Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szkoła. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 października 2013

Pasowanie na ucznia

Ojejku, jejku, jejku!!! Zaniedbałam się ostatnio skandalicznie zarówno w pisaniu, jak i w czytaniu! I muszę przyznać, że tego czytania Waszych blogów i śledzenia Waszego codziennego życia brakuje mi najbardziej!
Zaniedbałam się, bo coraz bardziej brakuje mi czasu, bo wciąż coś się dzieje, bo wrzesień, bo jesień, bo szkoła, bo lekcje, bo zajęcia dodatkowe, no i wreszcie bo badania.
Ale o badaniach będzie kiedy indziej! Dzisiaj będzie o uroczystości pasowania na ucznia:)
Miła ta impreza miała miejsce przed trzema godzinami i muszę przyznać, że bardzo mi się podobała:)

Było uroczyste ślubowanie, wręczanie legitymacji szkolnych oraz dyplomów przez panią dyrektor i świetnie przygotowane przez starszych uczniów przedstawienie.

Na koniec obowiązkowo kilka pamiątkowych zdjęć z klasą i z wychowawczynią i można było iść do domu:)

Chyba polubię szkolne uroczystości...

post signature

sobota, 27 kwietnia 2013

Cała prawda o nauczycielach

Dzisiaj zapraszam na post na temat polskiej szkoły, systemu oświaty i nauczycieli. Ponieważ we wrześniu posyłam mojego starszego dziecia do pierwszej klasy, jestem tym tematem mocno zainteresowana.
Fakty są niestety przerażające: nauczyciele są coraz bardziej zmanierowani, ich poziom wykształcenia pozostawia wiele do życzenia a podejście do dzieci i ich rodziców woła o pomstę do nieba!
Niekompetencja i nieznajomość przepisów aż bije od każdego z nich. Większość z nauczycieli w życiu nie przeczytała ani karty nauczyciela, ani ustawy o systemie oświaty, czyli dwóch podstawowych dokumentów, na podstawie których funkcjonują w szkole! O pozostałych okołooświatowych ustawach nawet nie wspomnę. Dla większości z nich prawidłowe wypełnienie dziennika lekcyjnego, świadectwa szkolnego czy arkusza ocen jest czarną magią:P
Dzisiejszy nauczyciel winę za porażająco kiepskie efekty kształcenia w pierwszej kolejności zwala na dzieci, które nie chcą się uczyć. O la boga, jak świat światem, dzieci nigdy nie przepadały za nudnymi lekcjami, przepisywaniem i wkuwaniem formułek czy wzorów. Dzieci do nauki trzeba zachęcić, zainteresować, zainspirować, zmusić do myślenia. Przedyktowywanie książek do zeszytu naprawdę nie jest najlepszą metodą pracy nauczyciela.
Kolejnym słabym ogniwem w systemie edukacji (według nauczycieli) są durni rodzice, którzy nie chcą uczyć dzieci w domu! Przykład osobisty: na zebranie w przedszkolnej zerówce przychodzi nauczycielka szkoły podstawowej i z uśmiechem na ustach oznajmia, że 90% pracy dziecko musi wykonać w domu pod okiem rodziców. No do kurwy nędzy, to za co ona bierze (niemałe!) pieniądze w tej szkole??? Za sam fakt przyjścia do pracy??? Każdy by tak chciał!

źródło: internet

Co do czasu pracy nauczycieli wiecznie narzekających na nadmiar obowiązków:
- pensum nauczyciela w szkole wynosi 18 godzin tygodniowo, czyli niecałe 4 godziny dziennie - ponad połowę mniej, niż musi przepracować normalny człowiek (40 godzin), każda godzina ponad wymiarowe 18 jest dodatkowo płatna (około 30 zł/godz. netto - żadna grupa zawodowa nie ma takich stawek za godzinę!).
- przysłowiowa "godzina" pracy nauczyciela nijak się ma do godziny zegarowej - lekcja trwa wszak 45 minut, z czego 5 minut zabiera znalezienie odpowiedniego dziennika lekcyjnego (ciężka sprawa), klucza od odpowiedniej sali (jeszcze bardziej skomplikowane zadanie) i pogaduchy z innymi nauczycielami. Kolejne 10 minut zajmuje sprawdzenie listy obecności, wpisanie tematu do dziennika i inne czynności okołolekcyjne. Jeżeli skończy się lekcję parę minut przed czasem (co jest zjawiskiem notorycznym), zyskuje się kolejną chwilę wolnego. W sumie stricto merytorycznej pracy na lekcji wypada mniej niż pół godziny!
- każde zajęcia pozalekcyjne są dodatkowo płatne, żaden nauczyciel za darmo nie kiwnie palcem ponad swoje ustawowe 18 godzin,
- dziewiętnasta i dwudziesta godzina zapisana w ustawie o systemie oświaty, jako przeznaczona na dodatkowe zajęcia rozwijające zainteresowania uczniów jest absolutną fikcją tworzoną jedynie na papierze. W rzeczywistości te zajęcia przeważnie w ogóle się nie odbywają!
- dyżury nauczycieli na przerwach są kolejną totalną fikcją. Każdemu z nich przypada średnio 6-7 pięcio- lub dziesięciominutowych dyżurów tygodniowo. Owe dyżury nauczyciel najczęściej spędza na piciu kawy (bo akurat był spragniony, a przecież kiedyś kawę wypić musi), na posiedzeniu w toalecie (bo akurat mu się zachciało), na papierosie (bo przecież kiedyś musi zapalić).
- zebrania z rodzicami: to dopiero wyzwanie! Zebranie z rodzicami wypada średnio cztery razy w roku, zajmuje około godziny. Chyba, że trafi się wyjątkowo upierdliwy rodzic, interesujący się swoim dzieckiem i zadający niewygodne pytania - koszmar! Chcąc, nie chcąc trzeba poświęcić mu czas - w końcu co miesiąc pobiera się prawie 100 zł netto dodatku za wychowawstwo!
- rady pedagogiczne: znowu nie więcej niż 5-6 razy do roku po około 2 godziny, bo każdy popędza, żeby tylko szybciej skończyć, istotne sprawy wychowawcze omawiane są "po łebkach", bo szkoda czasu na pierdoły.
- słynne "przygotowywanie się do lekcji w domu" - z wypowiedzi nauczycieli wynika, że zajmuje im to około 12 godzin dziennie:P Prawda wygląda tak, że do lekcji przygotowuje się jedynie młody, świeżo upieczony  nauczyciel. Każdy pedagog z kilkuletnim stażem swój przedmiot ma "jako, tako" opanowany i do lekcji przygotowywać się nie musi. Wszak od lat w matematyce 2+2=4 a ziemia od zawsze krąży wokół słońca. Powtarzane od lat formułki jest w stanie zrozumieć i zapamiętać nawet średnio inteligentny szympans (ale nie nauczyciel!).
- kolejny dyżurny temat wiecznie jęczących nauczycieli, to wycieczki szkolne: otóż na wycieczki nauczyciele jeżdżą gratis, nie pokrywają absolutnie żadnych kosztów - ani za przejazd, ani za wyżywienie, ani za wstępy do instytucji kultury! Co więcej - za wycieczki mają płacone nadgodziny! Poza tym, nikt ich absolutnie nie zmusza do organizowania wycieczek. Jest to ich dobra wola i chęć zwiedzenia kolejnych miejsc za free. Opieką nad dziećmi nie przejmują się zupełnie - w razie czego zawsze można zadzwonić do rodziców i naskarżyć na niesfornego bachora:P
- następnym mitem jest sprawdzanie i przygotowywanie przez nauczycieli klasówek po nocach: obecnie nauczyciele dostają bezpłatnie od wszelkich wydawnictw książki z gotowymi testami i  modelami odpowiedzi. Wystarczy tylko skserować odpowiednią ilość egzemplarzy, a najlepiej zlecić to uczniowi, posyłając go do ksero dziesięć minut po dzwonku:P
- no i wreszcie słynne, oczywiście płatne, dni wolne: wypada tego naprawdę sporo! Ferie zimowe, wiosenne, letnie - w sumie 56 dni (w porównaniu do 26 dni normalnie pracującego człowieka to dosyć sporo) Do tego dochodzą wszelkie święta i inne dni okołoświąteczne, dni wolne w czasie egzaminów - nieważne, że są to dni wolne jedynie od zajęć dydaktyczno-wychowawczych, czyli tak naprawdę dni wolne tylko dla dzieci. Nauczyciele traktują to jako kolejny dzień wolny od pracy (takich dni wypada w roku około 15!)
Generalnie, nauczyciele wciąż domagają się podwyżek za pracę, której de facto nie wykonują, a jeśli już wykonują, to efektów tej pracy raczej nie widać.
A teraz niech mnie zlinczują wszyscy uciśnieni pseudopedagodzy, którzy tak ciężko pracują przez trzy godziny dziennie trzy dni w tygodniu:P

post signature

czwartek, 27 września 2012

Wpłaty na Radę Rodziców - obowiązek czy dobra wola?

W związku z licznymi pytaniami kierowanymi do mnie na maila wyjaśniam, iż zgodnie z art. 54, ust. 8  Ustawy o systemie oświaty z dnia 7 września 1991r. wpłaty na Radę Rodziców są  całkowicie  dobrowolne.

8. W celu wspierania działalności statutowej szkoły lub placówki, rada rodziców może gromadzić fundusze z dobrowolnych składek rodziców oraz innych źródeł. Zasady wydatkowania funduszy rady rodziców określa regulamin, o którym mowa w art. 53 ust. 4.

Szkoła, czy też przedszkole publiczne nie może w żaden sposób zmuszać rodziców do dokonywania wpłat na fundusz Rady Rodziców. Wszelkie działania zmierzające do wymuszenia od rodziców jakichkolwiek składek na fundusz Rady Rodziców są niezgodne z prawem!
Dziękuję za uwagę:)
post signature

niedziela, 4 marca 2012

Się było kujonem:D

Przy okazji wiosennych porządków, w czeluściach regału znalazłam taką oto pozycję książkową - "Kłamczucha" Małgorzaty Musierowicz:

Tak się zastanawiam, gdzie jest cała reszta moich nagród, bo przecież każdą z ośmiu klas szkoły podstawowej ukończyłam z wyróżnieniem i nagrodą - taki był ze mnie kujon:)))
Wprawdzie w liceum zapał do nauki jakoś mnie opuścił i nagród już nie chcieli mi dawać, ale przez całą podstawówkę byłam wzorową uczennicą z czerwoną tarczą na rękawie a momentami nawet pełniłam zaszczytną funkcję przewodniczącej klasy:)
Szkoda, że nie można cofnąć czasu...

piątek, 27 stycznia 2012

6-latek idzie do szkoły?

Dzisiaj w przedszkolu zostałam uraczona bardzo miłym, skądinąd pisemkiem następującej treści:

Szanowni Państwo!
Miło mi powiadomić, iż Państwa syn  Nikodem jest zameldowany w obwodzie Szkoły Podstawowej Nr 4 im. Marii Skłodowskiej-Curie (chyba wysoko się cenią, skoro uważają, że fakt zameldowania mojego Syna w obwodzie ich szkoły jest dla mnie niezmiernie miłą wiadomością! - tego nie było w piśmie). Bardzo proszę o przekazanie do dnia 24 lutego 2012r. telefonicznie, osobiście lub drogą e-mailową potwierdzenia podjęcia nauki  w klasie I w roku szkolnym 2012/2013 w naszej szkole bądź wskazanie innej wybranej przez Państwa placówki. Z wyrazami szacunku ...

W zasadzie z Ich strony to bardzo miło, że mnie o tym informują, gdyż w myśl ustawy o systemie oświaty to na rodzicach spoczywa obowiązek powiadomienia szkoły o formie spełniania przez dziecko obowiązku szkolnego. 
Nikodem, z racji przyjścia na świat w roku 2006, od września, zgodnie z założeniami reformy oświaty, powinien iść do pierwszej klasy (poroniony pomysł!). Na szczęście jeszcze w tym roku, to ja mogę zadecydować o gotowości mojego dziecka do edukacji szkolnej! 
Czy poślę Nikodema do szkoły od września? Zdecydowanie NIE!!! Ponieważ ani moje dziecko, ani tym bardziej szkoła nie są na to przygotowane. Rozważyłam wszystkie "za i przeciw"  i stwierdziłam, że szkoła nie podoła temu zadaniu, bo:
- po pierwsze moje dziecko nie jest dostatecznie rozwinięte emocjonalnie - w ławce dłużej niż 2 min. i 45 sek. nie usiedzi - wzorowym uczniem to On na pewno nie będzie,
- po  drugie nie jest dostatecznie rozwinięte manualnie - nie potrafi zawiązać butów, ma problem z odpięciem i zapięciem guzika przy spodniach, tyłka sobie dokładnie nie podetrze,
- po trzecie nikt Go w szkole nie przypilnuje, żeby zjadł cokolwiek (w przypadku Nikodema posiłki są dla mnie bardzo istotne!) i w rezultacie nie będzie chyba jadł już wcale,
- po czwarte nikt nie zapewni Mu opieki poza czterema czy pięcioma godzinami obowiązkowych zajęć - świetlica w szkole jest przeważnie wielką porażką - pani sobie, dzieci sobie:(. Poza tym na świetlicy przebywają dzieci w wieku od lat 6 do 13, którym do głowy przychodzą różne przedziwne pomysły,
- po piąte szkoła absolutnie nie jest przygotowana na przyjęcie dzieci w tym wieku - brak placów zabaw, brak odpowiednich pomocy dydaktycznych i przede wszystkim - brak odpowiedniej kadry pedagogicznej,
- po szóste i najważniejsze - Nikodem  pytany o szkołę, stwierdził, że tam mają dla Niego za wysokie ławki i krzesełka, On nie sięgnie do blatu i nie będzie mógł pisać ani rysować!
Podsumowując: same minusy, plusów nie widzę! Nikodem zostaje więc w przedszkolu:)



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Drukuj