Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królik. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 lutego 2013

Królik i wyścigówka

Jakiś czas temu dostaliśmy do przetestowania przestrzenne kolorowanki. Muszę przyznać, że to naprawdę świetna zabawa dla dzieciaków:) Coś zupełnie innego niż tradycyjne kolorowanki.

Tak prezentuje się króliczek wykonany przez Lenkę:


A tak wyścigówka pomalowana przez Nikodema i Jego grupę. Nikodem bowiem zaniósł swoją wyścigówkę do przedszkola, gdzie zrobiła absolutną furorę! Dzieciaki dosłownie biły się o możliwość pomalowania chociaż kawałka wyścigówy!


Kolorowanki 3D są zdecydowanie godne polecenia! Świetna zabawa zarówno przy malowaniu, jak i składaniu zabawki gwarantowana!
post signature

wtorek, 27 listopada 2012

Lilla Lou - testujemy zwierzaczki-wycinanki

Po raz kolejny mieliśmy okazję testować świetne kreatywne zeszyty Lilla Lou 
Tym razem w nasze ręce dostał się zeszyt z wycinankami. Błyskawicznie stworzyliśmy sobie kartonowe zwierzaczki:)


W zeszycie znajdują się kartonowe plansze z gotowymi szablonami zwierzątek, niektóre są kolorowe, a niektóre białe - te należy pokolorować samodzielnie i dopiero potem wyciąć.

piątek, 6 kwietnia 2012

Bajki na dobranoc - Chatka Puchatka - rozdział III

Rozdział III, w którym zostaje zorganizowane poszukiwanie Małego i Prosiaczek znów spotyka Słonia

Pewnego dnia Puchatek siedział u siebie w domu i liczył garnczki miodu, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi.
- Czternaście – powiedział Puchatek. – Proszę wejść. Czternaście. Zaraz, a może piętnaście? Masz ci los! Ktoś mi przeszkodził.
- Dzień dobry, Puchatku! – rzekł Królik.
- Jak się masz, Króliku! Czternaście, prawda?
- Czego czternaście?
- Garnczków miodu, które liczyłem.
- Tak, czternaście.
- Czy aby na pewno?
- Nie – odparł Królik. – Ale co za różnica?
- Tak tylko chciałem wiedzieć – powiedział Puchatek potulnie. – Żebym mógł sobie powiedzieć: „Zostało mi jeszcze czternaście garnczków miodu”. A może piętnaście?
- Więc przypuśćmy, że szesnaście – powiedział Królik. – Przyszedłem po to, żeby cię zapytać, czy nie wiesz czasem, gdzie jest Mały.
- Zdaje się, że nie – odparł Puchatek. Po czym pomyślał trochę i zapytał: - A kto to jest Mały?
- Jeden z moich krewnych-i-znajomych – odparł Królik lekceważąco.
Niewiele to powiedziało Puchatkowi, ponieważ Królik miał tak dużo krewnych-i-znajomych tak rozmaitych rodzajów i wielkości, że nie wiadomo było, czy Małego należy szukać gdzieś na wierzchołku drzewa, czy na płatku jaskra.
- Nie widziałem dziś w ogóle nikogo – powiedział Puchatek – komu można byłoby powiedzieć: „Jak się masz, Mały!”. A na co ci on potrzebny?
- Ja go nie potrzebuję – odparł Królik – ale zawsze jest dobrze wiedzieć, gdzie jest jaki krewny-i-znajomy, czy się go potrzebuje, czy nie.
- Aha, rozumiem – rzekł Puchatek. – Czy on zaginął?
- Otóż jest taka sprawa – powiedział Królik – że od dłuższego czasu nikt go nie widział, więc przypuszczam, że zaginął. W każdym razie – ciągnął dalej z bardzo ważną miną – obiecałem Krzysiowi, dezorganizuję Poszukiwanie, żeby go odnaleźć. Więc chodź ze mną.
Puchatek pożegnał serdecznie swoje czternaście garnczków miodu i mając błogą nadzieję, że jest ich piętnaście, razem z Królikiem poszedł w głąb Lasu.
- Więc teraz – powiedział Królik – rozpoczynamy Poszukiwanie, które ja Zorganizowałem.
- Coś ty z nim zrobił?
- Zorganizowałem. To znaczy, że - czyli że to jest to, co się robi z Poszukiwaniem, kiedy każdy szuka w innym miejscu. Chodzi mi o to, Puchatku, żebyś ty najpierw szukał w okolicy Sześciu Sosen, a potem poszedł do Sowy i tam czekał na mnie. Rozumiesz?
- Nie – odpowiedział Puchatek. – Co mam zrobić?
- Więc spotkamy się przed domem Sowy mniej więcej za godzinę.
- Czy Prosiaczek też jest zorganizowany?
- Wszyscy jesteśmy zorganizowani – odparł Królik i poszedł.
Puchatek, gdy tylko Królik znikł mu z oczu, przypomniał sobie, że zapomniał zapytać, kto to jest Mały. Czy należy do tego rodzaju krewnych-i-znajomych, którzy siadają komuś na nosie, czy też do tych, na których się przez pomyłkę nadeptuje. A ponieważ było już za późno, aby się dowiedzieć, Puchatek pomyślał, że zacznie Poszukiwanie od szukania Prosiaczka i zapytania go, czego oni właściwie szukają, zanim sam zacznie szukać.
- Nie będę chyba szukał Prosiaczka przy Sześciu Sosnach – rzekł Puchatek do siebie – ponieważ został on zorganizowany w zupełnie innym miejscu, więc najpierw poszukam Zupełnie Innego Miejsca. Ciekaw jestem, gdzie ono jest. – I ułożył sobie w głowie taki plan:

KOLEJNOŚĆ SZUKANIA ROZMAITYCH RZECZY
1.      Zupełnie Inne Miejsce – (żeby znaleźć Prosiaczka).
2.      Prosiaczek – (żeby dowiedzieć się, kto to jest Mały).
3.      Mały – (żeby znaleźć Małego).
4.      Królik – (żeby powiedzieć mu, że znalazłem Małego).
5.      Znowu Mały – (żeby powiedzieć mu, że znalazłem Królika).

„Z czego wynika, że zanosi się na bardzo kłopotliwy dzień” – myślał Puchatek idąc Lasem.W chwilę potem okazało się, że dzień był naprawdę kłopotliwy, gdyż Puchatek tak był zajęty niepatrzeniem, którędy idzie, że stąpnął na kawałek Lasu, który był przez pomyłkę wpuszczony w ziemię. Więc miał tylko tyle czasu, aby móc pomyśleć: „Ja fruwam. Robię to, co robi Sowa. Ciekaw jestem, jak się zatrzymać...” – gdy nagle zatrzymał się. Bęc!
- Aj! – coś zapiszczało.
„To dziwne – pomyślał Puchatek. – Powiedziałem „aj”, wcale nie ajając”.
- Pomocy! – zakwiczał piskliwy, wysoki głos.
„To znowu ja – pomyślał Puchatek. – Miałem Wypadek i wpadłem do studni, i mój głos stał się piskliwy, i wydobywa się ze mnie, choć ja wcale tego nie chcę, ponieważ coś sobie zrobiłem w środku. Masz ci los!”
- Pomocy! Pomocy!
„Znów to samo. Mówię rozmaite rzeczy, choć wcale nie mam zamiaru tego robić. Musiał mi się wydarzyć Bardzo Przykry Wypadek”. I potem pomyślał, że może, gdyby chciał naprawdę coś powiedzieć, wcale by tego nie potrafił. Więc, aby się upewnić, powiedział głośno: - Bardzo Przykry Wypadek spotkał Kubusia Puchatka.
- Puchatku! – pisnął głosik.
- To Prosiaczek! – zawołał Puchatek. – Gdzie jesteś?
- Pod spodem – rzekł Prosiaczek w sposób bardzo podspodni.
- Pod spodem czego?
- Ciebie – kwiknął Prosiaczek. – Wstań!
- Och – powiedział Puchatek i zerwał się szybko. – Czy ja spadłem na ciebie, Prosiaczku?
- Spadłeś na mnie – potwierdził Prosiaczek, macając się na wszystkie strony.
- Ja naprawdę nie chciałem – rzekł Puchatek z żalem.
- I ja nie chciałem być pod spodem – powiedział Prosiaczek ze smutkiem. – Ale na szczęście nic się złego nie stało, Puchatku, i tak się cieszę, że to byłeś ty.
- Co to było? – spytał Puchatek. – Gdzie my jesteśmy?
- Zdaje się, że jesteśmy w jakimś  Dole. Szedłem sobie szukając kogoś i nagle już mnie nie było, i akurat kiedy wstałem, żeby zobaczyć, gdzie jestem, coś spadło na mnie i to byłeś ty.
- Ach tak! – westchnął Puchatek.
- Puchatku – powiedział Prosiaczek z niepokojem i przytulił się do niego trochę mocniej – a może wpadliśmy w Pułapkę?
Puchatek w tej chwili wcale o tym nie myślał, ale teraz skinął łebkiem, gdyż nagle przypomniał sobie, jak to kiedyś razem z Prosiaczkiem urządzili Misiową Pułapkę na Słonie, i teraz zrozumiał, co się stało: on i Prosiaczek wpadli do Słoniowej Pułapki na Misie. Ot, co się stało.
- A co będzie, kiedy przyjdzie Słoń? – spytał Prosiaczek drżąc, gdy usłyszał te okropne wieści.
- Może on cię nie zauważy, Prosiaczku – pocieszał go Puchatek – bo ty jesteś Bardzo Małym Zwierzątkiem...
- Ale on zauważy ciebie, Puchatku.
- Tak, zauważy mnie, a ja jego zauważę – mówił Puchatek z namysłem – i będziemy się zauważać – on mnie, a ja jego przez długi czas, a potem on powie: „ho-ho”.
Prosiaczek wzdrygnął się lekko na myśl o tym „ho-ho” i zaczęły mu dygotać uszka.
- A cco tty mmu ppowiesz? – zapytał.
Puchatek spróbował pomyśleć o czymś, co mógłby odpowiedzieć, ale im bardziej myślał, tym bardziej czuł, że nie ma żadnej odpowiedzi na „ho-ho” powiedziane przez Słonia takim głosem, jakim ten Słoń to powie.
- Nic mu nie odpowiem – rzekł w końcu Puchatek – tylko mruknę do siebie samego, jakbym czekał na coś.
- A może on znowu powie „ho-ho”? – zapytał Prosiaczek drżąc.
 - Powie – odparł Puchatek.
Uszy Prosiaczka zaczęły dygotać tak szybko, że musiał przyłożyć je do brzegu Pułapki, aby utrzymać je w spokoju.
- Powie to znowu – rzekł Puchatek – a ja będę dalej mruczał i to go zaniepokoi, bo jeżeli ktoś mówi dwa razy „ho-ho” w sposób żarłoczny, a druga osoba tylko mruczy, i kiedy ten ktoś po raz trzeci zaczyna mówić „ho-ho”, to znaczy, że...
- Że co? – spytał Prosiaczek zdumionym szeptem.
- Że to nie jest... –rzekł Puchatek.
- Co nie jest?
Puchatek wiedział, co ma na myśli, ale ponieważ był Misiem o Bardzo Małym Rozumku, więc nie potrafił tego wyrazić słowami.
- Chcesz powiedzieć, że to nie jest takie hohohiczne... – rzekł Prosiaczek pełen nadziei.Puchatek spojrzał na niego z podziwem, i powiedział, że to właśnie miał na myśli, ponieważ nie można mówić „ho-ho”, kiedy tamten sobie w najlepsze mruczy.
-A jeżeli on powie co innego? – spytał Prosiaczek.
- Otóż właśnie. On wreszcie powie: „Co to wszystko znaczy?”. A ja wtedy powiem – i to jest świetna myśl, Prosiaczku, która w tej chwili właśnie przyszła mi do głowy – ja powiem: „To jest Pułapka na Słonie, którą ja sporządziłem, i czekam, żeby Słoń w nią wpadł”. I będę dalej mruczał. Wtedy on się bardzo Zmiesza.
- Puchatku! – zawołał Prosiaczek... i teraz on z kolei spojrzał z podziwem na Puchatka. – Uratowałeś nas!
- Tak myślisz? – zapytał Puchatek, nie będąc tego zupełnie pewnym.
Za to Prosiaczek był zupełnie pewien. I biegł myślą coraz dalej i dalej, i widział Puchatka i Słonia,  rozmawiających ze sobą, i nagle pomyślał ze smutkiem, jakby to było pięknie, gdyby to on, Prosiaczek, rozmawiał ze Słoniem tak godnie, a nie Puchatek, chociaż on Puchatka bardzo a bardzo kochał. Bo prawdę mówiąc, to on, Prosiaczek, miał więcej rozumu niż Puchatek i rozmowa toczyłaby się lepiej, gdyby on, Prosiaczek, a nie Puchatek, był w niej jedną ze stron. A potem, po jakimś czasie, byłoby tak miło wspominać wieczorami ten dzień, kiedy to tak odważnie rozmawiał ze Słoniem, tak jakby Słonia wcale nie było. Teraz to mu się wydawało takie łatwe. O, Prosiaczek wiedział dokładnie, jak będzie mówił ze Słoniem:
SŁOŃ (żarłocznie): Ho-ho!
PROSIACZEK (od niechcenia): Tra-la-la! Tra-la-la!
SŁOŃ (zdziwiony i już nie tak pewny siebie): Ho-ho!
PROSIACZEK (coraz bardziej lekceważąco): Ta-ram-pa-pam, ta-ram-pam-pam.
SŁOŃ (zaczyna mówić”ho-ho” i zmienia to niezręcznie w chrząkanie): Hm... Co to wszystko znaczy?
PROSIACZEK (zdziwiony): Och, to jest po prostu pułapka, którą zastawiłem, i czekam na Słonia, żeby się w nią złapał.
SŁOŃ (ogromnie zmieszany): Ooo... (Po długim milczeniu). Czy to prawda?
PROSIACZEK: Tak.
SŁOŃ (niespokojnie): O! Myślałem... myślałem, że to jest pułapka, którą ja zastawiłem, żeby nałapać Prosiaczków.
PROSIACZEK (zdziwiony): Ale skąd?
SŁOŃ: W takim razie przepraszam. (Usprawiedliwiając się). Musiałem... musiałem się pomylić.
PROSIACZEK: Mam wrażenie, że tak. (Uprzejmie). Bardzo mi przykro. (Nuci pod nosem).
SŁOŃ: W takim razie myślę, że będzie lepiej, jeśli sobie pójdę.
PROSIACZEK (niedbale): Cóż, jeśli musisz – to trudno. A gdybyś przypadkiem zobaczył Krzysia, to powiedz mu, że chciałbym się z nim widzieć.
SŁOŃ (skwapliwie i przymilnie): Oczywiście, oczywiście (i pędem ucieka).
PUCHATEK (który miał być nieobecny, ale okazuje się, że bez niego nie można się obejść): Ach, Prosiaczku, jakiś ty dzielny i mądry!
PROSIACZEK (skromnie): Och, wcale nie, Puchatku. (I potem, gdy zjawia się Krzyś, Puchatek może mu o wszystkim opowiedzieć).
Kiedy Prosiaczek tak sobie rozkosznie marzył, a Puchatek zastanawiał się znowu, czy było ich czternaście, czy piętnaście, Poszukiwania Małego trwały w dalszym ciągu po całym Lesie. Mały w rzeczywistości nazywał się Bardzo Mały Żuczek, ale dla skrótu nazywano go po prostu Mały, jeśli w ogóle cokolwiek mówiło się o nim, co zresztą rzadko się zdarzało.
A było to tak, że Mały stał sobie przez chwilę z Krzysiem, a potem poszedł, by obejść krzak jałowca dookoła dla wprawy, i zamiast wrócić z drugiej strony, jak się można było tego spodziewać, nie wrócił i nikt nie wiedział, co się z nim stało.
- Myślę, że on po prostu poszedł do domu – powiedział Krzyś do Królika.
- Czy powiedział ci na odchodnym „Do widzenia i dziękuję za mile spędzony czas”? – zapytał Królik.
- Powiedział tylko „cześć” i poszedł – odparł Krzyś.
- Aha – rzekł Królik. A po krótkim namyśle mówił dalej: - A czy dostałeś od niego potem bilecik, w którym pisał, jak bardzo mu było miło i jak żałuje, że musiał tak nagle odejść?
Krzyś powiedział, że nie dostał.
- Aha – rzekł Królik z bardzo ważną miną. – Widzę, że to sprawa poważna. Mały zaginął. Musimy natychmiast rozpocząć Poszukiwanie zaginionego. Krzyś, który myślał o czym innym, powiedział: - Gdzie jest Puchatek? – Ale Królika już nie było. Więc wrócił do domu i zrobił rysunek, na którym był wyobrażony Puchatek idący na spacer około siódmej rano. A potem wdrapał się na wierzchołek drzewa i zlazł na dół, a potem pomyślał, co też Puchatek może teraz robić, i poszedł do Lasu, żeby się z nim zobaczyć. Wkrótce doszedł do miejsca, gdzie był Piaszczysty Dół, zajrzał do środka, a w tym Dole leżeli Puchatek z Prosiaczkiem grzbietami do góry i spali w najlepsze.
- Ho-ho! – zawołał Krzyś na cały głos.
Prosiaczek ze Zdumienia i Strachu poderwał się na pół łokcia w górę, ale Puchatek spał dalej.
„To Słoń” – pomyślał Prosiaczek z niepokojem, po czym chrząknął z lekka, tak żeby ani jedno słowo nie uwięzło mu w gardle najspokojniej w świecie i całkiem po prostu powiedział: - Tra-la-la, tra-la-la – czyli to, co o tym właściwie myślał. Ale nie rozglądał się przy tym dookoła, bo jeśli ktoś rozgląda się dookoła i zobaczy nagle Groźnego Słonia, patrzącego z góry, to może czasami zapomnieć o tym, co miał do powiedzenia.
- Rum-tum-tum, tra-la-bum – zanucił Krzyś głosem niby Puchatka, ponieważ Puchatek ułożył kiedyś piosenkę, która brzmiała:

                                       Tra-la-la, tra-la-la
                                       Tra-la-la, tra-la-la,
                                       Rum-tum-tum, tra-la-bum.
Więc Krzyś, ile razy ją śpiewał, zawsze robił to głosem Puchatka, co zdaje się w ten sposób najlepiej wychodzi.
„Powiedział nie to, co trzeba – pomyślał Prosiaczek zatroskany – powinien był powiedzieć jeszcze "ho-ho", więc może będzie lepiej, jeśli ja powiem to za niego...” – I w najdzikszy sposób, na jaki tylko mógł się zdobyć, powiedział: - Ho-ho!
- Skąd się tam wziąłeś, Prosiaczku? – zapytał Krzyś swoim zwykłym głosem.
„To Straszne – pomyślał Prosiaczek. – Ten Słoń najpierw udaje głos Puchatka, a potem mówi głosem Krzysia i robi to po to, żeby mnie zmylić”. I już Zupełnie Zmylony, powiedział prędziutko i piskliwie:
- To jest pułapka na Misie i ja czekam, żeby w nią wpaść, ho-ho! Co to wszystko znaczy i potem ja powiem „ho-ho” jeszcze raz!
- Co takiego? – spytał Krzyś.
- Pułapka na ho-honie – powiedział Prosiaczek zachrypłym ze strachu głosem. – Ja ją własnie zastawiłem i czekam na ho-honia, żeby przyszedł. Nie wiem, jak długo Prosiaczek zachowywałby się w ten sposób, ale w tej samej chwili Puchatek obudził się gwałtownie i powiedział, że było ich szesnaście. Więc podniósł się i gdy wykręcił głowę tak, żeby podrapać się w to niewygodne miejsce w samym środku grzbietu, gdzie coś go łaskotało, naraz ujrzał Krzysia.
- Jak się masz! – zawołał radośnie.
- Jak się masz, Puchatku!
Prosiaczek spojrzał w górę i nagle zrobiło mu się tak Głupio i Nieprzyjemnie, że postanowił już prawie uciec do Morza i zostać Marynarzem, gdy nagle coś zobaczył.
- Puchatku! – zawołał. – Coś ci łazi po grzbiecie.
- I ja też tak sobie myślałem – rzekł Puchatek.
- Krzysiu, znalazłem Małego! – zawołał Prosiaczek.
- Brawo, Prosiaczku – rzekł Krzyś.
I po tych dwóch pełnych otuchy słowach Prosiaczek poczuł się znów szczęśliwy i postanowił, że już nie będzie Marynarzem. Więc gdy Krzyś dopomógł im wydostać się z Piaszczystego Dołu, wszyscy trzej poszli sobie razem, trzymając się za ręce.
A w dwa dni potem Królik spotkał przypadkiem w Lesie Kłapouchego.
- Dzień dobry, Kłapouchy! – powiedział. – Czego szukasz?
- Czyś ty rozum stracił? – oburknął go Kłapouchy. – Czego miałbym szukać, jak nie Małego?
- Ale czy ci nie mówiłem? – powiedział Królik. – Mały został odnaleziony dwa dni temu.
Nastąpiła chwila milczenia.
- Ha-ha – powiedział Kłapouchy gorzko. – Dobry kawał. Tylko nie tłumacz się, proszę. To było do przewidzenia.
A. A. Milne

piątek, 10 lutego 2012

Bajki na dobranoc - Kubuś Puchatek - rozdział VII

Rozdział VII, w którym Mama-Kangurzyca z Maleństwem przybywają do Lasu i Prosiaczek bierze kąpiel

Nikt dobrze nie wiedział, skąd się wzięli, dość że pewnego dnia zamieszkali w Lesie we dwoje: Mama-Kangurzyca i mały jej synek zwany Maleństwem. Gdy Puchatek zapytał Krzysia: - Skąd się oni tutaj wzięli? - Krzyś odpowiedział: - Całkiem po prostu, jeśli wiesz, co to znaczy, Puchatku. - A Puchatek, który nie wiedział, co to znaczy, powiedział: - Aha! - Potem kiwnął łebkiem raz i drugi i powiedział: - Całkiem po prostu, aha... - A potem poszedł do swego przyjaciela Prosiaczka, by się dowiedzieć, co on myśli o tym. W mieszkaniu Prosiaczka zastał Królika. I tak wszyscy trzej zaczęli o tym gawędzić.
- Nie podoba mi się to wszystko - rzekł Królik. - Jesteśmy sobie wszyscy u siebie, w Lesie, ty, Puchatku, ty Prosiaczku, i ja - a tu naraz...
- I Kłapouchy - wtrącił Puchatek.
- I Kłapouchy, a tu naraz...
- I Sowa Przemądrzała - dodał Puchatek.
- I Sowa Przemądrzała, a tu na...
- I Kłapouchy - rzekł Puchatek. - Zapomniałem o nim.
- Jesteśmy wszyscy u siebie - ciągnął dalej Królik powoli i dobitnie - a tu naraz budzimy się pewnego pięknego dnia i kogo zastajemy? Jakieś Dziwne Zwierzę. Zwierzę, o którym nawet nigdy nie słyszeliśmy. Zwierzę, które nosi całą swoją rodzinę w kieszeni. Przypuśćmy, że ja na przykład zacznę nosić całą moją rodzinę w kieszeni. Ile kieszeni musiałbym mieć?
- Szesnaście - kiwnął Prosiaczek.
- Siedemnaście, nieprawda? - powiedział Królik. - I jeszcze jedną na chusteczkę do nosa. To już osiemnaście. Osiemnaście kieszeni w jednym ubraniu. To o wiele za dużo. Tu nastąpiło długie milczenie... Przerwał je Puchatek, który od paru chwil siedział głęboko zamyślony: - A mnie wypada
piętnaście.
- Co? - spytał Królik.
- Piętnaście.
- Piętnaście czego?
- Piętnaście osób twojej rodziny.
- No i co?
Puchatek podrapał się w nosek i powiedział, że mu się zdawało, że Królik mówił coś o swojej rodzinie.
- Czy tak? - spytał Królik niedbale.
- Tak, powiedziałeś, że...
- Mniejsza z tym, Puchatku - rzekł Prosiaczek zniecierpliwiony. - Chodzi o to, co mamy zrobić z Kangurzycą.
- Aha - powiedział Puchatek.
- Najlepiej będzie tak - odezwał się Królik - porwiemy Maleństwo i ukryjemy je, a kiedy Mama-Kangurzyca zapyta: "Gdzie jest Maleństwo?", powiemy: "Akuku!"
- Akuku! - powiedział Puchatek dla wprawy. - Akuku! Akuku! To bardzo ładnie brzmi. Moglibyśmy powiedzieć "akuku!" bez porywania Maleństwa.
- Puchatku! - rzekł Królik grzecznie. - Nie masz ani krzty rozumu.
- Wiem o tym - odparł Puchatek pokornie.
- Po to powiemy "akuku!", żeby Mamie-Kangurzycy dać do zrozumienia, że my wiemy, gdzie jest Maleństwo. "Akuku!" ma oznaczać: Powiemy ci, gdzie jest Maleństwo, jeśli nam obiecasz, że zabierzesz się z Lasu i już nigdy w te strony nie wrócisz. Puchatek usiadł na boczku i wprawiał się w mówieniu "akuku!" na różne sposoby. Czasami zdawało mu się, że to oznacza to właśnie, co miał na myśli Królik, a czasem zdawało mu się, że co innego.
"Sądzę, że to jest tylko wprawa - myślał. - Ciekaw jestem, czy Mama-Kangurzyca też będzie musiała się wprawiać, żeby to zrozumieć".
- Jest tylko jedna ważna rzecz - wtrącił Prosiaczek kręcąc się niespokojnie. - Rozmawiałem z Krzysiem, który mi powiedział, że Kangury są powszechnie znane jako jedne z Najdzikszych Zwierząt. Na ogół nie boję się Dzikich Zwierząt, ale każdy o tym wie, że jeśli jednemu z Najdzikszych Zwierząt zabrać Jego Małe, ono staje się tak dzikie jak Dwa Najdziksze Zwierzęta. Wobec tego powiedzenie "akuku!" jest może trochę nierozsądne. Królik poślinił koniec ołówka i powiedział:
- Prosiaczku, nie masz ani krzty odwagi!
- Niełatwo jest być odważnym - odparł Prosiaczek, lekko pociągając noskiem - kiedy jest się tylko Bardzo Małym Zwierzątkiem.
Królik, który z wielkim skupieniem zabierał się do pisania, podniósł łebek i powiedział:
- Właśnie dlatego, że jesteś Bardzo Małym Zwierzątkiem, możesz się przydać w przedsięwzięciu, jakie mamy przed sobą.
Prosiaczek był tak przejęty myślą o tym, że może się przydać, że zapomniał się bać, i gdy Królik oświadczył, że Kangury są Niebezpieczne tylko podczas zimowych miesięcy, a w innych okresach są Łagodnego Usposobienia, Prosiaczek ledwo mógł usiedzieć na miejscu, tak bardzo mu się śpieszyło, żeby się przydać.
- A co ja będę robił? - spytał Puchatek ze smutkiem. - Chyba nie będę mógł się przydać?
- Nic nie szkodzi, Puchatku - rzekł Prosiaczek pocieszająco. - Może innym razem.
- Bez Puchatka - powiedział Królik uroczyście, ostrząc szpic ołówka - całe przedsięwzięcie będzie niemożliwe.
- Och - westchnął Prosiaczek i usiłował nie wyglądać na rozczarowanego, Puchatek zaś poszedł do kącika i rzekł z dumą do siebie:
- Niemożliwe beze mnie. Taki to już ze mnie Miś.
- A teraz proszę posłuchać - powiedział Królik, gdy skończył pisać. I Puchatek z Prosiaczkiem usiedli obok, słuchając pilnie z otwartymi pyszczkami. A Królik to właśnie napisał:
PLAN PORWANIA MALEŃSTWA
1. Uwagi ogólne. Mama-Kangurzyca biega prędzej niż którekolwiek z nas, nawet ja.
2. Uwagi bardziej ogólne. Mama-Kangurzyca nigdy nie spuszcza oka z Maleństwa, chyba tylko wtedy, gdy jest ono bezpiecznie zapięte w jej kieszeni.
3. A zatem. Jeśli mamy porwać Maleństwo, musimy uzyskać Znaczną Przewagę, ponieważ Kangurzyca biega prędzej niż ktokolwiek z nas, a nawet ja (patrz 1).
4. Uwaga. Jeśli Maleństwo wyskoczy z kieszeni Kangurzycy, a na jego miejsce wskoczy Prosiaczek, Kangurzyca nie zauważy różnicy, gdyż Prosiaczek jest Bardzo Małym Zwierzątkiem.
5. Jak Maleństwo.
6. Jednak Kangurzyca musiałaby patrzeć w inną stronę, tak aby nie zauważyła wskakującego do jej kieszeni Prosiaczka.
7. Patrz 2.
8. Inna uwaga. Jednak gdyby ją Puchatek zajął interesującą rozmową, mogłaby przez chwilę patrzeć w inną stronę.
9. A wtedy ja mógłbym uciec z Maleństwem.
10. Prędziutko.
11. I Kangurzyca nie spostrzegłaby różnicy. Dopiero Potem.
Królik odczytał to uroczyście i przez krótką chwilę nikt nie odzywał się słowem.
Wreszcie Prosiaczek, który tylko w milczeniu otwierał i zamykał ryjek, zdołał wykrztusić ochrypłym głosem:
- A co potem?
- Co przez to rozumiesz?
- Kiedy Kangurzyca Zobaczy Różnicę...
- Wtedy wszyscy mówimy "akuku!"
- My wszyscy troje!
- Tak.
- Ojej!
- O co chodzi, Prosiaczku?
- O nic - odparł Prosiaczek - dopóki my wszyscy troje mówimy "akuku". Dopóki my wszyscy mówimy - powtórzył Prosiaczek - to nic nie szkodzi. Ale nie zależy mi na tym specjalnie, żeby powiedzieć "akuku" samemu. Zresztą to nawet nie brzmiałoby ładnie. A czy jesteś zupełnie pewien tego, co mówiłeś o zimowych miesiącach?
- O zimowych miesiącach?
- Tak, o tym, że one są Niebezpieczne tylko w zimowych miesiącach?
- O, tak, najzupełniej. Więc co, Puchatku? Czy wiesz już, co będziesz miał do roboty?
- Nie - odparł Kubuś Puchatek. - Jeszcze nie wiem. A co będę robił?
- Więc masz tylko mówić bez przerwy do Kangurzycy, tak żeby odwrócić jej uwagę.
- Oo... ale czym?
- O czym ci się podoba.
- Czy myślisz, że mógłbym jej powiedzieć na przykład kawałek wierszyka czy coś w tym rodzaju?
- O, to-to właśnie - odparł Królik. - Doskonale. Więc ruszamy. I poszli wszyscy wypatrywać Mamy-Kangurzycy.
Kangurzyca z Maleństwem spędzali miłe popołudnie w Lesie, na piaszczystej polance. Maleństwo ćwiczyło się w niewielkich skokach na piasku, wpadało do mysich norek, a potem wyłaziło na wierzch, a Mama-Kangurzyca kręciła się koło swego synka mówiąc: - Jeszcze tylko jeden skok, kochanie, i idziemy do domu. A tu nagle kto się zjawia, gramoląc się na piaszczysty pagórek? Kubuś Puchatek.
- Dobry wieczór, Mamo-Kangurzyco!
- Dobry wieczór, Puchatku!
- Popatrz, jak ja skaczę - zapiszczało Maleństwo i wpadło do innej mysiej norki.
- Jak się masz, Maleństwo, dzielny kawalerze!
- Właśnie mieliśmy wracać do domu - rzekła Kangurzyca. - Dobry wieczór, Króliku! Jak się masz, Prosiaczku!
Królik i Prosiaczek, którzy ukazali się z drugiej strony pagórka, powiedzieli: "Dobry wieczór!" i "Jak się masz, Maleństwo!" - a Maleństwo dopominało się, żeby koniecznie popatrzyli, jak ono skacze, więc stanęli i patrzyli. I Mama-Kangurzyca też patrzyła...
Królik dwa razy mrugnął na Puchatka, który zwrócił się do Kangurzycy.
- Droga Kangurzyco - powiedział - nie wiem, czy ty interesujesz się Poezją?
- Raczej nie - odparła Kangurzyca.
- Czyżby? - zdziwił się Puchatek.
- Maleństwo kochane, jeszcze tylko jeden skok, a potem musimy już iść do domu. Nastąpiło króciutkie milczenie, podczas którego Maleństwo wpadło do mysiej norki. A Królik przyłożył łapkę do pyszczka i powiedział głośnym szeptem:
- No, zaczynaj!
- Jeśli chodzi o Poezję - mówił Puchatek - to idąc sobie teraz Lasem, ułożyłem taki mały wierszyk. To brzmi mniej więcej tak. Czekaj, zaraz sobie przypomnę...
- Doskonale - rzekła Kangurzyca. - Maleństwo kochane, już idziemy.
- Bardzo ci się spodoba ten poemacik - rzekł Królik.
- Rozkochasz się w nim po prostu - powiedział Prosiaczek.
- Musisz go posłuchać bardzo uważnie - powiedział Królik.
- Tak, aby nic z niego nie opuścić - mówił Prosiaczek.
- O, tak - odparła Mama-Kangurzyca nie spuszczając oka z Maleństwa.
- Jak to idzie, Puchatku? - zapytał Królik.
Puchatek chrząknął lekko i zaczął deklamować:
STROFY NAPISANE PRZEZ MISIA
O BARDZO MAŁYM ROZUMKU:
W poniedziałek, w chmurny dzień,
Rozmyślałem idąc lasem:
"Czemu tym jest zawsze ten,
A ów owym - tylko czasem?"
A we wtorek myślę tak
(Było ciepło i słonecznie):
"To na pewno, tak czy siak,
Ale tamto - niekoniecznie".
Znów we środę padał deszcz,
Więc rozważam z niepokojem:
"Wasi naszym mogą też,
Lecz nie mogą twoje moim".
W czwartek znów był mróz i szron...
Pomyślałem: "Coś tu będzie...
Bo choć tutaj dzisiaj on,
Ale oni zawsze wszędzie".
W piątek...
Ach, tak, tak - rzekła Mama-Kangurzyca, nie czekając, aż usłyszy, co stało się w piątek.
- Tylko jeszcze jeden skok, kochane Maleństwo, i naprawdę musimy już iść do domu. Królik dał Puchatkowi szturchańca dla zachęty.
- Wracając do Poezji - rzekł w tej samej chwili Puchatek - czyś zwróciła kiedy uwagę na tamto drzewo, o tam, tam?
- Gdzie? - spytała Kangurzyca. - No, Maleństwo, już najwyższy czas.
- O, tu, akurat na wprost - rzekł Puchatek wskazując poza plecy Kangurzycy - czy widzisz?
- Nie - odparła Kangurzyca. - Teraz, kochane Maleństwo, smyk! Do kieszeni. Idziemy do domu.
- Powinnaś koniecznie popatrzeć na to drzewo, o tam, akurat na wprost - odezwał się Królik. - Czy mam cię podsadzić, Maleństwo?
I ujął Maleństwo w łapki.
- Na drzewie siedzi ptaszek - powiedział Kubuś Puchatek. - Widzę go stąd. A może to rybka?
- Powinnaś stąd widzieć ptaszka - powiedział Królik. - Chyba, żeby to była rybka...
- To nie rybka, to ptak - rzekł Prosiaczek.
- Tak, to ptak - powiedział Królik.
- Czy to szpak, czy kos? - zapytał Puchatek.
- O to właśnie chodzi - powiedział Królik - czy to kos, czy szpak? Wreszcie Kangurzyca odwróciła głowę i w chwili gdy ją odwracała, Królik powiedział głośno:
- Właź do środka, Maleństwo. - I Prosiaczek wskoczył do kieszeni Mamy- Kangurzycy, a Królik czmychnął ile sił w nogach z Maleństwem.
- Co się stało? Gdzie jest Królik? - spytała Kangurzyca odwracając się znowu. - Jak ci jest, kochane Maleństwo?
Prosiaczek wydał piskliwy, cienki głosik z głębi kieszeni Kangurzycy.
- Królik musiał odejść - wyjaśnił Puchatek. - Zdaje się, że coś sobie nagle przypomniał i musiał pójść i to załatwić.
- A Prosiaczek?
- Zdaje się, że i Prosiaczek w tej samej chwili o czymś sobie przypomniał. Zupełnie nagle.
- No, więc i my już uciekamy do domu - rzekła Kangurzyca. - Do widzenia, Puchatku!
I w trzech wielkich susach znalazła się daleko.
Puchatek patrzył w ślad za nią i myślał: "Gdybym to ja tak potrafił... Są tacy, co potrafią, a są tacy, co nie potrafią. W tym cała rzecz". A tymczasem były chwile, kiedy Prosiaczek życzył sobie, żeby Kangurzyca nie potrafiła. Nieraz, gdy mu droga wypadała przez Las, marzył o tym, żeby być ptaszkiem, aby móc fruwać.
Ale teraz siedząc na spodzie kieszeni Kangurzycy, podrzucany w górę i w dół, tak sobie myślał: to nie chcę, jeśli ma być to nigdy fruwanie, tego robić.
I gdy unosił się w górę, mówił: "Oooo!" - a gdy opadał w dół, mówił: "Aaaa!" - I mówił: "Oooaaa" - przez całą drogę, aż do domu Kangurzycy. Ma się rozumieć, że gdy tylko Kangurzyca odpięła swoją kieszeń, zobaczyła, co się stało. I tylko przez krótką chwilę zdawało jej się, że jest niespokojna. Ale zaraz potem poczuła, że wcale, a wcale się nie boi, ponieważ wiedziała, że Krzyś nie pozwoli, aby jej Maleństwu stała się najmniejsza krzywda. Więc tak sobie pomyślała: "Jeśli oni płatają mi figle, to i ja spłatam im figla".
- A teraz, kochane Maleństwo - powiedziała, gdy wyjęła Prosiaczka z kieszeni - pora spać.
- Akuku! - rzekł Prosiaczek, jak tylko potrafił najgłośniej, po swej Straszliwej Podróży. Lecz nie było to widocznie bardzo dobre "akuku", bo Kangurzyca nie zrozumiała, o co chodzi.
- Najpierw kąpiel - powiedziała ochoczo.
- Akuku - powtórzył Prosiaczek i rozejrzał się z niepokojem dokoła, szukając swoich towarzyszy.
Lecz towarzysze byli daleko. Królik siedział u siebie w domu i zabawiał się z Maleństwem, czując, że coraz bardziej je lubi, a Puchatek, który postanowił zostać Kangurem, siedział na piaszczystej polance, na skraju Lasu, ćwicząc się w skokach.
- Tak sobie myślę - rzekła Kangurzyca głosem pełnym zastanowienia - czy nie przydałaby ci się dzisiaj zimna kąpiel? Czy miałbyś na nią ochotę, kochane Maleństwo? Prosiaczka, który na ogół nie lubił kąpieli, przeszedł długi dreszcz obrzydzenia. Powiedział więc z odwagą, na jaką tylko mógł się zdobyć:
- Mamo-Kangurzyco, widzę, że nadszedł czas, abyśmy pomówili ze sobą otwarcie.
- Śmieszne, małe Maleństwo - rzekła Kangurzyca dobrotliwie, przygotowując wodę do kąpieli.
- Nie jestem Maleństwo - oświadczył Prosiaczek głośno. - Jestem Prosiaczek.
- Tak, tak - powiedziała Kangurzyca niby to na serio - a jak ślicznie naśladujesz głos Prosiaczka! Jakiś ty mądry i cacany - mówiła wyjmując z szafki spory kawałek żółtego mydła. - Ciekawa jestem, co teraz porabia Prosiaczek.
- Czy ty mnie nie widzisz?! - wrzasnął Prosiaczek. - Czy nie masz oczu? Spójrz na mnie!
- Właśnie patrzę, drogie Maleństwo - rzekła Kangurzyca raczej surowo. - A ty przypomnij lepiej sobie, co ci wczoraj mówiłam o robieniu min. Jeśli będziesz robił miny takie jak Prosiaczek, to jak podrośniesz, staniesz się do niego podobny. A wtedy, pomyśl, jak ci będzie przykro. No, ale teraz marsz do ceberka! I nie każ mi sobie tego powtarzać dwa razy.
I nim Prosiaczek zdążył zorientować się, co się dzieje, był już w ceberku z wodą, a Kangurzyca szorowała go z całych sił wielką namydloną gąbką.
- Ojej! - krzyczał Prosiaczek. - Puść mnie! Jestem Prosiaczek!
- Nie otwieraj buzi, kochanie, bo nałykasz się mydła - rzekła Kangurzyca. - A widzisz, co ci mówiłam?
- Tyś - tyś - tyś to zrobiła naumyślnie - wykrztusił Prosiaczek, gdy tylko znowu mógł mówić... i potem tak się stało, że znów miał usta pełne mydlin.
- Dobrze już, dobrze kochanie, tylko nic nie mów - i w chwile potem Prosiaczek został wydobyty z ceberka i wytarty suchym ręcznikiem.
- Teraz jeszcze Maleństwo dostanie łyżkę tranu - powiedziała Kangurzyca - i marsz do łóżka.
- Po-po co, po co tran? - spytał Prosiaczek.
- Po to, żebyś urósł duży i silny, kochanie. Nie chcesz chyba być podobny do małego i słabego Prosiaczka, co? A widzisz...
W tej samej chwili rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę - rzekła Kangurzyca i do pokoju wszedł Krzyś.
- Krzysiu, Krzysiu! - zawołał Prosiaczek. - Powiedz Kangurzycy, kim ja jestem! Ona upiera się i mówi, że jestem Maleństwem, prawda?
Krzyś popatrzył na niego uważnie i potrząsnął głową.
- Nie możesz być Maleństwem - powiedział - bo właśnie przed chwilą widziałem Maleństwo, które bawi się wesoło u Królika.
- No, no - rzekła Kangurzyca - to wprost nie do wiary. To nie do wiary, żebym aż tak się pomyliła!
- A widzisz? - powiedział Prosiaczek. - Mówiłem ci. Jestem Prosiaczek. Krzyś znów potrząsnął głową.
- Nie jesteś Prosiaczek - powiedział. - Znam dobrze Prosiaczka, który jest zupełnie innego koloru.
Prosiaczek zaczął tłumaczyć, że to wszystko dlatego, ponieważ wziął przed chwilą kąpiel, a potem pomyślał, że może nie trzeba było tego mówić. I gdy otworzył ryjek, aby powiedzieć coś innego, Mama-Kangurzyca wlała mu łyżeczkę lekarstwa, poklepała po grzbiecie i powiedziała, że to lekarstwo ma
zupełnie miły smak, gdy się do niego przyzwyczaić.
- Wiedziałam, że to nie jest Prosiaczek - powiedziała Kangurzyca - ale ciekawa jestem, kto to może być?
- Może to jakiś krewny Puchatka? - rzekł Krzyś. - Może jakiś bratanek czy wujaszek, czy coś podobnego?
Kangurzyca zgodziła się z przypuszczeniem Krzysia i powiedziała, że wobec tego trzeba go będzie jakoś nazwać.
- Nazwijmy go Nieboraczek - powiedział Krzyś. - Dla skrótu: Tomasz Nieboraczek. I właśnie gdy to postanowiono, Tomasz Nieboraczek wyrwał się z objęć Kangurzycy i skoczył na ziemię. Ku jego wielkiej radości Krzyś zostawił drzwi otwarte. I nigdy jeszcze Tomasz Nieboraczek-Prosiaczek nie pędził tak
szybko jak wtedy. Zatrzymał się dopiero niedaleko swego domku. Gdy był już o jakie sto kroków od niego, resztę drogi odbył tarzając się po ziemi, żeby odzyskać swój dawny, ulubiony kolor. I tak Kangurzyca z Maleństwem zostali w Lesie. I co wtorek Maleństwo spędzało cały dzień ze swym serdecznym przyjacielem Królikiem, i co wtorek Kangurzyca spędzała cały dzień ze swym serdecznym przyjacielem Puchatkiem, ucząc go skakać, i co wtorek Prosiaczek spędzał cały dzień ze swym serdecznym przyjacielem Krzysiem. I znowu wszyscy byli bardzo szczęśliwi.
A. A. Milne

piątek, 13 stycznia 2012

Bajki na dobranoc - Kubuś Puchatek - rozdział II

Rozdział II, w którym Puchatek idzie z wizytą i wpada w potrzask

Pewnego pięknego dnia Miś, zwany przez swych przyjaciół Kubusiem Puchatkiem albo krócej Puchatkiem, przechadzał się po Lesie, pomrukując dumnie pod nosem. Tego dnia właśnie ułożył sobie małą piosenkę, gdy wczesnym rankiem robił przed lustrem swoje codzienne ćwiczenia gimnastyczne na schudnięcie.
- Tra-la-la, tra-la-la - podśpiewywał, gdy wyprężył się w górę, jak tylko mógł, i potem - tra-la, tra-la-la, ojej, ledwo żyję - gdy nie zginając kolan próbował dosięgnąć palcami podłogi. Po śniadaniu powtarzał tę piosenkę raz po raz, dopóki nie nauczył się jej na pamięć. Teraz wymrukiwał ją sobie bez zająknienia. Brzmiała ona mniej więcej tak:
Tra-la-la, tra-la-la,
Tra-la-la, tra-la-la,
Rum-tum-tum, tra-la-bum.
Rum-tum-tum, tra-la-bum.
Szedł więc sobie Puchatek i wesoło podśpiewywał, rozmyślając o tym, co kto robi i jak to jest, kiedy się jest kim innym, aż zaszedł na piaszczysty wzgórek, gdzie była wielka nora.
- Aha - rzekł Puchatek. - Rum-tum-tum, tra-la-bum. Jeśli wiem cokolwiek o czymkolwiek, to ta nora oznacza Duże Towarzystwo - powiedział - a Duże Towarzystwo oznacza Królika, a Królik oznacza łasowanie i słuchanie Mruczanki, i tak dalej. Rum-tum- tum, tra-la-bum.
Puchatek wsadził łebek do nory i zaczął wołać:
- Hej, jest tam kto?!
Z głębi nory dał się słyszeć rumor, a potem zapadła cisza.
- To, co powiedziałem przed chwilą, było: "Hej, jest tam kto?!" - zawołał Puchatek donośnym głosem.
- Nie! - zabrzmiała odpowiedź z wewnątrz. Po czym ten sam głos dodał: - Nie wrzeszcz tak. Słyszałem cię zupełnie dobrze za pierwszym razem.
- Do licha - rzekł Puchatek - czy tam naprawdę nie ma nikogo?
- Nikogo.
Kubuś Puchatek wysunął łebek z nory, zastanowił się przez chwilkę i pomyślał: "Tam musi ktoś być, jeśli powiedział, że nie ma nikogo". Po czym znów wsadził łebek do nory i powiedział:
- Hej, Króliku, czy to czasem nie ty?
- Nie - powiedział Królik, tym razem już innym głosem.
- A czy to nie jest czasem głos Królika?
- Myślę, że nie - odparł Królik - w każdym razie nie powinno tak być.
- Aha - powiedział Puchatek.
Znów wysunął łebek z nory, pomyślał trochę i znów go wsunął z powrotem i powiedział:
- No dobrze, a może będziesz tak uprzejmy i powiesz mi, gdzie jest Królik.
- Poszedł odwiedzić swego przyjaciela Kubusia Puchatka, który jest jego wielkim przyjacielem.
- Ale to właśnie Ja - odpowiedział Miś ogromnie zdziwiony.
- Co za Ja?
- Kubuś Puchatek
- Czy jesteś tego pewien? - zapytał Królik jeszcze bardziej zdziwiony.
- Najzupełniej pewien - odpowiedział Puchatek.
- W takim razie proszę, wejdź.
Puchatek zaczął się przepychać z całych sił przez otwór nory, aż wreszcie wlazł do środka.
- Miałeś zupełną rację - powiedział Królik przypatrując mu się pilnie. - To jesteś ty. Cieszę się, że cię widzę.
- A tyś myślał, że kto tam był?
- Widzisz, nie byłem zupełnie pewien. Wiesz, jak to jest w Lesie. Nie można nikogo wpuszczać do domu. Trzeba być bardzo ostrożnym. Ale co myślisz o tym, żeby przekąsić co nieco?
Puchatek lubił przekąsić swoje małe Conieco o jedenastej rano i cieszył się bardzo widząc, jak Królik wydobywa z szafki garnuszki i talerze, i gdy Królik zapytał: 
- Co wolisz, miód czy marmoladę do chleba? - Puchatek był tak wzruszony, że powiedział: 
- Jedno i drugie. - I zaraz potem, żeby nie wydać się żarłokiem, dodał: 
- Ale po co jeszcze chleb, Króliku? Nie rób sobie za wiele kłopotu. - I przez
dłuższy czas potem nic nie mówił. W końcu Puchatek zamruczał coś do siebie, wstał, uścisnął serdecznie łapkę Królika i powiedział, że musi iść.
- Czy nie mógłbyś zostać jeszcze trochę? - zapytał Królik uprzejmie.
- Owszem - odparł Puchatek - mógłbym zostać jeszcze trochę, gdybyś... gdybyś... - i spojrzał wymownie w stronę spiżarni.
- Prawdę mówiąc - odezwał się Królik - to i ja miałem właśnie wyjść.
- No, widzisz. Więc już idę. Do widzenia!
- Ano, trudno. Do widzenia! Jeśli na pewno już masz dosyć...
- A czy ty miałbyś jeszcze coś?...
Królik zdjął pokrywki z garnuszków, zajrzał do środka i powiedział:
- Nie, nic nie mam.
- Ja tylko tak... - rzekł Puchatek kiwając łebkiem - ale już muszę iść. Do widzenia! To mówiąc zaczął gramolić się z nory przez ten sam otwór, którym wszedł. Wyciągnął przed siebie przednie łapki, popychał się tylnymi i po chwili jego nosek wyjrzał na świat boży, a potem uszy... a potem przednie
łapki... potem ramiona... i nagle...
- Ojej! - zawołał Puchatek. - Ratunku! Ja chyba wrócę z powrotem! Do licha! Przecież ja muszę się stąd wydostać! - krzyknął Puchatek. - Ale nie mogę robić jednego i drugiego! - wołał. - Ratunku i do licha!
A tymczasem Królik postanowił pójść na mały spacer, a ponieważ frontowe drzwi jego mieszkania okazały się zastawione, wyszedł przez kuchenne, okrążył dookoła całe mieszkanie i przyszedł do drzwi frontowych, w których zastał Puchatka.
- Co to? - zapytał. - Czy cię wzdęło?
- Nie, skąd? - odparł Puchatek niedbale. - Ot, po prostu wypoczywam, rozmyślam i mruczę do siebie samego.
- Daj mi łapkę.
Miś Puchatek wyciągnął łapkę i Królik zaczął ją ciągnąć i ciągnąć z całych sił.
- Aj - krzyknął Puchatek - boli!
- Nic innego, tylko cię wzdęło!
- A ja ci mówię, że to są skutki tego - rzekł Puchatek gniewnie - że się nie ma drzwi frontowych dostatecznie szerokich.
- A ja ci mówię - zrzędził Królik - że to są skutki nadmiernego jedzenia. Myślałem o tym. Tylko nie chciałem nic mówić. O tym, że jeden z nas je o wiele za dużo. I to nie ja. Ale trudno. Idę po Krzysia.
Krzyś mieszkał na drugim krańcu Lasu i gdy nadszedł z Królikiem i zobaczył przednią połowę Puchatka wystającą z nory, powiedział: 
- Ach, ty poczciwy, głupi Misiu - ale powiedział to tak czule, że w serca
wszystkich nagle wstąpiła nadzieja.
- Już mi się zdawało - powiedział Puchatek prychając noskiem - że Królik już nigdy nie będzie mógł używać swoich drzwi frontowych. A byłoby to dla mnie nie do zniesienia.
- I dla mnie też - powiedział Królik.
- Że nie będzie mógł używać swoich drzwi frontowych? - powtórzył Krzyś.
- Nic podobnego. Ma się rozumieć, że będzie mógł.
- No, to dobrze - rzekł Królik.
- W najgorszym razie, jeśli nie będziemy cię mogli wyciągnąć, Kubusiu, to wepchniemy cię z powrotem.
Królik nastroszył wąsiki w głębokim namyśle i orzekł, że z chwilą gdy Puchatka wepchnie się na tamtą stronę, Puchatek zostanie już po tamtej stronie i że nikt oczywiście nie będzie się tak z tego cieszył jak on, Królik, i że niektórzy mieszkają w dziupli drzewa, a inni znowu w norkach pod ziemią, i że...
- Czy chcesz przez to powiedzieć, że ja się nigdy stąd nie wydostanę?
- Chcę przez to powiedzieć - rzekł Królik - że jeśli się już przepchałeś tak daleko, byłaby wielka szkoda zmarnować ten cały twój wysiłek. Krzyś był tego samego zdania.
- Pozostaje nam tylko jedno - odezwał się. - Poczekać, aż trochę schudniesz.
- A ile czasu trzeba na to, żeby trochę schudnąć? - zapytał Puchatek zaniepokojony.
- Myślę, że chyba z tydzień.
- Ale ja nie mogę sterczeć tu przez cały tydzień.
- Możesz, możesz, mój poczciwy Misiu, to się łatwo da zrobić. Trudno jest tylko cię stąd wyciągnąć.
- Poczytamy ci trochę - rzekł Królik łagodnie - i mam nadzieję, że śnieg nie będzie padać. I powiem ci szczerze mój kochany, że zabierasz sporo miejsca w moim mieszkaniu. Czy nie będziesz miał nic przeciwko temu, jeśli użyję twoich tylnych łapek zamiast wieszaka na ręczniki? Po co mają tak sterczeć
bez żadnego pożytku? A tak będzie bardzo wygodnie powiesić na nich ręczniki...
- Cały tydzień - powtórzył Puchatek posępnie. - A co będzie z jedzeniem?
- Obawiam się, że nic - rzekł Krzyś. - Chodzi o to, żebyś mógł jak najprędzej schudnąć. Za to będziemy ci czytać.
Miś chciał westchnąć głęboko, ale gdy się przekonał, że nie może, bo był za bardzo wzdęty, łezka spłynęła mu z oka i powiedział:
- W takim razie może byś mi przeczytał coś z książki kucharskiej, coś takiego, co by pokrzepiło biednego Misia uwięzionego w wielkim potrzasku? 
I tak Krzyś przez calutki tydzień siedział u północnego końca Puchatka. A Królik wieszał ręczniki na południowym jego końcu, a Miś był pośrodku i
czuł, że z każdą chwilą staje się coraz bardziej smukły i wiotki. A pod koniec tygodnia Krzyś powiedział:
- Już!
Po czym złapał Puchatka za przednie łapki, Królik złapał Krzysia, a wszyscy krewni-i-znajomi Królika zaczęli ciągnąć, ciągnąć, ciągnąć z całych sił. I przez długi czas Puchatek wołał tylko: - Oj!...
I: - Aj!
I potem nagle zawołał: - Pif! - zupełnie jakby korek wystrzelił z butelki. Krzyś i Królik, i wszyscy krewni-i-znajomi Królika fiknęli koziołka w tył i wywalili się jedni na drugich... a na samym wierzchu znalazł się Kubuś Puchatek, nareszcie wolny. Miś ukłonił się grzecznie swoim przyjaciołom, dziękując im za pomoc, i pomrukując dumnie pod nosem, poszedł na przechadzkę po Lesie. A Krzyś popatrzył za nim czule i powiedział sam do siebie: 
- Poczciwy, głupi Miś.
A. A. Milne
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Drukuj