Zrobiłam tylko dwie warstwy, bo łupieże nie mogły się już doczekać i strasznie poganiały. Dorzuciłam też trochę bananów. Wyszedł nam różowo-zielono-biszkoptowo-bananowy pyszny zimny deser.
Jest przepyszny, polecam:)
O wszystkim i o niczym. O rzeczach ważnych, mniej ważnych i tych zupełnie błahych. Zapiski z codziennego, beztroskiego życia moich diabelskich łupieży: Lenki i Nikodema. "Dzieci najuważniej słuchają, kiedy mówi się nie do nich" — Eleonora Roosevelt
najlepsze w tym przepisie jest to, że nie jest on mocno słodki :)
OdpowiedzUsuńZgadzam się, jest akurat!
Usuńnie dziwie sie maluszkom, sama bym w locie zjadla:)
OdpowiedzUsuńPołowy już nie ma:P
UsuńMniam uwielbiam takie smakołyki :-)
OdpowiedzUsuńmniam, mniam
OdpowiedzUsuń