Niekiedy jednak nachodzi mnie ochota na coś innego niż ser żółty. Wtedy zdecydowanie wolę sobie kupić kawałek dobrego mięcha i upiec je w piekarniku. Najczęściej jest to karczek, łopatka lub (tak, jak dzisiaj) kawałek schabu.
Mięsko nacieram ulubionymi przyprawami - vegetta, przyprawa do grilla, słodka papryka, majeranek i co mi tam jeszcze wpadnie pod rękę. Byle nie przesadzić! Podlewam odrobiną oleju, obkładam pokrojoną w plasterki cebulą i ząbkami czosnku i pozostawiam w lodówce do zamarynowania. Po kilku godzinach mięsko umieszczam w żaroodpornym naczyniu, dorzucam kilka listków laurowych, wlewam nieco wody i piekę około 1,5 godziny w średniej temperaturze - najpierw pod przykryciem a przez ostatnie 15-20 minut bez. Co jakiś czas zaglądam do naczynia i podlewam mięsko wywarem, w którym się piecze, żeby nie wyszło za suche.
Wychodzi przepysznie i znacznie taniej, niż gdybym kupowała gotową wędlinę. A w razie obiadowego kryzysu zawsze można ukroić grubszy plasterek i podać na ciepło z ziemniakami:)
