Mój przepis na Kruszynkowy konkurs z firmą Prymat - kotlety mielone z tartym żółtym serem i przyprawami firmy Prymat.
Konkurs tutaj: http://book-and-cooking.blogspot.com/2012/09/konkurs-z-firma-prymat.html
Do produkcji moich mielonych (ulubionego dania łupieży) użyłam papryki słodkiej firmy Prymat i przyprawy do mięsa mielonego tej samej firmy:)
O wszystkim i o niczym. O rzeczach ważnych, mniej ważnych i tych zupełnie błahych. Zapiski z codziennego, beztroskiego życia moich diabelskich łupieży: Lenki i Nikodema. "Dzieci najuważniej słuchają, kiedy mówi się nie do nich" — Eleonora Roosevelt
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dania dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dania dla dzieci. Pokaż wszystkie posty
sobota, 22 września 2012
sobota, 1 września 2012
Pseudo-szaszłyki Nikodema:)
Nikodem ma ostatnimi czasy fioła na punkcie "szaszłyków" z parówki. Szaszłyk według Jego przepisu to po prostu ugotowana na ciepło parówka, pokrojona w plasterki i nadziana na patyczek. Bardzo urozmaicony "szaszłyk"!
Postanowilam wykorzystać tę "miłość" do szaszłyków. Kruszynka (czytająca chyba w moich myślach:D) podsunęła mi właśnie fajny pomysł na szaszłyki owocowe.
Zdjęcie pochodzi z bloga: http://book-and-cooking.blogspot.com
Pomysł jest, materiały są! Nic tylko kroić i nadziewać. Mam nadzieję, że łupieżom owocowe szaszłyki przypadną do gustu.
Postanowilam wykorzystać tę "miłość" do szaszłyków. Kruszynka (czytająca chyba w moich myślach:D) podsunęła mi właśnie fajny pomysł na szaszłyki owocowe.
Zdjęcie pochodzi z bloga: http://book-and-cooking.blogspot.com
Mam akurat na stanie sporo owoców, które doskonale nadadzą się do sporządzenia tego owocowego deseru. Po lodówce walają się jabłka, gruszki, winogrona, śliwki żółte, śliwki węgierki, maliny i nabyty na dzisiejszych zakupach świeży ananas.
Pomysł jest, materiały są! Nic tylko kroić i nadziewać. Mam nadzieję, że łupieżom owocowe szaszłyki przypadną do gustu.
niedziela, 26 sierpnia 2012
Tadek Niejadek
Wielokrotnie już pisałam o awersji Nikodema do jedzenia. Dziecko moje starsze żyje głównie pokarmem płynnym (dużo pije) i powietrzem:) Niewiele jest produktów, które Nikodem zjada. Niemniej jednak Jego jadłospis troszeczkę się ostatnio poszerza (chociaż, jak na mój gust, zdecydowanie za wolno).
Jeśli chodzi o śniadania czy kolacje sprawa jest w miarę do ogarnięcia. Nie tyka wprawdzie żadnych wędlin czy pasztetów (wegetarianin z urodzenia!), ale za to chętnie pochłania wszelkiego rodzaju płatki, czasami z łaski zje jajecznicę lub parówki na ciepło. Ostatnio upodobał sobie także chrupiący chlebek z patelni.
Gorzej wygląda natomiast temat obiadów! Tutaj pole manewru mam zdecydowanie ograniczone. Jedyną akceptowaną przez Nikodema zupą jest w tej chwili rosół. Jeszcze niedawno jechał wyłącznie na pomidorowej, ale pewnego pięknego dnia stwierdził, że pomidory Mu szkodzą i przerzucił się na rosołek, na który nawiasem mówiąc nie mogę już patrzeć.
Na drugie danie z mięs toleruje wyłącznie kotlety mielone. Najlepiej bez żadnych dodatków typu ziemniaki czy też inny makaron. Nie można się wszak przejadać i zjedzenie kotleta na obiad w zupełności wystarczy. O surówkach nawet nie marzę. Ze schabowego objada tylko panierkę.
Od czasu do czasu wyraża chęć na zjedzenie makaronu z gulaszem, tylko bez gulaszu! Tzn. ma być makaron polany sosem i broń Boże żadnego mięsa. Raz na pół roku ma apetyt na pierogi z mięsem, a raz na kwartał na naleśniki. Ryżu nie toleruje (pewnie Mu szkodzi), natomiast o dziwo, czasami je kaszę gryczaną.
Ostatnio próbowałam przekonać Go do pieczonego udka kurzęcego i nawet trochę go pojadł, ale szybko Mu przeszło. Jak większość dzieci, uwielbia za to frytki, koniecznie z ketchupem.
Wczoraj, ku mojemu wielkiemu zdumieniu, zjadł zapiekankę makaronową z mięsem mielonym. I to nawet całkiem sporo!
Generalnie Nikodem zjada normalny, porządny obiad średnio raz na tydzień. Jestem wtedy naprawdę przeszczęśliwa! Bywają dni, kiedy jego całodzienny jadłospis stanowi suchy chleb, jakiś danonek i kilka owoców.
Syropów na apetyt wypił już całe hektolitry - żaden nie działa. Wszystkie badania ma w normie i ani śladu anemii. Pani doktor twierdzi, że ten typ już tak ma i trzeba się po prostu z tym pogodzić. Dopóki badania są w normie, nie ma się czym przejmować i trzeba po prostu czekać, aż sam zdecyduje się jeść.
Czekam więc z utęsknieniem na chwilę, kiedy moje dziecko przybiegnie do mnie i powie mi, że jest głodne. Naprawdę ciężkie jest życie mamy niejadka. A najbardziej wkurzające są pełne współczucia komentarze innych, że On taki malutki, taki chudziutki i w ogóle chyba zabiedzony. Szlag mnie po prostu trafia, bo dobrze wiem, że dziecka na siłę nakarmić się niestety nie da:(

Jeśli chodzi o śniadania czy kolacje sprawa jest w miarę do ogarnięcia. Nie tyka wprawdzie żadnych wędlin czy pasztetów (wegetarianin z urodzenia!), ale za to chętnie pochłania wszelkiego rodzaju płatki, czasami z łaski zje jajecznicę lub parówki na ciepło. Ostatnio upodobał sobie także chrupiący chlebek z patelni.
Gorzej wygląda natomiast temat obiadów! Tutaj pole manewru mam zdecydowanie ograniczone. Jedyną akceptowaną przez Nikodema zupą jest w tej chwili rosół. Jeszcze niedawno jechał wyłącznie na pomidorowej, ale pewnego pięknego dnia stwierdził, że pomidory Mu szkodzą i przerzucił się na rosołek, na który nawiasem mówiąc nie mogę już patrzeć.
Na drugie danie z mięs toleruje wyłącznie kotlety mielone. Najlepiej bez żadnych dodatków typu ziemniaki czy też inny makaron. Nie można się wszak przejadać i zjedzenie kotleta na obiad w zupełności wystarczy. O surówkach nawet nie marzę. Ze schabowego objada tylko panierkę.
Od czasu do czasu wyraża chęć na zjedzenie makaronu z gulaszem, tylko bez gulaszu! Tzn. ma być makaron polany sosem i broń Boże żadnego mięsa. Raz na pół roku ma apetyt na pierogi z mięsem, a raz na kwartał na naleśniki. Ryżu nie toleruje (pewnie Mu szkodzi), natomiast o dziwo, czasami je kaszę gryczaną.
Ostatnio próbowałam przekonać Go do pieczonego udka kurzęcego i nawet trochę go pojadł, ale szybko Mu przeszło. Jak większość dzieci, uwielbia za to frytki, koniecznie z ketchupem.
Wczoraj, ku mojemu wielkiemu zdumieniu, zjadł zapiekankę makaronową z mięsem mielonym. I to nawet całkiem sporo!
Generalnie Nikodem zjada normalny, porządny obiad średnio raz na tydzień. Jestem wtedy naprawdę przeszczęśliwa! Bywają dni, kiedy jego całodzienny jadłospis stanowi suchy chleb, jakiś danonek i kilka owoców.
Syropów na apetyt wypił już całe hektolitry - żaden nie działa. Wszystkie badania ma w normie i ani śladu anemii. Pani doktor twierdzi, że ten typ już tak ma i trzeba się po prostu z tym pogodzić. Dopóki badania są w normie, nie ma się czym przejmować i trzeba po prostu czekać, aż sam zdecyduje się jeść.
Czekam więc z utęsknieniem na chwilę, kiedy moje dziecko przybiegnie do mnie i powie mi, że jest głodne. Naprawdę ciężkie jest życie mamy niejadka. A najbardziej wkurzające są pełne współczucia komentarze innych, że On taki malutki, taki chudziutki i w ogóle chyba zabiedzony. Szlag mnie po prostu trafia, bo dobrze wiem, że dziecka na siłę nakarmić się niestety nie da:(
niedziela, 5 sierpnia 2012
Owocowo
Zainspirowana palmowym postem Babylandii http://babylandiaa.blogspot.com/2012/08/palma.html stworzyłam wspólnie z Lenką owocowego kwiatuszka:
Do produkcji wykorzystałyśmy, jak widać na załączonym obrazku, winogrona, banany i połówkę moreli. Ponieważ łupieże kochają się w galaretce, całość została zalana galaretą o smaku truskawkowym i teraz tężeje w lodówce.
Do produkcji wykorzystałyśmy, jak widać na załączonym obrazku, winogrona, banany i połówkę moreli. Ponieważ łupieże kochają się w galaretce, całość została zalana galaretą o smaku truskawkowym i teraz tężeje w lodówce.
czwartek, 2 sierpnia 2012
Toster Hello Kitty
Lenka ma absolutnego fioła na punkcie Hello Kitty, jak pewnie większość dziewczynek w Jej wieku:) Ponieważ niedługo ma urodziny, buszuję sobie po internecie w celu znalezienia odpowiedniego dla Niej prezentu.
Ja wiem, że Hello Kitty można znaleźć już niemal na wszystkim, ale takiego cuda, jak ten toster jeszcze nie widziałam:)
Tak sobie myślę, że pewnie dziecko moje młodsze byłoby takim cudeńkiem zachwycone i zauroczone. I pewnie nie jadłaby nic innego, jak tylko te tosty. Niemniej jednak kupować go nie zamierzam. Chociaż muszę przyznać, że tościki wyglądają całkiem smakowicie:)
Ja wiem, że Hello Kitty można znaleźć już niemal na wszystkim, ale takiego cuda, jak ten toster jeszcze nie widziałam:)
![]() |
| źródło: internet |
Tak sobie myślę, że pewnie dziecko moje młodsze byłoby takim cudeńkiem zachwycone i zauroczone. I pewnie nie jadłaby nic innego, jak tylko te tosty. Niemniej jednak kupować go nie zamierzam. Chociaż muszę przyznać, że tościki wyglądają całkiem smakowicie:)
niedziela, 22 lipca 2012
Budyń z wapniem
Dziś na deser coś, co dzieci - przynajmniej moje:) - bardzo lubią. Budyń z wapniem firmy Winiary o smaku waniliowym. Polecam akurat ten budyń, bo jest smaczny i ma fajną, aksamitną konsystencję. Poza tym nie zawiera sztucznych barwników i jest dodatkowo wzbogacony wapniem.
Smacznego!
Smacznego!
sobota, 14 lipca 2012
Zimne nóżki
Łupieże ostatnio polubiły galaretkę. Więc na dzisiejszy deser przyrządziłam "zimne nóżki" na słodko. Gotując wodę na galaretkę zastanawiałam się intensywnie nad jej ostatecznym kształtem i wpadłam na pomysł, żeby wlać ją do formy na babeczki.
Pokroiłam na kawałki jedną nektarynkę, wrzuciłam do foremek i całość zalałam galaretką. Na "sześciobabeczkową" silikonową foremkę jedna galaretka starczyła idealnie.
Po zastygnięciu całość wykroiłam i wyłożyłam na talerzyk. Trochę mi się przy tej operacji zwichrowały, ale generalnie wyszły nie najgorzej:). Na koniec dorzuciłam jeszcze bitą śmietanę, bo to ostatnio też u łupieży hit pierwsza klasa i dzieciaki były wniebowzięte.
W ten oto sposób powstały "zimne nóżki" na słodko. Deserek łatwy, szybki i przede wszystkim smaczny. Już rozmyślam nad modyfikacją tego dania.
Pokroiłam na kawałki jedną nektarynkę, wrzuciłam do foremek i całość zalałam galaretką. Na "sześciobabeczkową" silikonową foremkę jedna galaretka starczyła idealnie.
Po zastygnięciu całość wykroiłam i wyłożyłam na talerzyk. Trochę mi się przy tej operacji zwichrowały, ale generalnie wyszły nie najgorzej:). Na koniec dorzuciłam jeszcze bitą śmietanę, bo to ostatnio też u łupieży hit pierwsza klasa i dzieciaki były wniebowzięte.
W ten oto sposób powstały "zimne nóżki" na słodko. Deserek łatwy, szybki i przede wszystkim smaczny. Już rozmyślam nad modyfikacją tego dania.
niedziela, 25 marca 2012
Świnka Balbinka:)
- Dzieciaki, na obiad!!! - drę się z kuchni.
Nikodem chyba głodny (o dziwo!), bo leci pierwszy.
- Mamusiu co dzisiaj na obiad?
Na obiad serwuję ziemniaczki, surówkę z kapusty (której oczywiście nawet nie spróbują:) i mięsko - Pomysł na soczystą karkówkę firmy Winiary - swoją drogą bardzo dobra, z tym, że ja wrzucam do piekarnika samą karkówkę a ziemniaki po prostu gotuję.
- Ziemniaczki z mięskiem, Kochanie.
- Mielonym?
- Nie Misiu, mielone były wczoraj, dzisiaj jemy inne mięsko.
Zgodnie z moimi przewidywaniami Nikodem zaczyna marudzić:
- Eeeeeeeeeeeeeeeee, ja bym wolał mielone.
- Nikodemku, wczoraj zjadłeś trzy mielone - tłumaczę cierpliwie, jednak bez większego przekonania, bo i tak jestem pewna, że innego mięsa niż kotlety mielone nie tknie i skończy się na suchych ziemniakach - Nie można ciągle jeść tego samego. Może się w końcu przełamiesz i chociaż spróbujesz innego mięska?
- A jakie to mięsko?
- Świnka.
- Świnka Balbinka???
- Tak, świnka Balbinka:)
Kroję Mu malutki kawałeczek karkówy i bez specjalnej nadziei na konsumpcję, podsuwam pod nos. Nikodem otwiera buzię i pochłania mięso! Jestem w szoku!!! Podsuwam Mu następny kawałek - to samo, mięcho znika w buzi!
- Mmmmmmmmmmm - mruczy - Dobra, ta Świnka Balbinka:) Ziemniaków nie będę jadł. Dawaj mi samo mięsko.
Koniec świata! Wegetarianin z urodzenia, nie tykający żadnej wędliny, ani żadnego mięsa (poza mielonym) na moich oczach pochłania kolejne kawały karkówki w sosie:))) Jestem przeszczęśliwa! W poskokach biegam do kuchni po koleją dokładkę mięcha. W sumie zjadł trzy wielkie plastry! Może w końcu nastąpi jakiś przełom w jedzeniu:)))
Nikodem chyba głodny (o dziwo!), bo leci pierwszy.
- Mamusiu co dzisiaj na obiad?
Na obiad serwuję ziemniaczki, surówkę z kapusty (której oczywiście nawet nie spróbują:) i mięsko - Pomysł na soczystą karkówkę firmy Winiary - swoją drogą bardzo dobra, z tym, że ja wrzucam do piekarnika samą karkówkę a ziemniaki po prostu gotuję.
- Ziemniaczki z mięskiem, Kochanie.
- Mielonym?
- Nie Misiu, mielone były wczoraj, dzisiaj jemy inne mięsko.
Zgodnie z moimi przewidywaniami Nikodem zaczyna marudzić:
- Eeeeeeeeeeeeeeeee, ja bym wolał mielone.
- Nikodemku, wczoraj zjadłeś trzy mielone - tłumaczę cierpliwie, jednak bez większego przekonania, bo i tak jestem pewna, że innego mięsa niż kotlety mielone nie tknie i skończy się na suchych ziemniakach - Nie można ciągle jeść tego samego. Może się w końcu przełamiesz i chociaż spróbujesz innego mięska?
- A jakie to mięsko?
- Świnka.
- Świnka Balbinka???
- Tak, świnka Balbinka:)
Kroję Mu malutki kawałeczek karkówy i bez specjalnej nadziei na konsumpcję, podsuwam pod nos. Nikodem otwiera buzię i pochłania mięso! Jestem w szoku!!! Podsuwam Mu następny kawałek - to samo, mięcho znika w buzi!
- Mmmmmmmmmmm - mruczy - Dobra, ta Świnka Balbinka:) Ziemniaków nie będę jadł. Dawaj mi samo mięsko.
Koniec świata! Wegetarianin z urodzenia, nie tykający żadnej wędliny, ani żadnego mięsa (poza mielonym) na moich oczach pochłania kolejne kawały karkówki w sosie:))) Jestem przeszczęśliwa! W poskokach biegam do kuchni po koleją dokładkę mięcha. W sumie zjadł trzy wielkie plastry! Może w końcu nastąpi jakiś przełom w jedzeniu:)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)











