Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 lutego 2013

Oczyszczacz parowy

Wiosna za pasem i na pewno niedługo dopadnie mnie mania wielkich wiosennych porządków:) Mam tak co roku! Jak tylko pojawi się trochę słońca i dzień robi się dłuższy od razu doznaję przypływu energii i ogarnia mnie szał sprzątania. W związku z powyższym nabyłam sobie dzisiaj w Biedronce za całe 79 PLN oczyszczacz parowy.





Właśnie go testuję. Ma całkiem sporo końcówek: szczotkę, nakładkę do tapicerek, do okien, przedłużkę do trudno dostępnych miejsc i klasyczny rozpylacz pary.





Jak na razie sprytne to urządzenie świetnie dało sobie radę z wiecznie brudnym okapem kuchennym, więc jestem bardzo zadowolona. W łazience też poszło całkiem nieźle. Za minus muszę uznać fakt, że ma dosyć małą pojemność - 180 ml i para dosyć szybko się kończy. Co chwilę trzeba dolewać wody i czekać, aż się zagrzeje - czas nagrzewania wody ok. 2 minut.





Okien raczej myć nim nie będę - chyba wolę klasyczną metodę, ale jestem bardzo ciekawa, jak sprawdzi się przy tapicerce. Ma ktoś takie urządzenie i może coś powiedzieć na jego temat? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii i spostrzeżeń:)

post signature

wtorek, 5 lutego 2013

Jak brzytwa:)

Nabyłam sobie dzisiaj w Biedronce świetną kosę do wszystkiego. Cena 9,99 zł - trochę zbyt wygórowana, jak na nóż, ale co mi tam! Jest świetny! Dostępna kolorystyka przeróżna - od czerni, przez brązy i szarości do pastelowych zieleni i intensywnej czerwieni.


Pięknie kroi, po prostu pięknie:) Wchodzi, jak w masło w chlebek, żółty serek, mięsko, cebulkę, marchewkę, papryczkę i co mi się tam jeszcze udało dzisiaj pokroić:) Z szaleństwem w oczach szukałam w lodówce nowych produktów do posiekania, rozdrobnienia, poszatkowania!


Jest w miarę bezpieczny dla dzieci, dlatego też pozwoliłam Lence na odrobinę szaleństwa tzn. mogła ukroić sobie kawałek marchewki. Była równie zafascynowana, jak ja:)  Ciekawe, czy ta ochronna powłoka szybko się zetrze?


W każdym bądź razie jestem bardzo zadowolona z tego zakupu i po jednym dniu użytkowania zdecydowanie go polecam:) Zamiast jednego dużego noża można nabyć dwa mniejsze w tej samej cenie.

post signature

niedziela, 4 listopada 2012

Jak się elegancko poparzyć?

Wczoraj na kolację smażyłam łupieżom placuszki z jabłkami. Tak sobie smażyłam i smażyłam, łopatkę do przewracania placków odruchowo odkładałam do zlewu. Na swoje nieszczęście używałam akurat łopatki metalowej!
W pewnym momencie któreś z łupieży przybiegło, żeby umyć sobie łyżeczkę. Puściło zimno wodę, umyło i poleciało z powrotem. Nawet nie zarejestrowałam, które z nich to było. Pech chciał, że podczas operacji mycia łyżeczki łopatka do placków leżała akurat w zlewie. Bezmyślnie chwyciłam zmoczoną zimną wodą metalową łopatkę i wpakowałam w rozgrzany tłuszcz na patelni. Efekt był naprawdę porażający!
Tłuszcz na patelni buchnął pięknym płomieniem i opryskał wszystko dookoła, w tym mnie. Poparzyłam sobie elegancko pół ręki. Szczypało i piekło jak cholera. Cud boski, że żadnego z łupieży nie było akurat w kuchni!
Dzisiaj prawie na każdym palcu mam pięknego bąbelka. Dodatkowo największy bąbel, który wykwitł mi na wierzchu dłoni dzisiaj w nocy postanowił pęknąć i teraz wygląda nieciekawie:


Na dokładkę moje piątkowe mycie okien okazało się oczywiście syzyfową pracą! Zmiana firanki z zazdrostki na normalną, wiszącą niewiele pomogła. Kot, jak siedział w oknie, tak siedzi i dalej poluje na ptaszyska. Z tym, że teraz oprócz okna, brudzi jeszcze firankę!


Jeśli znacie jakieś sprawdzone sposoby na szybkie leczenie poparzeń, to poproszę o nie. A tymczasem życzę miłego niedzielnego popołudnia i uważajcie przy smażeniu placków:)
post signature

wtorek, 30 października 2012

Niezbędnik pani domu

Przez ten śnieg za oknem kompletnie mnie porypało i uznałam, że czas najwyższy zacząć przedświąteczne porządki w domu:)
Do zadania przystąpiłam zaopatrzona w trzy niezbędne każdej "doskonałej" gospodyni produkty czyszczące, a mianowicie:
- ocet,
- cytrynę,
- sodę oczyszczoną.
Przy pomocy tych trzech produktów można posprzątać dosłownie wszystko. Szczególnie dobrze sprawdzają się w kuchni i łazience.


Ocet dodany do płynu do mycia okien doskonale czyści lustra i inne szklane powierzchnie. Przy czym nie pozostawia smug. Sprawdza się również przy czyszczeniu kuchenki mikrofalowej. Wlewamy go po prostu do miseczki, którą wstawiamy do kuchenki i podgrzewamy przez parę minut.
Cytrynę również możemy wykorzystać do wyczyszczenia kuchenki mikrofalowej - ma zdecydowanie przyjemniejszy zapach:) Poza tym doskonale usuwa kamień z baterii łazienkowej i kuchennej. Wystarczy natrzeć krany sokiem z cytryny i przetrzeć mokrą szmatką lub gąbką.
Soda oczyszczona jest rewelacyjna do czyszczenia kuchenki. Z sody i wody robimy papkę, którą pokrywamy kuchenkę. Czekamy kilkanaście minut a następnie czyścimy gąbką. Brud i spalenizna schodzą doskonale. Sodę możemy również zastosować do wyczyszczenia kibelka, oraz do fug w kuchni i łazience. Świetnie radzi sobie także z przypalonymi garnkami.
Polecam:)

post signature

sobota, 20 października 2012

Niespodziewany gość...

Przed chwilą przez uchylone okno wpadł nam do kuchni ptaszek! Jak wcelował w to uchylone okno - nie wiem. W każdym bądź razie szamotał nam się po kuchni przerażony i zdezorientowany.

Tłukł się o okna i o szafki kuchenne. Pobiegłam szybko i otworzyłam mu okno, ale biedak był tak wystraszony, że nie mógł w to otwarte okno wcelować:(


Całą sytuację dodatkowo komplikował polujący na biednego ptaszka kot. Nijak nie mogłam wygonić wstrętnego sierściucha z kuchni. Wizja polowania na żywe śniadanie była silniejsza niż moje krzyki! Raz nawet udało jej się pacnąć wypłoszonego ptaszka łapą.


Na szczęście, po wielu wysiłkach i próbach wcelowania w odpowiednie okno, ptaszkowi udało się w końcu wylecieć na wolność. Biedactwo, przeżyło chyba życiową traumę:(
Kotka musiała obejść się smakiem i chodzi teraz obrażona i bardzo niezadowolona z życia:P
post signature

wtorek, 25 września 2012

Umiem czytać:)

Dzisiaj będzie krótko:
Stoję sobie pod sklepem. Czekam na koleżankę. Z nudów czytam ogłoszenia. Szukam pracy, sprzedam regał, oddam kota w dobre ręce i inne pierdoły.
Wreszcie trafiam na ogłoszenie o treści:
"Pilnie sprzedam dom jednopiętrowy, duży ogród, przestronny salon, dwie łazienki, dwie sypialnie, winda, kuchnia..."
Yyyyyyyyyyyyy, wróć!!! Skoro dom jest jednopiętrowy, to po jaką cholerę im winda??? Kto to kupi??? Czytam jeszcze raz i co? I jak wół napisane jest WIDNA KUCHNIA!
I wszystko jasne:)

post signature

piątek, 31 sierpnia 2012

Kolejny gadżet z Biedronki

Zakupiłam wczoraj w Biedronce silikonową foremkę w kształcie kwiatka do jajek sadzonych i naleśników. Do wyboru były jeszcze kółka, serduszka i misie. Koszt - 4,99 zł/sztuka.


Jako, że łupieże do jajek sadzonych jakoś sentymentu nie mają, foremkę przetestowaliśmy na naleśniczkach:) Wyszły nam całkiem zgrabne kwiatuszki, które potomstwo moje opędzlowało z jogurtem truskawkowym.


Kto by pomyślał - takie małe byle co, a tyle radości:) Ta Biedronka to jednak fajna jest!!!

post signature

sobota, 11 sierpnia 2012

Przetworowanie

Sezon na przetwory trwa. Jako przykładna pani domu (hehehe) postanowiłam i ja przetworzyć kilka produktów jadalnych w celu zaopatrzenia rodziny w witaminy na trudny okres zimowy.
Jak postanowiłam, tak zrobiłam! Ogórki zostały nastawione do zakiszenia w pięknym kamiennym garze (wykradzionym w tym właśnie celu od dziadka), dżem pyrkał sobie leniwie na kuchni, sok z malin gotował się  intensywnie i w ogóle było "przetworniście":)
Niestety, nie dane mi było doczekać zachomikowania owych zapasów na długie zimowe wieczory w ciemnej i zimnej piwnicy. Ogórki zostały opierdzielone, nim uzyskały status kiszonych - wszak małosolne są najlepsze. Dżem był tak intensywnie próbowany, że pozostałej resztki nawet nie opłacało się "słoikować".
Z całej mojej radosnej twórczości uchowały się tylko malinki, których będę bronić rękami i nogami przed spożyciem nim nastaną siarczyste mrozy!
Reasumując: w dupie mam takie "przetworowanie"!

  

Surówka błyskawiczna

Kiedy brak czasu i pomysłu na dodatek do obiadu proponuję megaszybką surówkę marchewkową. Do przygotowania wystarczy kilka marchewek i dwie łyżki majonezu.
Marchewkę trzemy na drobnej tarce, dodajemy jedną - dwie łyżki majonezu (w zależności od upodobań i ilości marchewki). Solimy, pieprzymy i surówka gotowa.

W zasadzie, aż się prosi, żeby dodać tutaj pokrojonego drobno, świeżutkiego pora. Ale ponieważ łupieże nie są "porolubne", pozostajemy przy samej marchewce.

sobota, 3 marca 2012

Z ostatniej chwili - Hola, hola!

Nikodem ogląda właśnie Kubusia Puchatka w tv. Nagle drze się rozdzierająco:
- Mamooooooooooo!!! Przynieś mi jabłko!!!
- Nikodemku, idź i sobie przynieś, jabłka leżą w kuchni, w misce, na blacie. Chyba wiesz, gdzie jest kuchnia?
Na to Tyfus zniesmaczony odpowiada:
- Hola, hola! Chyba Ty tu jesteś dla Nas, a nie My dla Ciebie! Przynieś proszę!
Jezuuuuu! Skąd to dziecko bierze takie teksty???

piątek, 10 lutego 2012

Uduszę sierściucha!!!

Po raz kolejny - doprawdy nie wiem już, który - po powrocie z pracy znalazłam na podłodze w kuchni poszarpaną gąbkę do mycia naczyń! Wstrętny animal upodobał sobie te zmywaki i rwie je namiętnie na strzępy. Wyciąga je nawet spod brudnych talerzy w zlewie.
Próbowałam je chować, ale po powrocie z pracy oczywiście nie pamiętałam, gdzie dany zmywak upchnęłam i w rezultacie i tak musiałam wyciągać nowy. Skleroza to straszna rzecz!
Myślałam, żeby może polać taką gąbeczkę czymś śmierdzącym, ale boję się, że i tak zeżre i jeszcze się otruje - zamiast poszarpanej gąbeczki znajdę po południu w kuchni zwłoki animala, brrrrr. Nie mogę wstręciucha oduczyć tej maniery. I co tu zrobić z takim upartym zwierzakiem? Chyba tylko udusić...


niedziela, 8 stycznia 2012

A na śniadanie "parówkowe potwory":)

Wystarczy tylko trochę pokroić parówkę i odpowiednio ułożyć na talerzyku i już zwykłe śniadanie zmienia się w fajną zabawę w "parówkowe potwory":)
Nikodem - niejadek, jakich mało zjadł dzisiaj aż trzy takie cudaki. Chyba Mu się ostatnio poprawił apetyt, co mnie niezmiernie cieszy:)))  Na grudniowym szczepieniu 5-latka ważył 16 kg i miał tylko 100 cm wzrostu - wszystko poniżej 3 centyla:( Wprawdzie miał robione badania hormonów i niby wszystko jest w normie, ale czasami to dziecko po prostu mnie przeraża. Potrafi przez tydzień nie jeść obiadu, ani w przedszkolu, ani w domu. Zastanawiam się skąd On bierze siły na to ciągłe rozrabianie. A najdziwniejsze w tym wszystkim jest to, że przy swojej niezwykle ubogiej diecie w ogóle nie choruje. W całym swoim 5-letnim życiu chorował może ze trzy razy (z czego raz na ospę). Doprawdy - zadziwiające dziecko:)))


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Drukuj