Garderobę miałam już wstępnie przemyślaną, ale dzisiaj po południu Nikodem zaskoczył mnie informacją, że na jutro ma przynieść czapkę kurki. O cholera!!! No nic, myślę sobie, weźmiemy żółtą czapkę z daszkiem, daszek przerobimy na dziób i będzie super.
Kazał mi jeszcze kupić żółty karton, że niby do tej czapki. Miałam wprawdzie swoją koncepcję na nakrycie głowy dla kurki, ale co mi tam, może dziecko ma rację. Poszliśmy do papierniczego i nabyliśmy kawał żółtego kartonu. Wciąż nie dawało mi to nic do myślenia...
Po powrocie do domu zaczęłam przeglądać internet w celu znalezienia najprostszej metody na wykonanie kurzego dzioba. Wołam łupieża, żeby pooglądał i coś sobie wybrał. Nikodem ogląda, ogląda, ogląda i w końcu mówi:
- No fajne Mama, ale to są normalne kurki, a ja mam być przebrany za takiego grzybka - kurkę.
- Że co???
- No co Ty, Mamo! Za grzybka! Przecież to jest Koncert Jesienny!!!
O żesz w mordę, niech to jasny szlag trafi! Grzybek, cholera jasna, a ja durna myślałam, że kurka, to kurka! Tak się można z dzieckiem dogadać. Myślałam, że Go normalnie rozniosę!!!
I weź tu człowieku, zrób teraz na szybko czapkę grzybka i do tego jeszcze jakiejś cholernej kurki! Żeby chociaż muchomorek, albo jakiś tam podgrzybek, to by było łatwiej. Ale nie, musi być, w mordę go i nożem, KURKA!
Namęczyłam się, namyślałam, nagimnastykowałam, nawycinałam, nakleiłam i wreszcie wyszło mi coś w miarę podobnego (taką mam nadzieję) do tej cholernej kurki.
Czapka robiona na szybko, z mocno ograniczonych materiałów (chwała dziecku za ten żółty karton!), trochę niedopracowana i nie do końca jestem z niej zadowolona, ale może obleci...
Kurki im się, w mordę, zachciało!!!





































