Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okulary. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą okulary. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 listopada 2013

Okulary

Szkolna pielęgniarka wysłała Nikodema na badanie wzroku. Wizyta u okulisty zakończyła się receptą na okulary. Udaliśmy się więc do optyka i z jego pomocą dopasowaliśmy Nikodemowi piękne, niebieskie okularki:)

Nikodem okulary (o dziwo!) nosi bardzo chętnie. Być może jest to zasługa wybranego przez Niego opakowania z Ben10, a być może fakt, że Lenka orzekła, iż w okularach wygląda po prostu zabójczo:) Nieważne. Najważniejsze, że chce w nich chodzić!

 Przy okazji muszę zaznaczyć, że łaskawy NFZ dokłada do szkiełek całe 28 zł (po 14 zł na szkiełko)!!! Przy całkowitej cenie okularów ok. 200 zł jest to naprawdę oszałamiająca refundacja! Dodatkowo podkreślić muszę, że dofinansowanie to obejmuje każdą zmianę okularów dla dzieci do lat 18. W przypadku osób dorosłych refundacja przyznawana jest nie częściej, niż raz na dwa lata.
W celu uzyskania dofinansowania należy udać się do oddziału NFZ ze skierowaniem na okulary w celu uzyskania odpowiedniej pieczątki. Całość operacji przebiega bardzo sprawnie (jak na NFZ) i zajmuje około 5 minut. Można powiedzieć, że jest to czysta formalność:)


Nie obyło się jednak bez wypadków. Pewnego pięknego dnia dostałam ze szkoły telefon:
- Dzień dobry, mówi pani taka a taka, jestem Nikodema nauczycielką języka angielskiego. Nikodem właśnie uległ wypadkowi i dlatego do pani dzwonię.
Zmroziło mnie od razu! Pierwsze pytanie, jakie zadałam pani brzmiało:
- Ale żyje???
- O rany, żyje! Tylko ma rozwalone ucho. Kolega Go popchnął i wpadł na kant drzwi. Z ucha leje się krew i chyba jest przecięte na wylot.
Włos zjeżył mi się na głowie, ale jednocześnie odetchnęłam z ulgą, że poszkodowane jest tylko ucho. W razie potrzeby się zszyje!
Od razu wykonałam telefon do Dziadka, który natychmiast pojechał po Nikodema do szkoły. Ja zwolniłam się z pracy i pojechałam również. Nikodem wyglądał, jak po wojnie! Ucho było całe zakrwawione, krew była dosłownie wszędzie - na koszulce, na włosach, na twarzy.
Po przemyciu całości przy akompaniamencie dzikich wrzasków Nikodema: "Nie dotykaj mojego ucha!!!", okazało się, że nie jest tak źle:) Ucho nie było przecięte na wylot, jednak z obu stron widniało spore rozcięcie. Na szczęście obyło się bez szycia!
Okazało się, że z jednej strony ucho przecięły Mu drzwi, a z drugiej zausznik od okularów. Przy tej okazji oprawki okularów powyginały się we wszystkie strony i Nikodem bardzo z tego powodu rozpaczał.
Na szczęście, ku uciesze wszystkich zainteresowanych, optyk szybko i sprawnie "wyklepał" oprawki i doprowadził je do stanu używalności. Wszystko zakończyło się szczęśliwie:) Wprawdzie ucho następnego dnia sporo spuchło, ale już po dwóch dniach wszystko wróciło do normy i Nikodem mógł spokojnie założyć okularki.

post signature

czwartek, 23 lutego 2012

Z ostatniej chwili - Matko Boska!

Łupieże bawią się w dom. Chyba szykuje się wyjazd na wakacje, bo namiętnie pakują plecaki. Co chwilę słyszę:
- Idę po łopatkę.
- Jeszcze okulary, masz okulary?
- Czapkę zapakuj.
- Ciężki naprawdę ten plecak.
W pewnym momencie daje się słyszeć pełen rozpaczy krzyk Nikodema:
- Matko Boska!!! Lenkaaaaaaaaaaaa!!! Zapomnieliśmy dzidziusia!
To się nazywa odpowiedzialne rodzicielstwo:)

sobota, 28 stycznia 2012

Jak zrobić maskotkę

Odbiło mi dzisiaj dokumentnie i rzuciłam łupieżom hasło, że może uszyjemy maskotkę. Po długich naradach wybór padł na kotka. Narysowaliśmy więc na papierze kontury kocura i go wycięliśmy:


Następnie wzięliśmy moją starą bluzkę w kwiatki i na jej lewej stronie Lenuśka odrysowała kredą wyciętego kotka:


 Kolejnym etapem było wycinanie kotka z materiału, rzecz jasna podwójnie, żeby było co zszywać:



Następnie wzięłam igłę i nitkę, no i oczywiście okulary, bo bez nich nawlekałabym tę igłę do usranej śmierci (starość nie radość). Lenka dzielnie asystowała i też zaopatrzyła się w okulary:)



Teraz było najgorsze - szycie wstrętnego sierściucha, ściegiem mocno dowolnym, trwało i trwało i trwało i trwało. Dzieciaki obejrzały trzy bajki  na dividivi a ja dalej szyłam, aż prawie od tego oślepłam:) Po wielu godzinach mozolnej pracy ręcznej kot wyglądał tak:


Teraz należało sierściucha wypchać. Poświęciłam na ten cel starą poduszkę na taboret wypełnioną gąbką. Gąbkę porwaliśmy na małe kawałeczki i  upchnęliśmy w animalu. Myślałam, że nigdy nie skończymy, bo durny sierściuch pochłaniał każdą ilość wciskanej w niego gąbki. Po godzinach starań osiągnęliśmy produkt finalny (jak na debiut uważam, że nienajgorzej:):



Teraz trzeba jeszcze tylko dorobić oczy, nos, pyszczek i wąsiki i sierściuch będzie gotowy:) Niestety Lenka stwierdziła kategorycznie, że idzie już spać i zabrała ze sobą animala bez twarzy. Może to i dobrze,  bo i tak niewiele już widzę  i szczerze mówiąc mam serdecznie dosyć zwierzaka.
Chyba mnie jakieś zaćmienie dopadło, żeby wyskakiwać z takim pomysłem! A najlepsze jest to, że Nikodem  stwierdził, że skoro zostało nam gąbki, to jutro zrobimy nietoperza, albo myszkę, albo niebieski samochód... Ratunku!!!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Drukuj