Moje dzieci, nie wiedzieć dlaczego, uwielbiają jeździć autobusem:) W moim mieście autobusy nie są wprawdzie czerwone, tylko żółto-niebieskie, ale i tak są fajne! Od czasu do czasu więc, kiedy jest chłodno, albo deszczowo a łupieże już nie widzą co mają ze sobą zrobić z nudów, wybieramy się na autobusową wycieczkę.
Kupujemy bilety i idziemy na przystanek - ważne, żeby nie były to godziny szczytu, bo jazda w nieziemskim tłoku jest raczej mało atrakcyjna. Wybieramy więc sobie jakąś mniej uczęszczaną, albo szczególnie długą linię (ewentualnie wsiadamy w to, co akurat się podstawi) i jedziemy.
Najważniejszym elementem autobusowej wycieczki jest oczywiście kasowanie biletów. Łupieże przepychają się do kasownika i kłócą się zawzięcie, kto ma pierwszy skasować bilet. Potem usadzają się na fotelach (przy okazji awanturując się o miejsce przy oknie) i robimy sobie pętlę po mieście. Całe szczęście, że bilety nie są czasowe, więc można się przejechać naokoło:)
Dzieciaki są zachwycone, oglądają widoki za oknem - siedzi się wysoko, okna są duże, więc wszystko widać. Kiedy znudzą Im się widoki za oknem, komentują ubiór, wygląd i zachowanie współpasażerów - nie zawsze po cichu i w ogóle są w siódmym niebie.
A przy okazji poznają swoje rodzinne miasto z nieco innej perspektywy.
O wszystkim i o niczym. O rzeczach ważnych, mniej ważnych i tych zupełnie błahych. Zapiski z codziennego, beztroskiego życia moich diabelskich łupieży: Lenki i Nikodema. "Dzieci najuważniej słuchają, kiedy mówi się nie do nich" — Eleonora Roosevelt
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą autobus. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 31 lipca 2012
Subskrybuj:
Posty (Atom)
