A jak tam u Was z pogodą??? Pewnie podobnie...
O wszystkim i o niczym. O rzeczach ważnych, mniej ważnych i tych zupełnie błahych. Zapiski z codziennego, beztroskiego życia moich diabelskich łupieży: Lenki i Nikodema. "Dzieci najuważniej słuchają, kiedy mówi się nie do nich" — Eleonora Roosevelt
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą śnieg. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 26 marca 2013
Wiosny ani śladu...
Święta za pasem, a za oknem niestety wciąż zima w pełni:( Do tego jeszcze ten zimny, przeszywający na wylot wiatr. Nie wiem jak Wy, ale ja mam tej całej zimy już powyżej wszystkiego. Już nawet nie oglądam prognozy pogody, bo można od tego dostać załamania nerwowego. Chyba szykuje się śnieżna i zimna Wielkanoc, niestety:(((
A jak tam u Was z pogodą??? Pewnie podobnie...
A jak tam u Was z pogodą??? Pewnie podobnie...
czwartek, 21 marca 2013
Czy ktoś widział wiosnę???
Za oknem pogoda taka, że tylko usiąść i płakać:( Zimno, mokro, pochmurno i ciągle sypie śnieg. No po prostu tragedia:( Takiego pierwszego dnia wiosny to ja chyba nigdy, jak żyję, nie widziałam.
Dobrze, że chociaż mogę sobie popatrzeć na naszą hodowlę mandarynek, które pną się w górę jak szalone:)))
Nawet nasza trawka ozdobna zaczęła się powolutku i bardzo nieśmiało wychylać z ziemi:) A przyznam, że nie bardzo chciało mi się wierzyć w to, że coś nam z tego wyrośnie.
Dobrze, że chociaż mogę sobie popatrzeć na naszą hodowlę mandarynek, które pną się w górę jak szalone:)))
Nawet nasza trawka ozdobna zaczęła się powolutku i bardzo nieśmiało wychylać z ziemi:) A przyznam, że nie bardzo chciało mi się wierzyć w to, że coś nam z tego wyrośnie.
niedziela, 20 stycznia 2013
Kiniowo-zimowo
Zasypało cały świat jakimś białym puchem! Przez okno wygląda to nawet całkiem interesująco. Jest tak jasno i czysto:)
Siedzę cały dzień na parapecie i obserwuję ptaki przylatujące do tego śmiesznego domku za oknem - to się chyba nazywa karmnik, w sumie bardzo słusznie, bo karmi się w nim ptaki. Przylatują całymi stadami i wydziobują te ziarenka. Szczerze mówiąc moja pani powinna chyba dostać mandat za nieodśnieżanie dachu tego domku. Przecież może się zawalić i ptaszkom stanie się krzywda! I na co wtedy będę polować???
W każdym bądź razie ta cała zima była całkiem fajna i przyjemnie się na nią patrzyło, dopóki moja durna pańcia nie stwierdziła, że nieco przybrałam na wadze i chyba mam za mało ruchu!
Siedzę cały dzień na parapecie i obserwuję ptaki przylatujące do tego śmiesznego domku za oknem - to się chyba nazywa karmnik, w sumie bardzo słusznie, bo karmi się w nim ptaki. Przylatują całymi stadami i wydziobują te ziarenka. Szczerze mówiąc moja pani powinna chyba dostać mandat za nieodśnieżanie dachu tego domku. Przecież może się zawalić i ptaszkom stanie się krzywda! I na co wtedy będę polować???
W każdym bądź razie ta cała zima była całkiem fajna i przyjemnie się na nią patrzyło, dopóki moja durna pańcia nie stwierdziła, że nieco przybrałam na wadze i chyba mam za mało ruchu!
sobota, 19 stycznia 2013
Odrobina zimowego szaleństwa:)
Przed południem wyszliśmy na dwór ulepić bałwana. Nic nam z tego nie wyszło, bo śnieg absolutnie nie zamierzał się kleić! Pozostaliśmy więc przy tradycyjnym rzucaniu się śnieżkami, robieniu "orzełków" na śniegu i nieco mniej tradycyjnych wygłupach na osiedlowym trzepaku:)
Chętnych zapraszam do obejrzenia zdjęć. Ostrzegam, że jest ich dużo:)
Chętnych zapraszam do obejrzenia zdjęć. Ostrzegam, że jest ich dużo:)
piątek, 7 grudnia 2012
Pada śnieg, pada śnieg
No i zawitała do nas zima:) Rano było trochę śniegu, bo poprzedniej nocy padało. Ale za to dzisiaj śnieg sypał sobie niemal przez cały dzień i troszkę nas zasypało.
Nasza droga powrotna z przedszkola wyglądała tak:
Zdjęcia z telefonu, więc jakość zdecydowanie kiepska, ale zabawy było co nie miara:) Kto by pomyślał: trochę śniegu i tyle radości...
Was też zasypało???
Nasza droga powrotna z przedszkola wyglądała tak:
Zdjęcia z telefonu, więc jakość zdecydowanie kiepska, ale zabawy było co nie miara:) Kto by pomyślał: trochę śniegu i tyle radości...
Was też zasypało???
sobota, 27 października 2012
Prognoza pogody dla centralnej Polski
W moim mieście, w samym środku Polski, sytuacja meteorologiczna przedstawia się tak:
Aktualnie śniegu mamy już co najmniej po kostki i ciągle pada:) Dosyć mocno wieje i pada, pada, pada...
Aktualnie śniegu mamy już co najmniej po kostki i ciągle pada:) Dosyć mocno wieje i pada, pada, pada...
Pada śnieg,
pada śnieg,
dzwonią
dzwonki sań
co za radość gdy saniami tak można jechać w dal
gdy pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań
a przed nami i za nami wiruje tyle gwiazd.
co za radość gdy saniami tak można jechać w dal
gdy pada śnieg, pada śnieg, dzwonią dzwonki sań
a przed nami i za nami wiruje tyle gwiazd.
Pierwszy śnieg w październiku...
A u mnie dzisiaj spadł pierwszy śnieg! Koniec świata - śnieg w październiku:) Dzieciaki są oczywiście zachwycone i wydaje Im się, że ulepią bałwana. A śnieg sobie pada i pada i pada, już tak od dwóch godzin...
Ciekawa jestem, czy u Was też zimowo i śniegowo???
Miłego weekendu wszystkim życzę:)
Ciekawa jestem, czy u Was też zimowo i śniegowo???
Miłego weekendu wszystkim życzę:)
czwartek, 16 lutego 2012
Mam dosyć śniegu!
Ja bardzo proszę, niech ta zima już się skończy! Śnieg, a i owszem wygląda ładnie, ale tylko przez okno, albo w telewizji! Łupieże wprawdzie są zachwycone i zgodnie twierdzą, że zima jest piękna, ale ja mam całkowicie odmienne zdanie w tym temacie!
Droga do i z przedszkola zajmuje nam trzy razy więcej czasu, niż normalnie. Lenka pilnie wypatruje wszystkich tajemniczych śladów na śniegu i oczywiście każde znalezisko długo analizuje i komentuje:
- Mamusiu! Tędy chyba szła kaczka!
Taaaaaa, na pewno:)
Nikodem z kolei włazi po pas w każdą większą zaspę, po czym drze się wniebogłosy na całą ulicę:
- Ratunku, pomocy!!! Nie mogę wyjąć nogi!!!
Ewentualnie:
- Ratunku, pomocy!!! Śnieg mi wpadł do buta!!!
I tak co pięć sekund. Do tego dochodzi również nieustanne marudzenie:
- Mamusiuuuuuuuuuuuuuuu, ulep mi dużą kulkę!
Normalnie cholery można dostać, niech ta okropna zima już się skończy, bo nie wytrzymam nerwowo:)
Droga do i z przedszkola zajmuje nam trzy razy więcej czasu, niż normalnie. Lenka pilnie wypatruje wszystkich tajemniczych śladów na śniegu i oczywiście każde znalezisko długo analizuje i komentuje:
- Mamusiu! Tędy chyba szła kaczka!
Taaaaaa, na pewno:)
Nikodem z kolei włazi po pas w każdą większą zaspę, po czym drze się wniebogłosy na całą ulicę:
- Ratunku, pomocy!!! Nie mogę wyjąć nogi!!!
Ewentualnie:
- Ratunku, pomocy!!! Śnieg mi wpadł do buta!!!
I tak co pięć sekund. Do tego dochodzi również nieustanne marudzenie:
- Mamusiuuuuuuuuuuuuuuu, ulep mi dużą kulkę!
Normalnie cholery można dostać, niech ta okropna zima już się skończy, bo nie wytrzymam nerwowo:)
niedziela, 15 stycznia 2012
Łupieże na śniegu - fotorelacja
Spacer nam się udał jak ta lala. Godzinka na śniegu czyni cuda - teraz bachorki grzecznie pod kołderką leżą i oglądają bajeczki na dividivi - jak to mówi Nikodem.
Zachowywali się, jakby nigdy śniegu nie widzieli i oczywiście nie dali się zaciągnąć do domu, chociaż rękawiczki i inne części garderoby mieli przemoczone. Ale przecież w tym wieku zawsze jest ciepło:)
Zachowywali się, jakby nigdy śniegu nie widzieli i oczywiście nie dali się zaciągnąć do domu, chociaż rękawiczki i inne części garderoby mieli przemoczone. Ale przecież w tym wieku zawsze jest ciepło:)
Pierwszy śnieg
No po prostu szał... W nocy spadło trochę śniegu. Bachory od rana wrzeszczą, że będą rzucać się śnieżkami:) Chcąc, nie chcąc (w zasadzie nie chcąc, bo za śniegiem nieszczególnie przepadam) powoli zbieramy się na śnieżny spacer.
O dziwo obydwoje zjedli po misce płatków na śniadanie, bo zapowiedziałam, że bez konsumpcji ze spaceru nici. Śniadanie oczywiście było jedzone na podłodze przed balkonem, żeby im czasem w międzyczasie śnieg nie zniknął!
Teraz okupują balkon:) Wyczyścili go lepiej, niż pług śnieżny:) Przy okazji wrzuciłam trochę żarcia do karmnika dla ptaszków.
Łupieże nazbierały sobie śniegu do lalkowej zastawy stołowej i teraz robią śniegową zupę dla kota. Durny kot zżera śnieg z miseczki. Lenka twierdzi, że Kitka chce dokładkę i znowu wylegają na balkon. Ale tam już śniegu nie ma, więc chyba jednak będziemy musieli się w końcu zebrać na ten spacer, chociaż wcale mi się to nie uśmiecha. Nie cierpię zimy!
O dziwo obydwoje zjedli po misce płatków na śniadanie, bo zapowiedziałam, że bez konsumpcji ze spaceru nici. Śniadanie oczywiście było jedzone na podłodze przed balkonem, żeby im czasem w międzyczasie śnieg nie zniknął!
Teraz okupują balkon:) Wyczyścili go lepiej, niż pług śnieżny:) Przy okazji wrzuciłam trochę żarcia do karmnika dla ptaszków.
Łupieże nazbierały sobie śniegu do lalkowej zastawy stołowej i teraz robią śniegową zupę dla kota. Durny kot zżera śnieg z miseczki. Lenka twierdzi, że Kitka chce dokładkę i znowu wylegają na balkon. Ale tam już śniegu nie ma, więc chyba jednak będziemy musieli się w końcu zebrać na ten spacer, chociaż wcale mi się to nie uśmiecha. Nie cierpię zimy!
niedziela, 8 stycznia 2012
Wspomnieniowo - rodzi się Nikodem:)
Tak mnie dzisiaj naszło na wspomnienia ...
Jest wieczór, godzina dwudziesta, 14 grudnia 2006 roku, siedzę sobie spokojnie przed komputerem (termin porodu na 22 grudnia) i gram w karty na kurniku. Nagle ups, przeszywa mnie ostry ból. Ho, ho myślę sobie, nie jest dobrze, jest ciemna, zimowa noc, w domu jestem sama, co robić? Czekam ... ból się nie powtarza, wracam więc do gry. Przez cały wieczór coś tam sobie ćmi w brzuchu, ale jestem spokojna. Koło 23.00 ból zaczyna się gwałtownie nasilać, powraca co jakieś 10-15 min. Myślę sobie - spoko, mamy czas:).
Mniej więcej o północy spokój mnie opuszcza, ból jest coraz silniejszy, dzwonię na 112. Odzywa się miły pan, informuję go, że właśnie rodzę. Pan radzi zadzwonić po pogotowie, bo on jest swego rodzaju sztabem kryzysowym i swoim telefonem właśnie alarmuję wszystkie służby tzn. policję, pogotowie i straż pożarną:).
- Jaki numer??? - wyję, bo właśnie nachodzi mnie ból.
- 999
Spoko, ból mija, wraca spokój, dzwonię po karetkę. Przyjeżdżają po 5 minutach - chyba mają spokojną noc. Jest już 15 grudnia:) Mili panowie pytają czy chcę jechać na sygnale:)
- Jasne - odpowiadam.
Na sygnale docieramy do szpitala. Lekarz z karetki proponuje spacer po schodach, bo to podobno przyspiesza poród. Ja jednak upieram się przy windzie. Jedziemy windą.
Trafiamy na porodówkę, jest godzina 1.00. Za oknem w zimowej ciszy prószy śnieg. Zaraz po szybkim badaniu ląduję na łóżku porodowym. Spoglądam w ciemne okno, na tle padającego śniegu odbija się w nim moja przerażona twarz. Bóle są coraz silniejsze. Wpada zaspany ordynator, położne odrywają się od telewizora i przedświątecznego sernika. Dostaję jakiś tampon do nosa i oksytocynę w żyłę. Akcja porodowa w pełnym rozkwicie. Ból jest już nie do zniesienia. Próbuję tłumaczyć sobie, że teraz to już nie ma wyjścia, dziecko musi się urodzić, innej opcji nie ma:)
Jak przez mgłę słyszę krzyk położnej:
- Nie przyj teraz, bo udusisz dzieciaka.
Nie wiem, co mam robić, bo uczucie parcia jest bardo silne. Wreszcie słyszę:
- Przyj!!!
Teraz wszystko idzie błyskawicznie. O godz. 1.30 na świat przychodzi mój synek. Słyszę Jego cichutki pisk, na chwilę kładą mi Go na brzuchu. Zmęczona, ale szczęśliwa przymykam oczy i nagle zaczyna się robić zamieszanie.
- Co się dzieje? - pytam, ale nie uzyskuję odpowiedzi. Ordynator miota się przy telefonie, wzywa pediatrę i neonantologa, ogarnia mnie panika.
Wokół nas roi się od ludzi. Słyszę, jak mówią, że dziecko przestało oddychać, natychmiast podejmują akcję reanimacyjną, dziecko trafia pod respirator.
Jestem w szoku, ordynator biega od inkubatora do mnie i informuje o sytuacji. Stan krytyczny minął, dziecko oddycha pod respiratorem, trzeba czekać na poprawę. Zabierają Małego na oddział noworodków.
Rodzi się łożysko, chcę wstać i biec do mojego dziecka, ordynator mnie uspokaja, jest w kontakcie telefonicznym z oddziałem noworodków, nic złego się nie dzieje.
Zaczyna się szycie, wydzieram się jak opętana, żeby już mnie zostawili w spokoju, jestem zmęczona, chcę po prostu iść spać. Jednocześnie strach o dziecko nie pozwala mi zasnąć. Jestem wyczerpana. Nagle robi mi się strasznie zimno, położna przykrywa mnie dwoma kołdrami i poduchą. Zapadam w niespokojny sen.
O 3.30 odwożą mnie na oddział, kręci mi się w głowie, ale zmuszam się do wstania i idę na OIOM dla noworodków. Moje dziecko leży w inkubatorze i smacznie śpi. Oddycha równo, spokojnie. Wracam do łóżka uspokojona, półprzytomna wysyłam jeszcze kilka informacyjnych sms-ów i w końcu zasypiam twardym, niczym niezmąconym snem.
Jest wieczór, godzina dwudziesta, 14 grudnia 2006 roku, siedzę sobie spokojnie przed komputerem (termin porodu na 22 grudnia) i gram w karty na kurniku. Nagle ups, przeszywa mnie ostry ból. Ho, ho myślę sobie, nie jest dobrze, jest ciemna, zimowa noc, w domu jestem sama, co robić? Czekam ... ból się nie powtarza, wracam więc do gry. Przez cały wieczór coś tam sobie ćmi w brzuchu, ale jestem spokojna. Koło 23.00 ból zaczyna się gwałtownie nasilać, powraca co jakieś 10-15 min. Myślę sobie - spoko, mamy czas:).
Mniej więcej o północy spokój mnie opuszcza, ból jest coraz silniejszy, dzwonię na 112. Odzywa się miły pan, informuję go, że właśnie rodzę. Pan radzi zadzwonić po pogotowie, bo on jest swego rodzaju sztabem kryzysowym i swoim telefonem właśnie alarmuję wszystkie służby tzn. policję, pogotowie i straż pożarną:).
- Jaki numer??? - wyję, bo właśnie nachodzi mnie ból.
- 999
Spoko, ból mija, wraca spokój, dzwonię po karetkę. Przyjeżdżają po 5 minutach - chyba mają spokojną noc. Jest już 15 grudnia:) Mili panowie pytają czy chcę jechać na sygnale:)
- Jasne - odpowiadam.
Na sygnale docieramy do szpitala. Lekarz z karetki proponuje spacer po schodach, bo to podobno przyspiesza poród. Ja jednak upieram się przy windzie. Jedziemy windą.
Trafiamy na porodówkę, jest godzina 1.00. Za oknem w zimowej ciszy prószy śnieg. Zaraz po szybkim badaniu ląduję na łóżku porodowym. Spoglądam w ciemne okno, na tle padającego śniegu odbija się w nim moja przerażona twarz. Bóle są coraz silniejsze. Wpada zaspany ordynator, położne odrywają się od telewizora i przedświątecznego sernika. Dostaję jakiś tampon do nosa i oksytocynę w żyłę. Akcja porodowa w pełnym rozkwicie. Ból jest już nie do zniesienia. Próbuję tłumaczyć sobie, że teraz to już nie ma wyjścia, dziecko musi się urodzić, innej opcji nie ma:)
Jak przez mgłę słyszę krzyk położnej:
- Nie przyj teraz, bo udusisz dzieciaka.
Nie wiem, co mam robić, bo uczucie parcia jest bardo silne. Wreszcie słyszę:
- Przyj!!!
Teraz wszystko idzie błyskawicznie. O godz. 1.30 na świat przychodzi mój synek. Słyszę Jego cichutki pisk, na chwilę kładą mi Go na brzuchu. Zmęczona, ale szczęśliwa przymykam oczy i nagle zaczyna się robić zamieszanie.
- Co się dzieje? - pytam, ale nie uzyskuję odpowiedzi. Ordynator miota się przy telefonie, wzywa pediatrę i neonantologa, ogarnia mnie panika.
Wokół nas roi się od ludzi. Słyszę, jak mówią, że dziecko przestało oddychać, natychmiast podejmują akcję reanimacyjną, dziecko trafia pod respirator.
Jestem w szoku, ordynator biega od inkubatora do mnie i informuje o sytuacji. Stan krytyczny minął, dziecko oddycha pod respiratorem, trzeba czekać na poprawę. Zabierają Małego na oddział noworodków.
Rodzi się łożysko, chcę wstać i biec do mojego dziecka, ordynator mnie uspokaja, jest w kontakcie telefonicznym z oddziałem noworodków, nic złego się nie dzieje.
Zaczyna się szycie, wydzieram się jak opętana, żeby już mnie zostawili w spokoju, jestem zmęczona, chcę po prostu iść spać. Jednocześnie strach o dziecko nie pozwala mi zasnąć. Jestem wyczerpana. Nagle robi mi się strasznie zimno, położna przykrywa mnie dwoma kołdrami i poduchą. Zapadam w niespokojny sen.
O 3.30 odwożą mnie na oddział, kręci mi się w głowie, ale zmuszam się do wstania i idę na OIOM dla noworodków. Moje dziecko leży w inkubatorze i smacznie śpi. Oddycha równo, spokojnie. Wracam do łóżka uspokojona, półprzytomna wysyłam jeszcze kilka informacyjnych sms-ów i w końcu zasypiam twardym, niczym niezmąconym snem.
Autor:
Unknown
o
19:44
Brak komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
akcja porodowa,
grudzień,
inkubator,
karetka,
łóżko porodowe,
mój poród,
Nikodem,
noc,
oddech,
płuca,
pogotowie,
położna,
poród,
reanimacja,
respirator,
szybki poród,
śnieg,
winda,
zima
Subskrybuj:
Posty (Atom)




















