Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kangurzyca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kangurzyca. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 lutego 2012

Bajki na dobranoc - Kubuś Puchatek - rozdział VIII

Rozdział VIII, w którym Krzyś staje na czele Przyprawy do Bieguna Północnego

Pewnego pięknego poranka Puchatek przydreptał na skraj Lasu, aby się przekonać, czy jego przyjaciel Krzyś interesuje się jeszcze trochę niedźwiadkami. Tego właśnie poranka przy śniadaniu (po prostu trochę marmolady lekko rozsmarowanej na plastrze czy dwóch miodu) Puchatek nagle ułożył nową piosenkę. Zaczynała się ona w ten sposób:
Hejże ha! Niech Kubuś żyje!
Gdy już ułożył tyle, poskrobał się za uchem i tak sobie powiedział: - Początek piosenki jest bardzo dobry, ale co będzie z drugą linijką? - Próbował śpiewać: Hejże ho! dwa czy trzy razy, ale jakoś nic nie pomagało: "Może będzie lepiej - pomyślał - jeśli zaśpiewam Hejże hi! Niech Kubuś żyje!"
I tak zaśpiewał, ale i z tego nic nie wyszło.
- W takim razie - powiedział - pierwszą linijkę zaśpiewam bardzo szybko dwa razy, a może wtedy druga, trzecia i czwarta wymyślą mi się same. Więc dalej:
Hejże ha! Niech Kubuś żyje!
Niechaj tyje, je i pije!
Czy przy środzie, czy przy wtorku
On w miodowym jest humorku.
I niewiele o co dba,
Gdy na nosie miodek ma!
Więc śpiewajcie wszyscy dzisiaj
Hymn na cześć Puchatka-Misia,
Który swe Conieco zje
Za godzinę lub za dwie!
Puchatkowi tak się podobała ta piosenka, że śpiewał ją przez całą drogę, aż zaszedł na skraj Lasu. "I jeśli ją jeszcze parę razy prześpiewam - tak sobie pomyślał - będzie już czas na moje małe Conieco, a wtedy ostatnia linijka nie będzie prawdziwa". Wobec tego zastąpił ją cichym mruczeniem.
Tymczasem Krzyś siedział przed swoim domkiem i wciągał na nogi wysokie buty. Gdy tylko Puchatek ujrzał wysokie buty, wiedział, że zanosi się na daleką Wyprawę, więc grzbietem łapki starł resztę miodu z koniuszka nosa i otrzepał się starannie, żeby wyglądać jak ktoś przygotowany na wszystko.
- Dzień dobry, Krzysiu! - zawołał.
- Jak się masz, Puchatku! Nie mogę wciągnąć tego buta.
- To niedobrze - powiedział Puchatek.
- Może będziesz tak dobry i podeprzesz mnie plecami, bo kiedy tak mocno ciągnę i ciągnę, przewracam się za każdym razem.
Puchatek usiadł, wbił tylne łapki mocno w ziemię i z całych sił napierał grzbietem na plecy Krzysia, a Krzyś pchał plecami grzbiet Puchatka i wciągał swój wysoki but, aż go w końcu wciągnął.
- No, nareszcie - odsapnął Puchatek. - A co teraz będzie?
- Wyruszamy wszyscy na Wyprawę - odparł Krzyś wstając i otrzepując się z piasku.
- Dziękuję ci, Puchatku.
- Wyruszamy wszyscy na przyprawę? - spytał Puchatek z przejęciem. - Nigdy jeszcze nie byłem na żadnej przyprawie.
- Wyprawie, głupi Misiu! To się zaczyna na W.
- Wiem, wiem - rzekł Puchatek. Ale, prawdę mówiąc, to nie wiedział.
- Wyruszamy na odkrycie Bieguna Północnego.
- O - powiedział Puchatek. - A co to jest Biegun Północny?
- To jest coś, co się odkrywa - rzekł Krzyś wymijająco, ale sam nie był pewien, co to znaczy.
- Aha, rozumiem - odpowiedział Puchatek. - A czy niedźwiadki nadają się do tego?
- Naturalnie. I Królik, i Kangurzyca, i wszyscy. I to jest Wyprawa. To właśnie to oznacza. Tacy różni, co idą. A ty byś lepiej zrobił, gdybyś wszystkim dał znać, żeby się przygotowali. A ja sprawdzę, czy moje fuzje są w porządku. Musimy z sobą zabrać Prowianty.
- Co zabrać?
- Rozmaite rzeczy do jedzenia.
- Ach! - zawołał Puchatek uszczęśliwiony. - Myślałem, że powiedziałeś Prowianty. Więc idę i wszystkich zawiadomię. - I poszedł.
Pierwszą osobą, którą spotkał, był Królik.
- Jak się masz, Króliku - powiedział - czy to ty?
- Przypuśćmy, że to nie ja, tylko kto inny - odpowiedział Królik - i co wtedy?
- Mam wiadomość dla Królika.
- Powiedz, to mu powtórzę.
- Idziemy wszyscy na Przyprawę z Krzysiem.
- A co to jest to, na czym będziemy?
- Myślę, że to rodzaj statku - rzekł Puchatek.
- Aha! Rodzaj statku!
- Tak. I odkryjemy Biegun czy coś takiego. Nie wiem dobrze, co to jest, ale mamy to odkryć.
- My? My?
- Tak. I mamy zabrać ze sobą rozmaite Pro-rzeczy do jedzenia na wypadek, gdybyśmy je chcieli zjeść. A teraz idę do Prosiaczka. A ty zawiadom Kangurzycę, dobrze? Pożegnał Królika i poszedł do Prosiaczka.
Prosiaczek siedział na ziemi pode drzwiami swego domu i dmuchał w puszysty mlecz, z którego wróżył sobie, czy to się stanie w tym roku, czy w przyszłym, czy kiedyś, czy nigdy. Dowiedział się właśnie, że nigdy, i starał się przypomnieć sobie, co miało "to" oznaczać, i miał nadzieję, że to nie było nic przyjemnego, gdy nadszedł Puchatek.
- Prosiaczku - powiedział z ożywieniem - idziemy na Przyprawę, wszyscy, ile nas jest, z rozmaitymi rzeczami do jedzenia. Żeby coś odkryć.
- A co odkryć? - zaniepokoił się Prosiaczek.
- Ach, cokolwiek.
- Może coś dzikiego?
- Krzyś nic nie mówił o dzikości. Powiedział tylko, że to się zaczyna na W. Po chwili wszyscy stali już na skraju Lasu gotowi do drogi i Przyprawa ruszyła. Przodem szedł Krzyś z Królikiem, za nimi Puchatek z Prosiaczkiem, a potem Kangurzyca z Maleństwem w kieszeni i Sowa Przemądrzała. Potem Kłapouchy. A na samym końcu szli długim szeregiem wszyscy krewni-i-znajomi Królika.
- Ja ich nie prosiłem - mówił Królik z lekceważeniem w głosie. - Oni przyszli sami. Oni tak zawsze. Niech sobie idą na końcu za Kłapouchym.
- Moim zdaniem - mówił Kłapouchy - to wszystko nie ma sensu. Ja wcale nie chciałem pójść na tę Przy... - jak to Puchatek powiedział. Poszedłem tylko przez grzeczność. Ale trudno, stało się. A jeżeli jestem szarym końcem tej waszej Przy... - jak to się nazywa - to pozwólcie mi być tym szarym
końcem. Ale jeśli za każdym razem, kiedy zechcę usiąść, żeby trochę wypocząć, będę musiał uprzątać co najmniej z półtora tuzina krewnych-i- znajomych Królika, w takim razie to nie jest żadna Przy... - jak to się nazywa - tylko wielki Bałagan. Oto jest moje zdanie.
- Wiem, co masz na myśli - rzekła Sowa. - Jeśli chcesz wiedzieć, jakie jest moje zdanie...
- Nie pytam nikogo o zdanie, tylko mówię swoje. Możemy szukać Bieguna Północnego albo bawić się w Lata ptaszek po ulicy, albo łapać ptaszki w sidła. Jest mi to zupełnie obojętne.
Nagle rozległo się wołanie Krzysia:
- Idziemy!
- Idziemy! - zawołali Prosiaczek z Puchatkiem.
- Idziemy! - huknęła Sowa.
- Ruszamy! - zawołał Królik i razem z Krzysiem pomaszerował na czele Przyprawy.
- Dobrze - powiedział Kłapouchy - chodźmy. Tylko nie miejcie do mnie pretensji, jeśli będzie padał deszcz.
I wyruszyli na odkrycie Bieguna. I gdy tak wędrowali, gawędzili między sobą o tym i o owym, z wyjątkiem Puchatka, który w myśli układał nową piosenkę.
- Mam już pierwszą zwrotkę - rzekł do Prosiaczka. Gdy już sobie w głowie wszystko ułożył.
- Pierwszą zwrotkę czego?
- Mojej piosenki.
- Jakiej piosenki?
- Tej.
- Której?
- Jak jej posłuchasz, Prosiaczku, to ją usłyszysz.
- A skąd wiesz, że ja nie słucham?
Puchatek nie mógł odpowiedzieć na to pytanie, więc zaczął śpiewać:
Wszyscy w długim szli szeregu,
By Północny odkryć Biegun.
Więc na przedzie kroczył Krzyś,
Za nim Królik, potem Miś.
A za Misiem szedł Prosiaczek,
Co wełniany wziął serdaczek.
Gardząc wręcz niebezpieczeństwem
Kangurzyca szła z Maleństwem.
Osioł, Sowa Przemądrzała,
Wykształcona i bywała,
A na końcu - cała klika
Krewnych-i-znajomych Królika.
- Cyt! - szepnął Krzyś obracając się do Puchatka. - Zbliżamy się do Niebezpiecznego Miejsca.
- Cyt! - szepnął Puchatek do Prosiaczka.
- Cyt! - szepnął Prosiaczek do Kangurzycy.
- Cyt! - szepnęła Kangurzyca do Sowy, gdy tymczasem Maleństwo szepnęło cichutko parę razy - cyt! - do siebie samego.
- Cyt! - szepnęła Sowa do Kłapouchego.
- Cyt! - straszliwym głosem wrzasnął Kłapouchy obracając się do wszystkich krewnych-i-znajomych Królika. I - cyt! - szepnęło jedno drugiemu wzdłuż całego szeregu, aż - cyt! - dotarło do ostatniego z nich. A ostatni krewny-i-znajomy Królika był tak przerażony tym, że wszyscy mówią do niego - cyt! -
że schował łebek w małą rozpadlinę w ziemi i siedział tam przez dwa dni, aż niebezpieczeństwo minęło. Potem co tchu wrócił do domu i odtąd resztę życia spędzał spokojnie u boku swojej Cioci. A nazywał się on Alojzy Chrząszcz. I tak wszyscy, ile ich było, doszli do strumyka, który wił się i toczył wśród kamieni. Krzyś zauważył od razu, jakie tu kryją się niebezpieczeństwa.
- W tym miejscu - wyjaśnił - może być Zasadzka.
- Posadzka? - szepnął Puchatek do ucha Prosiaczka.
- Drogi Puchatku - rzekła Sowa tonem wyższości - czyżbyś nie wiedział, co to jest Zasadzka?
- Sowo - rzekł Prosiaczek patrząc na nią surowo - szepnięcie Puchatka było Najzupełniej prywatnym szepnięciem i nie ma żadnego powodu...
- Zasadzka - rzekła Sowa - jest to coś w rodzaju przykrej niespodzianki.
- Tak samo bywa czasami z Posadzką - rzekł Puchatek.
- Zasadzka, jak to właśnie tłumaczyłem Puchatkowi - rzekł Prosiaczek - jest to rodzaj przykrej niespodzianki.
- Jeśli ktoś nagle wyskoczy na ciebie - rzekła Sowa - to jest właśnie Zasadzka.
- To jest właśnie Zasadzka, Puchatku, jeśli ktoś nagle wyskoczy na ciebie - wyjaśnił Prosiaczek.
Puchatek, który teraz wiedział już, czym jest Zasadzka, powiedział, że kiedyś, kiedy spadł z krzesełka, posadzka nagle wyskoczyła na niego i potem przez całe sześć dni miał pełno siniaków.
- Nikt tutaj nie mówi o posadzkach - rzekła Sowa trochę obrażona.
- Ale ja mówię - rzekł Puchatek.
Pełzli cichutko brzegiem strumyka, aż zatrzymali się w miejscu, gdzie rosła miękka, równiutka trawa, na której mogli usiąść i odpocząć. Na komendę Krzysia: - Stać! - wszyscy, ile ich było, usiedli i wypoczywali.
- Myślę - powiedział Krzyś - że teraz powinniśmy zjeść wszystkie nasze Prowianty, żebyśmy nie mieli tyle do dźwigania.
- Zjeść wszystkie nasze co? - spytał Puchatek.
- Wszystko, co wzięliśmy z sobą do jedzenia - wyjaśnił Prosiaczek biorąc się do dzieła.
- To wcale niezła myśl - powiedział Puchatek i też zabrał się do dzieła.
- Czy wszyscy macie coś do jedzenia? - zapytał Krzyś z pełnymi ustami.
- Wszyscy z wyjątkiem mnie - powiedział Kłapouchy. - Jak zwykle. - I spojrzał smętnie po wszystkich zebranych. - Czy nikt z was przypadkiem nie usiadł na kępce ostu?
- Zdaje się, że ja - powiedział Puchatek. - Ajaj! - Po czym wstał i obejrzał się za siebie. - Tak, to ja. Czułem to.
- Dziękuję ci, Puchatku, jeśli już masz tego dosyć. - To mówiąc, zbliżył się do miejsca, gdzie przed chwilą siedział Puchatek, i zaczął zajadać.
- Oset, moi drodzy, nie ma żadnego pożytku z tego, kiedy się na nim siedzi - mówił Kłapouchy spoglądając w górę i chrupiąc. - To odbiera mu życie. Pamiętajcie o tym wszyscy na przyszłość. I miejcie trochę względów, trochę troski o innych. W tym cała rzecz. Gdy Krzyś skończył śniadanie, szepnął coś do ucha Królikowi, a Królik powiedział: - Tak, tak, oczywiście - i poszli razem w górę strumienia.
- Nie chciałem, żeby inni słyszeli - powiedział Krzyś.
- Ma się rozumieć - odparł Królik z ważną miną.
- Tylko widzisz, Króliku... jestem bardzo ciekaw... czy ty nie wiesz czasem, jak wygląda Biegun Północny.
- Jak to? - powiedział Królik strosząc wąsiki. - Teraz dopiero pytasz o to?
- Kiedyś wiedziałem - tłumaczył się Krzyś - tylko trochę o tym zapomniałem...
- To zabawne - rzekł Królik - ale ja też trochę o tym zapomniałem, chociaż kiedyś o tym wiedziałem. Najważniejsza rzecz to wiedzieć, gdzie to sterczy.
- O to nam właśnie chodzi.
Wrócili do reszty uczestników wyprawy. Prosiaczek leżał na grzbiecie i spał spokojnie, Maleństwo myło sobie pyszczek i łapki w kałuży, gdy tymczasem Kangurzyca opowiadała każdemu z dumą, że Maleństwo po raz pierwszy myje się własnoręcznie. A Sowa Przemądrzała opowiadała Kangurzycy ciekawą Anegdotkę, pełną długich słów, jak Encyklopedia i Rododendron, czego Kangurzyca wcale nie słuchała.
- Jeśli chodzi o mnie - gderał Kłapouchy - to nie znoszę tego całego mycia. Nowoczesna bzdura, i tyle. Co myślisz o tym, Puchatku?
- Tak - odparł Puchatek - myślę...
Ale nigdy nie dowiemy się, co myślał Puchatek, bo nagle rozległ się plusk wody, pisk Maleństwa i rozpaczliwy krzyk Kangurzycy.
- Oto są skutki mycia - powiedział Kłapouchy.
- Maleństwo wpadło do wody! - zawołał Królik i razem z Krzysiem pobiegli na ratunek.
- Patrzcie, jak ja pływam! - piszczało Maleństwo ze środka kałuży i w tej samej chwili zostało zniesione przez wartki prąd do następnej kałuży.
- Czy nic ci się nie stało, najdroższe Maleństwo?! - wołała z niepokojem Kangurzyca.
- Nie! - krzyczało Maleństwo. - Patrzcie, jak ja pływam! - i szybki prąd wody zniósł je do następnej kałuży.
Każdy robił coś, żeby ratować Maleństwo. Prosiaczek, nagle obudzony hałasem, podskakiwał w górę i wołał: - Ach, wiecie co?! - Sowa Przemądrzała tłumaczyła, że w wypadku Nagłego i Chwilowego Zanurzenia Ważną Rzeczą jest Trzymanie Głowy Ponad Wodą, Mama-Kangurzyca skakała wzdłuż brzegu wołając:
- Czy aby na pewno nic ci się nie stało, najdroższe Maleństwo?! - na co Maleństwo z każdej kałuży, w której się właśnie znajdowało, odpowiadało: - Patrzcie, jak ja pływam! - Kłapouchy obrócił się dookoła, stanął tyłem do kałuży, w której pluskało się Maleństwo, i zwiesiwszy ogon do wody, gderał: 
- Oto są skutki mycia. Ale nie bój się, Maleństwo, złap mnie za ogon i wszystko będzie w porządku - a Krzyś z Królikiem przeszli szybko, mijając Kłapouchego, i nawoływali innych, stojących obok.
- Nie bój się, Maleństwo! Już idę! - wołał Krzyś.
- Hej, chłopcy - krzyczał Królik - przerzućcie jakieś drewienko w poprzek strumyka! Puchatek pobiegł niedaleko, w gęste zarośla wikliny, do miejsca, którego nikt nie znał, prócz niego i Krzysia, i które nazywało się Umówiona Kryjówka. Krzyś przechowywał tam swoje stare zabawki: drewnianego konia z
odłamaną nogą, blaszany samochód, wózek drabiniasty i dużo innych rzeczy, którymi bawić się już nie można, a z którymi rozstać się ciężko.
- Mam, mam! - wołał Puchatek z daleka i, kołysząc się z boku na bok, przybiegł zdyszany, trzymając w łapce spore drewienko. Kangurzyca chwyciła jeden jego koniec i przerzuciła na drugi brzeg w poprzek strumyka. A Maleństwo, które, prychając dumnie, krzyczało: - Patrzcie, jak ja pływam! - zostało zniesione przez wodę na to właśnie drewienko. I ociekając wodą, przeszło sobie po nim, jak po mostku, na brzeg.
- Widzieliście, jak pływałem?! - wołało Maleństwo z przejęciem, gdy tymczasem Mama-Kangurzyca strofowała je i wycierała do sucha. - Puchatku, widziałeś, jak ja pływam? To się nazywa pływać, co ja robiłem! Króliku, widziałeś, co robiłem? Pływałem! Hej, Prosiaczku, słuchaj! Jak ci się zdaje, co ja robiłem? Pływałem! Krzysiu, czyś ty widział, jak ja...
Ale Krzyś nie słuchał. Patrzył tylko na Puchatka.
- Puchatku - powiedział - gdzie znalazłeś to drewienko? Puchatek spojrzał na drewienko, które przyniósł z sobą, mrugnął na Krzysia porozumiewawczo i szepnął mu do ucha: - W Umówionej Kryjówce. - A potem głośniej, już do wszystkich: - Pomyślałem, że mogłoby się przydać, więc je przyniosłem. Krzyś
przypatrzył się dobrze drewienku.
- To biegun od mojego drewnianego konia z odłamaną nogą - zawołał - poznaję! - A po chwili rzekł uroczyście: - Puchatku, Wyprawa jest zakończona. Znalazłeś Biegun Północny.
- Ojej! - powiedział Puchatek.
Kłapouchy wciąż siedział na brzegu strumienia, z ogonem w wodzie, gdy zjawiła się cała gromadka.
- Niech ktoś z was powie Maleństwu, żeby się pośpieszyło - powiedział - bo ja zaziębię sobie ogon. Nie chcę tego zaznaczyć, ale muszę to zaznaczyć. Nie chcę się skarżyć, ale tak jest. Zaziębiłem ogon.
- Jestem tutaj! - zapiszczało Maleństwo.
- Ach, jesteś?
- Czy widziałeś, jak ja pływam?
Kłapouchy wyciągnął ogon z wody i zaczął nim wymachiwać na prawo i na lewo.
- Tak jak przewidywałem - powiedział - mój ogon został pozbawiony wszelkiego czucia. Zdrętwiał. Ot, co się stało. Zdrętwiał zupełnie.
- Biedny Kłapouniu, ja ci go osuszę i rozetrę - powiedział Krzyś. Wyjął chusteczkę do nosa i wytarł nią mokry ogon.
- Dziękuję ci, Krzysiu! Ty jeden, mam wrażenie, rozumiesz się tu trochę na ogonach. Tamci nie zastanawiają się nad tym, ot, co można o nich powiedzieć. Oni po prostu nie mają wyobraźni. Ogon to dla nich nie ogon, tylko Mały Dodatkowy Kawałeczek przyczepiony z tyłu.
- To nic, Kłapouszku - rzekł Krzyś wycierając go z całych sił. - Czy już mu lepiej?
- Już bardziej czuję, że go mam. Czuję, że on znów do mnie należy.
- Hej, Kłapouchy! - zawołał Puchatek idąc ze swoim drewienkiem.
- Drogi Puchatku, dziękuję ci za pamięć. Mogę cię uspokoić, że za dzień, dwa będę mógł znów go używać.
- Czego używać?
- Tego, o czym mówimy.
- Ja nie mówiłem o niczym - powiedział Puchatek zakłopotany.
- Znów pomyłka. Zdawało mi się, że ci jest przykro z powodu mego ogona, który zupełnie zdrętwiał, i że chciałbyś mi pomóc.
- Nie - powiedział Puchatek - to nie ja mówiłem. - Pomyślał przez chwilę i powiedział Kłapouchemu na pociechę: - Może to był kto inny?
- No, to podziękuj mu w moim imieniu, jak go zobaczysz - powiedział Kłapouchy. Puchatek spojrzał zatroskany na Krzysia.
- Puchatek odkrył Biegun Północny - rzekł Krzyś - czy to nie cudowne? Kubuś Puchatek skromnie spuścił oczy.
- Czy to to? - spytał Kłapouchy.
- Tak - odparł Krzyś.
- Czy to to, czegośmy szukali?
- Tak - odpowiedział Puchatek.
- Aha - rzekł Kłapouchy. - A jednak deszcz nie padał... Wreszcie drewienko znalezione przez Puchatka zostało wbite w ziemię i Krzyś zawiesił na nim tabliczkę z napisem:
BIEGUN PÓŁNOCNY ODKRYTY PRZEZ PUCHATKA
PUCHATEK GO ZNALAZŁ
Potem wszyscy wrócili do domu. I zdaje się, choć nie jestem pewien, że Maleństwo wzięło gorącą kąpiel i poszło do łóżeczka, a Puchatek wrócił do domu bardzo dumny z tego, co uczynił, i zjadł swoje małe
Conieco, bo był bardzo głodny.
A. A. Milne

piątek, 10 lutego 2012

Bajki na dobranoc - Kubuś Puchatek - rozdział VII

Rozdział VII, w którym Mama-Kangurzyca z Maleństwem przybywają do Lasu i Prosiaczek bierze kąpiel

Nikt dobrze nie wiedział, skąd się wzięli, dość że pewnego dnia zamieszkali w Lesie we dwoje: Mama-Kangurzyca i mały jej synek zwany Maleństwem. Gdy Puchatek zapytał Krzysia: - Skąd się oni tutaj wzięli? - Krzyś odpowiedział: - Całkiem po prostu, jeśli wiesz, co to znaczy, Puchatku. - A Puchatek, który nie wiedział, co to znaczy, powiedział: - Aha! - Potem kiwnął łebkiem raz i drugi i powiedział: - Całkiem po prostu, aha... - A potem poszedł do swego przyjaciela Prosiaczka, by się dowiedzieć, co on myśli o tym. W mieszkaniu Prosiaczka zastał Królika. I tak wszyscy trzej zaczęli o tym gawędzić.
- Nie podoba mi się to wszystko - rzekł Królik. - Jesteśmy sobie wszyscy u siebie, w Lesie, ty, Puchatku, ty Prosiaczku, i ja - a tu naraz...
- I Kłapouchy - wtrącił Puchatek.
- I Kłapouchy, a tu naraz...
- I Sowa Przemądrzała - dodał Puchatek.
- I Sowa Przemądrzała, a tu na...
- I Kłapouchy - rzekł Puchatek. - Zapomniałem o nim.
- Jesteśmy wszyscy u siebie - ciągnął dalej Królik powoli i dobitnie - a tu naraz budzimy się pewnego pięknego dnia i kogo zastajemy? Jakieś Dziwne Zwierzę. Zwierzę, o którym nawet nigdy nie słyszeliśmy. Zwierzę, które nosi całą swoją rodzinę w kieszeni. Przypuśćmy, że ja na przykład zacznę nosić całą moją rodzinę w kieszeni. Ile kieszeni musiałbym mieć?
- Szesnaście - kiwnął Prosiaczek.
- Siedemnaście, nieprawda? - powiedział Królik. - I jeszcze jedną na chusteczkę do nosa. To już osiemnaście. Osiemnaście kieszeni w jednym ubraniu. To o wiele za dużo. Tu nastąpiło długie milczenie... Przerwał je Puchatek, który od paru chwil siedział głęboko zamyślony: - A mnie wypada
piętnaście.
- Co? - spytał Królik.
- Piętnaście.
- Piętnaście czego?
- Piętnaście osób twojej rodziny.
- No i co?
Puchatek podrapał się w nosek i powiedział, że mu się zdawało, że Królik mówił coś o swojej rodzinie.
- Czy tak? - spytał Królik niedbale.
- Tak, powiedziałeś, że...
- Mniejsza z tym, Puchatku - rzekł Prosiaczek zniecierpliwiony. - Chodzi o to, co mamy zrobić z Kangurzycą.
- Aha - powiedział Puchatek.
- Najlepiej będzie tak - odezwał się Królik - porwiemy Maleństwo i ukryjemy je, a kiedy Mama-Kangurzyca zapyta: "Gdzie jest Maleństwo?", powiemy: "Akuku!"
- Akuku! - powiedział Puchatek dla wprawy. - Akuku! Akuku! To bardzo ładnie brzmi. Moglibyśmy powiedzieć "akuku!" bez porywania Maleństwa.
- Puchatku! - rzekł Królik grzecznie. - Nie masz ani krzty rozumu.
- Wiem o tym - odparł Puchatek pokornie.
- Po to powiemy "akuku!", żeby Mamie-Kangurzycy dać do zrozumienia, że my wiemy, gdzie jest Maleństwo. "Akuku!" ma oznaczać: Powiemy ci, gdzie jest Maleństwo, jeśli nam obiecasz, że zabierzesz się z Lasu i już nigdy w te strony nie wrócisz. Puchatek usiadł na boczku i wprawiał się w mówieniu "akuku!" na różne sposoby. Czasami zdawało mu się, że to oznacza to właśnie, co miał na myśli Królik, a czasem zdawało mu się, że co innego.
"Sądzę, że to jest tylko wprawa - myślał. - Ciekaw jestem, czy Mama-Kangurzyca też będzie musiała się wprawiać, żeby to zrozumieć".
- Jest tylko jedna ważna rzecz - wtrącił Prosiaczek kręcąc się niespokojnie. - Rozmawiałem z Krzysiem, który mi powiedział, że Kangury są powszechnie znane jako jedne z Najdzikszych Zwierząt. Na ogół nie boję się Dzikich Zwierząt, ale każdy o tym wie, że jeśli jednemu z Najdzikszych Zwierząt zabrać Jego Małe, ono staje się tak dzikie jak Dwa Najdziksze Zwierzęta. Wobec tego powiedzenie "akuku!" jest może trochę nierozsądne. Królik poślinił koniec ołówka i powiedział:
- Prosiaczku, nie masz ani krzty odwagi!
- Niełatwo jest być odważnym - odparł Prosiaczek, lekko pociągając noskiem - kiedy jest się tylko Bardzo Małym Zwierzątkiem.
Królik, który z wielkim skupieniem zabierał się do pisania, podniósł łebek i powiedział:
- Właśnie dlatego, że jesteś Bardzo Małym Zwierzątkiem, możesz się przydać w przedsięwzięciu, jakie mamy przed sobą.
Prosiaczek był tak przejęty myślą o tym, że może się przydać, że zapomniał się bać, i gdy Królik oświadczył, że Kangury są Niebezpieczne tylko podczas zimowych miesięcy, a w innych okresach są Łagodnego Usposobienia, Prosiaczek ledwo mógł usiedzieć na miejscu, tak bardzo mu się śpieszyło, żeby się przydać.
- A co ja będę robił? - spytał Puchatek ze smutkiem. - Chyba nie będę mógł się przydać?
- Nic nie szkodzi, Puchatku - rzekł Prosiaczek pocieszająco. - Może innym razem.
- Bez Puchatka - powiedział Królik uroczyście, ostrząc szpic ołówka - całe przedsięwzięcie będzie niemożliwe.
- Och - westchnął Prosiaczek i usiłował nie wyglądać na rozczarowanego, Puchatek zaś poszedł do kącika i rzekł z dumą do siebie:
- Niemożliwe beze mnie. Taki to już ze mnie Miś.
- A teraz proszę posłuchać - powiedział Królik, gdy skończył pisać. I Puchatek z Prosiaczkiem usiedli obok, słuchając pilnie z otwartymi pyszczkami. A Królik to właśnie napisał:
PLAN PORWANIA MALEŃSTWA
1. Uwagi ogólne. Mama-Kangurzyca biega prędzej niż którekolwiek z nas, nawet ja.
2. Uwagi bardziej ogólne. Mama-Kangurzyca nigdy nie spuszcza oka z Maleństwa, chyba tylko wtedy, gdy jest ono bezpiecznie zapięte w jej kieszeni.
3. A zatem. Jeśli mamy porwać Maleństwo, musimy uzyskać Znaczną Przewagę, ponieważ Kangurzyca biega prędzej niż ktokolwiek z nas, a nawet ja (patrz 1).
4. Uwaga. Jeśli Maleństwo wyskoczy z kieszeni Kangurzycy, a na jego miejsce wskoczy Prosiaczek, Kangurzyca nie zauważy różnicy, gdyż Prosiaczek jest Bardzo Małym Zwierzątkiem.
5. Jak Maleństwo.
6. Jednak Kangurzyca musiałaby patrzeć w inną stronę, tak aby nie zauważyła wskakującego do jej kieszeni Prosiaczka.
7. Patrz 2.
8. Inna uwaga. Jednak gdyby ją Puchatek zajął interesującą rozmową, mogłaby przez chwilę patrzeć w inną stronę.
9. A wtedy ja mógłbym uciec z Maleństwem.
10. Prędziutko.
11. I Kangurzyca nie spostrzegłaby różnicy. Dopiero Potem.
Królik odczytał to uroczyście i przez krótką chwilę nikt nie odzywał się słowem.
Wreszcie Prosiaczek, który tylko w milczeniu otwierał i zamykał ryjek, zdołał wykrztusić ochrypłym głosem:
- A co potem?
- Co przez to rozumiesz?
- Kiedy Kangurzyca Zobaczy Różnicę...
- Wtedy wszyscy mówimy "akuku!"
- My wszyscy troje!
- Tak.
- Ojej!
- O co chodzi, Prosiaczku?
- O nic - odparł Prosiaczek - dopóki my wszyscy troje mówimy "akuku". Dopóki my wszyscy mówimy - powtórzył Prosiaczek - to nic nie szkodzi. Ale nie zależy mi na tym specjalnie, żeby powiedzieć "akuku" samemu. Zresztą to nawet nie brzmiałoby ładnie. A czy jesteś zupełnie pewien tego, co mówiłeś o zimowych miesiącach?
- O zimowych miesiącach?
- Tak, o tym, że one są Niebezpieczne tylko w zimowych miesiącach?
- O, tak, najzupełniej. Więc co, Puchatku? Czy wiesz już, co będziesz miał do roboty?
- Nie - odparł Kubuś Puchatek. - Jeszcze nie wiem. A co będę robił?
- Więc masz tylko mówić bez przerwy do Kangurzycy, tak żeby odwrócić jej uwagę.
- Oo... ale czym?
- O czym ci się podoba.
- Czy myślisz, że mógłbym jej powiedzieć na przykład kawałek wierszyka czy coś w tym rodzaju?
- O, to-to właśnie - odparł Królik. - Doskonale. Więc ruszamy. I poszli wszyscy wypatrywać Mamy-Kangurzycy.
Kangurzyca z Maleństwem spędzali miłe popołudnie w Lesie, na piaszczystej polance. Maleństwo ćwiczyło się w niewielkich skokach na piasku, wpadało do mysich norek, a potem wyłaziło na wierzch, a Mama-Kangurzyca kręciła się koło swego synka mówiąc: - Jeszcze tylko jeden skok, kochanie, i idziemy do domu. A tu nagle kto się zjawia, gramoląc się na piaszczysty pagórek? Kubuś Puchatek.
- Dobry wieczór, Mamo-Kangurzyco!
- Dobry wieczór, Puchatku!
- Popatrz, jak ja skaczę - zapiszczało Maleństwo i wpadło do innej mysiej norki.
- Jak się masz, Maleństwo, dzielny kawalerze!
- Właśnie mieliśmy wracać do domu - rzekła Kangurzyca. - Dobry wieczór, Króliku! Jak się masz, Prosiaczku!
Królik i Prosiaczek, którzy ukazali się z drugiej strony pagórka, powiedzieli: "Dobry wieczór!" i "Jak się masz, Maleństwo!" - a Maleństwo dopominało się, żeby koniecznie popatrzyli, jak ono skacze, więc stanęli i patrzyli. I Mama-Kangurzyca też patrzyła...
Królik dwa razy mrugnął na Puchatka, który zwrócił się do Kangurzycy.
- Droga Kangurzyco - powiedział - nie wiem, czy ty interesujesz się Poezją?
- Raczej nie - odparła Kangurzyca.
- Czyżby? - zdziwił się Puchatek.
- Maleństwo kochane, jeszcze tylko jeden skok, a potem musimy już iść do domu. Nastąpiło króciutkie milczenie, podczas którego Maleństwo wpadło do mysiej norki. A Królik przyłożył łapkę do pyszczka i powiedział głośnym szeptem:
- No, zaczynaj!
- Jeśli chodzi o Poezję - mówił Puchatek - to idąc sobie teraz Lasem, ułożyłem taki mały wierszyk. To brzmi mniej więcej tak. Czekaj, zaraz sobie przypomnę...
- Doskonale - rzekła Kangurzyca. - Maleństwo kochane, już idziemy.
- Bardzo ci się spodoba ten poemacik - rzekł Królik.
- Rozkochasz się w nim po prostu - powiedział Prosiaczek.
- Musisz go posłuchać bardzo uważnie - powiedział Królik.
- Tak, aby nic z niego nie opuścić - mówił Prosiaczek.
- O, tak - odparła Mama-Kangurzyca nie spuszczając oka z Maleństwa.
- Jak to idzie, Puchatku? - zapytał Królik.
Puchatek chrząknął lekko i zaczął deklamować:
STROFY NAPISANE PRZEZ MISIA
O BARDZO MAŁYM ROZUMKU:
W poniedziałek, w chmurny dzień,
Rozmyślałem idąc lasem:
"Czemu tym jest zawsze ten,
A ów owym - tylko czasem?"
A we wtorek myślę tak
(Było ciepło i słonecznie):
"To na pewno, tak czy siak,
Ale tamto - niekoniecznie".
Znów we środę padał deszcz,
Więc rozważam z niepokojem:
"Wasi naszym mogą też,
Lecz nie mogą twoje moim".
W czwartek znów był mróz i szron...
Pomyślałem: "Coś tu będzie...
Bo choć tutaj dzisiaj on,
Ale oni zawsze wszędzie".
W piątek...
Ach, tak, tak - rzekła Mama-Kangurzyca, nie czekając, aż usłyszy, co stało się w piątek.
- Tylko jeszcze jeden skok, kochane Maleństwo, i naprawdę musimy już iść do domu. Królik dał Puchatkowi szturchańca dla zachęty.
- Wracając do Poezji - rzekł w tej samej chwili Puchatek - czyś zwróciła kiedy uwagę na tamto drzewo, o tam, tam?
- Gdzie? - spytała Kangurzyca. - No, Maleństwo, już najwyższy czas.
- O, tu, akurat na wprost - rzekł Puchatek wskazując poza plecy Kangurzycy - czy widzisz?
- Nie - odparła Kangurzyca. - Teraz, kochane Maleństwo, smyk! Do kieszeni. Idziemy do domu.
- Powinnaś koniecznie popatrzeć na to drzewo, o tam, akurat na wprost - odezwał się Królik. - Czy mam cię podsadzić, Maleństwo?
I ujął Maleństwo w łapki.
- Na drzewie siedzi ptaszek - powiedział Kubuś Puchatek. - Widzę go stąd. A może to rybka?
- Powinnaś stąd widzieć ptaszka - powiedział Królik. - Chyba, żeby to była rybka...
- To nie rybka, to ptak - rzekł Prosiaczek.
- Tak, to ptak - powiedział Królik.
- Czy to szpak, czy kos? - zapytał Puchatek.
- O to właśnie chodzi - powiedział Królik - czy to kos, czy szpak? Wreszcie Kangurzyca odwróciła głowę i w chwili gdy ją odwracała, Królik powiedział głośno:
- Właź do środka, Maleństwo. - I Prosiaczek wskoczył do kieszeni Mamy- Kangurzycy, a Królik czmychnął ile sił w nogach z Maleństwem.
- Co się stało? Gdzie jest Królik? - spytała Kangurzyca odwracając się znowu. - Jak ci jest, kochane Maleństwo?
Prosiaczek wydał piskliwy, cienki głosik z głębi kieszeni Kangurzycy.
- Królik musiał odejść - wyjaśnił Puchatek. - Zdaje się, że coś sobie nagle przypomniał i musiał pójść i to załatwić.
- A Prosiaczek?
- Zdaje się, że i Prosiaczek w tej samej chwili o czymś sobie przypomniał. Zupełnie nagle.
- No, więc i my już uciekamy do domu - rzekła Kangurzyca. - Do widzenia, Puchatku!
I w trzech wielkich susach znalazła się daleko.
Puchatek patrzył w ślad za nią i myślał: "Gdybym to ja tak potrafił... Są tacy, co potrafią, a są tacy, co nie potrafią. W tym cała rzecz". A tymczasem były chwile, kiedy Prosiaczek życzył sobie, żeby Kangurzyca nie potrafiła. Nieraz, gdy mu droga wypadała przez Las, marzył o tym, żeby być ptaszkiem, aby móc fruwać.
Ale teraz siedząc na spodzie kieszeni Kangurzycy, podrzucany w górę i w dół, tak sobie myślał: to nie chcę, jeśli ma być to nigdy fruwanie, tego robić.
I gdy unosił się w górę, mówił: "Oooo!" - a gdy opadał w dół, mówił: "Aaaa!" - I mówił: "Oooaaa" - przez całą drogę, aż do domu Kangurzycy. Ma się rozumieć, że gdy tylko Kangurzyca odpięła swoją kieszeń, zobaczyła, co się stało. I tylko przez krótką chwilę zdawało jej się, że jest niespokojna. Ale zaraz potem poczuła, że wcale, a wcale się nie boi, ponieważ wiedziała, że Krzyś nie pozwoli, aby jej Maleństwu stała się najmniejsza krzywda. Więc tak sobie pomyślała: "Jeśli oni płatają mi figle, to i ja spłatam im figla".
- A teraz, kochane Maleństwo - powiedziała, gdy wyjęła Prosiaczka z kieszeni - pora spać.
- Akuku! - rzekł Prosiaczek, jak tylko potrafił najgłośniej, po swej Straszliwej Podróży. Lecz nie było to widocznie bardzo dobre "akuku", bo Kangurzyca nie zrozumiała, o co chodzi.
- Najpierw kąpiel - powiedziała ochoczo.
- Akuku - powtórzył Prosiaczek i rozejrzał się z niepokojem dokoła, szukając swoich towarzyszy.
Lecz towarzysze byli daleko. Królik siedział u siebie w domu i zabawiał się z Maleństwem, czując, że coraz bardziej je lubi, a Puchatek, który postanowił zostać Kangurem, siedział na piaszczystej polance, na skraju Lasu, ćwicząc się w skokach.
- Tak sobie myślę - rzekła Kangurzyca głosem pełnym zastanowienia - czy nie przydałaby ci się dzisiaj zimna kąpiel? Czy miałbyś na nią ochotę, kochane Maleństwo? Prosiaczka, który na ogół nie lubił kąpieli, przeszedł długi dreszcz obrzydzenia. Powiedział więc z odwagą, na jaką tylko mógł się zdobyć:
- Mamo-Kangurzyco, widzę, że nadszedł czas, abyśmy pomówili ze sobą otwarcie.
- Śmieszne, małe Maleństwo - rzekła Kangurzyca dobrotliwie, przygotowując wodę do kąpieli.
- Nie jestem Maleństwo - oświadczył Prosiaczek głośno. - Jestem Prosiaczek.
- Tak, tak - powiedziała Kangurzyca niby to na serio - a jak ślicznie naśladujesz głos Prosiaczka! Jakiś ty mądry i cacany - mówiła wyjmując z szafki spory kawałek żółtego mydła. - Ciekawa jestem, co teraz porabia Prosiaczek.
- Czy ty mnie nie widzisz?! - wrzasnął Prosiaczek. - Czy nie masz oczu? Spójrz na mnie!
- Właśnie patrzę, drogie Maleństwo - rzekła Kangurzyca raczej surowo. - A ty przypomnij lepiej sobie, co ci wczoraj mówiłam o robieniu min. Jeśli będziesz robił miny takie jak Prosiaczek, to jak podrośniesz, staniesz się do niego podobny. A wtedy, pomyśl, jak ci będzie przykro. No, ale teraz marsz do ceberka! I nie każ mi sobie tego powtarzać dwa razy.
I nim Prosiaczek zdążył zorientować się, co się dzieje, był już w ceberku z wodą, a Kangurzyca szorowała go z całych sił wielką namydloną gąbką.
- Ojej! - krzyczał Prosiaczek. - Puść mnie! Jestem Prosiaczek!
- Nie otwieraj buzi, kochanie, bo nałykasz się mydła - rzekła Kangurzyca. - A widzisz, co ci mówiłam?
- Tyś - tyś - tyś to zrobiła naumyślnie - wykrztusił Prosiaczek, gdy tylko znowu mógł mówić... i potem tak się stało, że znów miał usta pełne mydlin.
- Dobrze już, dobrze kochanie, tylko nic nie mów - i w chwile potem Prosiaczek został wydobyty z ceberka i wytarty suchym ręcznikiem.
- Teraz jeszcze Maleństwo dostanie łyżkę tranu - powiedziała Kangurzyca - i marsz do łóżka.
- Po-po co, po co tran? - spytał Prosiaczek.
- Po to, żebyś urósł duży i silny, kochanie. Nie chcesz chyba być podobny do małego i słabego Prosiaczka, co? A widzisz...
W tej samej chwili rozległo się pukanie do drzwi.
- Proszę - rzekła Kangurzyca i do pokoju wszedł Krzyś.
- Krzysiu, Krzysiu! - zawołał Prosiaczek. - Powiedz Kangurzycy, kim ja jestem! Ona upiera się i mówi, że jestem Maleństwem, prawda?
Krzyś popatrzył na niego uważnie i potrząsnął głową.
- Nie możesz być Maleństwem - powiedział - bo właśnie przed chwilą widziałem Maleństwo, które bawi się wesoło u Królika.
- No, no - rzekła Kangurzyca - to wprost nie do wiary. To nie do wiary, żebym aż tak się pomyliła!
- A widzisz? - powiedział Prosiaczek. - Mówiłem ci. Jestem Prosiaczek. Krzyś znów potrząsnął głową.
- Nie jesteś Prosiaczek - powiedział. - Znam dobrze Prosiaczka, który jest zupełnie innego koloru.
Prosiaczek zaczął tłumaczyć, że to wszystko dlatego, ponieważ wziął przed chwilą kąpiel, a potem pomyślał, że może nie trzeba było tego mówić. I gdy otworzył ryjek, aby powiedzieć coś innego, Mama-Kangurzyca wlała mu łyżeczkę lekarstwa, poklepała po grzbiecie i powiedziała, że to lekarstwo ma
zupełnie miły smak, gdy się do niego przyzwyczaić.
- Wiedziałam, że to nie jest Prosiaczek - powiedziała Kangurzyca - ale ciekawa jestem, kto to może być?
- Może to jakiś krewny Puchatka? - rzekł Krzyś. - Może jakiś bratanek czy wujaszek, czy coś podobnego?
Kangurzyca zgodziła się z przypuszczeniem Krzysia i powiedziała, że wobec tego trzeba go będzie jakoś nazwać.
- Nazwijmy go Nieboraczek - powiedział Krzyś. - Dla skrótu: Tomasz Nieboraczek. I właśnie gdy to postanowiono, Tomasz Nieboraczek wyrwał się z objęć Kangurzycy i skoczył na ziemię. Ku jego wielkiej radości Krzyś zostawił drzwi otwarte. I nigdy jeszcze Tomasz Nieboraczek-Prosiaczek nie pędził tak
szybko jak wtedy. Zatrzymał się dopiero niedaleko swego domku. Gdy był już o jakie sto kroków od niego, resztę drogi odbył tarzając się po ziemi, żeby odzyskać swój dawny, ulubiony kolor. I tak Kangurzyca z Maleństwem zostali w Lesie. I co wtorek Maleństwo spędzało cały dzień ze swym serdecznym przyjacielem Królikiem, i co wtorek Kangurzyca spędzała cały dzień ze swym serdecznym przyjacielem Puchatkiem, ucząc go skakać, i co wtorek Prosiaczek spędzał cały dzień ze swym serdecznym przyjacielem Krzysiem. I znowu wszyscy byli bardzo szczęśliwi.
A. A. Milne
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Drukuj