W zeszłym tygodniu wybraliśmy się na pizzę. Osobiście mogę się obejść bez tego typu jedzenia, jednak od czasu do czasu miło jest zrobić rodzinny wypad do lokalu na zimną pepsi i jakieś żarełko:)
Tradycyjnie zamawiamy pizzę z serem, szynką i pieczarkami. Nikodem zjada same skórki wymazane sosem pomidorowym, Lenka je normalnie:)
W tym tygodniu Nikodem znowu zapragnął iść na pizzę. Niestety był kaszlący, miał stawiane bańki (TUTAJ) i taką wyprawę uznałam za zbyt ryzykowną dla Jego zdrowia. Stanęło na tym, że pizzę zrobimy w domu:)
O wszystkim i o niczym. O rzeczach ważnych, mniej ważnych i tych zupełnie błahych. Zapiski z codziennego, beztroskiego życia moich diabelskich łupieży: Lenki i Nikodema. "Dzieci najuważniej słuchają, kiedy mówi się nie do nich" — Eleonora Roosevelt
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ser. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ser. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 10 marca 2013
Moja pierwsza domowa pizza!
Autor:
Unknown
o
10:06
15 komentarzy:
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
lokal,
mozarella,
parówka,
pepsi,
pieczarki,
pizza,
pizza domowa,
pizza na cienkim cieście,
pomidory,
pomidory z puszki,
przepis,
przyprawa do pizzy,
ser,
szynka
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Jak nie zjeść jajecznicy
Lenka prosi o kanapkę z szyneczką - złote dziecko do jedzenia, pochłania wszystko jak leci, nawet wątróbkę:). Sama radość przyrządzać dla Niej posiłki. Nikodem natomiast - szkoda słów.
- Nikodemku, co będziesz jadł???
Pędzi do lodówki, staje na taborecie, otwiera drzwiczki i patrzy. I patrzy, i patrzy. Myśli intensywnie...
- Co my tu mamy?
Próbuję coś delikatnie zasugerować:
- Może bułeczkę z masełkiem? Cieplutkie, świeżutkie, pycha! - wszelkie dodatki do kanapki oczywiście odpadają w przedbiegach. Nie tyka żadnej wędliny, serów, pasztetów i innych temu podobnych. Wegetarianin z urodzenia, cholera jasna.
- Hmmm, może mi nie zaszkodzi, tylko żeby była złożona, albo nie - rozłożona ... albo nie!
- A może wolisz paróweczkę na ciepło?
- Nie, po parówce boli mnie brzuch.
- To może tościka Ci zrobić?
- Nieeee, od ketchupu bolą mnie zęby.
Szlag mnie trafia i apopleksja, ale próbuję dalej:
- To zrobię Ci bez ketchupu.
- No co Ty, Mamo, tost bez ketchupu???
- Naleśniczka?
- Nie, nie mam ochoty na naleśniczka.
- To może usmażyć Ci jajeczniczkę? Lubisz przecież jajeczniczkę:)
- Jak są jajka, to nie rób. A jak nie ma, to zrób!
I jak zwykle kończy się na danonku, albo innym deserku - dobrze, że chociaż to zjada.
- Nikodemku, co będziesz jadł???
Pędzi do lodówki, staje na taborecie, otwiera drzwiczki i patrzy. I patrzy, i patrzy. Myśli intensywnie...
- Co my tu mamy?
Próbuję coś delikatnie zasugerować:
- Może bułeczkę z masełkiem? Cieplutkie, świeżutkie, pycha! - wszelkie dodatki do kanapki oczywiście odpadają w przedbiegach. Nie tyka żadnej wędliny, serów, pasztetów i innych temu podobnych. Wegetarianin z urodzenia, cholera jasna.
- Hmmm, może mi nie zaszkodzi, tylko żeby była złożona, albo nie - rozłożona ... albo nie!
- A może wolisz paróweczkę na ciepło?
- Nie, po parówce boli mnie brzuch.
- To może tościka Ci zrobić?
- Nieeee, od ketchupu bolą mnie zęby.
Szlag mnie trafia i apopleksja, ale próbuję dalej:
- To zrobię Ci bez ketchupu.
- No co Ty, Mamo, tost bez ketchupu???
- Naleśniczka?
- Nie, nie mam ochoty na naleśniczka.
- To może usmażyć Ci jajeczniczkę? Lubisz przecież jajeczniczkę:)
- Jak są jajka, to nie rób. A jak nie ma, to zrób!
I jak zwykle kończy się na danonku, albo innym deserku - dobrze, że chociaż to zjada.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


