piątek, 16 marca 2012

Poszłam, poszłem i poszedłam, czyli zawiłości gramatyki

- Nikodem, idziemy do fryzjera!
- Nie, Mamo, ja niedawno poszłem z Tatą do fryzjera!
- Poszedłem - poprawiam potomka.
- Niedawno poszedłem - zgadza się Nikodem.
Na to odzywa się Lenka:
- Ja też kiedyś poszedłam z Tatą do fryzjera.
- Poszłam - poprawiam dziedziczkę.
No i w tym momencie następuje kompletna dezorientacja. Yyyyyyyyyyyyyyyyyy, prawie widzę, jak małe mózgi parują z wysiłku i chęci zrozumienia tego niuansu gramatycznego.
Lenka mówi niepewnie:
- Ale mówiłaś, że poszedłaś.
- Tak Kochanie, ale mówiłam do Nikodema. Chłopcy mówią "poszedłem" a dziewczynki "poszłam".
- A dlaczego???
Eeeeeeeeeeeeeeeee, no właśnie, dlaczego?
Nikodem chyba zgłupiał doszczętnie, bo pyta:
- To w końcu poszłem czy poszedłam?
Ratunku!!!
Wykład na temat podstaw gramatyki zajął mi dobry kwadrans, a i tak po minach łupieży widziałam, że mają mnie za kompletną wariatkę:)
Do fryzjera w końcu nie poszedliśmy...

czwartek, 15 marca 2012

W końcu zawitało do nas słoneczko:)

W końcu jakiś słoneczny dzień:) Po przedszkolu zabrałam łupieże na plac zabaw. Śmiechu, krzyku i pisku było co niemiara:) Stęsknione bachorki z radością powitały zjeżdżalnię, huśtawki i karuzelę. Siłą musiałam ich ściągać z drabinek, bo po godzince dokazywania byli cali spoceni a gile wisiały im prawie do pasa. Może wreszcie ta wiosna zdecyduje się przyjść:)))

Nasz domowy hiacynt też zdecydował się zakwitnąć i nieśmiało zaczyna się rozwijać:


A wsadzone wczoraj do wazonu gałązki bzu mają już dzisiaj piękne pąki:


środa, 14 marca 2012

Mydło w kubku

Dzisiaj w przedszkolu było mierzenie i ważenie. Od października Nikodem urósł 1cm i przytył 80dkg - niezłe osiągnięcie:( Nie wiem na czym tak przytył, chyba na tym suchym chlebie. Naprawdę nie mam pojęcia, czym to dziecko żyje, chyba powietrzem. Jak można mieć siłę cały dzień wściekać się i rozrabiać nie jedząc nic poza suchym chlebem i słodyczami??? Pozostaje to dla mnie tajemnicą!
Relacjonując dzień spędzony w przedszkolu, Nikodem stwierdził, że było fajnie, bo jak myli zęby, Kacper wrzucił Mu do kubka z wodą mydło.
- Super było Mamo! Kacper wrzucił mi mydło do kubka od mycia zębów i woda się zrobiła biała. Tylko tak dziwnie smakowała.
Rany Boskie! Czy tych dzieci nikt nie pilnuje??? Muszę jutro porozmawiać z wychowawczynią!
Lenka natomiast zapytana co robiła dzisiaj w przedszkolu, stwierdziła, że się zastanowi i odpowie mi jutro. Czyli chyba nic specjalnego się nie działo:)

wtorek, 13 marca 2012

Co to jest gać?!?

Przygotowuję kolację dla łupieży - dziś zapiekanka makaronowa z mięsem mielonym - może niejadek raczy zjeść:)
Naglę słyszę dziki wrzask Nikodema:
- Mamoooooo!!! Mamoooooo!!! Tu jest gać!!!
- A co to, na Boga, jest gać???
- Nic, nic, Mamusiu, już nie ma.
Aha. Uspokojona wracam do pracy. Za dwie minuty jednak ponownie słyszę wrzask:
- Mamoooooo! Znowu jest gać! - wrzaskom towarzyszy śmiech, więc przechodzę nad nimi do porządku dziennego i spokojnie pichcę sobie dalej.
Mija chwila i sytuacja powtarza się. Tym razem komunikat brzmi:
- Mamoooooo! Zobacz!!! Niebieski gać!!!
Zaintrygowana tajemniczym gaciem postanawiam jednak skontrolować sytuację. Kierując się dzikimi wrzaskami i diabelskim chichotem trafiam do łazienki. Oczom moim ukazuje się Nikodem, hipnotycznie wpatrzony w wirujące w pralce pranie. Porypało Go, czy co??? Bęben obraca się po raz kolejny i słyszę triumfalne:
- Zobacz! Niebieski gać! Wy nie macie takich, więc to na pewno moje!
Spoglądam na pralkę i już rozumiem - na froncie niebieszczą się Nikodemowe majtki, czyli po prostu gacie, a Nikodem spokojnie oznajmia:
- Kurza stopa, znowu je wciągnęło.

Obuwie dla łupieży nabyłam

Po długim i nudnym szkoleniu udałam się na podbój sklepów obuwniczych w celu nabyciu butów wiosennych dla moich dwóch gangren. Oczywiście nie było nic, co powaliłoby mnie na kolana. W CCC wszystko, jak zwykle, na jedno kopyto - motylki dla dziewczynek, auta dla chłopców, nic specjalnego.
W Deichmannie natomiast wypatrzyłam przecenę na klasyczne adidasy. Obniżka wprawdzie niewielka, bo ze 119,-zł na 99,-zł za parę, ale urzekła mnie ich prostota i kolorystyka. Dla Lenki nabyłam adidaski w pięknym odcieniu fioletu z jasnoróżowymi paskami. Dla Nikodema zaś w kolorze jasnobrązowym z paskami błękitnymi.
Z zakupu jestem bardzo zadowolona:) Oto zdjęcia, które jednak nie oddają uroku kolorystyki obuwia:



Kolejny pochmurny dzień

I znowu brak słońca:( Niebo szare, zachmurzone, wiosna najwyraźniej nie zamierza przyjść w tym roku:( Lenka mówi, że chyba gdzieś się po drodze zgubiła i nie może do nas trafić:)
Dzisiaj mam trochę luźniejszy dzień, bo zaraz lecę na szkolenie - nudne, bo nudne, ale potem poprawię sobie może humor zakupami:)
Dzieciaki już odtransportowane do przedszkola, teraz chyba trzasnę sobie drugą kawkę. I posiedzę godzinkę w błogiej ciszy i spokoju - rzadka rzecz w tym domu!
Miłego dnia życzę...

niedziela, 11 marca 2012

Dzień Kobiet w Przedszkolu

A to właśnie uroczystość przygotowana przez najmłodszą grupę przedszkolną, na której Lenka pięknie odśpiewała piosenkę pt. "Maszeruje wiosna". Były wierszyki, piosenki, inscenizacje, wręczanie kwiatów i życzenia dla Pań.


Wiosenne porządki

Święta zbliżają się wielkimi krokami, a ja z porządkami jak na razie w lesie:) Z zaplanowanych na weekend trzech tysięcy prac udało mi się wykonać może ze trzy:) Ciężko się zmobilizować, oj ciężko!
Z mycia okien nic mi nie wyszło, bo pogoda jednak jeszcze nie za bardzo. Zimno jak nie wiem, słoneczko wprawdzie czasami świeci, ale za to wieje, jak cholera. Cierpiętnikiem nie jestem, nie będę się katować na mrozie.
Udało mi się natomiast uprać dywaniki i przesadzić parę kwiatków. Rzecz jasna wykonałam również wszystkie standardowe prace porządkowe typu: mycie podłóg, ścieranie kurzu, pranie, prasowanie itp.
Miałam jeszcze zrobić czystkę w ciuchach i zabawkach łupieży, ale już mi nie starczyło ani czasu, ani tym bardziej zapału:) Może samo się zrobi...

sobota, 10 marca 2012

Lenka nam się rozśpiewała:)

Ola gotuje kaszę dla lalek.
Wkłada do garnka cztery korale,
dokłada guzik, wsypuje mak,
miesza patykiem i śpiewa tak:

ref: W marcu jak w garncu mówił mój brat.
To pada deszczyk, to śnieg, to grad.
I w moim garncu jest to i owo,
bo ja gotuję kaszę marcową.

Lalki są grzeczne i nie grymaszą,
kiedy je karmię marcową kaszą.
Ale czy kasza ma dobry smak?
Lalki ją jedzą, więc chyba tak.

ref: W marcu jak w garncu mówił mój brat.
To pada deszczyk, to śnieg, to grad.
I w moim garncu jest to i owo,
bo ja gotuję kaszę marcową.

piątek, 9 marca 2012

Powariowali z tymi zajęciami otwartymi

Ja rozumiem, że przedszkole ma obowiązek przeprowadzenia zajęć otwartych dla rodziców dwa razy do roku, ale po co robić je co miesiąc??? Tego już nie rozumiem. Nadgorliwość jest gorsza od faszyzmu - jak mówi przysłowie.
Ostatnio znowu uczestniczyłam w takich zajęciach - tym razem u Nikodema. Tematem przewodnim były urodziny Misia Paddingtona. Dzieciaki odpowiadały na pytania związane z przygodami Misia, śpiewały piosenki, składały Paddingtonowi życzenia i robiły dla niego papierowy tort.





Oczywiście w kwestii tortu Nikodem był ekspertem i wciąż chwalił się, że na piąte urodziny mama zrobiła mu tort w kształcie samochodu.
Wszystko się zgadza, gdyż na te właśnie urodziny, matka postanowiła zabłysnąć i przygotować swój pierwszy w życiu tort. Ambitna mamusia pogardziła tortem tradycyjnym i na życzenie Synusia, wykonała "tort samochodowy" w kolorze koniecznie niebieskim.
Wprawdzie wyszedł nieco koślawy i niedopracowany, ale jak na absolutny debiut kulinarnego beztalencia - uważam nieskromnie, że całkiem niezły:) W dodatku był zjadliwy!!!


A dzisiaj na stronie internetowej przedszkola zauważyłam informację o kolejnych zajęciach otwartych w grupie Nikodema już w kwietniu! Po prostu szał!!!

P.S. Przepis na torcik wzięłam z youtuba:

 Źródło: youtube.pl

czwartek, 8 marca 2012

8 marca

Zero mycia, zero prania,
zero szycia, gotowania.
Dziś Dzień Kobiet, drogie panie,
tysiąc kwiatów na śniadanie.
Od południa do roboty,
resztę dnia świętują chłopy :)

środa, 7 marca 2012

Ćwiczenie czyni mistrza:)

Wprawdzie do ideału nieco nam jeszcze brakuje, ale i tak próby i ćwiczenia przyniosły efekt:) Nie wiem, jak to wyglądało w przedszkolu, niemniej jednak piosenka została opanowana i podobno bardzo ładnie odśpiewana:


wtorek, 6 marca 2012

Maszeruje wiosna

Jutro w przedszkolu występy - Maluchy przygotowują spektakl dla reszty przedszkola z okazji Wiosny i Dnia Kobiet. Lenka jest główną gwiazdą i prezentuje taką piosenkę:

 

 Źródło: youtube.pl

 

MASZERUJE WIOSNA

 

Tam daleko, gdzie wysoka sosna, 
maszeruje drogą mała wiosna
Ma spódniczkę mini, sznurowane butki 
i jeden warkoczyk krótki.

Ref. Maszeruje wiosna a ptaki wokoło lecą i świergocą głośno i wesoło
        Maszeruje wiosna, w ręku trzyma kwiat, gdy go w górę wznosi zielenieje świat.

Nosi wiosna dżinsową kurteczkę, 
na ramieniu małą torebeczkę
Chętnie żuje gumę i robi balony 
a z nich każdy jest zielony.

Ref. Maszeruje wiosna ...

Wiosno, wiosno nie zapomnij o nas, 
każda trawka chce być już zielona
Gdybyś zapomniała, inną droga poszła, 
zima by została mroźna.

Ref.  Maszeruje wiosna ...

Nie wiem, jak trzylatka zapamiętała taki długi tekst, ale idzie Jej świetnie i jestem pełna podziwu:) Ja na razie opanowałam pierwszą zwrotkę i refren:))) Ale ciągle ćwiczę...

poniedziałek, 5 marca 2012

I znowu poniedziałek

I zaczynamy tydzień od nowa:)
Pobudka o 6.00 rano (dobrze, że już widno o tej porze, zupełnie inaczej się wstaje), szybkie szykowanie dzieciaków i pędem do przedszkola. A zaraz potem do pracy.
Wprawdzie nie cierpię poniedziałków, ale dzisiaj przynajmniej cały dzień świeciło słoneczko, więc człowiek od razu jakoś tak bardziej optymistycznie nastawiony do życia:)
Dzień w pracy minął szybko. Przy odbiorze łupieży z przedszkola dowiedziałam się, że Lenka trochę kaszle - posiedzenie na balkonie dało widocznie efekty:(
U Nikodema tradycja - śniadanie nie zjedzone, obiad nie zjedzony, jogurt, jabłko i ciasto na podwieczorek zjedzone. Czyli wszystko w normie:) Dostałam jeszcze do podpisu zgodę na wyjście Syneczka w piątek do kina na "Piękną i Bestię" za całe 17 polskich złotych i mogliśmy udać się do domu - rzecz jasna okrężną drogą i w żółwim tempie:)
W domu Nikodem (o dziwo!) zjadł dwa kotlety mielone i dwie parówki na ciepło. Teraz coś tam sobie rysują i malują. Powoli szykujemy się do spania.
Kolejny tydzień rozpoczęty ... a do wiosny coraz bliżej:)))

niedziela, 4 marca 2012

Bajki na dobranoc - Kubuś Puchatek - rozdział X

Rozdział X, w którym Krzyś wydaje przyjęcie na cześć Puchatka, i tu się żegnamy

Pewnego dnia, gdy słońce znów ukazało się nad Lasem, przynosząc z sobą majowe wonie, a leśne strumyki szemrały radośnie, że znowu są śliczne, tak jak dawniej; gdy małe kałuże leżały sobie spokojnie, śniąc o tym, co widziały, i o przygodach, których zaznały; gdy w cieple i ciszy Lasu kukułka ostrożnie próbowała swego głosu i nasłuchiwała uważnie, jak też on brzmi; gdy leśne gołębie użalały się między sobą i gruchały łagodnie o tym, że to była, oczywiście, wina tamtego i owego, ale że to nie ma większego znaczenia - otóż jednego z takich dni Krzyś gwizdnął w umówiony sposób i w chwilę potem przyfrunęła Sowa ze Stumilowego Lasu, aby dowiedzieć się, czego się od niej żąda.
- Sowo - powiedział Krzyś - urządzam wielkie przyjęcie.
- Ty? Ty urządzasz przyjęcie? - spytała Sowa.
- Tak. I to będzie wielkie przyjęcie na cześć tego, że Puchatek zrobił to, co zrobił, żeby wyratować Prosiaczka z powodzi.
- Ach, to dlatego, że zrobił to, co zrobił?
- Tak. Więc jak najprędzej daj znać Puchatkowi i wszystkim innym. Bo to przyjęcie odbędzie się jutro.
- Czyżby, rzeczywiście, w samej rzeczy? - dopytywała się Sowa.
- Więc bądź tak dobra, Sowo, i zawiadom ich wszystkich. Sowa próbowała pomyśleć o czymś strasznie mądrym do powiedzenia, ale nic nie wymyśliła, więc pofrunęła, żeby zaprosić gości. I pierwszą osobą, którą spotkała, był Puchatek.
- Puchatku - rzekła - Krzyś wydaje wielkie przyjęcie.
- O - rzekł Puchatek i widząc, że Sowa oczekiwała od niego, że powie co innego, powiedział: - A czy będą tam takie małe słodkie przedmiociki z różowym lukrem na wierzchu?
Sowa czuła, że to jest stanowczo poniżej jej godności mówić o jakichś małych przedmiocikach z różowym lukrem na wierzchu, więc powtórzyła Puchatkowi to, co mówił Krzyś i pofrunęła do Kłapouchego.
"Przyjęcie na Moją cześć? - myślał Puchatek idąc. - To niesłychane!" - i zaczął rozmyślać, czy inne zwierzęta dowiedzą się o tym, że to będzie uroczystość specjalnie urządzona na jego cześć, i czy Krzyś opowiedział im o "Pływającym Misiu" i o "Rozumku Puchatka", i o wszystkich cudownych statkach, jakie
on, Puchatek, wynalazł i na jakich pływał. I pomyślał jeszcze, jakie by było straszne, gdyby Krzyś zapomniał o tym powiedzieć i gdyby nikt nie wiedział dokładnie, na czyją cześć jest przyjęcie. I im bardziej o tym myślał, tym bardziej wszystko mieszało mu się w głowie jak sen, w którym wszystko dziwnie się ze sobą plącze. I sen zaczął wyśpiewywać siebie samego w jego głowie, aż stał się czymś w rodzaju piosenki. Była to:
PIOSENKA ZATROSKANEGO PUCHATKA
Hejże ha! Niech żyje Miś!
(Kto? Kto taki? Co za Miś?)
Miś Puchatek, chyba wiecie.
Kubuś znany w całym świecie.
(Kubuś? Znany? Co to znaczy?)
Owszem, znany. Nie inaczej.
(Z czego?)
Zaraz wytłumaczę.
Więc ten Kubuś, jak to bywa,
Choć nie umiał wcale pływać
I choć nie miał żadnej łodzi,
Uratował od powodzi
Serdecznego przyjaciela.
To nie żadna bagatela...
(Jak to zrobił ten Puchatek?)
Więc wynalazł taki statek,
Nie łodzisko jakieś marne,
Lecz wspaniały okręt-garnek.
No i właśnie tym zasłynął,
Że po prostu nim popłynął.
(O kim mowa?)
O Puchatku. O Kubusiu. O niedźwiadku.
O tym Misiu, mężnym, znanym,
Co miał Rozum Niesłychany,
O tym, co jak głosi wieść,
Ponad wszystko lubił jeść
I był gruby jak baryłka.
(Czy to czasem nie pomyłka?
Czy na pewno to ten sam?)
Przecież ja go dobrze znam!
Tak, to Kubuś, Miś Puchatek,
Wielki mędrzec i bohater,
A więc, panie i panowie,
Pijmy teraz jego zdrowie!
Gdy Puchatek tak sobie pomrukiwał, Sowa rozmawiała z Kłapouchym.
- Kłapouchy - rzekła Sowa - Krzyś wydaje wielkie przyjęcie.
- To ciekawe - powiedział Kłapouchy - pewnie znowu chcieliby mnie posadzić między te małe kawałeczki, które pętały się za nami. W każdym razie dziękuję za Łaskawą Pamięć. I proszę cię, nie mów mi już o tym.
- Jest zaproszenie dla ciebie.
- Co takiego?
- Zaproszenie.
- Tak, już słyszałem. A kto mi to podsypie?
- To nie jest nic do jedzenia. To znaczy, że ciebie się prosi na przyjęcie. Jutro. Kłapouchy smutno potrząsnął głową.
- Masz chyba na myśli Prosiaczka. Tego małego z niespokojnymi uszami. To na pewno chodzi o Prosiaczka. Mogę mu to powtórzyć.
- Ależ nie - rzekła Sowa już bardzo zirytowana - tu chodzi o ciebie.
- Czy jesteś tego pewna?
- Najzupełniej. Krzyś powiedział: "Zawiadom ich wszystkich". Najwyraźniej: "Ich wszystkich".
- Ich wszystkich prócz Kłapouchego? - powiedział Kłapouchy z goryczą.
- Ich wszystkich, i basta! - huknęła Sowa ze złością.
- Ach - westchnął Kłapouchy. - To z pewnością nieporozumienie, ale mimo to przyjdę. Tylko nie miejcie do mnie żalu, jeśli będzie padał deszcz. 
Ale deszcz nie padał. Ustawiono długi stół na trawie, pod drzewem, i wszyscy siedli dokoła. Krzyś usiadł na jednym końcu, a Puchatek na drugim, a między nimi z jednej strony siedziała Sowa Przemądrzała, Kłapouchy i Prosiaczek, a z drugiej - Królik i Mama-Kangurzyca z Maleństwem. A wszyscy krewni-i-znajomi Królika rozsiedli się na trawie i czekali z utęsknieniem, aby ktoś do nich przemówił albo coś zrzucił ze stołu, albo zapytał ich, która godzina.
Było to pierwsze przyjęcie, na jakim było Maleństwo. Toteż było ono z tego powodu niesłychanie przejęte. Gdy wszyscy zasiedli do stołu, Maleństwo zaczęło gadać:
- Jak się masz, Puchatku! - zapiszczało.
- Jak się masz, Maleństwo! - odpowiedział Puchatek. Maleństwo podskoczyło parę razy na swoim wysokim krzesełku i zaczęło znowu.
- Jak się masz, Prosiaczku! - zapiszczało.
Prosiaczek skinął mu tylko z daleka łapką, bo był zanadto zajęty, żeby cokolwiek powiedzieć.
- Jak się masz, Kłapouchy! - zapiszczało Maleństwo. Kłapouchy posępnie skinął głową.
- Zaraz będzie deszcz - powiedział - jeśli już nie pada. Maleństwo spojrzało, czy deszcz nie pada. A ponieważ nie padał, zapiszczało:
- Jak się masz, Sowo!
- Jak się masz, mały bąku! - odpowiedziała Sowa bardzo uprzejmie i dalej opowiadała Krzysiowi o pewnym wypadku, który o mało co nie przytrafił się jednej z jej przyjaciółek, której Krzyś nie znał; a Mama-Kangurzyca powiedziała do swego Maleństwa: - Najpierw wypij mleczko, kochanie, a potem rozmawiaj! - I maleństwo, które właśnie piło swoje mleczko, powiedziało, że ono może robić i jedno, i drugie naraz... i trzeba je było potem przewrócić na grzbiecik i dość długo suszyć. Gdy wszyscy już sobie dobrze
podjedli, Krzyś zastukał łyżką w stół i wszyscy zamilkli z wyjątkiem Maleństwa, które właśnie kończyło głośny atak czkawki i starało się zrobić taką minę, jakby się to wydarzyło jednemu z Krewnych-i-Znajomych Królika.
- Dzisiejsze przyjęcie - powiedział Krzyś - urządzone jest na cześć tego, co ktoś zrobił, i wszyscy wiemy, kto jest ten ktoś, i to jest jego przyjęcie, bo urządzone jest na cześć tego, co on zrobił. A ja mam dla niego prezent i zaraz mu go dam. - Potem rozejrzał się wokoło i szepnął: - Gdzie on mi się podział?
Kiedy Krzyś rozglądał się dokoła, Kłapouchy chrząknął znacząco i zaczął mówić.
- Przyjaciele - powiedział - i wy, licznie tu zgromadzone drobnostki. Jest to dla mnie przyjemność, a raczej była do tej chwili wielka przyjemność widzieć was na przyjęciu urządzonym na moją cześć. To, co zrobiłem, to nic wielkiego. Każde z was na moim miejscu, z wyjątkiem Królika i Sowy, i Kangurzycy,
zrobiłoby to samo. No i Puchatka też. Nie biorę tu, oczywiście, pod uwagę Maleństwa ani Prosiaczka, bo oni są jeszcze za mali. Każdy z was, powtarzam, na moim miejscu zrobiłby to samo. Lecz właśnie przydarzyło się to mnie. Nie chodzi mi wcale o to, muszę to powiedzieć z całą stanowczością, za czym rozgląda się w tej chwili Krzyś - to mówiąc przyłożył przednią łapę do pyska i rzekł głośnym szeptem: - Spróbuj poszukać pod stołem - lecz o to, że powinniście wszyscy robić wszystko, aby sobie wzajemnie pomagać. Czuję, że powinniśmy wszyscy...
- Hep! - wyrwało się Maleństwu.
- Fe, Maleństwo! - rzekła Kangurzyca z wymówką.
- Czy to ja? - spytało Maleństwo trochę zdziwione.
- O czym mówi Kłapouchy? - szepnął Prosiaczek do ucha Puchatkowi.
- Nie wiem - odparł z bólem Puchatek.
- Myślałem, że to przyjęcie jest na twoją cześć.
- Kiedyś i ja tak myślałem, ale teraz już nie.
- Wolałbym, żeby to było na twoją cześć niż na Kłapouchego - rzekł Prosiaczek.
- I ja też - powiedział Puchatek.
- Hep! - znów wyrwało się Maleństwu.
- JAK WŁAŚNIE MÓWIŁEM - ciągnął dalej dobitnie i uroczyście Kłapouchy - gdy mi przerwały różne głośne dźwięki, czuję, że powinniśmy...
- Mam, mam! - zawołał Krzyś z przejęciem. - Podajcie to najmilszemu, poczciwemu Puchatkowi. To dla niego.
- Dla Puchatka? - spytał Kłapouchy.
- Oczywiście, dla najlepszego Misia pod słońcem.
- No, cóż? Wiedziałem o tym z góry - westchnął Kłapouchy. - Oto są przyjaciele... Różnie bywa na tym świecie.
Ale nikt nie słuchał tego, co mówił Kłapouchy, bo co chwila rozlegały się okrzyki: "Otwórz to, Puchatku!", "Co tam jest, Puchatku?", "Nie wiem", "Ale ja wiem", "Nie, nie wiesz" - i tym podobne uwagi. A Puchatek otwierał paczuszkę, jak tylko mógł najprędzej, nie przecinając sznurka, bo nigdy nie
wiadomo, na co w domu może się przydać kawałek sznurka.
Gdy Puchatek zobaczył, co jest w paczuszce, o mało co nie przewrócił się z radości. Była to skrzyneczka kolorowych ołówków. Były tam ołówki oznaczone literami M. R. - to znaczy dla Misia Ratownika, na innych znów były litery D. M. - co oznaczało dla Dzielnego Misia. Był tam jeszcze scyzoryk do ostrzenia ołówków i gumka do wycierania tego wszystkiego, co się źle napisało, i linia do rysowania linijek, żeby na nich równo pisać słowa, i podziałka, zrobiona na linii, żeby można nią było wszystko wymierzyć, i Niebieskie Ołówki, i Czerwone Ołówki, i Zielone Ołówki, żeby mówić o rozmaitych rzeczach na niebiesko, na czerwono i na zielono. I każda z tych ślicznych rzeczy leżała w osobnej przegródce, a wieko skrzyneczki zakończone było zameczkiem, żeby można ją było zamknąć. I wszystko to było dla Puchatka.
- Ojej! - powiedział Puchatek.
- Ojej, Puchatku! - powiedzieli wszyscy z wyjątkiem Kłapouchego.
- Dziękuję - powiedział Puchatek.
A Kłapouchy powiedział pod nosem do siebie: - Jakieś sztuczki do pisania. Ołówki i coś tam jeszcze. Mocno przecenione, moim zdaniem. Bzdura. Nic ważnego. A później, gdy wszyscy się już pożegnali i podziękowali Krzysiowi, Puchatek z Prosiaczkiem w złocisty wieczór wracali zamyśleni do domu i przez
dłuższy czas milczeli.
- Powiedz, Puchatku - rzekł wreszcie Prosiaczek - co ty mówisz, jak się budzisz z samego rana?
- Mówię: "Co też dziś będzie na śniadanie?" - odpowiedział Puchatek. - A co ty mówisz, Prosiaczku?
- Ja mówię: "Ciekaw jestem, co się dzisiaj wydarzy ciekawego". Puchatek skinął łebkiem w zamyśleniu.
- To na jedno wychodzi - powiedział.
A co było potem? - spytał Krzyś.
- Kiedy?
- Nazajutrz rano.
- Nie wiem.
- Czy mógłbyś pomyśleć i kiedyś opowiedzieć mnie i Puchatkowi?
- Gdybyście bardzo tego chcieli...
- Puchatek bardzo chce - powiedział Krzyś.
Po czym westchnął głęboko, wziął swego Misia za łapkę i ciągnąc go za sobą, poszedł w stronę drzwi.
Na odchodnym obrócił się i powiedział:
- Czy możesz przyjść do mnie, jak będę w kąpieli?
- Mogę.
- A czy Puchatka skrzyneczka do ołówków była ładniejsza od mojej?
- Była zupełnie taka sama jak twoja, Krzysiu - odpowiedziałem. Krzyś kiwnął główką i wyszedł... a po chwili usłyszałem, jak Kubuś Puchatek - tuk- tuk-tuk - właził za nim po schodach.
A. A. Milne

Się było kujonem:D

Przy okazji wiosennych porządków, w czeluściach regału znalazłam taką oto pozycję książkową - "Kłamczucha" Małgorzaty Musierowicz:

Tak się zastanawiam, gdzie jest cała reszta moich nagród, bo przecież każdą z ośmiu klas szkoły podstawowej ukończyłam z wyróżnieniem i nagrodą - taki był ze mnie kujon:)))
Wprawdzie w liceum zapał do nauki jakoś mnie opuścił i nagród już nie chcieli mi dawać, ale przez całą podstawówkę byłam wzorową uczennicą z czerwoną tarczą na rękawie a momentami nawet pełniłam zaszczytną funkcję przewodniczącej klasy:)
Szkoda, że nie można cofnąć czasu...

Pobudka!

Niedziela, słońce wstało dziś o 6.13, moje młodsze dziecko niestety także:( I już od świtu zaczyna się marudzenie:
- Mamusiuuuuuuu, wstań już! Porozmawiaj ze mną! Włącz mi bajkę! Pić mi się chce! Kot mnie zaczepia!
Rany Boskie, czy nawet w niedzielę nie można sobie dłużej pospać???
Nic z tego! Zgaga jest mocno upierdliwa i nie daje za wygraną, dopóki nie zwlekę się z łóżka i nie zaspokoję Jej potrzeb. Niestety, udawanie głuchej, ślepej i śpiącej nic nie daje. Potrafi godzinami wisieć człowiekowi nad uchem i marudzić. Nie pozostaje nic innego, jak tylko podnieść dupsko i zacząć kolejny, wesoły dzień:)

Źródło: youtube.pl

sobota, 3 marca 2012

Post numer 100!!!

To mój setny post na blogu:) Muszę przyznać, że mocno wciągnęłam się w pisanie i bardzo mi się to podoba:) Blog daje mi możliwość wygadania się i spojrzenia z dystansem na siebie i na moje relacje z dziećmi. Jest moją odskocznią od męczącego dnia codziennego.
Dziś z okazji jubileuszowego posta trochę naszej codzienności w wersji foto:

Mamy piękną, słoneczną sobotę. Zaliczyliśmy już wiosenny spacer i teraz wszyscy leniuchują, a ja przyrządzam obiad i w przerwach tworzę mojego setnego posta.
Wstrętny sierściuch okupuje górę piętrowego łózka.

Szczęśliwa, bo nikt jej nie molestuje:) Może spokojnie pobawić się swoją ulubioną zabawką - piszczącą myszką na sznurku.
Łupieże, spragnione słońca, okupują dla odmiany balkon.

Na balkonie, w pierwszym wiosennym słońcu już suszą się dywaniki i wietrzy się pościel:) Łupieże dorwały spinacze i robią niezły bajzel.

Zmarnowana, obgryziona przez animala agawa również postanowiła zażyć pierwszego wiosennego słoneczka.

I tylko oporny hiacynt wiąż pozostaje nieczuły na uroki wiosny i nie zamierza zakwitnąć:) Może wystawiony na parapet w końcu się bujnie.

Miłego, słonecznego, wiosennego weekendu sobie i wszystkim innym życzę:)

Z ostatniej chwili - Hola, hola!

Nikodem ogląda właśnie Kubusia Puchatka w tv. Nagle drze się rozdzierająco:
- Mamooooooooooo!!! Przynieś mi jabłko!!!
- Nikodemku, idź i sobie przynieś, jabłka leżą w kuchni, w misce, na blacie. Chyba wiesz, gdzie jest kuchnia?
Na to Tyfus zniesmaczony odpowiada:
- Hola, hola! Chyba Ty tu jesteś dla Nas, a nie My dla Ciebie! Przynieś proszę!
Jezuuuuu! Skąd to dziecko bierze takie teksty???
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Drukuj