niedziela, 9 września 2012

Ostatnie dni lata - fotorelacja

Korzystamy intensywnie z ostatnich ciepłych dni:) Spacery w letnim słońcu i dzikie zabawy na placu zabaw już niedługo pozostaną tylko miłym wspomnieniem.



W ten weekend, jako dodatkowa atrakcja, trafiła nam się nawet karuzela. Łupieże, jak łatwo się domyśleć, są zachwycone i non stop ciągną nas w stronę wesołego miasteczka.


Równie fajne, jak karuzela jest bujanie się na lianach:) Biedna wierzba płacząca jest już w opłakanym stanie. A ja tylko czekam, kiedy sąsiedzi nas opieprzą za dewastację drzewa - poniekąd zresztą słusznie:)


post signature

Naprasowywanki

Kupiłam kiedyś w Lidlu z myślą o Nikodemowych kolanach, wiecznie poprzecieranych na przedszkolnym dywanie. I zupełnie o nich zapomniałam. Teraz odnalazłam i wykorzystałam. Naprasowywanki z Toy Story.


Pana i Panią Bulwę naprasowałam na Lenkowe getry, które dorobiły się dziurki na kolanie. Młoda jest zachwycona:)


Chudy natomiast otrzymał zaszczytne miejsce na kolanie Nikodema. W ten sposób Jego ulubione spodnie dresowe posłużą Mu jeszcze przez jakiś czas.


Operacja przyklejania aplikacji jest bardzo prosta: wystarczy mocno nagrzać żelazko, przyłożyć aplikację w wybranym miejscu, przykryć cienką szmatką i przyprasować mocno przyciskając żelazko do tkaniny. Operację należy powtórzyć po lewej stronie ubranka i gotowe!

post signature

sobota, 8 września 2012

Psychologia wspomnień...

Odkąd moje dzieci osiągnęły wiek przedszkolny i zaczęły kumać coś więcej, niż tylko: pić, jeść, srać i spać, zaczęłam wspominać moje dzieciństwo.
Doszłam do wniosku ze swoich lat dziecięcych pamiętam naprawdę niewiele! W pamięć zapadło mi tylko kilka średnio istotnych faktów:
- w zerówce spóźniłam się na bal wiosny, rodzice pomylili godziny i w rezultacie bal przeszedł mi koło nosa. Bardzo to przeżyłam, bo miałam piękną sukienkę w kolorze koralowym z przyczepionymi tu i ówdzie bibułowymi kwiatkami. Zawód był ogromny!
- w ramach przyuczania do roli kury domowej dostałam od babci do wymieszania zupę pomidorową ze śmietaną. Miska szybko poszła w kąt, bo akurat w telewizorze leciało "Domowe przedszkole" i zdaje się, że śmietana się zważyła. Lamenty i pretensje babci pamiętam do dzisiaj.
- w wieku lat około pięciu byłam szczęśliwą posiadaczką wózka dla lalek. Wózkiem tym obwoziłam się po całej okolicy, aż nieszczęśliwie wjechałam w pozostałości po smołowaniu dachu na bloku. W smole został wózek łącznie z lalką i moje buty. Szorowania w wannie wszelkimi dostępnymi środkami z masłem w roli głównej nie sposób zapomnieć:)
- zimę stulecia w "osiemdziesiątymktórymśtam" roku pamiętam jako blisko metrowe zaspy śniegu, w których kopało się tunele, żeby gdziekolwiek dotrzeć. Śnieg sięgał mi wtedy do połowy głowy, a te białe labirynty były naprawdę niesamowite!
To tyle moich wspomnień z okresu przedszkola. Reszta pozostaje w mrokach niepamięci... Z pierwszych lat w szkole pamiętam już nieco więcej. Ale nie potrafię sobie przypomnieć, co czułam i myślałam, kiedy miałam 5 czy 6 lat. Co mnie cieszyło? Co martwiło? Czym się przejmowałam? Co lubiłam? Czego nie lubiłam? Czy bałam się iść do zerówki albo do pierwszej klasy? Nie pamiętam. Najwyraźniej miałam nudne dzieciństwo:)
A co ze swoich przedszkolnych lat zapamiętają moje dzieci???

post signature

Fajny pomysł na...świecówki:)

Na facebookowej stronie https://www.facebook.com/MojeMadreDziecko wypatrzyłam fajny patent na poniewierające się po domu świecowe kredki.
Kredki owe należy po prostu pociąć lub połamać na mniejsze kawałeczki, wsypać do foremek i zapiec w piekarniku w temperaturze 230 stopni przez około 15 minut.
Link do całej operacji: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=486152571395298&set=a.419220394755183.103636.401053809905175&type=1&theater
Przy okazji może ktoś wie, dlaczego nie działa wstawianie linków???


Nie wiem, jak u Was, ale u mnie połamanych kredek świecowych wala się całe mnóstwo i pomysł ten na pewno wykorzystam:)

post signature

Panna Cotta firmy Winiary

Pokusiłam się wczoraj o wykonanie jednego z przysłanych mi przez firmę Winiary deserku. Wybór łupieży padł oczywiście na Panna Cottę.
Wykonanie jest bardzo proste, wszystko jest jasno opisane na opakowaniu i faktycznie nie zajmuje więcej niż 15 minut.


Mleko, słodka (30%) śmietanka i wrząca woda do truskawkowego sosu to wszystko co potrzebne jest do spreparowania deseru. Mleko należy zagotować, śmietanę wymieszać z proszkiem z opakowania, całość połączyć, jeszcze chwilkę pogotować i gotowe! Truskawkowy proszek zalewamy natomiast wrzątkiem i mieszamy. Szybko i prosto!


Następnie Panna Cottę wlewamy do miseczek lub foremek. Ja swoją umieściłam w silikonowej formie. Deseru wystarczyło akurat na 6 foremek. Zostawiamy do ostygnięcia a potem wstawiamy do lodówki. Deser robiłam wczoraj wieczorem, więc stał w lodówce przez całą noc, ale podobno wystarczy mu 1,5 godziny w lodówie. Muszę przyznać, że nie namęczyłam się specjalnie przy przygotowywaniu tego deserku.



Na koniec wywalamy deser z foremek na talerzyki i polewamy truskawkowym sosem. No i pozostaje już tylko konsumpcja:)
Efekt końcowy wyglądał u mnie tak:


Deserek wyszedł miękki i muszę przyznać, że całkiem smaczny. Sos jest faktycznie nieco kwaskowy, ale łupieżom bardzo smakował. Spałaszowali po dwie babeczki i ciągle kazali sobie dolewać kisielku:) Na temat babeczek wypowiedzieli się natomiast, że "są mięciutkie, jak żelki-witaminki":)

http://www.winiary.pl/produkt.aspx/407/winiary-pomysl-na-panna-cotta-z-sosem-truskawkowym

 Dziękuję firmie Winiary za udostępnione produkty:)

post signature

piątek, 7 września 2012

Parówkowe ośmiornice

Na którymś z blogów podpatrzyłam (niestety, nie pamiętam, na którym) i dziś na kolację łupieżom przyrządziłam:) parówkowe ośmiornice, pływające w morzu ketchupu. Bo z parówek można zrobić prawie wszystko...

Przy okazji zostałam ostro skrytykowana, bo:
- "Mamo, ale one mają za mało nóg, bo ośmiornice to mają przecież osiem"
- "Mamuś, ale przecież morze jest niebieskie a nie czerwone!"
- "Mamo, a dlaczego nie ma wodorostów?"
Ale i tak zeżarli, aż Im się uszy trzęsły i prosili o dokładkę:P

post signature

Buszowanie po lodówce

- Lenka, przekąsimy coś??? - drze się Nikodem z kuchni.
- Mhm - odpowiada zajęta robieniem kupy Lenka.
- Na co masz ochotę?
- Yyyyyyyyyyyyy...
- Jest monte!!! - melduje Nikodem z kuchni.
- Jaka monta? Z tatuażem? - słyszę z kibla.
- Eee, bez. Ale są aż cztery! Chcesz?
- Ale bez tatuaża? To ja nie chcę takiej monty! Może w środku jest tatuaż?
- No co Ty, głupia! By się pobrudził! Ale jest jeszcze danio, chcesz???
- Z tatuażem????
- No co Ty, głupia! W danio nie mam tatuaży!
- Czekaj, bo nie widzę! Mamooooooooooooooooooooooooooo, zrobiłam kupę!!!
Biegnę podetrzeć tyłek, bo Lenka jeszcze nie do końca sobie z tym radzi.
- To chcesz to danio, czy nie? - niecierpliwi się Nikodem.
- Dobra, dawaj.
- Tylko musimy szybko zjeść, bo inaczej przyjdzie głód i nam zeżre!!!
Chyba oglądają za dużo telewizji...

post signature

czwartek, 6 września 2012

Uwielbiam zebrania w przedszkolu:(((

Właśnie wróciłam z Lenkowego zebrania. Prawie dwie godziny ględzenia o niczym:( No dobra, było parę ważnych kwestii, ale wszystko, co istotne, można było swobodnie zmieścić w dwóch - trzech kwadransach.
Była mowa o planowanych wycieczkach, imprezach i innych balach. O piżamkach, szczoteczkach do zębów i grzebieniach - wszystko to trzeba dostarczyć do przedszkola.
Było obowiązkowe zbieranie wszelkich możliwych składek i opłat za książki i zajęcia dodatkowe, typu rytmika czy język angielski.
Był wreszcie ulubiony przez wszystkich rodziców punkt każdego wrześniowego zebrania, czyli wybory do Rady Rodziców:) Wszyscy wtedy z wielkim zainteresowaniem oglądają zacieki na suficie i na ścianach (zacieków jednak brakowało, bo sala była świeżo odmalowana:P), tudzież studiują wnikliwie blaty stolików. I czekają, aż ktoś chętny się zgłosi. A chętnych przeważnie brak... Z wielkim trudem przebrnęliśmy przez ten punkt zebrania!
Na koniec zostały już tylko pytania, spostrzeżenia, uwagi i wnioski. Tutaj też mało kto się wychyla, bo każde pytanie nadgorliwego rodzica kwitowane jest wściekłymi spojrzeniami pozostałych, ustawionych już w blokach startowych, żeby jak najszybciej umknąć z sali:)
Chyba zacznę wychodzić w połowie tych zebrań! Zwłaszcza, że od siedzenia na tych mini krzesełkach cholernie boli dupa:)

post signature

wtorek, 4 września 2012

Nasze wygrane Bobo Fruty

Wczoraj dotarła do nas nasza wygrana w konkursie Bobo Fruta:) W pudełku znalazłam trzy soki z limitowanej letniej edycji - żółte owoce, czerwone owoce i pomarańczowe owoce.
Z wielkim trudem udało mi się rozdzielić trzy soki pomiędzy dwoje dzieci bez rozlewu krwi! Dostałam nawet po małym łyczku do spróbowania z każdej buteleczki:) Muszę przyznać, że wszystkie były naprawdę smaczne.


post signature

poniedziałek, 3 września 2012

Powitanie przedszkola:)

Pierwszy przedszkolny dzień w nowym roku szkolnym zaliczony:) U Lenki w czterolatkach po staremu, u Nikodema w zerówce pojawiło się trochę nowych kolegów i koleżanek. Nikodem z przejęciem opowiadał, że jest jeden taki Kacper, ale jakiś dziwny, bo wcale rozrabiać nie chce:P


Po południu na drzwiach sali Lenkowej pojawiła się informacja o czwartkowym zebraniu z rodzicami (zaczyna się, bleeeeeeeeeeeee), na którym będą zbierane składki na ubezpieczenie - 40zł i na podręczniki - jedyne 58zł. Już mnie zdenerwowali! A to przecież dopiero początek przedszkolnego składkowego szału:(

post signature

niedziela, 2 września 2012

Pożegnanie lata



post signature

Szaszłyki owocowe

Kruszynką zainspirowana wykonałam szaszłyki owocowe, które łupieże pochłonęły w tempie błyskawicznym i domagały się więcej!!!


Do produkcji użyłam dostępnych akurat w lodówce owoców, czyli jabłek, gruszek, śliwek żółtych i fioletowych, brzoskwiń i ananasa. Maliny i winogrona zostały zeżarte zanim zdążyłam się obejrzeć i zareagować:)
Świetny sposób na zapewnienie dzieciom odpowiedniej porcji witamin!!! Ukłony i podziękowania dla Kruszynki:)))


post signature

Zapiekanka prawie idealna

Uwielbiam wszelkiego rodzaju zapiekanki! Długo szukałam przepisu na zapiekankę idealną, która smakowałaby wszystkim, a zwłaszcza łupieżom.
Po wielu próbach i eksperymentach, po przetestowaniu miliona wersji, wreszcie znalazłam! I okazuje się, że prostota jest najlepsza:)


Moja idealna zapiekanka to makaron (najlepiej świderki), mięso mielone przysmażone z cebulką i kiełbasa. Jako sos stosuję Sos pomidorowy firmy Winiary, przyrządzony według przepisu z opakowania i dodatkowo doprawiony śmietaną. Żadne "fixy" i "pomysły na..." łupieżom do gustu nie przypadły (chociaż mi osobiście bardzo smakują).
Do tego ogromna ilość startego żółtego sera (dosyć twardego, np. morski lub edamski) i zapiekanka gotowa! Oczywiście łupieże kiełbasy nie tykają, ale nadaje ona całości bardzo przyjemny posmak i aromat.
Przyprawy dodaję według uznania i jest to przeważnie stara, dobra vegeta, szczypta majeranku, przyprawa kebab-gyros i cała masa słodkiej papryki, która w mojej kuchni używana jest aż w nadmiarze:)


Całość zapiekana jest oczywiście w piekarniku, w żaroodpornym naczyniu, wysmarowanym wcześniej masłem, przez około godzinę.

post signature

sobota, 1 września 2012

Oddam...

Porządki robię:P
W najgłębszych czeluściach szafy znalazłam Nikodemową kurtkę jesienno-zimową firmy Adidas w rozmiarze 6-9 miesięcy.
Wiem, że są wśród nas Mamy, którym jest bardzo ciężko i dla których kupno kurtki dla dziecka jest nie lada wyzwaniem. Mi samej nie obce są te problemy!
Dlatego kurteczkę ową postanowiłam oddać jakiejś potrzebującej Mamie w zamian za pokrycie jedynie kosztów przesyłki, czyli jakieś 5 - 10 zł.


Kurteczka jest oczywiście używana, ale w bardzo dobrym stanie. Zapinana na suwak i dodatkowo na napy. Długość - 34cm, szerokość - 33cm, długość rękawa mierzona od pachy do mankietu - 20 cm.
Na metce jest rozmiar 6-9 miesięcy, ale potomek mój z powodzeniem używał kurteczki w wieku 11 i 12 miesięcy. Co widać na załączonych zdjęciach:


Jeżeli więc wśród Was jest Mama potrzebująca kurtki jesienno-zimowej dla mniej więcej rocznego dziecka, ewentualnie znacie jakąś potrzebującą Mamę, to zapraszam!



post signature

Pseudo-szaszłyki Nikodema:)

Nikodem ma ostatnimi czasy fioła na punkcie "szaszłyków" z parówki. Szaszłyk według Jego przepisu to po prostu ugotowana na ciepło parówka, pokrojona w plasterki i nadziana na patyczek. Bardzo urozmaicony "szaszłyk"!


Postanowilam wykorzystać tę "miłość" do szaszłyków. Kruszynka (czytająca chyba w moich myślach:D) podsunęła mi właśnie fajny pomysł na szaszłyki owocowe.

Zdjęcie pochodzi z bloga: http://book-and-cooking.blogspot.com
Mam akurat na stanie sporo owoców, które doskonale nadadzą się do sporządzenia tego owocowego deseru. Po lodówce walają się jabłka, gruszki, winogrona, śliwki żółte, śliwki węgierki, maliny i nabyty na dzisiejszych zakupach świeży ananas.


Pomysł jest, materiały są! Nic tylko kroić i nadziewać. Mam nadzieję, że łupieżom owocowe szaszłyki przypadną do gustu.

post signature
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Drukuj