Początki były oczywiście trudne. Co chwilę któreś upadało i nie mogło się podnieść:)
Ale już po 10 minutach na lodzie, Nikodem załapał o co biega w tym sporcie i niespodziewanie, sam z siebie, zaczął śmigać, jak stary łyżwiarz:)
Lenka miała trochę więcej oporów i mniej pewności siebie, ale po jakimś czasie też się ośmieliła i próbowała swoich sił, wołając: "Mamo, ja sama! Nie trzymaj mnie!". Dzielna dziewczynka:)
Generalnie zabawę mieliśmy przednią! Już zapomniałam, ile frajdy może dać człowiekowi jazda na łyżwach:) Oczywiście nie obyło się bez kilku siniaków na tyłkach, obitych kolan i stłuczonego łokcia mamy, ale łupieże już zapowiedziały, że jutro też idziemy na łyżwy!









