają wszyscy po kolei - ojciec, dzieci i bogu ducha winny sąsiad. I tak się właśnie zastanawiam, czy to zwyczajne nerwy, czy już może klimakterium:)))
post signature

piątek, 8 marca 2013

Bańki, kopytka i inne głupoty...

Za oknem znowu zima:( Spadł śnieg, wieje zimy wiatr i ogólnie jest do dupy! A już była taka fajna wiosna:(
Kaszlący Nikodem został dziś rano odtransportowany do dziadka, Lenka została zaprowadzona do przedszkola, a ja udałam się na niezwykle pasjonujące szkolenie.
Na szczęście szkolenie zakończyło się wcześnie i już przed 13.00 mogłam odebrać Lenkę z przedszkola a Nikodema od dziadka. No i niespodziewanie zrobiło mi się bardzo, bardzo długie popołudnie:)
Z tej okazji zrobiłam dzieciakom na obiad kopytka z gulaszem. Tzn. gulasz był głównie dla Lenki, dla Nikodema była wersja "półwegetariańska", czyli kopytka z sosem, absolutnie bez mięsa:)


 Ponadto akurat dzisiaj, jak na zawołanie, przyjechał kurier z naszymi wygranymi na blogu Mama Ka i Synuś Em bezogniowymi bańkami firmy Medplus.

piątek, 15 lutego 2013

Apetyt

No to chyba coś się wreszcie ruszyło!!! Od kilku dni dziecko moje starsze - największy niejadek świata -  zaczął pałaszować kilka posiłków dziennie! Wprawdzie w przedszkolu dalej żywi się suchym chlebem i kilkoma łyżkami zupy (pod warunkiem, że jest to pomidorówka lub rosół), ale za to po powrocie do domu wciąż słyszę słowa lejące miód na moje matczyne serce:
- Mamo, jestem głodny!!!
Począwszy od pamiętnych płatków Nesquik Alphabet skonsumowanych jakiś tydzień temu (post: TUTAJ) apetyt Nikodema z dnia na dzień rośnie:) Codziennie lub nawet dwa razy dziennie zjada wspomniane wyżej płatki. Dodatkowo od kilku dni codziennie spożywa obiad w postaci:
- frytek,
- barszczyku czerwonego z uszkami,
- karkówki pieczonej w sosie własnym, czyli świnki Balbinki, jak nazywają mięso wieprzowe moje dzieci,
- pieczonych nóżek kurzęcych,
- oraz w dniu dzisiejszym zrobionych specjalnie dla Nikodema przez Dziadka pierogów z mięsem.
Do tego dochodzą również parówki na gorąco, jajecznica i suche tosty. I codziennie kubek ciepłego kakao:)
Jeszcze nie mogę uwierzyć w to szczęście! Wciąż jestem w szoku i w stanie permanentnej euforii! Może rozpoczął jakiś etap intensywnego wzrostu i automatycznie Jego zapotrzebowanie na pożywienie gwałtownie wzrosło? Podobno dzieci najszybciej rosną w tej porze roku, w której przyszły na świat. Nikodem jest dzieckiem zimowym (grudniowym), więc może ta teoria ma jakiś sens:) Jakkolwiek by nie było bardzo mnie to cieszy!

źródło: internet
post signature

poniedziałek, 11 lutego 2013

Szczerze mówiąc...

Nikodem znowu podżera jakieś słodycze przed obiadem. Pytam więc grzecznie:
- Nikodem, co masz w buzi???
Cisza. Patrzy na mnie baranim wzrokiem i głupio się uśmiecha.
- Nikodem! Co masz w buzi!?
- Szczerze mówiąc, wolałbym nie drążyć tego tematu.
- Yyyyyyyyyyyyyyyyy
Skąd ten dzieciak bierze takie teksty?

post signature

niedziela, 10 lutego 2013

Nasza niedziela:)

Dzisiejszy dzień upłynął nam na czytaniu książeczek i głupawych zabawach łupieży. Karmiliśmy też ptaki i bawiliśmy się z kotem. Matka zrobiła sobie oczyszczającą maseczkę na gębę a łupieże wzięły długą kąpiel.
 Na odnotowanie zasługuje również fakt, że Nikodem wpałaszował na obiad dwa wielkie kawały żeberek!!! I z tego jestem oczywiście najbardziej zadowolona:) To historyczna chwila, w życiu bym nie przypuszczała, że tak Mu zasmakują poczciwe żeberka.

Oto fotorelacja z dzisiejszego dnia:



post signature

niedziela, 3 lutego 2013

Placki ziemniaczane

Trochę odżyliśmy:) Łupieżom wrócił apetyt i zażądały dzisiaj na obiad placków ziemniaczanych. Jak zrobić placki ziemniaczane każdy chyba wie. Wystarczy kilka ziemniaków i kawałek cebuli, które należy zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Przy czym cebulę należy trzeć w głębokiej konspiracji, żeby łupieże pod żadnym pozorem nie zauważyły tego dodatku, bo już cholery nie zeżrą!
Do takiej mamałygi dodajemy jajo, trochę mąki i mieszamy aż do uzyskania dosyć zwartej konsystencji. Solimy i pieprzymy do smaku - to również należy robić w tajemnicy!
Nakładamy łychą na mocno rozgrzany tłuszcz, przypłaszczamy ładnie, żeby nie były za grube i smażymy z obu stron na złoty kolor. Ot i cała filozofia.
Łupieże placki ziemniaczane zżerają zawsze z dużą ilością cukru.


Przy okazji dzisiejszej konsumpcji placków Nikodem odkrył pewną zasadę, którą usłyszałam wykrzyczaną z pokoju będąc w kuchni i smażąc kolejną porcję placków:
- Mamoooooooooooooo! A wiedziałaś, że nie można studzić placków ziemniaczanych dmuchaniem! Bo wtedy cały cukier wypada z talerza!
No nic tylko ubić gada! A tak całkiem przy okazji powiem Wam, że nie cierpię placków ziemniaczanych. Miłej niedzieli:)
post signature

sobota, 19 stycznia 2013

Potrawka z kurczaka

Przy takim kosmicznym niejadku, jakim jest Nikodem, moje pomysły na obiad są z konieczności mocno ograniczone. Dziś postanowiłam zaserwować na obiad szybką i prostą potrawkę z kurczaka z ziemniaczkami.


Do wykonania potrzebne nam są:
- kurczak,
- marchewka (można też dorzucić inne warzywa, ale u mnie ten numer nie przejdzie),
- cebula,
- przyprawy,
- śmietana,
- mąka,
- kostka rosołowa.

Kurczaka (ja użyłam skrzydełek, nóżek i kawałka piersi) gotujemy w wodzie z dodatkiem vegetty i kostki rosołowej. Po pół godzinie dodajemy marchewkę i pokrojoną drobno cebulkę. Kiedy mięsko i warzywa będą miękkie wyjmujemy je z rosołu i kroimy na drobne kawałki (marchewkę pokroiłam w plasterki).
Rozdrobione mięsko i marchewkę wrzucamy z powrotem do rosołu i gotujemy przez chwilę, od czasu do czasu mieszając. W między czasie rozrabiamy śmietanę z mąką i odrobiną wody. Robimy to bardzo dokładnie, żeby nie było grudek. Rozrobioną śmietanę wlewamy do rosołu z mięsem, solimy i pieprzymy do smaku, możemy dodać także inne ulubione przyprawy.
Całość gotujemy jeszcze przez chwilę aż do osiągnięcia kremowej konsystencji. Podajemy z ziemniakami, makaronem, kaszą, ryżem - jak kto lubi. U nas dodatek stanowią ziemniaki.


Szybki, smaczny i treściwy obiadek, doskonały na dzisiejszą mroźną niepogodę:) Polecam i życzę smacznego!

Taką mam dzisiaj pogodę i cały czas intensywnie sypie śniegiem!
U Was też zimowa aura za oknem???

post signature

sobota, 17 listopada 2012

Nie wiem już, w co ręce włożyć!

Od samego rana jestem w biegu. Nakarmiłam łupieże, nakarmiłam kota, zrobiłam zakupy, wstawiłam pranie, rozpoczęłam proces rozmrażania i czyszczenia lodówki.
Teraz w całym tym bałaganie zamierzam robić na obiad zapiekankę makaronową z mięsem mielonym - właśnie gotuję makaron. A na deser śmietanowca według przepisu Mamy z bloga Mother in the Kitchen http://motherinthekitchen.blogspot.com/2012/11/smietankowiec.html .
W kolejce czekają również na wykończenie foteliki bujane dla lalek według przepisu z bloga Kreatywnym okiem http://kreatywnymokiem.blogspot.com/2012/11/bujany-fotelik-dla-misia-i-lali.html oraz na dokładkę do zrobienia łóżeczka dla lalek http://kreatywnymokiem.blogspot.com/2012/11/ozeczko-do-domku-misia-i-lali.html . O prasowaniu i cerowaniu łupieżowej garderoby wolę nawet nie myśleć! Powoli przestaję ogarniać cały ten bałagan:)
Miłego i mniej zapracowanego niż mój weekendu Wam życzę!!!

źródło: internet
post signature

czwartek, 1 listopada 2012

Techniki jedzenia makaronu i deser

Uwielbiam moje dzieci jedzące spaghetti. Zawsze się upaprzą od stóp do głów. Buzie, koszulki, spodnie i na dokładkę jeszcze wszystko naokoło! Nawijają, wciągają i mają przy tym kupę zabawy, a sos pryska na wszystkie strony. Ale przynajmniej Im smakuje:)


A na deser przyrządziliśmy sobie pyszny budyń o smaku wiśniowym firmy Winiary.


Ponieważ łupieże nie cierpią kożucha na budyniu, zastosowałam metodę, którą wyczytałam ostatnio na facebookowym profilu Życie jest słodkie i faktycznie działa:)))


Za pyszny budyń dziękuję firmie Winiary


post signature

piątek, 26 października 2012

Papirus i ciapkapusta, czyli obiadokolacja doskonała:)

Dzisiejszą naszą obiadokolację stanowiła pierś kurczaka usmażona w papirusie firmy Winiary oraz ciapkapusta, którą kątem oka wyłapałam w ostatnim programie TVN-u  Ugotowani
Ciapkapusta to śląskie danie robione z kiszonej kapusty i potłuczonych ziemniaków. Danie tak banalnie proste, że postanowiłam je przyrządzić:)

CIAPKAPUSTA:
Do przyrządzenia ciapkapusty potrzebne nam jest jedynie pół kilograma kapusty kiszonej i tyle samo (lub nieco więcej, jak kto lubi) ziemniaków. Do tego jeszcze jedna cebula (opcjonalnie wędzony boczek - ja robiłam bez), vegeta, sól i pierz do smaku oraz masło do smażenia.
Kapustę kiszoną odciskamy, kroimy drobno i gotujemy do miękkości w niewielkiej ilości wody z dodatkiem odrobiny vegety. Ziemniaki obieramy i gotujemy tradycyjnie w osolonej wodzie. Na patelni rozgrzewamy masełko i wrzucamy do niego drobno posiekaną cebulę (opcjonalnie boczek), smażymy na złoty kolor. Ugotowane ziemniaki przerabiamy na puree przy pomocy tłuczka. Łączymy z kapustą i podsmażoną cebulką (opcjonalnie boczkiem). Całość intensywnie mieszamy i mamy gotową ciapkapustę:)
Do tej prostej, ale niezwykle smacznej potrawy przyrządziłam pierś kurczaka w papirusie firmy Winiary.

sobota, 29 września 2012

Ziemniaki faszerowane mięsem mielonym

Ponieważ u mnie w domu najchętniej i z największym zapałem pochłaniane są ziemniaki i mięso mielone, wciąż muszę wymyślać nowe potrawy na bazie tych dwóch składników. Dzisiaj więc na tapecie mamy ziemniaki faszerowane:


Sposób przyrządzenia jest bardzo prosty: obieramy ziemniaki (jak największe), łyżeczką wydrążamy środki ziemniaków, tak aby powstały ziemniaczane łódeczki:). Wrzucamy do osolonej wody i obgotowujemy przez 10-15 minut.

piątek, 1 czerwca 2012

Nie zadawaj głupich pytań!

Wszelkie mądre poradniki dla matek zalecają, żeby dawać dzieciom możliwość samodzielnego wyboru, np. ubrania do przedszkola, czy jadłospisu na obiad. Jasne! Może to i słuszne i może się sprawdza przy pojedynczym potomku.
W przypadku łupieży zadawanie pytań w stylu "wolisz to, czy to?" nieuchronnie prowadzi do kłótni, karczemnej awantury a czasami nawet rękoczynów:)
Nauczona doświadczeniem staram się takich głupich pytań nie zadawać. Niemniej jednak, czasami, niechcący, coś takiego mi się nieopatrznie wymknie.
No i ostatnio chlapnęłam:
- Co chcecie na obiad? - i tu zamiast ugryźć się w język, wyrwałam się z propozycjami - Może zrobimy naleśniki? Albo usmażymy sobie frytki?
No i się zaczęło!
- Ja chcę frytki - to Lenka.
Nikodem, chociaż w zasadzie też pewnie wolałby frytki, na przekór siostrze stwierdza:
- A ja chcę naleśniki!
- Frytki, Mamuś, frytki!
- A nie, bo naleśniki!
W rezultacie na obiad ugotowałam rosół i wszyscy byli zadowoleni:)
Dzisiaj znowu zapomniałam o złotej zasadzie i głupio zapytałam, czy włączyć na dvd nieśmiertelne: "Pingwiny z Madagaskaru", czy może "Pinokia". Już w połowie zadawania pytania zauważyłam dziki błysk w oczach łupieży i zrozumiałam, że popełniłam błąd:) Na twarzach wypisane mieli oczekiwanie, burza mózgów była dosłownie wyczuwalna, prawie widziałam, jak przez Ich małe główki przemykają lotem błyskawicy myśli - co powie brat/siostra? niech się odezwie pierwsza/szy, ja odpowiem przeciwnie!
Nie czekając na rozlew krwi, włączyłam pierwszą z brzegu bajkę. Padło na "Ale cyrk". Po pięciu sekundach wszelkie spory i kłótnie ucichły, a łupieże z zapartym tchem, bardzo zgodnie śledziły przebieg akcji.


czwartek, 12 kwietnia 2012

Ociepliło się...

Ociepliło się u nas nieco. Rewelacji jeszcze wprawdzie nie ma, ale łupieże i tak okupują plac zabaw całymi popołudniami.
Po powrocie z pracy obowiązkowo spędzamy godzinę na placu przedszkolnym - wołami nie można Ich wyciągnąć! Potem idziemy na osiedlowy plac zabaw. Dobrze, jeśli w międzyczasie uda mi się dokonać jakichś zakupów, bo inaczej pomarlibyśmy z głodu.
A tymczasem w domu kompletny chaos - pranie leży, z prasowaniem jestem w lesie, obiady gotuję po nocach, a o sprzątaniu od kilku dni w ogóle nie ma mowy.
Ale za to mam szczęśliwe dzieci:)))

niedziela, 25 marca 2012

Świnka Balbinka:)

- Dzieciaki, na obiad!!! - drę się z kuchni.
Nikodem chyba głodny (o dziwo!), bo leci pierwszy.
- Mamusiu co dzisiaj na obiad?
Na obiad serwuję ziemniaczki, surówkę z kapusty (której oczywiście nawet nie spróbują:) i mięsko - Pomysł na soczystą karkówkę firmy Winiary - swoją drogą bardzo dobra, z tym, że ja wrzucam do piekarnika samą karkówkę a ziemniaki po prostu gotuję.
- Ziemniaczki z mięskiem, Kochanie.
- Mielonym?
- Nie Misiu, mielone były wczoraj, dzisiaj jemy inne mięsko.
Zgodnie z moimi przewidywaniami Nikodem zaczyna marudzić:
- Eeeeeeeeeeeeeeeee, ja bym wolał mielone.
- Nikodemku, wczoraj zjadłeś trzy mielone - tłumaczę cierpliwie, jednak bez większego przekonania, bo i tak jestem pewna, że innego mięsa niż kotlety mielone nie tknie i skończy się na suchych ziemniakach - Nie można ciągle jeść tego samego. Może się w końcu przełamiesz i chociaż spróbujesz innego mięska?
-  A jakie to mięsko?
- Świnka.
- Świnka Balbinka???
- Tak, świnka Balbinka:)
Kroję Mu malutki kawałeczek karkówy i bez specjalnej nadziei na konsumpcję, podsuwam pod nos. Nikodem otwiera buzię i pochłania mięso! Jestem w szoku!!! Podsuwam Mu następny kawałek - to samo, mięcho znika w buzi!
- Mmmmmmmmmmm - mruczy - Dobra, ta Świnka Balbinka:) Ziemniaków nie będę jadł. Dawaj mi samo mięsko.
Koniec świata! Wegetarianin z urodzenia, nie tykający żadnej wędliny, ani żadnego mięsa (poza mielonym) na moich oczach pochłania kolejne kawały karkówki w sosie:))) Jestem przeszczęśliwa! W poskokach biegam do kuchni po koleją dokładkę mięcha. W sumie zjadł trzy wielkie plastry! Może w końcu nastąpi jakiś przełom w jedzeniu:)))

piątek, 10 lutego 2012

Jak zadowolić matkę

Przybywam po łupieże do przedszkola. Tradycyjne pytanie:
- Nikodemku, zjadłeś obiadek? Co dzisiaj było?
Potomek mój zadowolony, dumny z siebie, jak paw, odpowiada bez zająknięcia:
- Mamusiu, dzisiaj zjadłem wszystkie dania!!!
Oooooo, jakaś nowość! Coś mi się nie chce wierzyć, więc ponawiam pytanie:
- A co było?
- Same pyszności, Mamusiu! Był rosołek i kotlet mielony i ziemniaki. Ziemniaki zjadłem prawie wszystkie!
Hmmmm, w konsumpcję rosołu i kotleta mielonego nawet jestem skłonna uwierzyć. Ostatnio ma fazę właśnie na rosół, a kotlety mielone to właściwie jedyne mięso, jakie przyswaja.
Na nieszczęście dla Nikodema odzywa się Pani Dyrektor:
- A ja widziałam, że na obiad była dzisiaj zupa pieczarkowa i makaron z sosem pomidorowym. Ale może Ty, Nikodemku byłeś na obiedzie w jakimś innym przedszkolu???
Potomka mi zatyka i szybo zmyka do szatni. Kiwamy z Panią Dyrektor głowami z politowaniem:)
Wychodzimy z przedszkola, Nikodem mówi cichutko:
- Mamusiu, przepraszam, że Cię oszukałem. Chciałem, żebyś była zadowolona.

czwartek, 2 lutego 2012

Może mi się uda ugotować obiad...

Zauważyłam pewną prawidłowość. Łupieże zajęte swoimi dziwnymi i dzikimi zabawami są nimi zajęte, dopóki siedzę obok i na Nich patrzę. Czasami potrafią godzinami coś sobie grzecznie rysować, budować z klocków albo oglądać bajki. Wystarczy jednak tylko, że wypowiem zdanie:
- Bawcie się grzecznie, mama idzie pozmywać.
albo
- Bawcie się grzecznie, mama idzie się wykąpać.
a już nie daj Boże:
- Bawcie się grzecznie, mama idzie ugotować obiad.
a już za pięć minut mamy gotowych tysiąc problemów:
- Mamoooooooooooooo, otwórz mi sok!
- Mamoooooooooooooo, zrobiłam/zrobiłem kupę!
- Mamoooooooooooooo, kot mnie podrapał!
- Mamoooooooooooooo, zrób mi jajecznicę!
- Mamoooooooooooooo, zapal mi światło w łazience!
- Mamoooooooooooooo, zatemperuj kredkę!
Normalnie szlag może człowieka trafić. Co pięć sekund  trzeba rzucać wszystko i lecieć na pomoc. Nieważne, że ręce ubabrane. Nieważne, że zaraz coś się przypali. Trzeba lecieć! Sama się sobie dziwię, jak w tym zamieszaniu udaje mi się cokolwiek zrobić.
Dzisiaj, o dziwo, udało mi się wykonać (czas przyrządzania - jakieś 3 godziny, z czego 2 poświęcone na zaspokajanie potrzeb gówniarzy) mini-gołąbeczki w sosie pomidorowym specjalnie dla Nikodema, bo ostatnio w przedszkolu nawet mu smakowały -  tzn. raczył kawałek spróbować i nawet pochwalił. Ciekawe czy zje.

 

niedziela, 15 stycznia 2012

Mamusiu, nic nie szkodzi...

Robię w kuchni obiad. Lenka jak zwykle asystuje zadając przy okazji trzy tysiące pytań na sekundę:
- Mamuś, a co to?
- Mamuś, a po co Ci ta łyżka?
- Mamuś, a prawda, że w jajkach siedzą kurczaczki?
- Mamuś, a co to jest, to w tym żółtym pudełku?
- Mamuś, a prawda, że od mięska się rośnie?
- Mamuś... itd. itd. itd.
Obliczono podobno, że przeciętny czterolatek zadaje 437 pytań dziennie. Ja mam wrażenie, że trzeba by raczej ten wynik pomnożyć przynajmniej przez 10.
Nagle przez głowę przelatuje mi myśl, że coś nie słyszę i nie widzę Nikodema. Robię się czujna, pewnie coś kombinuje. Przy małych dzieciach długotrwała cisza jest zdecydowanie bardziej podejrzana, niż dzikie wrzaski - wie o tym każda matka.
Wysyłam Młodą na zwiady:
- Kochanie, idź zobacz, co robi Kikuś.
Za pięć sekund obydwoje przybiegają do kuchni i słyszę nieśmiertelne, przyprawiające o zawał serca zdanie:
- Mamusiu, nic nie szkodzi.
Włos mi się od razu jeży na głowie - znowu coś spocili. Myślę sobie - spokojnie, kobieto, tylko spokojnie.
- Ale co nie szkodzi? - pytam.
- No przecież Mamusiu nic nie szkodzi.
- Ale co nie szkodzi!?!
Nikodem z minką niewiniątka mówi:
- Mamusiu, znalazłem świetny sposób na zamoczone prześcieradło. Jak coś się wyleje na prześcieradło, to wystarczy je przełożyć na drugą stronę i już jest w porządku. Możesz ten sposób zastosować od razu dzisiaj:)
Idę do pokoju, patrzę na łózko - wielka mokra plama, pozostałość po śniegowej kociej zupie, którą zapomniałam sprzątnąć przed południem.
- Prawda Mamusiu, że nic nie szkodzi?

piątek, 6 stycznia 2012

Co robić z dziećmi w taki świąteczny dzień?

Piątek, święto Trzech Króli, dzień wolny, sklepy zamknięte, przedszkole niestety też:( Za oknem wiatr i deszcz a dzieci od 7.00 rano pełne energii. Co robić???
Bajki w tv obskoczone, śniadanie mniej więcej zjedzone, dzieci się nudzą ... Wyciągamy klocki, budujemy, mniej więcej po 5 min. bachory już się kłócą i biją. Sama muszę dokończyć budowanie domku.
Muszę zrobić obiad, daję łupieżom kredki i malowanki i znikam w kuchni. Obieram właśnie drugiego ziemniaka, kiedy słyszę:
- Jak malujesz głupia? Widziałaś kiedyś różowego psa? Daj ja Ci pomaluję - to Nikodem.
- Mamooooooooooooooo, a On mi zabiera malowankę - to Lenka.
Muszę wkroczyć do akcji. Rozstawiam towarzystwo po kątach i zapowiadam, że jak nie będzie  spokoju, to nie będzie obiadu. Jakoś udaje mi się dokończyć.
Siadamy do obiadu i o dziwo dzisiaj Nikodem zjada dwa kotlety mielone i trzy ziemniaki. Sukces!!! Wprawdzie wzgardził marchewką, bo stwierdził, że Mu zaszkodzi, ale i tak jestem w wielkim szoku. Tadek-Niejadek zjadł obiad:)))
Popołudnie upływa nam na czytaniu książeczek, wycinaniu i malowaniu (o mordowaniu kota nie wspomnę). Ufffff, jakoś ten dzień minął. Teraz Lenka już smacznie śpi a Nikodem ogląda Króla Lwa w telewizji. Święto Trzech Króli za nami:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Drukuj