W sali przedszkolnej u Nikodema w grupie na ścianie wisi ogromne tekturowe słońce z mnóstwem promieni. Na każdym z promieni napisane jest imię jednego dziecka z grupy. Za wzorowe zachowanie, staranne wykonanie jakiegoś zadania lub inny fajny uczynek dziecko otrzymuje małe słoneczko na swoim promyczku. Za bałaganienie, przeszkadzanie, kłótnie i inne przewinienia na promyku delikwenta pojawia się chmurka. Takie słoneczko motywacji:)
Nikodem postanowił takie słoneczko zafundować nam w domu! Wyciął je z papieru, na promieniach kazał napisać nasze imiona i magnesem przyczepił na lodówce. Ciężko to wprawdzie nazwać słoneczkiem, ale trochę Mu się spieszyło i wyszło nieco krzywe.
Zapowiedział, że za dobre zachowanie będziemy dostawać czerwone serducho, a za złe - czarne! Od tej pory mamy przechlapane:)
Jak widać na załączonym obrazku, z miejsca dorobiłam się czarnego serducha:) Nakrzyczałam bowiem na łupieże, bo mi się pętały po kuchni przy robieniu obiadu. Ale zaraz potem zarobiłam też serduszko czerwone za pyszny makaron z sosem:)
O wszystkim i o niczym. O rzeczach ważnych, mniej ważnych i tych zupełnie błahych. Zapiski z codziennego, beztroskiego życia moich diabelskich łupieży: Lenki i Nikodema. "Dzieci najuważniej słuchają, kiedy mówi się nie do nich" — Eleonora Roosevelt
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kotek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kotek. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 11 października 2012
niedziela, 29 stycznia 2012
Buźka dla kotka
Lenka zerwała mnie dzisiaj z łóżka o 6.30:
- Mamo, Mamo, trzeba zrobić kotkowi oczka!!!
Nie było wyjścia, musiałam wstać i dokończyć wczorajsze rękodzieło.
Najpierw kocur dostał oczy z guzików:
Następnie doprawiliśmy mu nosek z pomponika (nie wiem nawet skąd mi się ten pomponik w domu znalazł) i wąsiki z czarnej tasiemki:
Jeszcze tylko usteczka z kawałka czerwonego troczka od jakichś spodni Lenki i różowa kokardka na szyję ze starego ramiączka od biustonosza:)
Na tym zakończyliśmy prace twórcze. Lenuśka jest przeszczęśliwa i wszędzie targa ze sobą sierściucha:) Następnym razem mocno się zastanowię, zanim rzucę taki durny pomysł!
- Mamo, Mamo, trzeba zrobić kotkowi oczka!!!
Nie było wyjścia, musiałam wstać i dokończyć wczorajsze rękodzieło.
Najpierw kocur dostał oczy z guzików:
Następnie doprawiliśmy mu nosek z pomponika (nie wiem nawet skąd mi się ten pomponik w domu znalazł) i wąsiki z czarnej tasiemki:
Jeszcze tylko usteczka z kawałka czerwonego troczka od jakichś spodni Lenki i różowa kokardka na szyję ze starego ramiączka od biustonosza:)
Na tym zakończyliśmy prace twórcze. Lenuśka jest przeszczęśliwa i wszędzie targa ze sobą sierściucha:) Następnym razem mocno się zastanowię, zanim rzucę taki durny pomysł!
sobota, 28 stycznia 2012
Jak zrobić maskotkę
Odbiło mi dzisiaj dokumentnie i rzuciłam łupieżom hasło, że może uszyjemy maskotkę. Po długich naradach wybór padł na kotka. Narysowaliśmy więc na papierze kontury kocura i go wycięliśmy:
Następnie wzięliśmy moją starą bluzkę w kwiatki i na jej lewej stronie Lenuśka odrysowała kredą wyciętego kotka:
Kolejnym etapem było wycinanie kotka z materiału, rzecz jasna podwójnie, żeby było co zszywać:
Następnie wzięłam igłę i nitkę, no i oczywiście okulary, bo bez nich nawlekałabym tę igłę do usranej śmierci (starość nie radość). Lenka dzielnie asystowała i też zaopatrzyła się w okulary:)
Teraz było najgorsze - szycie wstrętnego sierściucha, ściegiem mocno dowolnym, trwało i trwało i trwało i trwało. Dzieciaki obejrzały trzy bajki na dividivi a ja dalej szyłam, aż prawie od tego oślepłam:) Po wielu godzinach mozolnej pracy ręcznej kot wyglądał tak:
Teraz należało sierściucha wypchać. Poświęciłam na ten cel starą poduszkę na taboret wypełnioną gąbką. Gąbkę porwaliśmy na małe kawałeczki i upchnęliśmy w animalu. Myślałam, że nigdy nie skończymy, bo durny sierściuch pochłaniał każdą ilość wciskanej w niego gąbki. Po godzinach starań osiągnęliśmy produkt finalny (jak na debiut uważam, że nienajgorzej:):
Teraz trzeba jeszcze tylko dorobić oczy, nos, pyszczek i wąsiki i sierściuch będzie gotowy:) Niestety Lenka stwierdziła kategorycznie, że idzie już spać i zabrała ze sobą animala bez twarzy. Może to i dobrze, bo i tak niewiele już widzę i szczerze mówiąc mam serdecznie dosyć zwierzaka.
Chyba mnie jakieś zaćmienie dopadło, żeby wyskakiwać z takim pomysłem! A najlepsze jest to, że Nikodem stwierdził, że skoro zostało nam gąbki, to jutro zrobimy nietoperza, albo myszkę, albo niebieski samochód... Ratunku!!!
Następnie wzięliśmy moją starą bluzkę w kwiatki i na jej lewej stronie Lenuśka odrysowała kredą wyciętego kotka:
Kolejnym etapem było wycinanie kotka z materiału, rzecz jasna podwójnie, żeby było co zszywać:
Następnie wzięłam igłę i nitkę, no i oczywiście okulary, bo bez nich nawlekałabym tę igłę do usranej śmierci (starość nie radość). Lenka dzielnie asystowała i też zaopatrzyła się w okulary:)
Teraz było najgorsze - szycie wstrętnego sierściucha, ściegiem mocno dowolnym, trwało i trwało i trwało i trwało. Dzieciaki obejrzały trzy bajki na dividivi a ja dalej szyłam, aż prawie od tego oślepłam:) Po wielu godzinach mozolnej pracy ręcznej kot wyglądał tak:
Teraz należało sierściucha wypchać. Poświęciłam na ten cel starą poduszkę na taboret wypełnioną gąbką. Gąbkę porwaliśmy na małe kawałeczki i upchnęliśmy w animalu. Myślałam, że nigdy nie skończymy, bo durny sierściuch pochłaniał każdą ilość wciskanej w niego gąbki. Po godzinach starań osiągnęliśmy produkt finalny (jak na debiut uważam, że nienajgorzej:):
Teraz trzeba jeszcze tylko dorobić oczy, nos, pyszczek i wąsiki i sierściuch będzie gotowy:) Niestety Lenka stwierdziła kategorycznie, że idzie już spać i zabrała ze sobą animala bez twarzy. Może to i dobrze, bo i tak niewiele już widzę i szczerze mówiąc mam serdecznie dosyć zwierzaka.
Chyba mnie jakieś zaćmienie dopadło, żeby wyskakiwać z takim pomysłem! A najlepsze jest to, że Nikodem stwierdził, że skoro zostało nam gąbki, to jutro zrobimy nietoperza, albo myszkę, albo niebieski samochód... Ratunku!!!
Subskrybuj:
Posty (Atom)















