Po szyszkowej sowie przyszła kolej na szyszkowego jeżyka:) Do produkcji użyliśmy szyszki, małego kasztanka na nosek i żołędziowych czapeczek, z których wykonaliśmy jeżykowe oczka. Tak oto powstał nasz jesienny jeżyk:
A tutaj nasz jeżyk w towarzystwie wykonanej wcześniej przez nas podobną metodą sówki:)
O wszystkim i o niczym. O rzeczach ważnych, mniej ważnych i tych zupełnie błahych. Zapiski z codziennego, beztroskiego życia moich diabelskich łupieży: Lenki i Nikodema. "Dzieci najuważniej słuchają, kiedy mówi się nie do nich" — Eleonora Roosevelt
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasztany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasztany. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 7 października 2012
niedziela, 30 września 2012
Jesienne inspiracje
Na blogu Oskar i ja łupieże moje wypatrzyły "szyszkową" sowę (link tutaj: http://oskarija.blogspot.com/2012/09/jesienna-sztuka.html ).
U łupieży piłka jest krótka: sowa jest fajna, więc robimy taką samą! No i zrobili:) Szyszka jako tułów, kasztan jako głowa, czapeczki od żołędzi robiące za oczy, dziób i uszy z kolorowego papieru, trochę kleju i gotowe!
W ten oto sposób powstała, nieco koślawa, ale za to samodzielnie przez łupieże wykonana szyszkowa sowa. Zabawy było co niemiara, a łupieże niezwykle dumne ze swojej roboty:)
U łupieży piłka jest krótka: sowa jest fajna, więc robimy taką samą! No i zrobili:) Szyszka jako tułów, kasztan jako głowa, czapeczki od żołędzi robiące za oczy, dziób i uszy z kolorowego papieru, trochę kleju i gotowe!
W ten oto sposób powstała, nieco koślawa, ale za to samodzielnie przez łupieże wykonana szyszkowa sowa. Zabawy było co niemiara, a łupieże niezwykle dumne ze swojej roboty:)
wtorek, 18 września 2012
Bilans 4-latka i wyprawa po kasztany
Dzisiaj byłam z Lenką na bilansie 4-latka. Było ważenie (18,5kg), mierzenie (101cm), badanie wzroku, mierzenie ciśnienia, sprawdzanie chodu, sprawdzanie kręgosłupa, osłuchiwanie, opukiwanie i inne tego typu atrakcje:)
Najlepszy był jednak wywiad pielęgniarki! Pani jednym tchem odczytywała z kartki pytania i nie czekając na odpowiedź odhaczała wszędzie odpowiedź "tak". Nie było absolutnie żadnej szansy na zastanowienie o co pyta, a tym bardziej, co odpowiedzieć:) Kilka pytań udało mi się zapamiętać:
- Czy słyszy?
- Czy potrafi stanąć na jednej nodze?
- Czy sama się ubiera?
- Sama je?
- Rozumie polecenia?
- Sama zapina guziki?
- Zadaje pytania?
Gdybym miała jakiś problem z dzieckiem i usiłowała podzielić się nim z panią, raczej by mi się to nie udało! Na szczęście u nas problemów nie ma i tym sposobem dziecko moje zostało, w tempie błyskawicznym, zbilansowane:)
A ponieważ pogoda dziś była piękna i nie wiedzieliśmy co począć z tak pięknie rozpoczętym dniem, wybraliśmy się do parku. Głównym celem wyprawy było zbieranie kasztanów i żołędzi, które mają zostać zaniesione do przedszkola w celu urozmaicenia "kącika przyrody". Przy okazji jednak pogapiliśmy się również na kaczki, policzyliśmy wagony przejeżdżających pociągów, poszukaliśmy dziupli wiewiórki i poszaleliśmy na placu zabaw.
Wróciliśmy dosłownie przed chwilą i zmęczone łupieże popadały jak kawki:) Teraz smacznie śpią, a ja mam parę chwil dla siebie.
Najlepszy był jednak wywiad pielęgniarki! Pani jednym tchem odczytywała z kartki pytania i nie czekając na odpowiedź odhaczała wszędzie odpowiedź "tak". Nie było absolutnie żadnej szansy na zastanowienie o co pyta, a tym bardziej, co odpowiedzieć:) Kilka pytań udało mi się zapamiętać:
- Czy słyszy?
- Czy potrafi stanąć na jednej nodze?
- Czy sama się ubiera?
- Sama je?
- Rozumie polecenia?
- Sama zapina guziki?
- Zadaje pytania?
Gdybym miała jakiś problem z dzieckiem i usiłowała podzielić się nim z panią, raczej by mi się to nie udało! Na szczęście u nas problemów nie ma i tym sposobem dziecko moje zostało, w tempie błyskawicznym, zbilansowane:)
A ponieważ pogoda dziś była piękna i nie wiedzieliśmy co począć z tak pięknie rozpoczętym dniem, wybraliśmy się do parku. Głównym celem wyprawy było zbieranie kasztanów i żołędzi, które mają zostać zaniesione do przedszkola w celu urozmaicenia "kącika przyrody". Przy okazji jednak pogapiliśmy się również na kaczki, policzyliśmy wagony przejeżdżających pociągów, poszukaliśmy dziupli wiewiórki i poszaleliśmy na placu zabaw.
Wróciliśmy dosłownie przed chwilą i zmęczone łupieże popadały jak kawki:) Teraz smacznie śpią, a ja mam parę chwil dla siebie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)













