Na jutro wzięłam sobie wolne. Po pierwsze dlatego, że moja biedna, chora noga musi odpocząć. A po drugie dlatego, że jutro w przedszkolu u Lenki o godz. 15.00 jest Dzień Rodziców i znowu musiałabym się zwalniać z pracy, a wolę swojego szefa nie drażnić teraz takimi prośbami, bo ostatnio jest nie w sosie:)
Już mi się jawiło błogie lenistwo przed telewizorem, wylegiwanie się do południa w łóżku z książką w ręku, czytanie blogowych zaległości, pisanie nowych postów z nogą wyciągniętą i wygodnie ułożoną na stu dwudziestu poduszkach. Już byłam w ogródku, już witałam się z gąską...
I niespodziewanie do mojej głowy zaczęły wdzierać się niepokojące myśli o tysiącu zaległych i drugim tysiącu koniecznych do zrobienia czynności. Na mojej liście zadań, zamiast zaplanowanego i zasłużonego odpoczynku pojawiły się prace, które absolutnie nie pomogą mojej nodze w szybkim wyleczeniu.
Są to m. in.:
- zakupy - no przecież trzeba coś jeść,
- pranie - to zawsze jest czynnością zaległą,
- cerowanie - bo nigdy nie ma na to czasu, więc może w końcu jutro się uda,
- zmiana kociego piasku - bo już by wypadało,
- prasowanie - podobnie, jak pranie, zawsze zalega,
- przegląd dzieciowej szafy z ciuchami - hehehehe, syzyfowa praca - to się przyda, tamto jeszcze może kiedyś założy, to się zeszyje, a tamto zaceruje (nie wiem kiedy!),
- zmiana pościeli - bo przecież już trzeba,
- przesadzanie kwiatków - no w tym momencie już przesadziłam...
Zdenerwowałam się i przypomniałam sobie, że wzięłam sobie wolne po to, żeby odpocząć, a nie po to, żeby się zaharowywać. I postanowiłam, że jutro wyciągnę nogę na poduszkach i oddam się słodkiemu lenistwu. Nie kiwnę nawet jednym palcem. Oczywiście poza zakupami, zmianą kociego piasku, praniem... Cholera, beznadziejny przypadek:)
O wszystkim i o niczym. O rzeczach ważnych, mniej ważnych i tych zupełnie błahych. Zapiski z codziennego, beztroskiego życia moich diabelskich łupieży: Lenki i Nikodema. "Dzieci najuważniej słuchają, kiedy mówi się nie do nich" — Eleonora Roosevelt
środa, 23 maja 2012
wtorek, 22 maja 2012
Czasu na wszystko brak
Jakieś takie zabiegane mi się zrobiło życie ostatnio. Niby nic specjalnego się nie dzieje, a jednak ciągle brakuje mi czasu ... na wszystko:) Jak nie zakupy, to plac zabaw. Jak nie plac zabaw, to biblioteka. Jak nie biblioteka, to zebranie w przedszkolu.
A właśnie - zebranie w przedszkolu. U Nikodema. Bardzo ważne, bo podsumowujące cały rok szkolny. Oczywiście o godz. 15.30, więc należałoby zwolnić się z pracy. Na szczęście akurat tego dnia zwolnić się nijak nie mogłam i na zebranie spóźniłam się jakieś 45 minut:) W związku z tym ominęły mnie główne atrakcje, czyli omówienie przygotowania dzieci do rozpoczęcia nauki w pierwszej klasie. Nikodem i tak do szkoły na razie nie idzie, więc z radością darowałam sobie tę część zebrania:)
Wpadłam akurat na mowę końcową i rzecz jasna najważniejszy punkt każdego zebrania, czyli zbieranie składek. Zebranie zakończyło się dla mnie po 15 minutach i wyszłam z niego uboższa, tym razem, o jedyne 50 zł.
Na dokładkę parę dni temu wlazło mi coś w podeszwę. To coś wydłubałam sobie bardzo ładnie przy pomocy igły i skalpela. W wyniku tych zabiegów chirurgicznych w stopie zrobiła mi się dziura całkiem sporych rozmiarów. Dziura ta nie chce mi się zagoić, bo jest usytuowana w tak durnym miejscu, że przy chodzeniu rozwala mi się jeszcze bardziej. Poruszam się więc jak paralityk i nie pomaga plaster, ani bandaż, ani okłady z rivanolu, ani maść z antybiotykiem. Powinnam w zasadzie unieruchomić się na amen i poleżeć ze dwa dni z nogą w górze, tylko jak to zrobić przy dwójce wiecznie czegoś potrzebujących dzieci???
A właśnie - zebranie w przedszkolu. U Nikodema. Bardzo ważne, bo podsumowujące cały rok szkolny. Oczywiście o godz. 15.30, więc należałoby zwolnić się z pracy. Na szczęście akurat tego dnia zwolnić się nijak nie mogłam i na zebranie spóźniłam się jakieś 45 minut:) W związku z tym ominęły mnie główne atrakcje, czyli omówienie przygotowania dzieci do rozpoczęcia nauki w pierwszej klasie. Nikodem i tak do szkoły na razie nie idzie, więc z radością darowałam sobie tę część zebrania:)
Wpadłam akurat na mowę końcową i rzecz jasna najważniejszy punkt każdego zebrania, czyli zbieranie składek. Zebranie zakończyło się dla mnie po 15 minutach i wyszłam z niego uboższa, tym razem, o jedyne 50 zł.
Na dokładkę parę dni temu wlazło mi coś w podeszwę. To coś wydłubałam sobie bardzo ładnie przy pomocy igły i skalpela. W wyniku tych zabiegów chirurgicznych w stopie zrobiła mi się dziura całkiem sporych rozmiarów. Dziura ta nie chce mi się zagoić, bo jest usytuowana w tak durnym miejscu, że przy chodzeniu rozwala mi się jeszcze bardziej. Poruszam się więc jak paralityk i nie pomaga plaster, ani bandaż, ani okłady z rivanolu, ani maść z antybiotykiem. Powinnam w zasadzie unieruchomić się na amen i poleżeć ze dwa dni z nogą w górze, tylko jak to zrobić przy dwójce wiecznie czegoś potrzebujących dzieci???
niedziela, 20 maja 2012
Korepetycje od przedszkola
Wczoraj na placu zabaw spotkałam dawno niewidzianą koleżankę. Koleżanka ta ma córkę, która w tym roku kończy 6 lat. Od września uczęszcza do zerówki w katolickiej szkole, która w moim mieście uchodzi za wylęgarnię geniuszy. Trochę chyba na wyrost, bo osobiście uważam, że poziom nauczania w "księżej" szkole nie odbiega zbytnio od poziomu w placówkach państwowych.
Koleżanka owa podzieliła się ze mną pewną rewelacją. Otóż większość dzieci w grupie jej córki uczęszcza na korepetycje! I to dosłownie ze wszystkiego: nauka pisania i czytania, sylabizowanie, matematyka, język angielski, korepetycje z koncentracji uwagi i inne temu podobne.
Śmiech pusty mnie ogarnął i nie bardzo chciało mi się w to wierzyć. Jednak wygląda na to, że taka właśnie jest dzisiejsza rzeczywistość. Wyścig szczurów już od przedszkola. Niektórzy "ambitni" rodzice posyłają na korepetycje już trzyletnie dzieci. Koszmar!
Czy nie wystarczy, że zmusza się dzieci do wcześniejszego rozpoczynania edukacji w szkole??? Trzeba jeszcze mordować maluchy korepetycjami??? Dokąd ten świat zmierza? Kiedy te biedne dzieci, w natłoku obowiązków i przymusowej nauki mają znaleźć czas na zabawę? Wychodzi na to, że beztroska zabawa nie jest już nieodłącznym atrybutem dzieciństwa. W dzisiejszych czasach już chyba w ogóle nie ma czasu na beztroskie dzieciństwo. Korepetycje od przedszkola i praca do 67 roku życia! Pozostaje tylko współczuć naszym biednym dzieciom. Wyścig szczurów trwa!
Koleżanka owa podzieliła się ze mną pewną rewelacją. Otóż większość dzieci w grupie jej córki uczęszcza na korepetycje! I to dosłownie ze wszystkiego: nauka pisania i czytania, sylabizowanie, matematyka, język angielski, korepetycje z koncentracji uwagi i inne temu podobne.
Śmiech pusty mnie ogarnął i nie bardzo chciało mi się w to wierzyć. Jednak wygląda na to, że taka właśnie jest dzisiejsza rzeczywistość. Wyścig szczurów już od przedszkola. Niektórzy "ambitni" rodzice posyłają na korepetycje już trzyletnie dzieci. Koszmar!
Czy nie wystarczy, że zmusza się dzieci do wcześniejszego rozpoczynania edukacji w szkole??? Trzeba jeszcze mordować maluchy korepetycjami??? Dokąd ten świat zmierza? Kiedy te biedne dzieci, w natłoku obowiązków i przymusowej nauki mają znaleźć czas na zabawę? Wychodzi na to, że beztroska zabawa nie jest już nieodłącznym atrybutem dzieciństwa. W dzisiejszych czasach już chyba w ogóle nie ma czasu na beztroskie dzieciństwo. Korepetycje od przedszkola i praca do 67 roku życia! Pozostaje tylko współczuć naszym biednym dzieciom. Wyścig szczurów trwa!
Kiniowe opowieści
Kinia jest z nami już trzy tygodnie. Przez ten czas poczyniła znaczne postępy, choć nadal jest mocno lękliwa. Na każdy głośniejszy odgłos zmyka za kuchenne szafki z podkulonym ogonem. Ale nie spędza tam już całej doby.
W ciągu dnia leży głównie na dywaniku w kuchni i czujnie obserwuje wszystko dookoła. Czasami wskakuje na stół i wygląda przez okno. Na widok dzieciaków nie ucieka już w panice, tylko podchodzi do Nich i daje się pogłaskać. Mruczy przy tym rozkosznie i ociera się o nogi.
Nadal jednak trzyma się głównie kuchni. Na obchód mieszkania wychodzi tylko wieczorami i w nocy. Zwiedza wtedy dosłownie wszystkie kąty. Kiedy widzi uchylone drzwi balkonowe, staje pół metra przed nimi i niespokojnie węszy. Widać, że miałaby ochotę wyjść na balkon, ale strach ciągle jest jest silniejszy od ciekawości.
Niemniej jednak wszystko zmierza w dobrym kierunku i Kinia powoli, bardzo powoli przełamuje swój paraliżujący strach. Liczę na to, że ciekawość świata, tak typowa dla wszystkich młodych zwierząt, w końcu zwycięży i Kinia będzie normalnym kotem. Ktoś musiał ją bardzo skrzywdzić i chciałabym, żeby w końcu miała spokojne życie.
W ciągu dnia leży głównie na dywaniku w kuchni i czujnie obserwuje wszystko dookoła. Czasami wskakuje na stół i wygląda przez okno. Na widok dzieciaków nie ucieka już w panice, tylko podchodzi do Nich i daje się pogłaskać. Mruczy przy tym rozkosznie i ociera się o nogi.
Nadal jednak trzyma się głównie kuchni. Na obchód mieszkania wychodzi tylko wieczorami i w nocy. Zwiedza wtedy dosłownie wszystkie kąty. Kiedy widzi uchylone drzwi balkonowe, staje pół metra przed nimi i niespokojnie węszy. Widać, że miałaby ochotę wyjść na balkon, ale strach ciągle jest jest silniejszy od ciekawości.
Niemniej jednak wszystko zmierza w dobrym kierunku i Kinia powoli, bardzo powoli przełamuje swój paraliżujący strach. Liczę na to, że ciekawość świata, tak typowa dla wszystkich młodych zwierząt, w końcu zwycięży i Kinia będzie normalnym kotem. Ktoś musiał ją bardzo skrzywdzić i chciałabym, żeby w końcu miała spokojne życie.
piątek, 18 maja 2012
Moje ulubione reklamy
Są reklamy, które mnie urzekają:) Oczywiście głównie za sprawą durnych tekstów, zazwyczaj w formie śpiewanej, na melodię wpadającą w ucho szybciej niż "Koko Euro spoko":)
Z tych starszych (chociaż nie zamierzchłych) ewidentnie na czoło wybija się "groszek":
Z tych nieco nowszych (nie wiem dlaczego) każdorazowo, niezmiennie wzrusza mnie "Mariola o kocim spojrzeniu" z reklamy piwa Okocim:
Ale absolutnym przebojem nieustająco zachwycającym mnie i moje dzieci jest bezsprzecznie reklama "Fun Pack HD", czyli po prostu "mam piloto, mam laptopo":)
Z tych starszych (chociaż nie zamierzchłych) ewidentnie na czoło wybija się "groszek":
Z tych nieco nowszych (nie wiem dlaczego) każdorazowo, niezmiennie wzrusza mnie "Mariola o kocim spojrzeniu" z reklamy piwa Okocim:
Ale absolutnym przebojem nieustająco zachwycającym mnie i moje dzieci jest bezsprzecznie reklama "Fun Pack HD", czyli po prostu "mam piloto, mam laptopo":)
Nikodemowy Dzień Rodziców
Dzisiaj zaliczyłam Dzień Mamy i Taty w grupie Nikodema. Jakoś tak wcześnie, ale może to i dobrze, jedna impreza z głowy:)
Było bardzo sympatycznie. Najpierw było przedstawienie pt. "Koza kłamczucha". Nikodem robił za kota i bardzo ładnie wypowiedział swoją (krótką!) kwestię. Zważywszy na Jego luzackie podejście do wypowiadania wyuczonych tekstów (zawsze stara się dodać coś od siebie), uważam to za duży sukces:)
Potem były konkursy i zagadki dla rodziców i dzieci, tańce, śpiewy, wierszyki i wspólna zabawa przy tradycyjnych "Kaczuszkach".
Nie zabrakło również prezentów. Dla Tatusiów były ludziki z rolek po papierze toaletowym, a dla Mamuś piękne korale skręcone z kolorowego papieru:) Nikodem stwierdził, że jak założę je do pracy, to wszyscy padną na mój widok! Niechybnie tak będzie.
A Lenka tradycyjnie tylko żarła:))) Dorwała kolegę z "maluchów", który też ma brata w grupie Nikodema i wspólnie przez całą imprezę czyścili stół ze wszystkich słodyczy.
Było bardzo sympatycznie. Najpierw było przedstawienie pt. "Koza kłamczucha". Nikodem robił za kota i bardzo ładnie wypowiedział swoją (krótką!) kwestię. Zważywszy na Jego luzackie podejście do wypowiadania wyuczonych tekstów (zawsze stara się dodać coś od siebie), uważam to za duży sukces:)
Potem były konkursy i zagadki dla rodziców i dzieci, tańce, śpiewy, wierszyki i wspólna zabawa przy tradycyjnych "Kaczuszkach".
Nie zabrakło również prezentów. Dla Tatusiów były ludziki z rolek po papierze toaletowym, a dla Mamuś piękne korale skręcone z kolorowego papieru:) Nikodem stwierdził, że jak założę je do pracy, to wszyscy padną na mój widok! Niechybnie tak będzie.
A Lenka tradycyjnie tylko żarła:))) Dorwała kolegę z "maluchów", który też ma brata w grupie Nikodema i wspólnie przez całą imprezę czyścili stół ze wszystkich słodyczy.
Nasze dzieło sztuki:)
Ostatecznie nasze Kubusiowe "dzieło sztuki" na konkurs plastyczny zostało wykończone kilkoma muchomorami i motylkami. Zabrakło mi już weny twórczej, ale wyszło nie najgorzej.
Praca została dostarczona do przedszkola i na razie stoi w sali na honorowym miejscu. Panie były zachwycone i bardzo nas chwaliły. Jestem z siebie dumna:)))
Praca została dostarczona do przedszkola i na razie stoi w sali na honorowym miejscu. Panie były zachwycone i bardzo nas chwaliły. Jestem z siebie dumna:)))
czwartek, 17 maja 2012
Piasek, wszędzie piasek...
Co zrobić z kotem, który namiętnie wykopuje żwirek z kuwety??? Udusić!!!
Durna małpa grzebie w tym piachu, jak opętana. Oczywiście, najchętniej w samym środku nocy. Ledwo człowiek oko przymknie, zaraz rozlega się wstrętne szuranie. Szura i szura, a przeganianie jej skutkuje na 5 minut. Opętało ją chyba.
Co rano podłoga wokół kuwety zasypana jest tonami kociego żwirku. Co rano trafia mnie jasny szlag i apopleksja w jednym. Nie skutkuje zmiana kuwety, nie skutkuje zmiana piasku, nie skutkuje po prostu nic!
Dzisiaj wpadłam na nowy pomysł i całą kocią kuwetę umieściłam w dużym kartonowym pudełku z wysokimi brzegami. Wskoczyć do niego bez problemu wskoczy, a może tyle nie rozsypie. Na razie wstrętny animal obserwuje i obwąchuje nowość. Zobaczymy, co będzie rano. Jak znowu coś rozszura, to jak nic ją uduszę:)
Durna małpa grzebie w tym piachu, jak opętana. Oczywiście, najchętniej w samym środku nocy. Ledwo człowiek oko przymknie, zaraz rozlega się wstrętne szuranie. Szura i szura, a przeganianie jej skutkuje na 5 minut. Opętało ją chyba.
Co rano podłoga wokół kuwety zasypana jest tonami kociego żwirku. Co rano trafia mnie jasny szlag i apopleksja w jednym. Nie skutkuje zmiana kuwety, nie skutkuje zmiana piasku, nie skutkuje po prostu nic!
Dzisiaj wpadłam na nowy pomysł i całą kocią kuwetę umieściłam w dużym kartonowym pudełku z wysokimi brzegami. Wskoczyć do niego bez problemu wskoczy, a może tyle nie rozsypie. Na razie wstrętny animal obserwuje i obwąchuje nowość. Zobaczymy, co będzie rano. Jak znowu coś rozszura, to jak nic ją uduszę:)
Pomoc dla Joli
Zaradna Mama organizuje akcję dla Mamy potrzebującej pomocy:
Myślę, że warto wesprzeć tę akcję, bo każdy z nas może się kiedyś znaleźć w podobnej sytuacji. Pamiętajmy, że nic nie jest nam dane na wieczność, szczególnie w dzisiejszych, trudnych czasach. Być może jutro my będziemy potrzebowali pomocy i wsparcia innych, dlatego warto wykazać się odrobiną dobrej woli. W grupie siła!
Myślę, że warto wesprzeć tę akcję, bo każdy z nas może się kiedyś znaleźć w podobnej sytuacji. Pamiętajmy, że nic nie jest nam dane na wieczność, szczególnie w dzisiejszych, trudnych czasach. Być może jutro my będziemy potrzebowali pomocy i wsparcia innych, dlatego warto wykazać się odrobiną dobrej woli. W grupie siła!
środa, 16 maja 2012
Biblioteka dla dzieci
Przed chwilą, kiedy przechodziliśmy obok biblioteki dla dzieci, Nikodem przypomniał sobie, że kiedyś był tam z przedszkolem i Pani bardzo zapraszała dzieci, żeby się zapisały. No więc weszliśmy i się zapisaliśmy:)
Nikodem wypełniał z Panią kartę: mówił, jak ma na imię i nazwisko, gdzie mieszka. Na pytanie, gdzie chodzi do przedszkola, odparował:
- Tu niedaleko!
Łupieże od razu wypożyczyły sobie po jednej pozycji - Nikodem książkę o Zygzaku, a Lenka o Kubusiu Puchatku.
Jednorazowo można wypożyczyć cztery książki i trzymać je w domu przez miesiąc, ale myślę, że będziemy odwiedzać bibliotekę częściej.
Nikodem wypełniał z Panią kartę: mówił, jak ma na imię i nazwisko, gdzie mieszka. Na pytanie, gdzie chodzi do przedszkola, odparował:
- Tu niedaleko!
Łupieże od razu wypożyczyły sobie po jednej pozycji - Nikodem książkę o Zygzaku, a Lenka o Kubusiu Puchatku.
Jednorazowo można wypożyczyć cztery książki i trzymać je w domu przez miesiąc, ale myślę, że będziemy odwiedzać bibliotekę częściej.
niedziela, 13 maja 2012
Krótko o zadziwieniu
- Nikodem! Timon i Pumba w telewizji! - drę się wniebogłosy.
- Ok, Mamo, już idę - drze się Nikodem - Lenkaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!
- Coooooooo??? - drze się Lenka
- Surogatka i guziec będzie!
Yyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy!!! W mordę jeża, myślę sobie, o czym to dziecko mówi i po chwili uświadamiam sobie, że faktycznie Timon i Pumba to surogatka i guziec. Nadziwić się tylko nie mogę, skąd tę wiedzę posiada moje pięcioletnie dziecko:) Szczęka mi opadła!
- Ok, Mamo, już idę - drze się Nikodem - Lenkaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!
- Coooooooo??? - drze się Lenka
- Surogatka i guziec będzie!
Yyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy!!! W mordę jeża, myślę sobie, o czym to dziecko mówi i po chwili uświadamiam sobie, że faktycznie Timon i Pumba to surogatka i guziec. Nadziwić się tylko nie mogę, skąd tę wiedzę posiada moje pięcioletnie dziecko:) Szczęka mi opadła!
Niedzielnie
Pogoda nas dziś nie rozpieszcza:( Wprawdzie nie pada, ale jest tylko 10 stopni i niebo mocno pochmurne.
Łupieże się nudzą. Trochę pomalowały, obejrzały jakąś bajkę, trochę pojeździły na rowerach, na spacerze zebrały piękny bukiet bzów, który rozłożyliśmy do dwóch wazoników.
I tak się niedzielnie nudzimy:)
Łupieże się nudzą. Trochę pomalowały, obejrzały jakąś bajkę, trochę pojeździły na rowerach, na spacerze zebrały piękny bukiet bzów, który rozłożyliśmy do dwóch wazoników.
I tak się niedzielnie nudzimy:)
sobota, 12 maja 2012
Tworzymy...
Dziś od rana pada. Zabraliśmy się więc ochoczo za tworzenie naszego dzieła sztuki na przedszkolny konkurs pt. "Moja ulubiona bajka".
Ponieważ talentem plastycznym nie grzeszę, postawiliśmy na kompletny misz-masz stylów i jak na razie idzie nam całkiem nieźle. Mamy trochę bibułowyklejania, trochę farbami malowania, trochę decoupage i w ogóle wszystko na raz.
Praca powstaje na dosyć sporym kawałku dykty (buchniętej z pracy:) - format coś około arkusza A1. Większość prac została w zasadzie wykonana. Brakuje mi jeszcze tylko pomysłu na zapełnienie przestrzeni pod gałęzią drzewa.
Może jakieś sugestie???
Ponieważ talentem plastycznym nie grzeszę, postawiliśmy na kompletny misz-masz stylów i jak na razie idzie nam całkiem nieźle. Mamy trochę bibułowyklejania, trochę farbami malowania, trochę decoupage i w ogóle wszystko na raz.
Praca powstaje na dosyć sporym kawałku dykty (buchniętej z pracy:) - format coś około arkusza A1. Większość prac została w zasadzie wykonana. Brakuje mi jeszcze tylko pomysłu na zapełnienie przestrzeni pod gałęzią drzewa.
Może jakieś sugestie???
piątek, 11 maja 2012
Na ławeczce
Odkąd nastała wiosna (i lato!) moja codzienność zamyka się w dwóch słowach: "PLAC ZABAW". Od wyjścia z przedszkola do wieczornej bajki non stop kolor.
Codzienny nasz obrazek to wściekające się po placu dzieciaki i my - matki. Siedzimy na tej ławce niczym stare emerytki i komentujemy wszystko, co dzieje się wokół.
Coraz to któraś krzyknie:
- Nie syp piaskiem!
Ewentualnie:
- Nie bujaj się tak wysoko!
Lub:
- Matko Boska! Zaraz spadnie!!!
Od czasu do czasu któraś wstaje, żeby pokręcić karuzelą, albo "wysikać" swoją pociechę. Czasami trzeba zażegnać jakiś konflikt, czasami napoić towarzystwo, a czasami nakarmić.
Generalnie dzieciaki zajmują się sobą, a my sobie siedzimy, jak te kwoki i omawiamy bardzo istotne kwestie typu: niedobra pani w przedszkolu, pierwsza komunia (w tym miesiącu temat numer jeden), nieodrobione lekcje, kaszel, katar, alergia (też popularny temat!), obuwie letnie i temu podobne.
Normalnie, jak na nas popatrzeć z boku, to śmiech ogarnia:)
Codzienny nasz obrazek to wściekające się po placu dzieciaki i my - matki. Siedzimy na tej ławce niczym stare emerytki i komentujemy wszystko, co dzieje się wokół.
Coraz to któraś krzyknie:
- Nie syp piaskiem!
Ewentualnie:
- Nie bujaj się tak wysoko!
Lub:
- Matko Boska! Zaraz spadnie!!!
Od czasu do czasu któraś wstaje, żeby pokręcić karuzelą, albo "wysikać" swoją pociechę. Czasami trzeba zażegnać jakiś konflikt, czasami napoić towarzystwo, a czasami nakarmić.
Generalnie dzieciaki zajmują się sobą, a my sobie siedzimy, jak te kwoki i omawiamy bardzo istotne kwestie typu: niedobra pani w przedszkolu, pierwsza komunia (w tym miesiącu temat numer jeden), nieodrobione lekcje, kaszel, katar, alergia (też popularny temat!), obuwie letnie i temu podobne.
Normalnie, jak na nas popatrzeć z boku, to śmiech ogarnia:)
środa, 9 maja 2012
Przed nami plastyczne wyzwanie
Z okazji Dnia Mamy i Dnia Taty w grupie Lenki organizowany jest konkurs plastyczny pt. "Moja ulubiona bajka". Technika i format pracy dowolna.
Lenka oczywiście wybrała bajkę "Kubuś Puchatek". Co do techniki na razie się zastanawiamy i kompletujemy materiały. Mamy tonę bibuły, kolorowy papier, farby, kredki, mazaki. Jeszcze nie wiem, co z tego wykorzystamy, może wszystko:) Na wykonanie pracy mamy czas do 22 maja, więc dosyć sporo. Pomyślimy, zobaczymy...
U Nikodema z kolei będzie piknik rodzinny. Mam kupić 2 kg bananów. Będzie też jakiś przedstawienie - Nikodem robi za kota. Poza tym 30 maja jadą na wycieczkę do skansenu i na warsztaty garncarskie. Będą lepić garnki z gliny:) Koszt wycieczki - 40,- zł.
Lenka oczywiście wybrała bajkę "Kubuś Puchatek". Co do techniki na razie się zastanawiamy i kompletujemy materiały. Mamy tonę bibuły, kolorowy papier, farby, kredki, mazaki. Jeszcze nie wiem, co z tego wykorzystamy, może wszystko:) Na wykonanie pracy mamy czas do 22 maja, więc dosyć sporo. Pomyślimy, zobaczymy...
U Nikodema z kolei będzie piknik rodzinny. Mam kupić 2 kg bananów. Będzie też jakiś przedstawienie - Nikodem robi za kota. Poza tym 30 maja jadą na wycieczkę do skansenu i na warsztaty garncarskie. Będą lepić garnki z gliny:) Koszt wycieczki - 40,- zł.
niedziela, 6 maja 2012
Wyprawa do lasu - fotorelacja
Wczorajsze popołudnie spędziliśmy w lesie. Trochę podgryzały nas komary, ale generalnie było bardzo fajnie. Wszystko odbyło się według scenariusza Lenki, tzn. był kocyk, było picie i kanapki, były zabawy z piłką i oglądanie chmurek na niebie:)
- Patrz, Mamusiu, patrz - krzyczała Lenka - ta duża chmura jest podobna do smoka!
Na to odzywał się Nikodem:
- Ty, głupia, Ty! Ta chmura jest raczej podobniejsza do barana!
- Patrz, Mamusiu, patrz - krzyczała Lenka - ta duża chmura jest podobna do smoka!
Na to odzywał się Nikodem:
- Ty, głupia, Ty! Ta chmura jest raczej podobniejsza do barana!
Móżdżek
Kinia powoli oswaja się z łupieżowymi wrzaskami i Ich gwałtownymi ruchami. Baaaaaardzo powoli:) Niemniej jednak wczoraj wieczorem, kiedy razem z Nikodemem siedziałam w kuchni, kocia księżna zaszczyciła nas swoją obecnością i nawet dała się Synusiowi pogłaskać po głowie.
Nikodem z zachwytem stwierdził:
- Mamusiu, zobacz, jaki ona ma fajny móżdżek!
- Że co ma???
- No móżdżek, Mamusiu. Zobacz, jaki kolorowy: czarno-biało-brązowy. Śliczny!!!
No faktycznie, łeb, tzn. móżdżek ma trójkolorowy, podobnie, jak ogon:)
Nikodem z zachwytem stwierdził:
- Mamusiu, zobacz, jaki ona ma fajny móżdżek!
- Że co ma???
- No móżdżek, Mamusiu. Zobacz, jaki kolorowy: czarno-biało-brązowy. Śliczny!!!
No faktycznie, łeb, tzn. móżdżek ma trójkolorowy, podobnie, jak ogon:)
Candy u Sroki
Polecam urodzinowe Candy u Sroki - "Każdy ma jakiegoś Kota". Oczywiście biorę udział:)))
http://podwojona-sroka.blogspot.com/2012/05/moje-urodzinowe-candy-kazdy-ma-jakiegos.html
http://podwojona-sroka.blogspot.com/2012/05/moje-urodzinowe-candy-kazdy-ma-jakiegos.html
sobota, 5 maja 2012
Okurrrarrry
Dziś Lenka wprawiła mnie w niewypowiedziany wprost zachwyt. Przed wyprawą do lasu robiła wielkie przygotowania. Namiętnie szukała swoich przeciwsłonecznych okularów. Wreszcie, zrezygnowana, rozdarła się:
- Mamoooooooooooooo!!! Gdzie są moje okurrrarrry???
I niespodziewanie tak pięknie zawarczała, że aż mnie wbiło w fotel:)
Jestem z Niej bardzo dumna. Opanowanie głoski "r" z marszu, bez żadnych ćwiczeń i treningów nie jest przecież prostą sprawą. Zwłaszcza, że Lenka ma dopiero 3,5 roku. Nikodem, który ma już 5,5 roku, do tej pory nie wymawia "r", co powoli zaczyna mnie martwić.
Teraz Lenka chodzi i z upodobaniem warczy swoje bardzo dźwięczne "r" przy każdej możliwej okazji. A okurrrarrry na szczęście się znalazły, co widać na załączonym obrazku:)
- Mamoooooooooooooo!!! Gdzie są moje okurrrarrry???
I niespodziewanie tak pięknie zawarczała, że aż mnie wbiło w fotel:)
Jestem z Niej bardzo dumna. Opanowanie głoski "r" z marszu, bez żadnych ćwiczeń i treningów nie jest przecież prostą sprawą. Zwłaszcza, że Lenka ma dopiero 3,5 roku. Nikodem, który ma już 5,5 roku, do tej pory nie wymawia "r", co powoli zaczyna mnie martwić.
Teraz Lenka chodzi i z upodobaniem warczy swoje bardzo dźwięczne "r" przy każdej możliwej okazji. A okurrrarrry na szczęście się znalazły, co widać na załączonym obrazku:)
Gdzie te burze z piorunami i gradobicie???
W tv od tygodnia zapowiadają zmianę pogody, gwałtowne ochłodzenie, straszne burze z piorunami i gradobiciem. I co? I od tygodnia nic. Pogoda się nie zmienia. Wciąż panuje tropikalny upał. W moim mieście, położonym w samym środku Polski, od tygodnia nie spadła nawet jedna kropla deszczu:) W zasadzie mnie to cieszy.
Mam teraz chwilę spokoju, bo łupieże poszły z Tatą na plac zabaw. Powoli zabieram się więc za szykowanie obiadu. Dziś, wedle życzenia Nikodema, na obiad świnka Balbinka, czyli pieczona szynka wieprzowa z ziemniaczkami. Ciekawe, czy zje? A do tego sałata z rzodkiewką i ze śmietaną, czego Nikodem nie zje na pewno:)
Na popołudnie Lenka zapowiedziała wyprawę z kocykiem do lasu:
- Mamusiu, weźmiemy kanapki, i picie, i kocyk i zrobimy sobie piknik w lesie. Będziemy leżeć na kocyku i oglądać chmurki, bo z chmurek na niebie czasami robią się fajne zwierzątka, wiesz? Można zobaczyć słonika, albo smoka a czasami nawet wąża!
Tak, wąża na pewno:) No nic, może faktycznie po obiedzie wybierzemy się do lasu. W końcu trzeba korzystać z tej pięknej pogody, bo a nuż jednak nas zaskoczy ta zapowiadana od tygodnia burza:)
Miłego dalszego ciągu długiego weekendu życzę i idę robić obiad!
Mam teraz chwilę spokoju, bo łupieże poszły z Tatą na plac zabaw. Powoli zabieram się więc za szykowanie obiadu. Dziś, wedle życzenia Nikodema, na obiad świnka Balbinka, czyli pieczona szynka wieprzowa z ziemniaczkami. Ciekawe, czy zje? A do tego sałata z rzodkiewką i ze śmietaną, czego Nikodem nie zje na pewno:)
Na popołudnie Lenka zapowiedziała wyprawę z kocykiem do lasu:
- Mamusiu, weźmiemy kanapki, i picie, i kocyk i zrobimy sobie piknik w lesie. Będziemy leżeć na kocyku i oglądać chmurki, bo z chmurek na niebie czasami robią się fajne zwierzątka, wiesz? Można zobaczyć słonika, albo smoka a czasami nawet wąża!
Tak, wąża na pewno:) No nic, może faktycznie po obiedzie wybierzemy się do lasu. W końcu trzeba korzystać z tej pięknej pogody, bo a nuż jednak nas zaskoczy ta zapowiadana od tygodnia burza:)
Miłego dalszego ciągu długiego weekendu życzę i idę robić obiad!
Subskrybuj:
Posty (Atom)



















.jpg)













