sobota, 15 lutego 2014

Lego: Przygoda

Wybraliśmy się dzisiaj do kina. Oczywiście na film pt. "Lego: Przygoda". Muszę przyznać, że jest to bardzo sympatyczna produkcja dla dzieci:)

Łupieże, tradycyjnie zaopatrzone w kubeł popcornu, chipsy i soki, z zapartym tchem śledziły perypetie klockowego Emmeta ratującego świat lego przed złym tyranem.

Po kinie odwiedziliśmy Mcdonaldsa, gdzie do zestawów Happy Meal dołączone są durne, plastikowe kubeczki z postaciami z filmu "Lego: Przygoda".


A teraz łupieże siedzą i biedzą się nad złożeniem do kupy zestawu klocków - oczywiście z filmu pt. "Lego: Przygoda".


I co chwilę pytają, czy dzisiaj na pewno nie jest Dzień Dziecka, bo tylu atrakcji jednego dnia dawno nie było:)))

post signature

niedziela, 2 lutego 2014

Czytamy metodą sylabową

Do tej pory czytanie nie było najmocniejszą stroną Nikodema. Głównym jego problemem było sylabizowanie i składanie poszczególnych sylab w odpowiedni wyraz. Wszystko zmieniło się, kiedy w drodze kupna nabyłam "Elementarz - czytamy metodą sylabową" wydawnictwa Greg:)


To był strzał w dziesiątkę! Wcześniej niechętnie sięgający po książkę Nikodem, teraz sam przypomina mi o konieczności przerobienia kolejnej czytanki:)


Książka podzielona jest na dwie części. Część pierwsza zawiera prezentacje poszczególnych liter i sylab oraz krótkie teksty do samodzielnego czytania. Kolejne sylaby każdego wyrazu zaznaczone są naprzemiennie kolorem czarnym i czerwonym. Jest tu również miejsce na ćwiczenie pisania literek.


Część druga to dłuższe czytanki dla bardziej zaawansowanych w czytaniu dzieci. Tutaj również sylaby są wyróżnione kolorami, co zdecydowanie ułatwia dziecku płynne czytanie. Całości dopełniają kolorowe ilustracje.


"Elementarz - czytamy metodą sylabową" jest naprawdę godny polecenia. I na dokładkę nie zrujnował mnie finansowo, bo nabyłam go w bardzo przystępnej cenie 16,80 zł:)
Polecam!
post signature

wtorek, 21 stycznia 2014

Ospa wietrzna

Wczoraj Lenka została w domu z Tatą, bo była jakaś niewyraźna. Dostała wypieków, miała stan podgorączkowy, sporo spała w dzień i ogólnie widać było, że coś jest nie tak:(
Myślałam, że rozbiera Ją zwyczajne przeziębienie. Niestety dzisiaj rano wstała usiana wysypką - głównie na brzuchu i na plecach. Mimo, że medycyny nie kończyłam od razu zdiagnozowałam ospę! Zwłaszcza, że ostatnio panowała w przedszkolu. Wizyta u pediatry potwierdziła moje przypuszczenia. Mamy w domu ospę wietrzną.
Na szczęście Nikodem już tę chorobę dziecięcą przechodził (miał wtedy około 2,5 roku). O dziwo Lenka, która w tym okresie była kilkumiesięcznym niemowlęciem jakoś się wtedy ospą nie zaraziła. Dopiero teraz Ją dopadło.
Ku mojej uciesze krostek ma niewiele. Zlokalizowane są głównie na tułowiu, dodatkowo jedna wykwitła we wnętrzu dłoni i jedna na skroni. Pewnie jutro wysypie się ich więcej, ale na razie nie jest źle:) Najważniejsze, że gardło, oczy i uszy są czyste! Nikodem na przykład miał jedną paskudną krostę w środku ucha. Wiem, że ospa w takich miejscach potrafi być niebezpieczna i prowadzić do poważnych powikłań.
Generalnie samopoczucie mojej córki jest kiepskie, ale znośne. Trochę gorączkuje, jest osłabiona, marudna, nie ma apetytu. Na szczęście sporo śpi w dzień, więc organizm trochę się regeneruje.

Jakoś to chyba przeżyjemy:)

post signature

piątek, 17 stycznia 2014

Co u nas słychać?

Ha, dawno nie pisałam! Niestety wciąż brakuje mi na wszystko czasu:) Jesteśmy aktualnie w trakcie małego remontu. Tak wiem, remonty w zimie nie są zbyt popularne, ale jak mnie coś trafi to nie mogę czekać - muszę działać! Najgorsze jest oczywiście to, że mam tysiąc pomysłów na minutę i co chwilę zmieniam koncepcję wystroju mieszkania. W rezultacie końca remontu nie widać i chyba będziemy się z tym bujać do wiosny.
Zmieniając temat: Lenka zaprosiła na weekend koleżankę z przedszkola. Od trzech godzin mam na stanie trzy sztuki dzieci w wieku "przedszkolno-szkolnym" i jest naprawdę wesoło:P Młodzież biega, krzyczy, piszczy, kłóci się, godzi.
Kot jest w totalnym szoku, ja zresztą też:)


A od poniedziałku u nas ferie zimowe. Zmora wszystkich pracujących rodziców! Na szczęście szkoła Nikodema organizuje zimowisko. Zapisałam Go oczywiście. Młody już nie może się doczekać atrakcji, zapowiedziane są wyjścia do kina, na basen, na lodowisko,,,
post signature

sobota, 4 stycznia 2014

Nocnik

Często, gęsto zdarza się u nas tak, że obydwa łupieże naraz muszą skorzystać z toalety. Czasami jest to autentyczna potrzeba, a czasami zwykła złośliwość jednego z łupieży! Ponieważ wc mamy tylko jedno, na takie awaryjne sytuacje doskonale sprawdza się stojący wciąż w łazience nocnik.
Przy okazji ostatniej takiej awarii wybuchła karczemna awantura. Lenka zajęła toaletę a zrozpaczony Nikodem przestępował z nogi na nogę pod drzwiami i popędzał siostrę:
- Szybciej! No szybciej!
- Szybciej nie mogę.
- Aaaaaaaaaaaaaa, pospiesz się!
- Weź przestań, idź zrób siku na nocnik.
- Na nocnik??? Daj se spokój z takimi radami! Sikanie do nocnika jest takie niemęskie! Mamoooooooooo, mogę zrobić siku do wanny???
No tak, sikanie do wanny jest zapewne dużo bardziej męskie niż sikanie do nocnika:)))

źródło: internet
post signature

wtorek, 31 grudnia 2013

2014

Kochani, najlepsze życzenia dla Wszystkich na nowy 2014 rok:) Oby był lepszy od poprzedniego, oby przyniósł jak najwięcej radości, miłości i pomyślności. Żeby w tym nowym roku spełniły się wszystkie Wasze marzenia! Życzymy Wam mnóstwa optymizmu, cierpliwości, wytrwałości, nadmiaru wolnego czasu i dużo, dużo zdrowia:)
Wszystkiego najlepszego i udanej zabawy sylwestrowej!

źródło: internet

post signature

piątek, 27 grudnia 2013

Lenistwo

Poświąteczne lenistwo trwa u nas w najlepsze:) Pełne brzuchy ograniczają jakiekolwiek ruchy, poza ruchem nadgarstka obsługującego komputerową myszkę. Prezenty wciąż cieszą i wciąż są w użyciu. Jednak powoli siedzenie w domu zaczyna nam się nudzić...


Na szczęście tuż za oknem gra nam i świeci sobie w najlepsze miejskie lodowisko. Plan jest więc taki, że jutro idziemy na łyżwy:) Już nie mogę się doczekać...
post signature

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Choinka z patyczków

Zainspirowałam się Bee :) Choineczka urzekła mnie swoją prostotą. Nacięłam gałązek z krzaka pod oknem (zdaje się, że były to gałązki jaśminu). Poprzycinałam je na odpowiednią długość i poprzyklejałam wikolem. Całość potraktowałam białą farbą w sprayu.

Taką patyczkową choinkę można dowolnie ozdobić. Można też pozostawić ją w stanie surowym. Choineczkę można zawiązać na sznureczku i powiesić, postawić w oknie, wbić w ziemię w doniczce, albo co tam sobie jeszcze wymyślimy:)

post signature

niedziela, 22 grudnia 2013

Przedświąteczne porządki

Lenka sprząta od samego rana:) Bardzo stara się być pomocna. Pozmywała naczynia, powiesiła pranie (oczywiście przy mojej pomocy), powycierała kurze, a teraz siedzi i czyści swoje zabawki, m. in. domek dla lalek.


Nikodem natomiast do sprzątania jest przeważnie ostatni! Zawsze ostro kombinuje co by tu zrobić, żeby się nie narobić:) Aktualnie jeździ po całej chałupie fotelem na kółkach i wyraźnie coś kombinuje. Wreszcie odzywa się:
- Mamusiu, ja to Ci zaraz pomogę posprzątać w kuchni!
Ze zdziwienia wbija mnie w fotel. Wietrzę jakiś postęp, ale mówię spokojnie:
- Ok, Kochanie. No to chodź, posprzątamy...
Nikodem biegnie do kuchni. Po chwili wraca z batonikiem w ręce i z radością oznajmia:
- Zjem trochę tych słodyczy, to będzie mniej rzeczy w kuchni a tym samym będziesz miała mniej do sprzątania:)
I oddala się spokojnie w bliżej nieokreślonym kierunku z poczuciem dobrze wypełnionego obowiązku:) No przecież pomógł matce, czyż nie?
post signature

sobota, 14 grudnia 2013

Epoka lodowcowa

Święta za pasem. Czas zacząć przedświąteczne porządki. Przy okazji mycia lodówki w zamrażalniku znajduję figurkę dinozaura!
- Nikoooooooooodeeeeeeeeem!!!
- Słucham mamusiu?
- Nie wiesz może, co robi dinozaur w zamrażalniku???
- O rany! Znalazłaś mojego dinozaura! Sto lat go nie widziałem! Zupełnie o nim zapomniałem.
- Aha, czyli wiesz co on tam robi?
- No pewnie, że wiem. Wsadziłem go tam, żeby doświadczył wielkiego zlodowacenia.
- Że co???
- No wiesz, epoka lodowcowa i te sprawy. No bo przecież dinozaury wyginęły przez zlodowacenie, nie?
- Aha.
- A tak przy okazji, nie znalazłaś tam czasem pingwina?:)
Chyba nabawię się lęku przed otwieraniem lodówki... 

post signature

niedziela, 1 grudnia 2013

Wycieczka do fabryki bombek

W ubiegły wtorek Lenka wraz ze swoim przedszkolem wybrała się na wycieczkę do fabryki bombek w Piotrkowie Trybunalskim. To było wielkie przeżycie:)


 Dzieciaki poznały cały proces produkcji bombek - od ich wydmuchiwania, poprzez posrebrzanie i suszenie, aż do malowania i ozdabiania. Na zakończenie każdy dostał swoją bombkę i miał okazję pokryć ją kolorowym brokatem. Wykonane własnoręcznie bombki każde z dzieci mogło zabrać ze sobą do domu:)


Oto bombka Lenki:


Na dokładkę wcześniej można było wybrać z katalogu wzór bombki, który został ozdobiony spersonalizowanym napisem. Oczywiście za dodatkową opłatą:) Lenka wybrała czerwone serduszka i kazała umieścić na nich napisy: Lenka i Nikodem. 


Wszystkie te cuda ozdobią w tym roku naszą choinkę:)
post signature

piątek, 29 listopada 2013

Jesteście tacy dziwni...

- Mamoooooooooooooo
- Tak?
-A dzisiaj na angielskim był temat My Family i mieliśmy narysować swoją rodzinę.
- No fajnie Kochanie. I jak Ci poszło?
- Dobrze. Narysowałem kota.


- Aha... A dlaczego kota?
- No bo kot to moja rodzina, co nie???
- No tak, ale co z resztą rodziny???
- E tam, wy wszyscy jesteście tacy dziwni, że nie wiedziałem, jak was narysować i został mi tylko kot.

Taaaaaaaaaaaa, to miło...


post signature

poniedziałek, 18 listopada 2013

Odrabianie lekcji

Są takie dni, kiedy odrabianie lekcji po prostu nie idzie! Taki dzień wypada właśnie dzisiaj. Od prawie dwóch godzin Nikodem ślęczy nad zeszytami i kreśli mozolnie swoje kulfony:)


Faktem jest, że dzisiaj pani nieco przesadziła, bo poza dwiema stronami w zeszycie jest jeszcze do zrobienia pół strony w ćwiczeniach i dwa zadania z matematyki! Taka ilość pracy domowej mogłaby zniechęcić każdego.
Nikodem wciąż wymyśla nowe problemy: a to ręka Go rozbolała, a to ołówek się złamał, a to pić Mu się chce, a to Lenka przeszkadza, a to to, a to tamto...
W zasadzie wcale Mu się nie dziwię. Ale godzina już późna, a my z lekcjami w lesie. Nikodem po raz kolejny stwierdza, że "należy Mu się przerwa, bo już dużo zrobił"...
Na szczęście matematyka idzie Mu przeważnie błyskawicznie - to po mamusi, matematykę kocham od zawsze! - więc jest szansa, że nie będziemy siedzieć nad lekcjami do północy:)


post signature

niedziela, 17 listopada 2013

Okulary

Szkolna pielęgniarka wysłała Nikodema na badanie wzroku. Wizyta u okulisty zakończyła się receptą na okulary. Udaliśmy się więc do optyka i z jego pomocą dopasowaliśmy Nikodemowi piękne, niebieskie okularki:)

Nikodem okulary (o dziwo!) nosi bardzo chętnie. Być może jest to zasługa wybranego przez Niego opakowania z Ben10, a być może fakt, że Lenka orzekła, iż w okularach wygląda po prostu zabójczo:) Nieważne. Najważniejsze, że chce w nich chodzić!

 Przy okazji muszę zaznaczyć, że łaskawy NFZ dokłada do szkiełek całe 28 zł (po 14 zł na szkiełko)!!! Przy całkowitej cenie okularów ok. 200 zł jest to naprawdę oszałamiająca refundacja! Dodatkowo podkreślić muszę, że dofinansowanie to obejmuje każdą zmianę okularów dla dzieci do lat 18. W przypadku osób dorosłych refundacja przyznawana jest nie częściej, niż raz na dwa lata.
W celu uzyskania dofinansowania należy udać się do oddziału NFZ ze skierowaniem na okulary w celu uzyskania odpowiedniej pieczątki. Całość operacji przebiega bardzo sprawnie (jak na NFZ) i zajmuje około 5 minut. Można powiedzieć, że jest to czysta formalność:)


Nie obyło się jednak bez wypadków. Pewnego pięknego dnia dostałam ze szkoły telefon:
- Dzień dobry, mówi pani taka a taka, jestem Nikodema nauczycielką języka angielskiego. Nikodem właśnie uległ wypadkowi i dlatego do pani dzwonię.
Zmroziło mnie od razu! Pierwsze pytanie, jakie zadałam pani brzmiało:
- Ale żyje???
- O rany, żyje! Tylko ma rozwalone ucho. Kolega Go popchnął i wpadł na kant drzwi. Z ucha leje się krew i chyba jest przecięte na wylot.
Włos zjeżył mi się na głowie, ale jednocześnie odetchnęłam z ulgą, że poszkodowane jest tylko ucho. W razie potrzeby się zszyje!
Od razu wykonałam telefon do Dziadka, który natychmiast pojechał po Nikodema do szkoły. Ja zwolniłam się z pracy i pojechałam również. Nikodem wyglądał, jak po wojnie! Ucho było całe zakrwawione, krew była dosłownie wszędzie - na koszulce, na włosach, na twarzy.
Po przemyciu całości przy akompaniamencie dzikich wrzasków Nikodema: "Nie dotykaj mojego ucha!!!", okazało się, że nie jest tak źle:) Ucho nie było przecięte na wylot, jednak z obu stron widniało spore rozcięcie. Na szczęście obyło się bez szycia!
Okazało się, że z jednej strony ucho przecięły Mu drzwi, a z drugiej zausznik od okularów. Przy tej okazji oprawki okularów powyginały się we wszystkie strony i Nikodem bardzo z tego powodu rozpaczał.
Na szczęście, ku uciesze wszystkich zainteresowanych, optyk szybko i sprawnie "wyklepał" oprawki i doprowadził je do stanu używalności. Wszystko zakończyło się szczęśliwie:) Wprawdzie ucho następnego dnia sporo spuchło, ale już po dwóch dniach wszystko wróciło do normy i Nikodem mógł spokojnie założyć okularki.

post signature

sobota, 9 listopada 2013

Jesienne koncertowanie

W ubiegły czwartek miałam przyjemność uczestniczyć w Koncercie Jesiennym zorganizowanym w przedszkolu u Lenki:)


Koncert był, jak zwykle, piękny. Piosenki, wierszyki, wspólne zabawy i słodki poczęstunek na zakończenie. Dzieciaki spisały się świetnie, pięknie odegrały swoje role. Niektóre z nich miały do wypowiedzenia naprawdę długie kwestie.
W ramach upominku rodzice otrzymali piękne jesienne obrazki, nad którymi dzieci pracowały przez kilka dobrych dni. Poprzyklejane na tekturze kolorowe, jesienne liście prezentują się rewelacyjnie. Jestem pod wielkim wrażeniem tego dzieła:)


Uwielbiam te przedszkolne występy:) Trochę mi smutno, że już niedługo, kiedy i Lenka pójdzie do szkoły, zostanę pozbawiona tej miłej rozrywki...

post signature

piątek, 8 listopada 2013

Sprawdzian

- Nikodem, jak Ci poszedł sprawdzian???
- Bardzo dobrze!!!
- Tzn.???
- Jednego zadania nie umiałem, a drugiego nie zdążyłem:)

Normalnie załamka...

post signature

niedziela, 27 października 2013

Koszmarny 3 centyl

Pozostając w temacie lekarzy:
Nikodem od kilku lat utrzymuje się w siatce centylowej (zarówno wzrostem, jak i wagą) na trzecim centylu. Koszmarny ten centyl spędza nam sen z powiek i zmusza mojego pediatrę do ciągłego kontrolowania rozwoju dziecka:)
W zasadzie jestem z tego bardzo zadowolona, bo dziecię moje jest raz na rok czy dwa przebadane kompletnie od stóp do głów.
Poza standardową morfologią z rozmazem, badaniem tarczycy, sprawdzeniem poziomu glukozy oraz badaniem ogólnym moczu, tym razem doczekaliśmy się także kilku innych badań. Jednym z nich było badanie kału na obecność pasożytów. Wynik oczywiście ujemny - jaj i cyst pasożytów nie znaleziono. Morfologia oczywiście w normie - ani śladu anemii, co przy nieco monotonnym jadłospisie Nikodema zakrawa niemal na cud:) Poziom cukru we krwi książkowy, podobnie jak wyniki TSH.
Zdezorientowana nieco świetnymi wynikami pediatra wypisała skierowanie na RTG nadgarstka w celu zbadania wieku kostnego.

Wiek kostny – jedna z metod określenia tzw. wieku biologicznego dziecka na podstawie oceny dojrzewania jego kości.
Wiek biologiczny jest ogólnym miernikiem poziomu rozwoju dziecka. W tym celu wykonuje się zdjęcie rentgenowskie nadgarstka kończyny górnej niedominującej (zwykle lewej) i porównuje się obraz rozwoju kości ze specjalnym atlasem. U noworodków i niemowląt można również w tym celu wykonać zdjęcie rtg kolana.
Za pomocą wieku kostnego, stosując odpowiednie tabele lub programy komputerowe możliwe jest obliczenie wzrostu, jaki osiągnie dziecko w życiu dorosłym. Jest to również badanie przydatne w diagnostyce zaburzeń wzrastania.

źródło: Wikipedia

Nikodem był oczywiście zachwycony całą procedurą wykonywania zdjęcia rentgenowskiego: ustawianiem komputera, przywdziewaniem ołowianego fartucha no i oczywiście samym zdjęciem rodem z najlepszych horrorów:)


Wynik badania to wiek kostny określony na poziomie 5,5 roku, czyli w zasadzie w normie, gdyż przyjmuje się 2-letni margines tolerancji.
Jednym słowem, dziecko jest zdrowe, rozwija się prawidłowo, a Jego niski wzrost wynika po prostu z uwarunkowań genetycznych.
Jestem uspokojona:)

post signature

sobota, 26 października 2013

Choroby zakaźne

Ostatni tydzień spędziłam na bardzo intensywnym chorowaniu. Ja, która nigdy w życiu nie byłam u lekarza internisty! No dobra, raz w życiu byłam, bo mi się skończyło ustawowe 60 dni w roku zwolnienia na dziecko i musiałam wziąć zwolnienie na siebie.
Wszystko zaczęło się od bólu gardła i umiarkowanej gorączki. Pomyślałam sobie: jesień, sezon chorobowy, przeziębienie, normalna sprawa. Niestety, z dnia na dzień (a właściwie z nocy na noc) ból gardła przybierał na sile, a gorączka rosła. Jeden z migdałów zrobił się intensywnie czerwony, aż pewnej nocy powiększył się do rozmiarów orzecha włoskiego.
Inteligentnie stwierdziłam, że bez lekarza niestety się nie obędzie i zaczęłam nawet podejrzewać u siebie świnkę:) Prawa strona gęby spuchła mi do niewyobrażalnych rozmiarów, gorączka nie mijała, leki przeciwbólowe i przeciwgorączkowe pomagały dosłownie na kilka minut. Dodatkowo doszły kłopoty z przełykaniem. Chcąc, nie chcąc musiałam udać się do lekarza:)
Pani doktor patrzyła w osłupieniu na moją nieco pustawą kartę pacjenta... Obejrzawszy moje gardło wykluczyła świnkę i zdiagnozowała ostre zapalenie gardła i migdałków (a właściwie jednego migdałka). Przepisała antybiotyk i dała skierowanie do laryngologa.
Przez trzy dni leżałam w łóżku i wyłam z bólu. Każde przełknięcie śliny sprawiało niewyobrażalny ból, łykanie antybiotyków i innych leków było praktycznie niemożliwe. Antybiotyk musiałam rozpuszczać w wodzie i każdą taką rozpuszczoną dawkę przypłacałam odruchem wymiotnym. Wymiotować oczywiście nie miałam czym, bo o jedzeniu czegokolwiek w ogóle nie było mowy. Żołądek skręcał się z głodu, wątroba nawalała od nadmiaru leków, temperatura skakała z 38 na 35 stopni i ogólnie było bardzo, bardzo, bardzo  do dupy!
Po kilku dniach niewyobrażalnej mordęgi, miałam tego wszystkiego serdecznie dosyć. Na dokładkę, trzeciego dnia choroby w opuchniętym przełyku utknęła mi na amen tabletka pyralginy! Zaczęłam szukać w internecie sposobów na pozbycie się zalegającej i za cholerę nie rozpuszczającej się tabletki oraz domowych metod na ból gardła. I w końcu znalazłam:) Sposób niemalże doskonały, czyli płukanie gardła wodą utlenioną! Łyżeczkę  3% wody utlenionej miesza się z połową szklanki letniej wody i tym specyfikiem płucze się obolałe gardło!
Płukanka zadziałała już za drugim razem i przyniosła mi wielką ulgę. Jednocześnie zaczął też działać antybiotyk i od tego momentu było już tylko lepiej:) W końcu mogłam zacząć przyjmować pokarmy. Na początku były to pokarmy w postaci płynnej, czyli wszelkiego rodzaju kisiele, budynie i inne kaszki. Przy okazji pragnę bardzo polecić kisiel o smaku żurawinowym - jest świetny:)
Po około pięciu dniach na wewnętrznych stronach dłoni i stóp pojawiły mi się wodniste pęcherze, które po kolejnych dwóch dniach zaczęły wysychać i się łuszczyć. Jednocześnie wierzch dłoni wysypało mi drobną, czerwoną wysypką. Do dzisiaj skóra z dłoni i stóp schodzi mi wielkimi płatami i dzięki temu wiem, że przebyta przeze mnie choroba była po prostu najnormalniejszą w świecie szkarlatyną, potocznie nazywaną płonicą:)
Na szczęście ewentualne powikłania po szkarlatynie nie są tak straszne, jak te po śwince i to mnie bardzo cieszy. Zastanawiam się tylko, skąd ja sobie tę szkarlatynę wynalazłam i czy nie zaraziłam nią dzieci... No cóż, czas pokaże.

post signature

sobota, 19 października 2013

Apetycik i inne suplementy

Od firmy Biogened otrzymaliśmy niedawno do przetestowania kilka suplementów diety dla dzieci. Były to lizaki na gardło, suplement witaminowy Rutimal, wzmacniający syrop z czarnego bzu oraz Apetycik dla niejadków.


Na pierwszy ogień poszły oczywiście lizaki:) Nie wiem, czy łagodzą objawy bólu gardła, bo dzieciaki zjadły je nie czekając na ból. Niemniej jednak mają bardzo przyjemny, słodki smak.
Rutimal natomiast ma, jak dla mnie, zbyt mocno malinowy smak i do tego jest chyba nieco za słodki. Ale dzieciakom smakuje:)
Najbardziej przypadł mi do gustu Sambucus, czyli syrop z czarnego bzu. Jest lekko kwaskowy i bardzo smaczny. Dzieciaki piją go chętnie i jak na razie nie chorują:)
Syropów na apetyt Nikodem przetestował już tysiące. Żaden z nich w zasadzie nie przyniósł pożądanego rezultatu. Jeśli chodzi o Apetycik, to na razie też nie widzę jakichś oszałamiających wyników, choć muszę przyznać, że coś jakby drgnęło:) Ale zostało nam jeszcze pół butelki do spożycia...

A na koniec ciężki dowcip Nikodema o zdrowiu:
Dziecko moje nagle dostało gwałtownego ataku kaszlu. Kaszle, kaszle i kaszle i przestać nie może. Patrzę na Niego z coraz większym przerażeniem w oczach. Po chwili uspokaja się i mówi:
- Nic mi nie jest Mamo. Trochę się tylko zakrztusiłem, ale już jest spoko.
Oddycham z ulgą. Ufffffffffff
- Tylko trochę mnie nerka kłuje.
Przerażenie momentalnie wraca ze zdwojoną siłą!
- Jak to nerka??? Skąd nerka???
Na to Nikodem uśmiecha się radośnie i spokojnie stwierdza:
- Żartowałem Mamo! Ja nawet nie wiem, gdzie jest nerka:)
Ten dzieciak przyprawi mnie kiedyś o zawał...
post signature
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Drukuj