Jutro Nikodem wybiera się na przedszkolną wycieczkę do skansenu w Maurzycach. Skansen ten skupia domy, zagrody, budynki gospodarskie, wiatraki i kościoły typowe dla Księstwa Łowickiego z XIXw. Myślę, że będzie to bardzo pouczająca wycieczka.
W programie imprezy jest również wizyta u garncarza, gdzie dzieciaki będą mogły spróbować swoich sił w lepieniu garnków i misek z gliny. Po cichu liczę na nowy gadżet do kuchni:)
Dzieciaki mają wprawdzie zapewnione wyżywienie, ale Panie prosiły o zapakowanie dodatkowego prowiantu w postaci jakiegoś soczku i kanapek. Wiadomo - na świeżym powietrzu człowiek nabiera apetytu.
No właśnie: kanapki! Na pytanie o prowiant na drogę Nikodem poprosił o zapakowanie suchych bułek.
- Ale Nikodemku, może chociaż z masełkiem te bułeczki? - próbuję przekonać opornego potomka.
- Nie, Mamusiu, suche bułki wystarczą! I wezmę sobie soczek!
Rany Boskie, co za dziecko...
O wszystkim i o niczym. O rzeczach ważnych, mniej ważnych i tych zupełnie błahych. Zapiski z codziennego, beztroskiego życia moich diabelskich łupieży: Lenki i Nikodema. "Dzieci najuważniej słuchają, kiedy mówi się nie do nich" — Eleonora Roosevelt
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lepienie garnków. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lepienie garnków. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 29 maja 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)
