poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Fontanna - fotorelacja

Moim dzieciom w zasadzie wszystko jedno - czy to rzeka, czy zalew, czy  fontanna - byleby było trochę wody i wtedy jest pełnia szczęścia:)
Ostatnio w ruch poszła właśnie fontanna:

Lenkę najbardziej interesowało, dlaczego ten chłopiec ciągle tak tam siedzi, co robi z tym  jabłkiem i kiedy w końcu się ruszy:)

Fontanna (zapewne w  ramach oszczędności:P) włącza się co godzinę na jakieś 5-10 minut. W przerwach  sika tylko nieco wody z drzewka.
A chłopiec siedzi jak zaklęty i ruszyć się nie chce!



post signature

niedziela, 19 sierpnia 2012

Pomarańczowy

Łupieże grają w jakąś wymyśloną przez siebie grę. Oczywiście wszelkie zasady gry są na bieżąco zmieniane i odpowiednio dostosowywane. Kłócą się zawzięcie i  oskarżają wzajemnie o oszustwa.
Wreszcie słyszę Lenkę:
-  Dobra, to idź zapytaj Mamy!
Przybiega Nikodem.
- Mamusiu, a pomarańczowy to jest kolor dziewczyński czy chłopacki???
-  Yyyyyyyyyyyyyyy - myślę intensywnie, bo odpowiedź może mieć kluczowe znaczenia dla wyniku rozgrywki - może być dziewczyński i może też być chłopacki.
Nikodem wraca do zabawy. Lenka pyta:
- I co Mama powiedziała???
- Mama  mówi, że pomarańczowy jest chłopacki!!!

post signature

czwartek, 16 sierpnia 2012

Koloruj z numerami

Dziś od rana szał z książeczką pt. "Koloruj z  numerami". Jest to malowanka, w której  trzeba  pokolorować poszczególne  elementy  obrazka według kolorów z okładki.


Ponieważ książeczkę mamy tylko jedną (zupełnie nie rozumiem dlaczego!), łupieże leżą na podłodze i każde maluje swoją stronę. O dziwo, wybierają  inne cyferki i nie biją się o kredki! A przy okazji uczą się także dokładnego kolorowania i liczenia. Nikodem wciąż strofuje Lenkę,  że się nie przykłada, wychodzi za linie, zostawia dziury i w ogóle maluje na odwal się:
- Po co ten pośpiech, Lenka? Przecież nie spieszysz się chyba na autobus? - mówi do Niej.
Lenka trochę się złości, ale posłusznie poprawia obrazek. I tak sobie zgodnie, wspólnie malują:)
Bardzo fajna zabawa. Polecam.


wtorek, 14 sierpnia 2012

Konkurs Bobo Fruta

Na Facebooku Bobo Frut urządza konkurs. Link tutaj: https://apps.facebook.com/dodajmema/ .
Wystarczy uzupełnić dymki w obrazkach i można wygrać soczki o wakacyjnych smakach. Pochwalę się, bo  właśnie udało mi się wygrać w pierwszej turze:)))
Z niecierpliwością czekam na soczki i gram dalej!
A tutaj profil Bobo Fruta na Facebooku: https://www.facebook.com/bobofrut .




Przywołując lato - zbieramy muszelki

Ponieważ pogoda dziś taka, a  nie inna, przywołujemy lato wspominając wyprawy nad  rzekę. Zbieranie  muszelek  i  innych ciekawych rupieci pływających w  rzece, to bardzo fajna zabawa.
Lato wróć!!!


Pogoda nam się popsuła:(

Wczoraj było jeszcze trochę słońca, ale wiał zimny wiatr. A dzisiaj nie dość, że zimno, to jeszcze ciągle coś pada. I słońca jakoś nie widać:( Podobno od jutra ma się ocieplić, ale obawiam się, że to już początki jesieni.
Łupieże nudzą się straszliwie. Mieliśmy myć okna, ale w taką pogodę to raczej nie ma sensu. Na razie robimy pranie, chociaż też nie wiem po co, bo przecież na balkonie go nie powiesimy:( Trudno, będzie schło w łazience przez tydzień.
Na razie wariaty oglądają Flinstonów i  jedzą chleb z masłem (nie ma to, jak pożywne śniadanie!). Potem może trochę pójdziemy pobiegać po kałużach, ale nie za bardzo mi się chce:( W ogóle jakiś rozlazły ten dzisiejszy dzień.
Niemniej jednak, mimo przygnębiającej pogody, życzę wszystkim miłego dnia!

sobota, 11 sierpnia 2012

Versatile Blogger

Zostałam nominowana przez Mamę Syna http://mamasyna.blogspot.com/ do Versatile Blogger:) Wobec tego ujawniam siedem nieujawnionych faktów o mojej osobie:
1. Jestem choleryczką.
2. Jestem niepoprawną marzycielką.
3. Najbardziej na świecie kocham moje dzieci.
4. Najbardziej na świecie obawiam się o moje dzieci. Troska o nie spędza mi sen z powiek i nieustannie wyobrażam sobie wszelkie możliwe wypadki, którym mogą ulec.
5. Kocham zwierzęta.
6. Nie cierpię zimy i tych kilogramów ubrań, które trzeba na siebie wkładać. Gdyby lato trwało cały rok, miałabym trzy razy więcej miejsca w szafie:)
7. Lubię długo spać!

Nominuję:
  • Srokę
  • Oazę
  • Mamę Sophie
  • Małe tete a tete
  • Tusię

Przetworowanie

Sezon na przetwory trwa. Jako przykładna pani domu (hehehe) postanowiłam i ja przetworzyć kilka produktów jadalnych w celu zaopatrzenia rodziny w witaminy na trudny okres zimowy.
Jak postanowiłam, tak zrobiłam! Ogórki zostały nastawione do zakiszenia w pięknym kamiennym garze (wykradzionym w tym właśnie celu od dziadka), dżem pyrkał sobie leniwie na kuchni, sok z malin gotował się  intensywnie i w ogóle było "przetworniście":)
Niestety, nie dane mi było doczekać zachomikowania owych zapasów na długie zimowe wieczory w ciemnej i zimnej piwnicy. Ogórki zostały opierdzielone, nim uzyskały status kiszonych - wszak małosolne są najlepsze. Dżem był tak intensywnie próbowany, że pozostałej resztki nawet nie opłacało się "słoikować".
Z całej mojej radosnej twórczości uchowały się tylko malinki, których będę bronić rękami i nogami przed spożyciem nim nastaną siarczyste mrozy!
Reasumując: w dupie mam takie "przetworowanie"!

  

Surówka błyskawiczna

Kiedy brak czasu i pomysłu na dodatek do obiadu proponuję megaszybką surówkę marchewkową. Do przygotowania wystarczy kilka marchewek i dwie łyżki majonezu.
Marchewkę trzemy na drobnej tarce, dodajemy jedną - dwie łyżki majonezu (w zależności od upodobań i ilości marchewki). Solimy, pieprzymy i surówka gotowa.

W zasadzie, aż się prosi, żeby dodać tutaj pokrojonego drobno, świeżutkiego pora. Ale ponieważ łupieże nie są "porolubne", pozostajemy przy samej marchewce.

Czym się różni pszczoła od osy???

Na pierwszy rzut oka  różnice między pszczołą a osą są niewidoczne. Niemniej jednak te dwa owady wyglądają i zachowują się zupełnie inaczej.
Pszczoła - ubarwiona jest różnorodnie - od barwy jednolicie czarnej i ciemnobrązowej do żółtej i czerwonopomarańczowej. Żyje w zorganizowanych społecznościach. Odżywia się nektarem oraz pyłkiem kwiatowym. Pszczoła żądli tylko raz, zostawia w ranie żądło i potem umiera.

źródło: internet


Osa - charakteryzuje się żółto-czarnym ubarwieniem. Żyje stadnie, budując kuliste gniazda. Jad os nie jest groźny dla człowieka, choć wyjątkiem są osoby uczulone, u których użądlenie może wywołać wstrząs anafilaktyczny. Osy są wszystkożerne, często atakują również inne owady. Osa nie pozostawia żądła w ciele ofiary i nie ginie po użądleniu.

źródło: internet

Różnice w wyglądzie są, jak widać, znaczne. Natomiast użądlenie boli mniej więcej tak samo:) W zasadzie, kiedy nas upierdzieli, jest nam wszystko jedno, czy była to osa, czy też może pszczoła. Najniebezpieczniejsze są użądlenia w język, szyję i twarz. Jeśli owad pozostawił żądło, należy je delikatnie usunąć. Na użądlenia pomagają okłady z lodu, octu, cebuli, sody oczyszczonej lub roztworu nadmanganianu potasu.

Bomba kaloryczna na śniadanie

Dziś u nas na śniadanie antydietetyczne danie:) Oto jajo posadzone na chlebku. Sposób przyrządzenia jest bardzo prosty:
Bierzemy duże kromki chleba i wydłubujemy środki. Chleb kładziemy na patelnię, na dobrze rozgrzany tłuszcz i wbijamy do środka jajka. Pozostałe chlebowe środki kroimy na małe kwadraciki i podsmażamy na drugiej patelni tworząc w ten sposób grzanki. Usmażone, posypane solą i pieprzem do smaku jajka posypujemy obficie grzankami i gotowe.

Bardzo kaloryczne danie, zapewniające mnóstwo energii od samego rana. Niewskazane dla osób pozostających na jakiejkolwiek diecie:) Smacznego!
A co u Was na śniadanko???

piątek, 10 sierpnia 2012

Namiot z ręcznika i gałęzi:)

Gdy nad wodą słońce zbyt mocno przygrzewa, pomysłowy Tata wbije w ziemię dwa patyki, umocuje na nich trzeci, całość przykryje ręcznikiem i dorzuci trochę gałęzi. W ten oto prosty sposób w 5 minut powstanie namiot chroniący przed słońcem, wiatrem i ewentualnym deszczem. Pod taką osłoną można spokojnie spożyć posiłek:)

Namiot był mocno prowizoryczny, ale łupieże i tak miały radochę nie z tej ziemi i nawet posiłek jakoś tak lepiej smakował:)

Moje dziecko jest leworęczne

Nikodem jest leworęczny. Nie robi z tego absolutnie żadnego problemu, a tym bardziej nie robię z tego problemu ja. Niemniej jednak zdaję sobie sprawę z tego, że przy nauce pisania może napotkać na pewne trudności.
Już teraz widać, że dużym problemem są dla Niego szlaczki. Zwłaszcza te, w których trzeba kreślić kółka. Nikodem uparcie usiłuje kreślić kółko w odwrotną stronę, niż człowiek praworęczny i całość nie bardzo Mu wychodzi.

źródło: www.bazgroszyt.pl
Staramy się ćwiczyć te kółeczka, ale dziecko moje szybko się do nich zniechęca. Zdecydowanie preferuje szlaczki z liniami prostymi:)
Na szczęście przedszkolna wychowawczyni Nikodema podchodzi do problemu bardzo profesjonalnie. W miarę możliwości stara się zapewnić Mu odpowiednie warunki do ćwiczeń. O dziwo, Nikodem jest jedynym leworęcznym dzieckiem w swojej grupie.
Pani Bożenka wciąż przypomina mi o prawidłowym zorganizowaniu miejsca pracy dla dziecka leworęcznego, czyli:
  • światło powinno padać na biurko z prawej strony
  • dziecko powinno siedzieć z lewej strony biurka
  • przybory szkolne powinny być dostosowane dla dzieci leworęcznych
  • początkowo dziecko powinno uczyć się pisać ołówkiem

Równie ważna jest sama technika pisania:
  • odpowiedni chwyt długopisu, ołówka - powinno się go trzymać w trzech palcach: między kciukiem
    i palcem środkowym, zaś palec wskazujący naciska ołówek od góry, drugi koniec ołówka powinien być skierowany ku lewemu ramieniu
  • ułożenie zeszytu i ręki - zeszyt powinien leżeć po lewej stronie osi ciała dziecka, ukośnie, jego górny lewy róg powinien być skierowany ku górze blatu
  • odpowiednia pozycja ciała - obie stopy oparte o podłogę, plecy wyprostowane

Staramy się stosować do tych zasad i mam nadzieję, że kiedy Nikodem pójdzie do szkoły, trafi na nauczycielkę z równie profesjonalnym podejściem, co nasza Pani Bożenka!
Na szczęście na rynku dostępnych jest już wiele przedmiotów codziennego użytku przeznaczonych dla ludzi leworęcznych. Jest to na pewno znaczne ułatwienie.
Chociażby głupie nożyczki: niby takie same, a jednak złożone jakoś odwrotnie. Ja jako osoba praworęczna nijak nie mogę sobie poradzić z Nikodemowymi nożyczkami:) Za cholerę nie idzie nimi nic przeciąć!
Ciekawi mnie, czy Lenka też będzie leworęczna. Na razie pozostaje jakby niezdecydowana i posługuje się zarówno lewą, jak i prawą ręką. Jeśli wierzyć naukowcom, praworęczność ustala się około drugiego roku życia, natomiast leworęczność dopiero w wieku 4-5 lat.
No cóż, czas pokaże:)

środa, 8 sierpnia 2012

Pojemniczek do lodu

W dniu wczorajszym w drodze kupna nabyłam w Biedronce silikonowy pojemniczek do lodu za całe 4,99zł. Z kilku dostępnych kształtów wybrałam ludziki.






Łupieże od razu kazały sobie przyrządzić lodowe ludziki. Nalaliśmy więc wody do foremek i wsadziliśmy do zamrażalnika. Podczas procesu mrożenia wariaty siedziały pod lodówką i co chwilę zaglądały, czy ludziki już się zrobiły.


A potem była już tylko zabawa lodowymi ludzikami. Wrzucanie do szklanki, obserwowanie jak ludziki się rozpuszczają, lizanie i (o zgrozo!) chrupanie lodu. Dwanaście lodowych ludzików zniknęło w mgnieniu oka.





Dzieciom naprawdę niewiele potrzeba do szczęścia. Wystarczy byle gówienko i już jest mnóstwo zabawy. Mała rzecz, a cieszy:)

niedziela, 5 sierpnia 2012

Owocowo

Zainspirowana palmowym postem Babylandii  http://babylandiaa.blogspot.com/2012/08/palma.html stworzyłam wspólnie z Lenką owocowego kwiatuszka:





Do produkcji wykorzystałyśmy, jak widać na załączonym obrazku, winogrona, banany i połówkę moreli. Ponieważ łupieże kochają się w galaretce, całość została zalana galaretą o smaku truskawkowym i teraz tężeje w lodówce.


Wodospad - fotorelacja


piątek, 3 sierpnia 2012

Gdyby kózka nie skakała...

Mijający tydzień był zdecydowanie kontuzyjny:
W poniedziałek na dłoni Lenki zrobił  się odcisk od  łańcucha huśtawki. Dziecko moje młodsze potrafi  się już bujać samo (w przeciwieństwie do dziecka starszego!) i  huśtawki są Jej żywiołem. Odcisk przerodził się w bąbla, bąbel pękł i konieczna była kuracja plasterkiem.
We wtorek dzikie harce, wściekła bieganina i inne szaleństwa zakończyły się zderzeniem czołowym Nikodema i przedszkolnej koleżanki Marceliny. Efekt: Marcelina - głowa cała,  Nikodem - intensywny krwotok z nosa.
Środa znowu należała do Nikodema:) W przeciwieństwie do wtorku ze zderzenia czołowego Nikodem  wyszedł prawie bez szwanku (nie licząc niewielkiego guza na głowie). Ucierpiała natomiast "zderzona" z impetem dziewczynka - Jej  rozcięta warga mocno krwawiła. Tajemnicą niezgłębioną pozostaje dla mnie, jak można biec centralnie na siebie i się nie widzieć!
Czwartek był  w miarę spokojny. Jedynie kolega  z  piaskownicy sypnął  Lence w oczy tak, że przez pół godziny  nie mogła oka otworzyć. Na  pomoc przyszła woda kranowa i słone łzy, które skutecznie wypłukały piasek.
W piątek, czyli dzisiaj kontuzji znowu uległ Nikodem.
Nasz plac zabaw  okala dosyć niski płotek. W płotku tym jest furtka.Oczywistą oczywistością jest, że furtka owa służy małym dzieciom i ich matkom do wchodzenia na plac zabaw i wychodzenia z niego. Równie oczywistą oczywistością jest fakt, że sześciolatkom  furtka służy głównie do wożenia się na niej. Wszak na plac zabaw normalne dzieci dostają się przechodząc przez ogrodzenie!
Młodzież tak się namiętnie woziła do momentu, kiedy Nikodem  nieopatrznie wsadził paluchy w zawiasy  i paluchy przycięło! Ręka momentalnie spuchła, paluch serdeczny zrobił się siny i pojawił się krwiak. Już myślałam, że będziemy jechać na pogotowie, bo palce pewnie połamane, ale po obmyciu zimną wodą i podmuchaniu okazało się, że ręka jednak cała, paluchy dają się wyginać i w ogóle "Mamo, już prawie nie boli":) Na noc wysmarowałam altacetem i chyba będzie dobrze.
No cóż, lato w pełni i kontuzje są nieuniknione. Niemniej jednak zaczynam poważnie myśleć o uwiązaniu  moich dzieci na bardzo krótkim łańcuchu:)

czwartek, 2 sierpnia 2012

Toster Hello Kitty

Lenka ma absolutnego fioła na punkcie Hello Kitty, jak pewnie większość dziewczynek w Jej wieku:) Ponieważ niedługo ma urodziny, buszuję sobie po internecie w celu znalezienia odpowiedniego dla Niej  prezentu.
Ja wiem, że Hello Kitty można znaleźć już niemal na wszystkim, ale takiego cuda, jak ten toster jeszcze nie widziałam:)

źródło: internet

Tak sobie myślę, że pewnie dziecko moje młodsze byłoby takim cudeńkiem zachwycone i zauroczone. I pewnie nie jadłaby nic innego, jak tylko te tosty. Niemniej jednak kupować go nie zamierzam. Chociaż muszę przyznać, że tościki wyglądają całkiem smakowicie:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Drukuj