W zeszłym tygodniu wybraliśmy się na pizzę. Osobiście mogę się obejść bez tego typu jedzenia, jednak od czasu do czasu miło jest zrobić rodzinny wypad do lokalu na zimną pepsi i jakieś żarełko:)
Tradycyjnie zamawiamy pizzę z serem, szynką i pieczarkami. Nikodem zjada same skórki wymazane sosem pomidorowym, Lenka je normalnie:)
W tym tygodniu Nikodem znowu zapragnął iść na pizzę. Niestety był kaszlący, miał stawiane bańki (TUTAJ) i taką wyprawę uznałam za zbyt ryzykowną dla Jego zdrowia. Stanęło na tym, że pizzę zrobimy w domu:)
O wszystkim i o niczym. O rzeczach ważnych, mniej ważnych i tych zupełnie błahych. Zapiski z codziennego, beztroskiego życia moich diabelskich łupieży: Lenki i Nikodema. "Dzieci najuważniej słuchają, kiedy mówi się nie do nich" — Eleonora Roosevelt
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pizza. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pizza. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 10 marca 2013
Moja pierwsza domowa pizza!
Autor:
Unknown
o
10:06
15 komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
lokal,
mozarella,
parówka,
pepsi,
pieczarki,
pizza,
pizza domowa,
pizza na cienkim cieście,
pomidory,
pomidory z puszki,
przepis,
przyprawa do pizzy,
ser,
szynka
niedziela, 27 maja 2012
Intensywna niedziela - fotorelacja
Pogoda dziś ładna, więc koło południa przyszło nam do głowy, żeby zabrać dzieciaki nad zalew. Spontaniczne wypady bywają zazwyczaj bardzo udane i taki też był nasz dzisiejszy:)
Wylegiwaliśmy się na kocyku, dzieciaki brodziły sobie przy brzegu w wodzie po kostki, ganiały łabędzie i kaczki, grały w piłkę.
Potem były zdjęcia z żubrem, lody, kulki i zjeżdżalnia - łupieże potrafią człowieka skutecznie naciągnąć na tysiąc dwieście atrakcji:) I przy okazji zrujnować!
Nie zabrakło oczywiście konsumpcji na świeżym powietrzu - na pierwszy ogień poszła pizza. Apetyty zdecydowanie dopisywały, co bardzo mnie cieszy:)
Potem obowiązkowo plac zabaw, bo tego zabraknąć przecież nie może.
A w drodze powrotnej już tylko fontanna na rynku i lodowe koktajle w knajpie.
Atrakcji była taka moc, że Lenka padła niemalże zaraz po powrocie do domu - ledwo zdążyliśmy Ją wykąpać. Nikodem - terminator kazał się jeszcze zabrać przed blok na rower, ale też już dogorywa:) Szwenda się, jak potłuczony i nie wie, co ma ze sobą zrobić. Pewnie też zaraz padnie.
To była bardzo intensywna niedziela...
Wylegiwaliśmy się na kocyku, dzieciaki brodziły sobie przy brzegu w wodzie po kostki, ganiały łabędzie i kaczki, grały w piłkę.
Potem były zdjęcia z żubrem, lody, kulki i zjeżdżalnia - łupieże potrafią człowieka skutecznie naciągnąć na tysiąc dwieście atrakcji:) I przy okazji zrujnować!
Nie zabrakło oczywiście konsumpcji na świeżym powietrzu - na pierwszy ogień poszła pizza. Apetyty zdecydowanie dopisywały, co bardzo mnie cieszy:)
Potem obowiązkowo plac zabaw, bo tego zabraknąć przecież nie może.
A w drodze powrotnej już tylko fontanna na rynku i lodowe koktajle w knajpie.
Atrakcji była taka moc, że Lenka padła niemalże zaraz po powrocie do domu - ledwo zdążyliśmy Ją wykąpać. Nikodem - terminator kazał się jeszcze zabrać przed blok na rower, ale też już dogorywa:) Szwenda się, jak potłuczony i nie wie, co ma ze sobą zrobić. Pewnie też zaraz padnie.
To była bardzo intensywna niedziela...
sobota, 28 kwietnia 2012
Popołudnie w parku - fotorelacja
Zaraz po obiadku wybraliśmy się na długi spacer do parku. Pogoda była naprawdę wspaniała, słońce przygrzewało i nawet dosyć ostro opalało.
Trochę czasu spędziliśmy na placu zabaw, a potem tarzaliśmy się w trawie i zbieraliśmy wiosenne kwiatki.
Gapiliśmy się na pływające stadko kaczek i udało nam się zobaczyć posilającą się wiewióreczkę:)
Łupieże chciały oczywiście podejść bliżej i spłoszony wiewiór uciekł na drzewo.
A po powrocie na osiedle, zmęczeni, ale zadowoleni poszliśmy na zasłużoną pizzę i zimną coca-colę z cytrynką:) Lenka wpałaszowała dwa kawały, Nikodem, rzecz jasna, zjadał same brzegi pizzy z sosem pomidorowym.
Po kąpieli diabły padły, jak kawki i teraz chrapią. Nie ma to, jak dobrze zmęczyć dzieci:)))
Trochę czasu spędziliśmy na placu zabaw, a potem tarzaliśmy się w trawie i zbieraliśmy wiosenne kwiatki.
Gapiliśmy się na pływające stadko kaczek i udało nam się zobaczyć posilającą się wiewióreczkę:)
Łupieże chciały oczywiście podejść bliżej i spłoszony wiewiór uciekł na drzewo.
A po powrocie na osiedle, zmęczeni, ale zadowoleni poszliśmy na zasłużoną pizzę i zimną coca-colę z cytrynką:) Lenka wpałaszowała dwa kawały, Nikodem, rzecz jasna, zjadał same brzegi pizzy z sosem pomidorowym.
Po kąpieli diabły padły, jak kawki i teraz chrapią. Nie ma to, jak dobrze zmęczyć dzieci:)))
Subskrybuj:
Posty (Atom)

































