Były konkursy i zabawy, dmuchane zjeżdżalnie i trampoliny. Było też malowanie twarzy. Wszystkie atrakcje były bezpłatne:) Łupieże były oczywiście wniebowzięte, szalały tam kilka dobrych godzin i siłą trzeba Ich było ciągnąć do domu.


O wszystkim i o niczym. O rzeczach ważnych, mniej ważnych i tych zupełnie błahych. Zapiski z codziennego, beztroskiego życia moich diabelskich łupieży: Lenki i Nikodema. "Dzieci najuważniej słuchają, kiedy mówi się nie do nich" — Eleonora Roosevelt
Ale śliczny kotek ;)
OdpowiedzUsuńAle fajny makijaż ;))
OdpowiedzUsuń/ Widziałam u "Co w głowie piszczy" , że mamy podobne upodobania ksiażkowe z czasów nastoletności ;)
Pozdrawiam!
Siesicką masz na myśli? Świetne książki, dawno nie czytałam. Muszę poszperać u dziadka, bo pewnie znajdę tam moje zaczytane egzemplarze:)
UsuńSuper, śliczny kotek :)
OdpowiedzUsuńsliczny kotecek:*
OdpowiedzUsuńNie no ktoek genialny:), świetna sprawa taki festyn.
OdpowiedzUsuńAle śliczna kicia :) To miały dzieci trochę rozrywki :)
OdpowiedzUsuńślicznie:)
OdpowiedzUsuńjaka śliczna dziewuszka :)
OdpowiedzUsuńhttp://book-and-cooking.blogspot.com/2012/08/ogoszenie-wynikow-konkursu.html
OdpowiedzUsuń