Myję to okno trochę bez entuzjazmu, bo wiem, że za chwilę będzie to samo:( Nieszczęście moje polega na tym, że za kuchennym oknem rośnie sobie drzewo. Na drzewie tym często, gęsto urzędują wszelkiej maści ptaszki - od wróbelka, poprzez sikorkę aż do tłustego gołąbka. W kuchni, pod oknem stoi stół. Na stole przeważnie urzęduje kot. Na widok ptaszka rzuca się durna na szybę, brudzi mi okno i drze firanki! Nie mam już siły do tej małpy!
Niemniej jednak okno umyć trzeba, choćby to były "syzyfowe prace"...
A jak Wam mija piątek???




