Jak na złość nie miałam akurat w domu pomarańczy, ale za to miałam małą skrzyneczkę z drewna, w której swego czasu bytował świąteczny stroik:)
Do skrzyneczki przymocowałyśmy z Lenką kawałek sznurka i do środka nasypałyśmy całe mnóstwo ziarenek i pestek dyni.
Na widok takiego karmnika Nikodem stwierdził, że to jakaś lipa, bo do środka zmieści się co najwyżej jeden ptaszek i stworzy się powietrzna kolejka do żarcia! Mimo krytyki, ja i Lenka jesteśmy bardzo zadowolone ze swojego dzieła i myślę, że ptaszki też będą, nawet jeśli czeka je stanie w "powietrznej kolejce":)
Nasz karmniczek od razu został podwieszony do karmnika właściwego na balkonie i teraz czekamy na przylot ptactwa do naszej ptasiej stołówki.





